Wywiad: Łukasz Becella, trener Młodego Śląska (1)

17.03.2012 (14:42) | Michał Zachodny
Prezentujemy pierwszą z trzech części obszernego wywiadu przeprowadzonego z Łukaszem Becellą, trenerem drużyny Śląska Wrocław występującej w Młodej Ekstraklasie. Po dwóch meczach rundy wiosennej jego zespół zajmuje piąte miejsce w tabeli. Zapraszamy do lektury rozmowy, której tematem było szkolenie w Śląsku, charakterystyka składu trenera Becelli oraz kwestie związane z ligą w której drużyna występuje.


 

---



Idźcie na nowy, wypełniony po brzegi stadion Śląska Wrocław i spytajcie ich co myślą o systemie szkolenia w klubie, a pochlebnych opinii prawdopodobnie zabraknie. Nieważne, że tym temacie niewiele w mediach się mówi i pisze, nieważne, że praca wykonywana przez trenerów drużyn młodzieżowych jest mało spektakularna – zwykle i tak obrywa się zespołowi z Młodej Ekstraklasy, która, zdaniem kibiców, nie produkuje piłkarzy do pierwszego składu.



Z trenerem tego zespołu, Łukaszem Becellą, spotykam się w wydawałoby się najgorszym momencie sezonu – dzień po najwyższej porażce w obecnych rozgrywkach, poniesionej w Kielcach z Koroną (0-4). Mimo wszystko nie widać po szkoleniowcu Młodego Śląska żadnego załamania, rozczarowania czy smutku – jedynie niedosyt, ponieważ mecz mógł, a może i powinien wyglądać inaczej.



„Wynik pokazuje niby różnicę dwóch klas, ale pokażemy skróty spotkania – do sześćdziesiątej minuty powinniśmy wygrywać 3-0 i grać z przewagą jednego zawodnika. Nie wykorzystaliśmy tych sytuacji, zawodnicy wciąż płacą frycowe, zwłaszcza w sytuacjach sam na sam. Straciliśmy bramkę ze stałego fragmentu gry, moi piłkarze próbowali zagrać otwarty futbol, zaatakować, ponieważ my nie gramy na to, by utrzymywać małą porażkę tylko po to, by oni potrafili z trudnej sytuacji wyjść” - tłumaczy.



Frycowe w dziewiętnastym meczu sezonu? Nie, to nie jest przejęzyczenie, ani tania wymówka. W Młodym Śląsku już od dawna dochodzi do wielu zmian w kadrze, zwykle co sześć miesięcy – tej zimy odeszło ośmiu, a w ich miejsce wprowadzono sześciu nowych zawodników. Jednak nawet sam Becella przyznaje, po osiemnastu miesiącach pracy z tym zespołem, że na efekty może trzeba czekać trochę dłużej. „Niektórzy potrzebują pięciu lat na przebicie się do pierwszego składu, a inni dwa lata samemu mając szesnaście czy siedemnaście. I w tym wszystkim jest ważne by każdemu zawodnikowi stworzyć indywidualizację, nie tylko kształcenia na boisku, ale awansu sportowego – od juniorów, przez Młodą Ekstraklasę, do pierwszego zespołu. Inni przeskakują od razu, ale chodzi o to, by te ścieżki im wyznaczać.”



Na ścianie gabinetu Łukasza Becelli wisi wielki plakat na którym rozpisany został okres przygotowawczy jego zespołu, każdy dzień jest odpowiednio oznaczony, zakreślony czy pokolorowany, wszystko czytelnie i z opisem u dołu. Ten zakończył się pierwszym meczem z Widzewem, wygranym przy Oporowskiej po bramce Sebastiana Dudka.



Trener kontynuuje wątek indywidualizacji szkolenia na jego poziomie w Śląsku Wrocław. „Specjalne treningi mamy we czwartki, gdzie każdy zawodnik ma przedstawione zadania na boisku na danej pozycji, które wykonuje kilkadziesiąt razy. Powiedzmy, że jeden zawodnik ma słabą nogę mniej dominującą, więc nie wychodzą mu nią strzały. Na treningu zespołowym wykonałby takie ćwiczenie cztery-pięć razy, w tym indywidualnym robi pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, a nawet sto powtórzeń. Ustawiamy mu stację, trenera, bramkarza i on uderza sto razy, aż następuje automatyzm.”



