Twierdza Wrocław upada po raz drugi (RELACJA)
fot.: Paweł Kot
Spotkanie Śląska z Rakowem było dla wrocławian prawdziwym meczem o 6 punktów. Częstochowianie przed pierwszym gwizdkiem zajmowali 4 miejsce w ligowej tabeli, mając jedno oczko więcej od WKS-u. Jeśli podopieczni trenera Jacka Magiery nie chcieli dać uciec czołówce, to w grę wchodziło tylko zwycięstwo.
W wyjściowej jedenastce Śląska widzieliśmy kilka zmian względem meczu w Poznaniu. Diogo Verdasca nabawił się kontuzji, w wyniku czego został zastąpiony przez Łukasza Bejgera. Najistotniejszy dla wrocławian był jednak powrót podstawowych wahadłowych. Za Bartłomieja Pawłowskiego i Dino Stigleca w składzie znaleźli się Patryk Janasik oraz Victor Garcia.
ZNAMY SKŁAD
— Śląsknet (@SLASKnet) October 16, 2021
Oto jedenastka @SlaskWroclawPl, która powalczy o zwycięstwo w meczu z @Rakow1921
Jakieś zaskoczenia? #ŚLĄRCZhttps://t.co/MhteIKznHS pic.twitter.com/l4lYSzMoL0
DOBRE NUDNEGO POCZĄTKI
Raków już od pierwszych minut starał się narzucić swoje warunki we Wrocławiu. Wysoko ustawiona linia pressingu, duża intensywność przy odbiorze - to wszystko sprawiało, że Śląskowi nie grało się wygodnie. Podopieczni trenera Magiery nie pozostawali jednak dłużni. Zawodnicy WKS-u również stosowali wysoki pressing, co w połączeniu z bliźniaczym pomysłem na grę trenera Marka Papszuna dawało nam zawrotne tempo od samego początku.
Jako pierwsi do stuprocentowej okazji doszli jednak goście. W 9 minucie po świetnej indywidualnej akcji prawą stroną w pole karne wtargnął Ivi Lopez. Hiszpan wyłożył piłkę na piąty metr, lecz nieczysto trafił w nią Vladislavs Gutkovskis i cała sytuacja zakończyła się jedynie strachem. Niemniej, było to pierwsze ostrzeżenie dla wrocławian.
Wraz z upływem kolejnych minut tempo meczu spadało. Śląsk pokazał, że odrobił lekcje po meczu z Lechem i dobrze radzi sobie z wyprowadzaniem piłki, mimo wysokiego pressingu przeciwnika. Raków z kolei szukał prostych środków, dzięki którym częściej stwarzał zagrożenie pod bramką rywala. Wnioski obu zespołów po pierwszych 20 minutach, podobnie do początkowych założeń taktycznych, były identyczne. Drużyny Marka Papszuna i Jacka Magiery nieco się wycofały, a obraz wieczornego starcia zaczynał przypominać jeden z tych meczów, które określamy mianem “dla koneserów”.
PIŁKARSKIE SZACHY
Tak jak pierwsza część spotkania zapowiadała się na istnie świetne widowisko, tak z upływem kolejnym minut to wrażenie coraz bardziej przemijało, aby ostatecznie całkowicie wygasnąć. Bardzo dynamiczny i ciekawy początek okazał się tylko zasłoną dymną do piłkarskich szachów, jakie oglądaliśmy przez mniej więcej 80% pierwszej połowy. Żadna z drużyn nie była w stanie wykreować sobie stuprocentowych sytuacji, a interesująco zaczynało się dziać tylko po indywidualnych zrywach.
W drugiej części meczu Śląsk zaczął popełniać jeszcze liczniejsze błędy niż w pierwszej połowie - straty w pozornie łatwych momentach zdecydowanie nie pomagały w budowaniu pewności siebie oraz regularnie zaburzały płynność gry. Nie przeszkodziło to jednak Mateuszowi Praszelikowi w stworzeniu zagrożenia pod bramką Rakowa. Młodzieżowiec świetnie nacisnął na ostatniego obrońcę, zabrał mu piłkę i zaczął wychodzić sam na sam z Vladanem Kovacevicem. Niestety, w kluczowym momencie Praszelik stracił równowagę, a co tam idzie, stracił futbolówkę.
