Wołczek: Nie możemy udawać i być kimś innym (WYWIAD)

22.02.2022 (06:00) | Kacper Rudzik
uploads/images/2021/8/wolczek_612d08cfbeb94.png

fot.: Rafał Sawicki

Spotkaliśmy się z trenerem Krzysztofem Wołczkiem, aby porozmawiać o ubiegłej jesieni w wykonaniu rezerw. O tym, jak i dlaczego zmieniała się taktyka, o kilku personaliach, a także i samym trenerze Wołczku. Dlaczego i w jakim kontekście nie będzie skakał jak małpa? O tym dowiecie się z tej rozmowy.



 

Kacper Rudzik: Jesteśmy w trakcie przerwy zimowej, druga drużyna znajduje się w połowie tabeli, 6 punktów za strefą barażową, 8 punktów nad spadkową. Czy dorobek po tej rundzie oddaje potencjał drużyny, czy jest pole do rozwoju i na wiosnę można celować wyżej?

Krzysztof Wołczek: Ciężko powiedzieć, tak naprawdę wydaje mi się, skoro takie miejsce zajęliśmy, to na takim jesteśmy zespołowo. Aczkolwiek wydawać by się mogło, że potencjał zawodników indywidualny jest wyższy i tak to oceniamy my, że stać nas na pewno na więcej. Ale wiadomo, specyfika drużyny jako drugiego zespołu, gdzie są między drużynami rotowani zawodnicy powoduje, że to nie jest normalny drugoligowy zespół. Jest to inna specyfika i  na pewno o aspekt zespołowy jest trudniej zadbać, aczkolwiek staramy się i dbamy o to na tyle, na ile możemy. Indywidualnie zdaje nam się, że stać nas na więcej, jesteśmy ambitni, więc chcielibyśmy wszyscy więcej.

Patrząc na to, jak wyglądała ta jesień, a jesteśmy w trakcie okresu przygotowawczego, czy jest jakiś konkretny aspekt, nad którym mocniej pracujecie, choćby gra defensywna? Patrząc na tabelę widać, że tych bramek utraconych jest wiele, nawet uwzględniając, że duża część padła w meczach z Garbarnią, Radunią i Ruchem.

To prawda, teraz trochę mocniej skupiamy się na grze obronnej. Ale, my też nie tyle traciliśmy te bramki stricte w fazie bronienia. Nie mieliśmy aż takiego problemu z tym, ale z fazą przejścia do obrony - gdy chcieliśmy budować akcje, grać, to w momencie straty piłki, kontratak najczęściej kończył się bramką, to był dla nas największy problem. Jakby to powiedział klasyk, czyli Orest Lenczyk: “jak mamy piłkę to mamy problem”. A my chcemy grać, rozwijać zawodników i nasz problem brał się ze straty piłki, za słabej reakcji i gola przeciwnika.

A jeszcze zostając przy straconych bramkach i odnosząc się do konkretnego meczu, z Garbarnią, gdzie było 6 bramek straconych, czy trzeba było wtedy mocniej popracować nad mentalem, aby tę drużynę dźwignąć? Jak zespół zareagował na ten mecz?

To był bardzo specyficzny mecz, dziwny i na pewno był ten wynik nieadekwatny do tego, jak wyglądał, bo my wygrywaliśmy 1:0, a do przerwy było 1:1, gdzie bramkę dostaliśmy po rzucie karnym, którego nie musiał sędzia gwizdnąć. Nagle jest 1:1. Mamy 15 minut drugiej połowy, dominujemy, mamy dwie sytuacje i możemy zamknąć mecz, prowadzić 3:1. A tu dostajemy drugą bramkę, trzecią, trener czyli ja, dostaje czerwona kartkę. Bramki były kuriozalne, jedna to przelobowany bramkarz, przy drugiej robimy kuriozalny rzut karny. Trochę przypadku w tym spotkaniu się nawarstwiło, niezależnie od tego przegraliśmy. Za wysoko przegraliśmy, bo mecz tego nie oddawał. Takich zbiegów okoliczności natomiast chcemy unikać, bo oczywiście można mieć na nie wpływ większy.

Zastanawia mnie jednak ta sfera mentalna, bo po Garbarni był remis (2:2 z Pogonią Grodzisk), natomiast potem, po tych większych porażkach z Radunią i Ruchem, to drużyna reagowała pozytywnie wygrywając. I o to chciałem dopytać, czy mentalnie trzeba było wtedy nad zawodnikami popracować?

