''W ich grze brakuje pragmatyzmu'' (OPINIA EKSPERTA)

04.08.2022 (17:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/8/widzew_62e97c2891621.jpg

fot.: Bartłomiej Wójtowicz

Śląsk Wrocław w sobotnim meczu 4. kolejki ekstraklasy podejmie Widzew Łódź. O dobrej grze niepopieranej punktami, pomysłach trenera Janusza Niedźwiedzia i rywalizacji w ofensywie rozmawiamy z Kamilem Pycio, dziennikarzem portalu WidzewToMy.



 

Przy okazji ubiegłotygodniowego debiutu ekstraklasy na nowym stadionie Widzewa Łódź było prawie wszystko – komplet publiczności, świetna atmosfera i kapitalny mecz, przeciwko Lechii (2:3) zabrakło jednak punktów. Najlepsze podsumowanie to słowa trenera Janusza Niedźwiedzia, że w ekstraklasie trzeba pamiętać nie tylko o ofensywie?

Na pewno widać, że Widzew wniósł do najwyższej klasy rozgrywkowej fajną piłkę, czego nawet ja, jako osoba mocno śledząca losy tego klubu się nie spodziewałem, bo runda wiosenna była średnia czy nawet, mimo awansu, zwyczajnie słaba. Problemy w obronie widać i dobrze pokazuje to choćby statystyka bramek oczekiwanych. Widzew po trzech kolejkach plasuje się co prawda w ścisłej czołówce ekstraklasy pod względem xG, jednak w spodziewanych golach dla przeciwnika jest już najgorszy i było to widać w niedzielę przeciwko Lechii. Kilka błędów w defensywie się zdarzyło, a przeciwnik wykorzystał to w stu procentach. Mając takich zawodników jak Flavio Paixao, Łukasz Zwoliński czy Maciej Gajos, ekstraklasowe ogranie i spryt, zrobiło swoje, a beniaminek w pewnym stopniu zapłacił frycowe. Sam nie wykorzystywał do maksimum tego, co miał, przez co został bez punktów, a nie z choćby jednym, który dla sporej liczby kibiców pewnie też byłby zadowalający.

Widzew w 3. kolejce przegrał drugi mecz w tym sezonie, jednak po każdym zbierał dużo zasłużonych pochwał za swoją grę. Nie martwi się pan, że grający ładnie, ale nieskutecznie zespół może podzielić losy niektórych podobnych beniaminków z ostatnich lat, jak ŁKS czy Miedź Legnica?

Na pewno jest jakaś obawa, ale tak naprawdę musimy poczekać, jak to będzie wyglądało w następnych kolejkach, bo myślę, że trener Niedźwiedź uczy się na błędach. Pamiętajmy, że dla niego to dopiero pierwsza przygoda z ekstraklasą, wcześniej pracował co najwyżej w I lidze, a i to tylko w Widzewie, przed przenosinami do Łodzi to były jeszcze niższe poziomy. Nie chcę powiedzieć, że trzeba zrobić coś, żeby zmienić styl beniaminka, bo znając jego szkoleniowca na pewno tak się nie stanie, ale należy dołożyć właśnie trochę takiego boiskowego pragmatyzmu, jaki zaprezentowała w drugiej połowie Lechia. W Widzewie trochę tego zabrakło i to pomimo obecności kilku zawodników z doświadczeniem w ekstraklasie. Trzeba coś zrobić, żeby tej mądrości w grze łodzian w kolejnych meczach było więcej. Za pół roku o ładnej grze nikt nie będzie pamiętał, a liczyć się będzie dorobek punktowy.

Wspomniał pan o trenerze Niedźwiedziu, którego kariera faktycznie toczy się bardzo szybko, bo jeszcze w maju 2021 roku prowadził Górnika Polkowice w meczu II ligi przeciwko rezerwom Śląska (2:2). Czy to odpowiedni szkoleniowiec dla takiego klubu jak Widzew w tym momencie jego historii i wyczekiwanego powrotu do ekstraklasy po ośmioletniej przerwie?

