WYWIAD W ARMENII: Manoyan - polski ślad w Araracie

20.07.2021 (22:50) | Marcin Polański
uploads/images/2021/7/dla karola_60f735fbd00e1.png

fot.: Marcin Polański

Z Dawidem Manoyanem spotykamy się w kawiarni w centrum Giurmi. Jego zespół jest skoszarowany w tym mieście już od niedzieli przygotowując się na mecz Ararat – Śląsk, jednak we wtorkowe popołudnie pomocnik bez problemu mógł jednak w czasie wolnym wyrwać się z hotelu. - Mam szczęście, że odszedł Aghwan Papikian, bo inaczej pewnie wolałbyś rozmawiać z nim, bo urodził się w Łodzi i dłużej grał w Polsce – śmieje się.



 

Doświadczony, bo już 31-letni gracz, mimo że spędził nad Odrą tylko pół roku, to świetnie wspomina ten czas i nadal utrzymuje wiele kontaktów z Polakami. - Jeszcze zanim zacząłem grać w Sandecji, to leczyłem się w klinice Orto Med Sport w Łodzi. Bartek i Konrad dosłownie postawili mnie na nogi, bo miałem problemy zdrowotne i dzięki ich pomocy mogłem kontynuować karierę i nadal grać w piłkę. Także jeśli strzelę gola i przez to odpadnie Śląsk, to możecie kierować skargi do nich, bo bez ich pomocy by mnie nie było teraz na boisku – wyjaśnia.


Co sprawiło, że nie przebiłeś się w Polsce i zaliczyłeś tylko krótki epizod w pierwszoligowej Sandecji?

Historia wyglądała tak, że miałem kontuzję na Cyprze, musiałem mieć zabieg i gdy powróciłem do zdrowia działy się dziwne rzeczy. Przez trzy mecze z rzędu siedziałem na ławce i nie zagrałem nawet minuty. Trenerowi przestało być ze mną po drodze, więc zdecydowałem się odejść. Wróciłem do Armenii i dostałem informację od mojego przyjaciela Vołodji Papikjana, z którym razem graliśmy w Piuniku i w reprezentacji, a który zaczynał wtedy karierę w roli menadżera, że Sandecja poszukuje zawodnika grającego na mojej pozycji. Szukałem klubu i chciałem grać w Europie. Dowiedziałem się, że nie ma wielkiej różnicy między ekstraklasą a pierwszą ligą i są częste transfery między klubami.

Była więc szansa, że nawet po dobrej rundzie mógłbym mieć transfer do ekstraklasy. Uznałem, że przyjazd do Sandecji to dobry ruch. Byłem na obozie na Ukrainie w okresie przygotowawczym, czułem, że jestem w dobrej formie, strzelałem gole. Pojawił się jednak problem z wizą, nie mogłem wrócić z drużyną do Polski. Wróciłem więc do Armenii i zanim ją dostałem minął pond miesiąc, bo o ile łatwo o wizę turystyczną, o tyle do wizę pracowniczą, już nie. Po półtora miesiąca przyjechałem w końcu do Nowego Sącza, ale za to pojawił się problem z rejestracją w PZPN. Także podsumowując dopiero po 2 miesiącach mogłem grać. Zaczęły się rozgrywki, drużyna miała serię meczów bez porażki i trener nie chciał dokonywać roszad w składzie. Miałem w końcu zagrać w Pucharze Polski w wyjściowym składzie, ale znowu miałem pecha.

Graliśmy wcześniej mecz wyjazdowy i była bardzo długa podróż, chyba 7 godzin jechaliśmy i w nocy dotarliśmy do domów. Na drugi dzień rano miałem zagrać w rezerwach, a wiadomo, że po tak długiej podróży w pozycji siedzącej, to odbija się na mięśniach. Nie było jednak czasu na odnowę biologiczną. Zagrałem więc w rezerwach i w pierwszej połowie wszystko było OK, w drugiej natomiast przy sprincie złapałem uraz mięśniowy. Znów czekała mnie pauza. Po powrocie wchodziłem na zmiany, było trochę meczów, ale ani razu nie wyszedłem w wyjściowym składzie. Nie do końca rozumiałem dlaczego, bo na treningach uważam, że prezentowałem się dobrze. Podczas przerwy zimowej powiedziałem trenerowi, że chciałbym odejść, bo nie przyjechałem po to, żeby siedzieć na ławce.

Nie byłem młodym zawodnikiem, chciałem grać w reprezentacji. Poszedłem do macedońskiego Rabotnickiego, który walczył o Ligę Europy. Grałem tam większość meczów, także dziwne było, że byłem uważany za zbyt słabego w Sandecji. Koledzy cieszyli się z mojego odejścia, nie dlatego, że mnie nie lubili, tylko dlatego, że będę mieć szansę grać normalnie w piłkę. Ogólnie bardzo miło wspominam czas spędzony w Polsce, poznałem tam świetnych ludzi, była świetna atmosfera. Podobała mi się atmosfera na stadionach, dużo ludzi na trybunach. Podróżowałem też, zwiedzałem Polskę, Słowację, mam super wspomnienia.