Wiadomo, że mentalnie pracujemy z zawodnikami, ale przede wszystkim skupialiśmy się na aspektach, które widzieliśmy oprócz tego, czyli stricte piłkarskich. Z Radunią dostajemy 4 bramki sprzed pola karnego - brakowało wybloków, nad tym pracowaliśmy i rzeczywiście w kolejnych meczach, do końca rundy, miało to duży wpływ i była poprawa w takich aspektach. Oczywiście, mental jest ważną sferą, szczególnie u młodych zawodników, więc o tym także rozmawiamy, na bieżąco analizujemy, jak reagują poszczególni zawodnicy i cała drużyna i też na to reagujemy.

Odchodząc już od tego, wiemy, że piłka to nie tylko sfera psychiczna, ale i taktyka. Do meczu z Wigrami była to część sezonu, gdzie Śląsk grał ustawieniem 4-3-3, a potem miało miejsce przejście do ustawienia z trójką obrońców. Czy wynikało to z chęci zmiany poruszania się zawodników na boisku, czy też dostosowania taktyki do zawodników, którzy też w międzyczasie wracali?

Było kilka aspektów, przede wszystkim w 4-3-3 przegraliśmy kilka meczów, szukaliśmy nowych rozwiązań. Oczywiście też szczególne znaczenie w zespole rezerw ma dostosowanie układu, systemu pod to, jakich mamy zawodników, ilu spada z pierwszego zespołu, aby ich wszystkich też na określonych pozycjach zmieścić. Ale wpływ na zmiany miało kilka przegranych meczów, szukaliśmy odświeżenia, zmiany, też elementu zaskoczenia przeciwnika. Później rzeczywiście graliśmy 3-4-3, a na sam koniec 3-5-2. Trochę rotowaliśmy tymi ustawieniami i teraz też tak trenujemy w tych trzech ustawieniach i w ich ramach będziemy się też poruszać w lidze.

Przechodząc do personaliów, Szymon Michalski, który był na obozie z pierwszą drużyną jest nam znany raczej jako zawodnik występujący w pomocy. Oczywiście też grał jako stoper, choćby z Zagłębiem Lubin…

Jeszcze grał jako stoper choćby z Motorem Lublin i z kimś jeszcze, ale potem już głównie jako pozycja numer 6.

Tak, a teraz z Podbeskidziem Bielsko-Biała zagrał jako ten pół-prawy stoper (rozmowa 07 lutego - red.). Czy jest to też efektem występów w I drużynie na tej pozycji, kierunku jego rozwoju i też trener pod to się dostosował?

Trochę tak, ale już od jakiegoś czasu widzieliśmy, że jego predyspozycje są większe tam. Też z trenerem Magierą rozmawialiśmy na ten temat, że rozwija się przede wszystkim jak gra. Niezależnie czy na pozycji nr 6, gdzie rozwija trochę inne cechy - ale one też mogą być mu potrzebne na środku obrony - i odwrotnie. Aczkolwiek gra w pierwszym zespole, gdzie dostał szansę na pozycji pół-prawego obrońcy, a my jesteśmy po to, aby tym zawodnikom pomagać, a nie przeszkadzać, więc też tak na niego na ten moment patrzymy. Zagrał naprawdę niezły mecz z Podbeskidziem, które zresztą oglądał też trener reprezentacji u-19 i ocenił go też pozytywnie.

Pod koniec rundy kibice też poznali takiego zawodnika jak Filip Gryglak, jest to  pomocnik, który był w młodzieżowych drużynach, miał kontuzję i teraz wrócił - i to do pierwszego zespołu. Jaki jest to profil zawodnika?

To jest chłopak, który jest w Śląsku od drużyny u-14, chłopak ze Zgorzelca, którego od samego początku wychowuję. Bardzo zdolny, aczkolwiek trapiony wieloma kontuzjami i to jest tak naprawdę przyczyna tego, że grał niewiele w II zespole. Dopiero w ostatnim meczu zadebiutował w naszej drużynie, a za chwile już w pierwszej drużynie, więc szybko się to toczy. On też jeździł na zgrupowania młodzieżowej reprezentacji Polski, był też na zgrupowaniu Talent PRO, był bardzo chwalony przez trenerów, więc jego potencjał wszyscy widzimy. No ale potencjał nie gra, trzeba mieć najpierw zdrowie, później jeszcze wiele, wiele aspektów i na sam koniec trochę szczęścia, aby to wszystko zagrało. Na razie zdaje się, że tak szybko się to potoczyło po tej kontuzji, bo tu najpierw CLJ, II zespół, obóz z pierwszym, ale przed Filipem jeszcze wiele pracy, aby tam zostać na stałe.