Pozostaje kwestia tego, że nie każdy talent nadaje się do szlifowania i nie każdego stać, nawet po kilkuset godzinach takiego treningu, by grać w Ekstraklasie. „Piłka nożna to selekcja, ludzie muszą to wiedzieć” - z naciskiem zaznacza Becella, tłumacząc także jak wygląda dobór młodych piłkarzy do jego zespołu, przede wszystkim z drużyn juniorskich. „Staramy się być na meczach juniorów, nie popełniać błędów i obserwować treningi, rozmawiać z trenerami. Patrzeć na zawodników w spotkaniach mistrzowskich i wyłapywać tych najlepszych, także przez ich trenerów, którzy ich proponują i razem ze sztabem decydujemy czy dany piłkarz powinien rozpocząć u nas treningi. Wprowadziliśmy również coś takiego, że jest kilku zawodników, którzy trenują z nami, a grają w zespole juniorów starszych. Jest Mateusz Wdowiak, Paweł Kohut i Patryk Misik, którzy do czwartku są z nami, a w piątek mają jeden trening zespołowy z juniorami starszymi i w weekend z nimi mecz.”



Oczywiście, patrzenie na zawodników indywidualnie w tak młodym wieku popłaca, a coraz więcej osób dostrzega, że nie wynik zespołu jest najważniejszy w rozgrywkach młodzieżowych. Jednak to nie oznacza, że w pracy z drużyną Młodego Śląska liczy się tylko jednostka, przecież każdy z piłkarzy, który wreszcie pokona tę przepaść dzielącą zespół Łukasza Becelli od tego Oresta Lenczyka, nie może poświęcić roku na dostosowanie się do systemu stosowanego w Ekstraklasie.



„Zasady szkoleniowe są w bronieniu i atakowaniu. Tego się trzymamy. Jego to na pewno kompatybilne z pierwszym zespołem, tyczy się także ustawienia, tego samego co w Ekstraklasie. Jest to bardzo ważne, ponieważ piłkarze, którzy idą do trenera Lenczyka znają zadania, specyfikę gry, zasady funkcjonowania w tym systemie” - to jednak nie jest najważniejsza kwestia tej odpowiedzi, zwłaszcza, że to oczywistość, która powinna sięgać także innych zespołów młodzieżowych w klubie.



Pytam więc o zasady, które składają się na ten plan szkoleniowy, który tworzony jest przez sztab pierwszego zespołu. „Jedną z najważniejszych jest utrzymanie piłki w posiadaniu przez wykonywanie podań, także tworzenie akcji bez potrzeby jej przetrzymywania, szybką piłką po ziemi, cyrkulacja gry krótkimi podaniami, czyli przenoszenie ciężaru z lewej strony do prawej i na odwrót, stały i szybki ruch od i do piłki” - wymienia Becella. „To stosujemy w każdej grze na treningu, żeby piłkarze przetransportowali to w grze mistrzowskiej” - dodaje.



W całym systemie szkolenia, który w Śląsku wciąż jest tworzony i doskonalony, najważniejsze jest pokonywanie kolejnych etapów przez największe talenty klubu. Becella doskonale zdaje sobie sprawę z dziury jaka jest między jego zespołem, a tym Oresta Lenczyka, lecz wskazuje na to, że jego zadaniem jest również, we współpracy ze sztabem szkoleniowym pierwszej drużyny, najlepszych swoich piłkarzy wysyłać na wypożyczenia na zaplecze Ekstraklasy. Mimo wszystko, nie traci on nadziei, że uda się zaskoczyć trenera Lenczyka, zwłaszcza w obliczu jego bardzo wymownych wypowiedzi z różnych konferencji prasowych, które niekoniecznie miały pozytywny wydźwięk.



„Może w najbliższym czasie się uda, choćby jakimś pojedynczym talentem. Nie dziwię się trenerowi, ponieważ on chce zawodnika, który od razu będzie rywalizował w pierwszym zespole. Najważniejsze, że trener Lenczyk i reszta sztabu szkoleniowego tych młodych piłkarzy, którzy trenują z pierwszą drużyną, cały czas wspiera” - zaznacza trener Młodego Śląska.





Na część drugą wywiadu zapraszamy w niedzielę.

źródło: własne