Jak porównasz ligę armeńską do polskiej? Jak spozycjonowałbyś w Ekstraklasie Alaszkert czy Ararat?

Nie mogę powiedzieć wiele o ekstraklasie, bo w niej nie grałem. Wydaje mi się, że w Polsce jest bardzo wyrównany poziom. Gdy się popatrzy na tabele Ekstraklasy, pierwszej, czy drugiej ligi, to są bardzo małe różnice punktowe. Siła zespołów jest podobna. Gdy zaczyna się sezon bardzo trudno wytypować kto będzie walczyć o puchary, a kto bronić się przed spadkiem. Kilka lat temu Gandzasar grał z Lechem i w Poznaniu było 2:0, a w Armenii 2:1 dla gospodarzy, więc było blisko. Widać, że nie ma dużej różnicy poziomów. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że czym innym jest dwumecz pucharowy, a czym innym walka w lidze. Łatwiej zagrać dwa dobre mecze, niż utrzymać poziom przez cały sezon. Także nawet jeśli pokonamy Śląsk teraz, to nie znaczy, że walcząc razem w ekstraklasie, bylibyśmy wyżej w tabeli. To jest zupełnie coś innego. Wydaje mi się, że Alaszkert czy Ararat nie broniłyby się przed spadkiem, ale nie mogę na pewno powiedzieć, że walczyłyby o mistrzostwo w Polsce.

Czy dobry start w pucharach to zapowiedź mistrzostwa w kolejnym sezonie? Duże natężenie meczów w końcówce sprawiło, że potraciliście punkty. Czujesz, że jesteście teraz lepszą drużyną po zmianach kadrowych?

Rzeczywiście było duże natężenie meczów, a niektórzy byli wtedy kontuzjowani i graliśmy niemal żelazną jedenastką. Ale myślę, że to nie może być wymówką i uważam, że to my zawaliliśmy jako piłkarze, że nie zdobyliśmy mistrzostwa. Na 100% byliśmy lepsi niż Alaszkert, wszyscy to wiedzą, że jako drużyna prezentowaliśmy wyższy poziom. Co do zmian, to Uros Nenadović, który odszedł, to jeden z najlepszych zawodników z jakimi grałem przez całą swoją karierę. To bardzo duża strata dla drużyny. Przyszedł jednak Serges Deble i to jest także piłkarz z tej samej półki. Defensywie Śląska na pewno nie będzie łatwo go powstrzymać. Wydaje mi się, że jesteśmy lepszą drużyna, niż w poprzednim sezonie, ale liga to zweryfikuje.

Sprawiliście sporą niespodziankę pokonując Fehervar, a jakie nastroje panowały po wylosowaniu Węgrów? Wierzyliście, że jesteście w stanie awansować?

Dzień po losowaniu był trening na naszym centrum treningowym. Zabierałem dwóch kolegów po drodze i jak się dosiedli byli przygaszeni. Zapytałem co się stało? Odpowiedzieli: A widziałeś losowanie? Powiedziałem im wtedy, że przecież to nic takiego, pokonamy ich. Byłem przekonany, że nam się uda. Śmiali się wtedy ze mnie. Nie byli może przestraszeni, ale mieli duże obawy. Potem zaczęliśmy przygotowania i byliśmy w zupełnie innym świecie niż wszyscy wokół. Kibice, media, wszyscy mówili, że nie mamy szans, bo oni mają 28-milionowy budżet, zremisowali z Chelsea.

My w szatni natomiast w ogóle nie zwracaliśmy uwagi na te liczby. Nawet, gdy Fehervar strzelił gola, mieliśmy pewność, że to nic strasznego, że jesteśmy w stanie awansować. I ta wiara przełożyła się na wyrównanie i potem na grę w rewanżu. Byliśmy bardzo zmotywowani i wiedzieliśmy też, że Węgrom będzie trudno grać w Giumri, bo tutaj wszystkim gra się ciężko ze względu na warunki klimatyczne. Kilka armeńskich klubów grało w przeszłości w pucharach w Giurmi i wygrywało. Oczywiście te przenosiny nie było zrobione celowo, po prostu Stadion Republikański był niedostępny i jeśli awansujemy, to kolejną rundę zagramy na nim.

W rewanżu z Fehervarem moim zdaniem zagraliście dobrze taktycznie. To był klucz do awansu?