A jak wygląda obecnie sytuacja zdrowotna Igora Maruszaka, bo to też jest kolejny zawodnik, któremu problemy tego typu przeszkadzają w rozwoju. Czy już jest gotowy do gry w większym wymiarze wiosną, czy jeszcze musi stopniowo wracać do zdrowia?

On miał trochę pecha, bo na początku zeszłej rundy złapał kontuzję. Zresztą obaj wahadłowi: i Bartosz Boruń, i Igor Maruszak, który wydawał się nominalnym następcą, złapali kontuzję i trochę miał pecha z tym związanego. Ale wykorzystał tę okazję Michał Szmigiel, kolejny zawodnik. Kontuzja to jest zawsze okazja dla kogoś innego i Michał na pewno ma tych minut więcej niż Igor. Ten już jest w stu procentach zdrowy, trenuje od początku okresu przygotowawczego, wszystkie treningi i sparingi ma za sobą i walczy o to, aby grać w pierwszym składzie.

A jaka rola w tym zespole jest dla Filipa Olejniczaka? Przyszedł latem, trochę zaskakujący ruch patrząc na to, że jest to doświadczony gracz jak na warunki II zespołu. Gra głównie w końcówkach i czy został sprowadzony, aby ewentualną szansę dostać, czy też trochę być mentorem dla tych młodych piłkarzy?

Wszystkiego po trochu. Nie ukrywam, że ja też byłem jednym z orędowników przyjścia Filipa do Śląska Wrocław, jest to już zawodnik bodajże 27-letni. Aczkolwiek patrząc na moją osobę - w wieku 29 lat zacząłem na poważnie grać w Ekstraklasie, bo oczywiście w wieku 19 lat zadebiutowałem, kilka spotkań miałem, ale dopiero wtedy zacząłem występować na dobre w Śląsku. To był zawodnik, którego sprowadziliśmy, bo widzieliśmy w nim potencjał, na pewno taki, aby grać w Ekstraklasie. Troche też miał pomóc młodym zawodnikom swoimi umiejętnościami, a być może - dawaliśmy sobie szansę - aby z czasem rywalizował w pierwszym zespole. Na razie, głównie z powodu kontuzji, gdzie cały czas było to przerywane, kolejny mikrocykl, kolejna przerwa i kolejna, Filip potrzebował się zaadaptować - gdzie to może trochę śmiesznie brzmi o 27-letnim, doświadczonym zawodniku. Z roli lidera w Ślęzie Wrocław, głównej gwiazdy, musiał zaadaptować się do sytuacji, gdzie jest jednym z wielu zawodników i musi bardzo ciężko pracować. Potrzebował czasu, ale bardzo wysoko oceniam jego umiejętności, mam nadzieję, że jeszcze to pokaże i udowodni. Cały ten okres przygotowawczy jak na razie trenuje, więc jesteśmy szczęśliwi, że jest zdrowy i myślę, że jeszcze pokaże na co go stać w Śląsku Wrocław, a ja mam nadzieję, że jeszcze w pierwszym zespole.

Pod koniec ubiegłego roku też głośno zrobiło się o Karolu Borysie, który trenuje obecnie z II drużyną, także występuje w sparingach. Gdyby więc kibic Śląska chciałby na własne oczy się przekonać, kim ten Karol Borys jest, to czy wiosną może w tym celu wybierać się na rezerwy?

Taki jest plan, aby dostał szansę w II lidze i taką na pewno dostanie. Jest to chłopak, wobec którego wiele osób było sceptycznych, wątpiących, czy sobie fizycznie poradzi. Trenując z drugim zespołem tego nie ma, jako cały sztab nie widzimy takiego problemu. Jest to sprawny, szybko działający chłopak, szybko myślący i tak naprawdę biegający dużo w kontakcie, więc on w tym momencie ma możliwości do gry w II lidze i myślę, że może tu spokojnie rywalizować. Jednak tych zawodników jest dużo, to jest zawodnik, który może grać jednocześnie w u-16, u-17, u-18 i dopiero II zespół. Oczywiście, jeśli nie będzie grał w II lidze, to będzie grał w u-18, ale chcemy aby tu dostał szansę, bo na to zasługuje: swoją postawą, mentalnością, już nie wspominając o piłkarskich aspektach, które dostrzegają kluby w Europie. My o takiego zawodnika musimy dbać, bo jest jeden wyjątkowy. To zauważam nie tylko ja, ale i zawodnicy starsi - seniorzy mówią, że takiego chłopaka jeszcze nie widzieli przez tyle lat, więc o czymś to świadczy. My jesteśmy z niego bardzo zadowoleni i chcemy, żeby dostał w tej rundzie szansę - a w jakim wymiarze, to jeszcze się okaże.