A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE
Po wspomnianym wyżej zrywie Praszelika coś we wrocławianach się przełamało. Podopieczni Jacka Magiery jakby uwierzyli, że przeciwnik również popełnia błędy i zaczęli atakować ze znacznie większym przekonaniem. Najpierw po świetnej indywidualnej akcji Exposito przedryblował dobre 20 metrów, kończąc swój rajd groźnym strzałem.
Kilka chwil później Śląsk doszedł do jeszcze lepszej sytuacji - po odbiorze w środkowej strefie boiska z piłką na bramkę Kovacevica ruszył Praszelik. Wrocławianie wyprowadzali kontrę, w której mieli przewagę jednego zawodnika. Młodzieżowiec biegł środkiem, po lewej stronie miał Exposito, a po prawej obiegał go Pich. Praszelik zdecydował się na podanie do Słowaka, lecz ten w fatalny sposób przestrzelił, myląc się o dobre 5 -10 metrów.
Raków nie chciał jednak pozostać dłużny. Po dobrze założonym pressingu częstochowianie odebrali piłkę Janasikowi, po czym przetransportowali ją do znajdującego się w polu karnym Gutkoviskisa. Łotysz przełożył futbolówkę na prawą nogę i uderzył technicznie w kierunku dalszego słupka. Jego strzał, na szczęście dla Śląska, minimalnie minął bramkę Szromnika.
Tego szczęścia zabrakło jednak w 64 minucie, kiedy to Raków wyszedł na prowadzenie. Po akcji prawą flanką Ivi Lopez doskonałe dośrodkował do Gutkovskisa. Łotysz tym razem przymierzył idealnie i po jego woleju Szromnik nie miał większych szans. Na kolejne trafienie dla częstochowian nie musieliśmy długo czekać - 5 minut później po szybkiej kontrze Ivi Lopez do asysty dorzucił również gola i Raków prowadził już 2:0. Hiszpan biegł przez około 30 metrów bez asysty któregokolwiek z obrońców, po czym pewnie pokonał bezradnego Szromnika.
POKAZAĆ CHARATKER
Wrocławianie nie złożyli jednak broni. W 75 minucie po długiej, przeciągającej się akcji do siatki ostatecznie trafił Mateusz Praszelik. W przeciągu 30 sekund widzieliśmy zablokowany strzał Picha, drybling Exposito, który również zakończył się zablokowanym uderzeniem, a na sam koniec fantastycznego gola strzelił Praszelik!
Śląsk walczył, atakował i starał się do samego końca, lecz Raków bronił się niezwykle dzielnie. Szczególnie groźny był strzelec pierwszego gola - Praszelik, który raz za razem był zaangażowany w najgroźniejsze akcje WKS-u. Pozytywnym akcentem było również wejście Waldemara Soboty, który zastąpił na boisku Picha i dał przyzwoitą zmianę. Niestety, na Raków okazało się to zwyczajnie za mało i częstochowianie mogli cieszyć się z 3 punktów wywiezionych z Wrocławia.
Śląsk Wrocław 1:2 (0:0) Raków Częstochowa
Bramki: Praszelik 76' – Gutkovskis 64' Lopez 69'
Śląsk Wrocław: Szromnik – Lewkot, Golla, Bejger, Janasik, Schwarz, Mączyński (83' Łyszczarz), Garcia, Pich (77' Sobota), Praszelik, Exposito Trener: Jacek Magiera
Raków Częstochowa: Kovacević – Petrasek, Niewulis, Tudor, Kun, Poletanović, Papanikolaou, Lederman (77' Gwilia), Wdowiak (73' Szelągowski), Lopez (83' Sturgeon), Gutkovskis (73' Arak) Trener: Marek Papszun
Partnerem głównym Śląsknetu jest firma Superbet - zapoznaj się z najnowszą ofertą
Superbet posiada zezwolenie na zakłady. Hazard wiąże się z ryzykiem, a udział w nielegalnych grach jest karalny. Dozwolone dla osób powyżej 18 roku życia