Twierdza zdobyta, Śląsk bez argumentów (RELACJA)

07.03.2021 (22:30) | Konrad Omieljaniuk
uploads/images/2021/3/KoPa__04022021-4a_604511c7829b4.jpg

fot.: Paweł Kot

Skończyła się dobra passa Śląska Wrocław na własnym stadionie. Legia Warszawa zaprezentowała we Wrocławiu niezbyt ciekawy, ale do bólu pragmatyczny futbol. To wystarczyło, by wobec bezpłodnego w ofensywie Śląska, zostać pierwszą drużyną w tym sezonie, która wywozi z Wrocławia trzy punkty. 



 

Narzekaliśmy, że trener Lavicka nie potrafi zaskoczyć zestawieniem wyjściowej jedenastki? No to przed dzisiejszym meczem z Legią dostaliśmy nie lada łamigłówkę. Po wygranym spotkaniu z Pogonią doszło do dwóch zmian w składzie. Pierwsza, wymuszona i spodziewana, to brak kontuzjowanego Pawelca i zastąpienie go Markiem Tamasem. Druga, niespodziewana i na pierwszy rzut oka trudna do zrozumienia, to pozostawienie na ławce Praszelika i desygnowanie do gry Patryka Janasika. Wszak wychowanek Legii był do tej pory etatowym młodzieżowcem w jedenastce Śląska, a będący ostatnio w głębokiej rezerwie Janasik, nigdy nie objawiał nam się jako kandydat do gry w środku pola. Zaskoczeniem w ustawieniu Legii było zdecydowanie się na wariant gry z dwoma napastnikami. Jednym z nich był, zaliczający pierwszy występ w tym sezonie, 18-letni Szymon Włodarczyk, syn Piotra – byłego zawodnika Śląska.

Pierwsze minuty pokazały, że ustawienie Śląska się nie zmieni, a Patryk Janasik faktycznie będzie grał jako defensywny pomocnik u boku Mathieu Scaleta. Pierwsze minuty to wyrównana gra i próby uderzeń z dystansu. Po stronie Legii bezskutecznie próbowali Kapustka i Gvilia. Śląsk oddał pierwszy celny strzał za sprawą Roberta Picha, lecz jego uderzenie pewnie złapał Artur Boruc.

W 13 minucie zdaniem arbitra Bejger sfaulował szarżującego Mladenovica. Sędzia Jarzębak źle ocenił tę sytuację, bez wahania wskazał na wapno, ale po konsultacji z VAR zmienił swoją decyzję. Kontakt, jeśli w ogóle był, miał miejsce przed polem karnym. Oglądając tę sytuację na powtórkach trudno oprzeć się wrażeniu, że gracz Legii w ogóle nie był faulowany i upadł dopiero kiedy stwierdził, że nie da rady dogonić już piłki.

Ładną akcję przeprowadził w 18 minucie Śląsk, piłka trafiła na prawą stronę do Musondy, a po jego dośrodkowaniu głową uderzał Pich. Strzał kapitana Śląska był jednak zbyt lekki by zaskoczyć Boruca. Goście odpowiedzieli pięć minut później. Dość łatwo przedarli się środkiem boiska, piłka została skierowana na prawo do Wszołka, który dobiegając pod linię końcową dośrodkował w pole karne. Tam do strzału z woleja doszedł Lopez, na szczęście jego próba zatrzymała się na bocznej siatce. Do końca pierwszej połowy obie drużyny były raczej dyskretne w ataku. Dość napisać, że Legia na przerwę schodziła bez celnego strzału. Śląsk miał jeszcze okazję z rzutu wolnego w 39 minucie, ale strzał Pawłowskiego poszybował wysoko nad bramką.

Szukając pozytywnego impulsu dla uśpionej ofensywy, trener Michniewicz w 50 minucie wprowadził do gry Pekharta. Najlepszy strzelec ekstraklasy zastąpił bezbarwnego Włodarczyka i już osiem minut później dał o sobie znać, gdy po rzucie rożnym i jego strzale głową, piłka zatrzymała się na słupku bramki Śląska.

Mijała godzina gry, gdy Cotugno włączył się do akcji ofensywnej i dośrodkował w pole karne do Pawłowskiego. Niestety strzał skrzydłowego Śląska w tej dogodnej sytuacji był niecelny. Gospodarze poszli za ciosem i już w następnej akcji Janasik dobrym podaniem wprowadził w pole karne Picha, a strzał słowaka z rogu pola karnego na rzut rożny sparował bramkarz Legii. Po tym stałym fragmencie wykonanym przez Stigleca do strzału głową doszedł Scalet, jednak nie trafił w bramkę.

Rozochocona tymi atakami drużyna Śląska została boleśnie skontrowana w 64 minucie. Jedno podanie Ślisza za plecy obrońców, wobec spóźnionego na lewej stronie Stigleca, otworzyło Wszołkowi autostradę do bramki Putnockiego. Skrzydłowy Legii skrzętnie z tego skorzystał, wbiegł w pole karne i idealnym strzałem przy dalszym słupku wyprowadził gości na prowadzenie.

Śląskowi, niestety można już napisać, że tradycyjnie, brakowało pomysłu na ofensywę by odwrócić losy tego spotkania, lub chociaż doprowadzić do wyrównania. W 82 minucie powinno być już po meczu, gdy bardzo złe podanie Bejgera w poprzek boiska przejął Pekhart i znalazł się w sytuacji 1 na 1 z Putnockim. Górą z tego starcia wyszedł bramkarz Śląska.

Jedynym ofensywnym zawodnikiem Śląska w końcówce meczu, który wchodził w zwycięskie pojedynki był Musonda. W doliczonym czasie gry efektownie minął Mladenovica na prawej stronie boiska, posłał dośrodkowanie do wprowadzonego na ostatnie minuty Praszelika, ale młodzieżowiec Śląska w tej sytuacji skiksował. Śląsk nie stworzył sobie więcej klarownych sytuacji w tym meczu i musiał pogodzić się z pierwszą porażką na własnym stadionie w tym sezonie.

Śląsk Wrocław 0:1 (0:0) Legia Warszawa
Wszołek 64

Śląsk Wrocław:  Putnocký - Cotugno (85, Praszelik), Bejger, Tamás, Štiglec - Musonda, Janasik, Scalet, Pich (78, Sobota), Pawłowski (70, Zylla) - Expósito (78, Piasecki).

Legia Warszawa: Boruc - Wszołek, Juranović, Wieteska, Szabanow, Mladenović - Kapustka, Slisz, 8. Walerian Gwilia - Włodarczyk (50, Pekhart), Lopes.

żółte kartki: Bejger, Pich, Cotugno - Szabanow, Boruc.

ZOBACZ też: LIVE: Śląsk - Legia Warszawa (NA ŻYWO)