Ma Pan doświadczenie z drużyn młodzieżowych, natomiast czy Pana i Pana wizję futbolu, praca w drużynie rezerw zmieniła?

Ja oceniam tę pracę jako trudniejszą niż w juniorach, z dwóch powodów: pierwszy - są tu już starsi zawodnicy, ukształtowani, na których ciężej jest mieć wpływ, to są mężczyźni. Młodzi zawodnicy są trochę jak żołnierze, którzy są wpatrzeni i wszystko chłoną, a z seniorami już trzeba bardzo mocno, może nie tyle, że uważać, ale oni są mniej otwarci. W pewnych ramach już się zamykają i trudniej mieć na nich wpływ. Oczywiście, ja też się uczę współpracy z nimi i jest to ciekawe dla mnie doświadczenie. Drugi trudny aspekt, to przytoczona wcześniej specyfika drugiego zespołu, część zawodników spada, część idzie w dół, zawodnicy z którymi się trenuje i przekazuje pewne rzeczy nie grają, bo delegowani są zawodnicy z pierwszego zespołu. Ale też po półrocznej pracy, po analizach i treningach, zawodnicy wiedzą, jakich rzeczy się wymaga i to jest spójne. Też przez kilka miesięcy byłem przy pierwszym zespole, więc jest kilka takich aspektów spójnych. Zresztą chcę też, aby tak było między moją wizją i trenera Magiery oraz wizją klubu oczywiście, więc tutaj myślę, że jest łatwiej po pół roku i mam nadzieję, że będzie też to widoczne w kolejnej rundzie.

A czy przez te lata praktyki było to pewnym wyzwaniem znaleźć nić porozumienia z obecnym pokoleniem zawodników?

Na pewno trochę, ale ja też mam dzieci w tym wieku, też prowadzę juniorów i młodych chłopaków od wielu lat, więc to bardziej kwestia starszych zawodników, aby do nich dotrzeć, nie jest łatwo. Specyfika tego pokolenia jest inna, są telefony, ich koncentracja jest bardziej rozproszona, wirtualna, oni nie potrafią zbyt długo się skoncentrować, gdzie ja tego bardzo mocno wymagam, gdzie treningi objętościowo są dość długie. Intensywne, ale o to się nie boję, bardziej o koncentrację przez dłuższy czas - nie jest to łatwe. Zawodnicy, którzy są ze mną dłuższy czas, są już do tego zaadaptowani, ale część musi się jeszcze dostosować.

I już kończąc tę rozmowę, na koniec, czy ma może trener jakiś cel na nadchodzącą rundę pod kątem kolekcjonowania żółtych i czerwonych kartek?

Ale ja tylko jedną czerwoną dostałem.

I jeszcze żółte.

Żółte to na pewno jakieś dostałem. Ale czerwoną tylko na Garbarni słynnej i mam taki cel, aby już więcej czerwonej kartki nie dostać, bo to też są niepotrzebne nerwy. Aczkolwiek ja jestem trenerem, który żyje z boku i nie będę udawał kogoś innego, bo trenerzy są różni. Carlo Ancelotti powiedział kiedyś, że nie możemy udawać i być kimś innym, bo przeczytaliśmy, że jakiś trener stoi z boku, nic nie mówi i tak jest super. Ja mam taki charakter i z tego nie wyjdę. Wiadomo, że musimy nad sobą pracować, ale ja nie będę skakał jak małpa, mówił, że pracuję nad sobą, a potem dyskutował z sędziami i w co drugim meczu dostawał czerwoną kartkę. Nad tym pracuję, ale wiem, że mój charakter jest taki, że chcę być głośny, chcę podpowiadać i być z moim zespołem i to się pewnie nie zmieni.

ZOBACZ też: Olsen: Widziałem już kilka meczów Śląska