Twierdza Wrocław upada po raz drugi (RELACJA)

16.10.2021 (21:56) | Jakub Luberda
uploads/images/2021/9/KoPa_PP_SlaWro_TerBBN_23092021_-70_614d7e648d3d0.jpg

fot.: Paweł Kot

Spotkanie Śląska z Rakowem było dla wrocławian prawdziwym meczem o 6 punktów. Częstochowianie przed pierwszym gwizdkiem zajmowali 4 miejsce w ligowej tabeli, mając jedno oczko więcej od WKS-u. Jeśli podopieczni trenera Jacka Magiery nie chcieli dać uciec czołówce, to w grę wchodziło tylko zwycięstwo.



 

W wyjściowej jedenastce Śląska widzieliśmy kilka zmian względem meczu w Poznaniu. Diogo Verdasca nabawił się kontuzji, w wyniku czego został zastąpiony przez Łukasza Bejgera. Najistotniejszy dla wrocławian był jednak powrót podstawowych wahadłowych. Za Bartłomieja Pawłowskiego i Dino Stigleca w składzie znaleźli się Patryk Janasik oraz Victor Garcia. 

DOBRE NUDNEGO POCZĄTKI

Raków już od pierwszych minut starał się narzucić swoje warunki we Wrocławiu. Wysoko ustawiona linia pressingu, duża intensywność przy odbiorze - to wszystko sprawiało, że Śląskowi nie grało się wygodnie. Podopieczni trenera Magiery nie pozostawali jednak dłużni. Zawodnicy WKS-u również stosowali wysoki pressing, co w połączeniu z bliźniaczym pomysłem na grę trenera Marka Papszuna dawało nam zawrotne tempo od samego początku.

Jako pierwsi do stuprocentowej okazji doszli jednak goście. W 9 minucie po świetnej indywidualnej akcji prawą stroną w pole karne wtargnął Ivi Lopez. Hiszpan wyłożył piłkę na piąty metr, lecz nieczysto trafił w nią Vladislavs Gutkovskis i cała sytuacja zakończyła się jedynie strachem. Niemniej, było to pierwsze ostrzeżenie dla wrocławian.

Wraz z upływem kolejnych minut tempo meczu spadało. Śląsk pokazał, że odrobił lekcje po meczu z Lechem i dobrze radzi sobie z wyprowadzaniem piłki, mimo wysokiego pressingu przeciwnika. Raków z kolei szukał prostych środków, dzięki którym częściej stwarzał zagrożenie pod bramką rywala. Wnioski obu zespołów po pierwszych 20 minutach, podobnie do początkowych założeń taktycznych, były identyczne. Drużyny Marka Papszuna i Jacka Magiery nieco się wycofały, a obraz wieczornego starcia zaczynał przypominać jeden z tych meczów, które określamy mianem “dla koneserów”.

PIŁKARSKIE SZACHY

Tak jak pierwsza część spotkania zapowiadała się na istnie świetne widowisko, tak z upływem kolejnym minut to wrażenie coraz bardziej przemijało, aby ostatecznie całkowicie wygasnąć. Bardzo dynamiczny i ciekawy początek okazał się tylko zasłoną dymną do piłkarskich szachów, jakie oglądaliśmy przez mniej więcej 80% pierwszej połowy. Żadna z drużyn nie była w stanie wykreować sobie stuprocentowych sytuacji, a interesująco zaczynało się dziać tylko po indywidualnych zrywach. 

W drugiej części meczu Śląsk zaczął popełniać jeszcze liczniejsze błędy niż w pierwszej połowie - straty w pozornie łatwych momentach zdecydowanie nie pomagały w budowaniu pewności siebie oraz regularnie zaburzały płynność gry. Nie przeszkodziło to jednak Mateuszowi Praszelikowi w stworzeniu zagrożenia pod bramką Rakowa. Młodzieżowiec świetnie nacisnął na ostatniego obrońcę, zabrał mu piłkę i zaczął wychodzić sam na sam z Vladanem Kovacevicem. Niestety, w kluczowym momencie Praszelik stracił równowagę, a co tam idzie, stracił futbolówkę. 