Oba mecze taktycznie zagraliśmy podobnie. Oddawaliśmy inicjatywę przeciwnikom i czekaliśmy na kontry, by wykorzystać umiejętności naszych szybkich graczy z przodu. W drugim meczu to zadziałało lepiej także ze względu na murawę. Trawa była diametralnie inna w obu meczach. Na Węgrzech piłka toczyła się szybko, a tutaj trawa jest wysoka i „tępa”, co utrudnia grę w ataku pozycyjnym, gdy trzeba grać szybkimi podaniami po ziemi. Fehervar miał środkowych defensywnych pomocników, którzy często grają silne prostopadłe podania, a w tych warunkach nie mogli wykorzystywać tego atutu. I tak samo jak w przypadku wyboru stadionu – to też nie nasze celowe działanie, po prostu tak to wygląda tutaj na tym obiekcie. Dlatego też myślę, że podobnie jak w rywalizacji z Fehervarem, mecze ze Śląskiem będą różne. Spodziewam się we Wrocławiu dużo szybszego meczu. Rewanż też się dobrze ułożył, udało się strzelić gola, oni nie wykorzystali okazji i trochę morale u nich spadło. Natomiast wydaje mi się, że oba mecze mogły zakończyć się całkowicie innymi rezultatami. Dodatkowo bardzo dobre mecze rozegrał nasz bramkarz, który ogólnie jest silnym punktem drużyny i mam nadzieję, że nadal tak będzie.

Nie pojawiła się myśl, że skoro pokonaliśmy Fehervar, to ze Śląskiem, który nie ma w ostatnim czasie takich dokonań na europejskiej arenie, będzie łatwiej?

To myślenie kibicowskie, nie podejście profesjonalnych piłkarzy. Jeśli byśmy tak zaczęli myśleć, to na starcie jesteśmy przegrani. Grałem w Polsce i uważam, że nawet w I lidze gra się trudniej, niż na przykład w ekstraklasie cypryjskiej. Na Cyprze jest wielu zawodników o wysokich umiejętnościach technicznych, taktycznych, ale w Polsce od 1. do 90. minuty wszyscy biegają non-stop, do przodu – do tyłu. Nie ma chwili przestoju, przytrzymania piłki. Nawet jak jest aut, to już wszyscy podbiegają. Natomiast uważam, że nasz styl gry będzie trudny dla Śląska.

Będziecie zadowoleni z remisu w czwartek?

Teraz po zmianie przepisu związanego z wyjazdowymi bramkami myślę, że te pucharowe dwumecze się zmienią. Wydaje mi się, że musimy wygrać. W Polsce spodziewam się trudniejszego meczu i potrzebujemy zaliczki i remis na pewno nie będzie naszym celem. We Wrocławiu na pewno kibice mocno zmotywują Śląsk, do tego inna murawa, dlatego remis nie będzie wymarzonym rezultatem. Wydaje mi się, że w rewanżu też będzie inny mecz, bo już obie drużyny się nieco poznają. Na początku bardziej bada się przeciwnika, mniej ryzykuje. W drugim meczu to już wygląda inaczej. Spodziewam się trudnego meczu dla obu drużyn. Nie wiem dokładnie kto, ale wiem, że ktoś ze Śląska kontaktował się z kilkoma osobami, pytając o Ararat, a że świat piłkarski jest mały, to dotarła do mnie ta informacja, że we Wrocławiu mają obawy. Próbowali zdobyć informacje, żeby przygotować się maksymalnie dobrze do tego meczu i że traktują nas z dużym szacunkiem.

W porównaniu do meczu z Fehervarem straciliście też atut gry rewanżu u siebie i czeka Was mecz na dużym stadionie, przy dużej widowni.

Zawsze lepiej grać rewanż u siebie, ale nie wydaje mi się , że będzie problemem dla nas zagrać we Wrocławiu. Spodziewam się, że będzie wielu kibiców Śląska, ale mamy w zespole zawodników, którzy grali przy dużych widowniach czy to w klubach, czy reprezentacji. Także większość z nas ma doświadczenia z gry w wielkich meczach. Nie będzie nas to raczej paraliżować, tylko motywować.

Jak ocenisz losowanie 3. rundy?

Myślę, że możemy być zadowoleni, zarówno my, jak i Śląsk. Patrząc na pozostałe potencjalne pary, które były w koszykach, to chyba najlepsza opcja, jaka mogła się trafić. Nie powiem, że będzie łatwo, bo to 3. runda, więc czego się spodziewać, jak nie samych drużyn z wysoką jakością. 


Partnerem wyjazdu redakcji do Armenii jest
UNIWER-TRANS – firma oferująca usługi w transporcie krajowym oraz międzynarodowym.


Partnerem redakcji SLASKnet.com jest Supercar24.pl – lider na rynku sprzedaży samochodów używanych.

ZOBACZ też: WIDEO: Magiera i Janasik przed meczem z Araratem