Po trzynastu miesiącach od zatrudnienia trenera Niedźwiedzia sądzę, że trudno było lepiej trafić. Może to, co powiem, zabrzmi ryzykownie, ale uważam, że pod względem taktycznym i znajomości piłki to już na ten moment jest absolutny top w Polsce. Choć wiadomo, że cały czas brakuje mu doświadczenia, jego problemem jest również reagowanie na boiskowe sytuacje. Sporo było takich meczów, nawet w 1. kolejce nowego sezonu w Szczecinie (1:2), gdy za późno decydował się na zmiany, ten szkoleniowiec na pewno musi trochę oswoić się z ekstraklasą. Mam nadzieję, że jak najdłużej będzie to robił w Widzewie.

Przeciwko Lechii w drugim meczu po wejściu z ławki na listę strzelców wpisał się pozyskany niedawno Hiszpan Jordi Sanchez. System proponowany przez trenera Niedźwiedzia przewiduje dla niego właśnie tylko rolę etatowego jokera, czy po kolejnym golu może jednak zyskać miejsce w jedenastce?

W środę obserwowałem go właśnie podczas treningu Widzewa i były takie momenty, kiedy Sanchez grał wspólnie z Bartłomiejem Pawłowskim, to oczywiście może się wydarzyć. Wiadomo, że łodzianie grają na dwóch skrzydłowych, może nawet bardziej dziesiątki i środkowego napastnika, natomiast można to poukładać tak, jak w końcówkach ostatnich meczów przeciwko Jagiellonii (2:0) i Lechii, czyli Pawłowski na skrzydło, a Sanchez do środka. Natomiast na razie wydaje mi się, że trener nie będzie stosował takiego wariantu z prostej przyczyny – ma trochę zbyt słabą ławkę rezerwowych. Jeżeli obaj ci zawodnicy zaczęliby mecz w podstawowym składzie, to później absolutnie nie byłoby kogo wpuścić w ich miejsce. Sanchez bardzo dużo daje jako zmiennik i póki Widzew nie zakontraktuje nikogo nowego, a spodziewam się transferu na skrzydło lub do ataku, to na razie chyba tak będzie wyglądało. Grać ze sobą będą, ale dopiero w końcówkach spotkań.

Po pierwszych trzech meczach ekstraklasa poznaje łodzian, uczymy się ich stylu, czy jednak jest ciągle coś, czym mogą zaskoczyć, na przykład Śląsk w sobotę we Wrocławiu?

Generalnie zaskoczeniem w tym sezonie jest, że ten Widzew wszedł do najwyższej klasy rozgrywkowej jak do siebie, bez żadnego strachu i kompleksów. Zespół gra dokładnie to, co chce grać i nawet tak dobrym przeciwnikom, jak Pogoń, Jagiellonia czy Lechia, potrafi narzucić swój styl. Może nie przez cały mecz, ale długimi momentami na pewno, to jest mega na plus. Przydałaby się poprawa gry w obronie, bo o ile wiosną dużym problemem Widzewa były stałe fragmenty, co teraz udało się wyeliminować po przyjściu wysokich Mateusza Żyro i Bożidara Czorbadżijskiego, to widzimy inne mankamenty. Trzy bramki z Lechią zostały stracone praktycznie w taki sam sposób, zabrakło doskoku z obrony trochę wyżej, gdzie zawodnicy Tomasza Kaczmarka byli pozostawieni praktycznie sami sobie. Drużyna potrzebuje okrzepnięcia w ekstraklasie, żeby już przestać lecieć na huraoptymizmie beniaminka, tylko grać jak każdy inny zespół. Żeby nie traktować już tego jako żadnej nowości, a coś normalnego, że znowu występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej.

ZOBACZ też: Plusy i minusy meczu z Koroną