W połowie drogi. Analiza przed i po Dundee

20.07.2011 (01:01) | Andrzej Gomołysek
Bardzo rozsądna gra wrocławian i tyleż nierozsądna Dundee sprawiła, że polskie kluby są w tym sezonie nadal niepokonane na własnym stadionie w europejskich pucharach. Mało tego, u siebie nie straciły jeszcze bramki.


 

Oba zespoły rozpoczęły spotkanie w nieco zmodyfikowanych ustawieniach. Orest Lenczyk postawił na Dudka w pomocy, przez co zanikł trochę klasyczny w 4-2-3-1 podział na środkowych defensywnych i ofensywnych. Peter Houston natomiast usposobił swój zespół bardzo defensywnie, mimo, że nadal było to 4-5-1, praktycznie zawsze za linią piłki znajdowało się dziewięciu - dziesięciu zawodników.



Pierwsze minuty upływały w tym meczu bardzo spokojnie, obie drużyny starały się długo utrzymywać przy piłce, nie spiesząc się z atakiem. W przypadku Śląska było to działanie nastawione tylko na pierwsze minuty, Dundee zaś postawiło sobie taki cel na cały mecz. Wrocławianie szukali możliwości pressingu jeszcze na połowie rywala, Szkoci zaś rzadko przekraczali środkową linię boiska. Taka postawa pozwalała gospodarzom na dość spokojne próby kreowania ataku pozycyjnego, gości zaś przymuszała do gry typowo szkockiej - długich piłek na wysuniętego gdzieś Goodwilliego, ewentualnych wyjść znikomą liczbą graczy.











Problem polegał na tym, że nie jest to coś, co Dundee grało dotychczas. Zwykle jednak byli oni nastawieni na grę wyżej w defensywie i odważniejsze próby ataku ofensywnego, z większą ruchliwością poszczególnych zawodników i wymiennością krótkich podań. Peter Houston zmienił tym razem swój pomysł na grę, licząc najwyraźniej, że duża liczba długich piłek przyniesie kilka sytuacji, które pozwolą zdobyć gola na wyjeździe.



I rzeczywiście, niewiele brakowało, aby ta taktyka przyniosła efekt. Przez dwa duże błędy defensywy Śląska ten plan był bliski powodzenia. Dodatkowo wrocławianie średnio sobie radzili z forsowaniem dwóch linii zasieków Szkotów. Cały zaś mecz mecz był do bólu schematyczny. Dundee próbowało długiego dośrodkowania na Goodwilliego, ten nawet jeśli opanował piłkę, pozbawiony wsparcia szybko ją tracił, wrocławianie zaś zaczynali atak pozycyjny, w którymś momencie rozbijany przez szkocką linię Maginota, zwykle zbudowaną z dwóch lub nawet i trzech linii graczy.











Momenty, kiedy Dundee próbowało operować piłką były rzadkie. Ale jeśli już były, pokazywali, że wiedzą jak to robić. Śląsk jednak naciskał wtedy maksymalnie i dość mocno utrudniał rozegranie. Szkoci jednak zazwyczaj dawali sobie radę w takich sytuacjach i zmuszali wrocławian do sporej ilości biegania. Na szczęście dla gospodarzy tego dnia przyjęli inną taktykę, ta zaś okazała się samobójcza.



Z całości wyszedł jednak dość znany z meczów wrocławian na Oporowskiej z relatywnie słabszymi zespołami obrazek. Śląsk atakuje, ma inicjatywę, ale ma też problemy ze stwarzaniem sobie sytuacji bramkowych. Rywale za to kontrują i to kontrują groźnie, bo niestety mogą liczyć na indywidualne błędy defensywy wrocławian. Nawet bardzo pewnemu zazwyczaj Piotrowi Celebanowi przydarzyła się prosta pomyłka, nie jest zaś tajemnicą jak łatwo przepchnąć (skądinąd dobrze ustawiającego się w tym meczu) Tadeusza Sochę.



Nie ma wątpliwości, że w rewanżu Dundee przyciśnie bardziej. Na pewno wyjdzie wyżej z pressingiem, nie będzie czekać na Śląsk na własnej połowie, o odbiór postara się najdalej w środkowej strefie boiska. To z jednej strony dla wrocławian zła wiadomość, gdyż pod presją ich rozgrywanie było jak do tej pory niezbyt imponujące. Patrząc jednak na to z innej perspektywy - Śląsk najlepiej radzi sobie w szybkich kontrach. Jeśli linia defensywy Dundee będzie umiejscowiona wysoko, każdy jej błąd będzie przy szybkim wyprowadzeniu kontry oznaczać wielkie zagrożenie dla bramki Szkotów. Każdy zaś gol zdobyty na wyjeździe będzie dla rozstrzygnięcia tej rywalizacji bezcenny.



Można więc przypuszczać, że w rewanżu role nieco się odwrócą. Wrocławianie zagrają głęboko cofnięci, czekając powoli na szybkie kontry, inicjatywa zaś będzie leżeć po stronie gospodarzy. Chociaż... Tym, co pokazało Dundee we Wrocławiu, można być mimo wszystko zaskoczonym. Tym, jak dobrze radził sobie Śląsk, również. Może to nie koniec niespodzianek?