A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE

Po wspomnianym wyżej zrywie Praszelika coś we wrocławianach się przełamało. Podopieczni Jacka Magiery jakby uwierzyli, że przeciwnik również popełnia błędy i zaczęli atakować ze znacznie większym przekonaniem. Najpierw po świetnej indywidualnej akcji Exposito przedryblował dobre 20 metrów, kończąc swój rajd groźnym strzałem. 

Kilka chwil później Śląsk doszedł do jeszcze lepszej sytuacji - po odbiorze w środkowej strefie boiska z piłką na bramkę Kovacevica ruszył Praszelik. Wrocławianie wyprowadzali kontrę, w której mieli przewagę jednego zawodnika. Młodzieżowiec biegł środkiem, po lewej stronie miał Exposito, a po prawej obiegał go Pich. Praszelik zdecydował się na podanie do Słowaka, lecz ten w fatalny sposób przestrzelił, myląc się o dobre 5 -10 metrów. 

Raków nie chciał jednak pozostać dłużny. Po dobrze założonym pressingu częstochowianie odebrali piłkę Janasikowi, po czym przetransportowali ją do znajdującego się w polu karnym Gutkoviskisa. Łotysz przełożył futbolówkę na prawą nogę i uderzył technicznie w kierunku dalszego słupka. Jego strzał, na szczęście dla Śląska, minimalnie minął bramkę Szromnika.

Tego szczęścia zabrakło jednak w 64 minucie, kiedy to Raków wyszedł na prowadzenie. Po akcji prawą flanką Ivi Lopez doskonałe dośrodkował do Gutkovskisa. Łotysz tym razem przymierzył idealnie i po jego woleju Szromnik nie miał większych szans. Na kolejne trafienie dla częstochowian nie musieliśmy długo czekać - 5 minut później po szybkiej kontrze Ivi Lopez do asysty dorzucił również gola i Raków prowadził już 2:0. Hiszpan biegł przez około 30 metrów bez asysty któregokolwiek z obrońców, po czym pewnie pokonał bezradnego Szromnika.

POKAZAĆ CHARATKER

Wrocławianie nie złożyli jednak broni. W 75 minucie po długiej, przeciągającej się akcji do siatki ostatecznie trafił Mateusz Praszelik. W przeciągu 30 sekund widzieliśmy zablokowany strzał Picha, drybling Exposito, który również zakończył się zablokowanym uderzeniem, a na sam koniec fantastycznego gola strzelił Praszelik! 

Śląsk walczył, atakował i starał się do samego końca, lecz Raków bronił się niezwykle dzielnie. Szczególnie groźny był strzelec pierwszego gola - Praszelik, który raz za razem był zaangażowany w najgroźniejsze akcje WKS-u. Pozytywnym akcentem było również wejście Waldemara Soboty, który zastąpił na boisku Picha i dał przyzwoitą zmianę. Niestety, na Raków okazało się to zwyczajnie za mało i częstochowianie mogli cieszyć się z 3 punktów wywiezionych z Wrocławia.

Śląsk Wrocław 1:2 (0:0) Raków Częstochowa

Bramki: Praszelik 76' – Gutkovskis 64' Lopez 69'

Śląsk Wrocław: Szromnik – Lewkot, Golla, Bejger, Janasik, Schwarz, Mączyński (83' Łyszczarz), Garcia, Pich (77' Sobota), Praszelik, Exposito Trener: Jacek Magiera

Raków Częstochowa: Kovacević – Petrasek, Niewulis, Tudor, Kun, Poletanović, Papanikolaou, Lederman (77' Gwilia), Wdowiak (73' Szelągowski), Lopez (83' Sturgeon), Gutkovskis (73' Arak) Trener: Marek Papszun


Partnerem głównym Śląsknetu jest firma Superbet - zapoznaj się z najnowszą ofertą

Superbet posiada zezwolenie na zakłady. Hazard wiąże się z ryzykiem, a udział w nielegalnych grach jest karalny. Dozwolone dla osób powyżej 18 roku życia

ZOBACZ też: Kto był #SuperPiłkarzem meczu? (GŁOSOWANIE)