„Załatwiłbym to w ciągu minuty”. Legenda Śląska Wrocław w ostrych słowach wypowiada się o klubie
22.12.2024 (21:00) | Adam Mokrzyckifot.: Mateusz Porzucek
Za WKS-em jedna z najgorszych rund w historii klubu, przez co widmo spadku do niższej ligi realnie zajrzało w oczy fanów Trójkolorowych. W tym trudnym momencie dla wrocławskiej społeczności Tadeusz Pawłowski zabrał głos w rozmowie z Adrianem Heluszką z Przeglądu Sportowego. Poniżej najciekawsze wypowiedzi 71-latka, który ma parę recept na poprawę sytuacji Śląska.
W 18 meczach w Ekstraklasie wrocławianie wygrali tylko raz (ze Stalą Mielec 2:1 (2:0)) i zgromadzili na swoim koncie zaledwie 10 punktów, przez co spędzą zimę na ostatnim miejscu. Co ciekawe, rok temu zielono-biało-czerwoni przygotowywali się do rundy wiosennej jako lider. Dużo się zmieniło przez ostatnie 12 miesięcy, nieprawdaż?
ILOŚĆ NIE ZNACZY JAKOŚĆ
Przede wszystkim z klubu odeszły trzy główne filary i architekci sukcesu w postaci wicemistrzostwa Polski, a co za tym idzie, reprezentowania kraju w kwalifikacjach europejskich pucharów. Mowa o Eriku Exposito, Matiasie Nahuelu Leivie i Patricku Olsenie. Pod wspomnianą trójkę można jeszcze doczepić solidnych bocznych obrońców Martina Konczkowskiego i Patryka Janasika, bo przecież klub ze stolicy Dolnego Śląska od dłuższego czasu zmaga się z trudnościami na tej pozycji. Aby ich godnie zastąpić, co się zresztą nie udało, do klubu ściągnięto aż 14 piłkarzy. To właśnie przy letnim oknie transferowym Pawłowski wypatruje pierwszy błąd.
– W letnim okienku do klubu przyszło kilkunastu zawodników. To zdecydowanie za dużo. Gdybym miał coś do powiedzenia, to sięgnąłbym po trzech, czterech wartościowych piłkarzy, a resztę uzupełnił najzdolniejszymi zawodnikami z Akademii Piłkarskiej Śląska
– podkreślił były piłkarz, trener i dyrektor Akademii WKS-u.
Jak poprawić jakość kadry Śląska? Popularny „Teddy” ma rozwiązanie.
– Nie robiłbym dużej rewolucji. Wzmocniłbym się trzema zawodnikami, ale takimi, którzy mogą wnieść określoną jakość już do pierwszej jedenastki. Nawet jeśli trzeba by było za nich zapłacić
– wyjaśnił Pawłowski.
Zdaniem rzecznika prasowego Wojskowych Jędrzeja Rybaka klub jest w stanie zapłacić za nowych piłkarzy w trakcie zimowego okienka transferowego.
– Klub przeznaczy zimą fundusze na przeprowadzenie transferów gotówkowych
– powiedział Rybak w trakcie 146. odcinka naszego podcastu #SektorŚląska.
DRASTYCZNE OBNIŻENIE LOTÓW
Nie jest niczym odkrywczym, że piłkarze Śląska nawet w najmniejszym stopniu nie przypominają samych siebie z poprzednich rozgrywek. Jedynie Petr Schwarz utrzymał poziom, który wyróżnia się nie tylko na tle swojego zespołu, ale i całej ligi.
Ta runda kompletnie nie poszła po naszej myśli, ale mimo wszystko warto docenić Szwania
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) December 19, 2024
https://t.co/v9DgMuvjb9 pic.twitter.com/w31poKXhQg
Poza Czechem, na próżno szukać gracza z Wrocławia, o którym można powiedzieć ciepłe słowa. Podobnego zdania jest Pawłowski, który podkreśla, że drużyna gra zbyt statycznie i mało w niej kreatywności.
– Zespół gra zbyt statycznie i przede wszystkim za wolno. Kompletnie nie wykorzystuje faz przejściowych. Przeciwko Radomiakowi Radom wszystkie akcje Śląska były łatwe do odczytania. Jest zbyt mało impulsów z drugiej linii, by któryś z zawodników ruszył z dryblingiem i w ten sposób zrobił przewagę. To wszystko jest zbyt przejrzyste i po prostu nudne
– stwierdził były trener wrocławian.
Słabe wyniki powodują brak wiary we własne umiejętności i sukces, a to po piłkarzach z ulicy Oporowskiej 62 widać gołym okiem.
– Widać, że w zespole brakuje wiary, nie ma cwaniactwa i boiskowego chuligaństwa, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, gdzie zawodnicy wiedzą, kiedy mogą sfaulować i jak trzeba funkcjonować na boisku. Teraz to wygląda tak, jakby grało 11 zawodników, ale każdy z nich grał bardziej pod siebie. To nie wyglądała najlepiej
– zakomunikował Pawłowski.
Jakie nastroje piłkarzy po meczu? Płacz, głowy w dół, wielki smutek
— Szymon WKS (@SzymonWKS) December 7, 2024
Musiolik i Świerczok roześmiani
Rozmawiałem z Pokornym, jutro będzie całość na Slasknecie. Powiedział wprost, że jak jest taka lipa ze skutecznością to pewność siebie całej drużynie siada…
We wrocławskim Ratuszu doszło do wniosku, żeby przed najgorętszym okresem w 2024 roku, kiedy wrocławianie mieli rozegrać pięć spotkań (jedno w Pucharze Polski) głównie z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie, zakończyć współpracę z trenerem Jackiem Magierą i dyrektorem sportowym Davidem Baldą. Tego pierwszego zastąpiono duetem w postaci ówczesnego szkoleniowca rezerw Michała Hetela i dotychczasowego asystenta Magiery Marcina Dymkowskiego. W miejsce Czecha przyszedł były podopieczny Pawłowskiego Rafał Grodzicki.
Owa dwójka „nie dogadała się” kto, jaką rolę ma pełnić i przez to dochodziło do kuriozalnych wypowiedzi obu panów na konferencjach prasowych. Na początku mówiono o współpracy, a później można było być tylko świadkiem słownych przepychanek. Pawłowski nie zostawił suchej nitki na tej sytuacji.
– Dochodziło do wzajemnych nieporozumień między dwójką trenerów, którzy na łamach mediów wykłócali się, kto jest pierwszym trenerem. To absolutnie nie na miejscu. Gdybym był wówczas w kierownictwie klubu, to załatwiłbym taką sprawę w ciągu minuty. Zaprosiłbym obu do gabinetu i zakomunikował, że jeśli pojawi się choć jedno słowo, które działa na niekorzyść klubu, to od jutra dla żadnego z nich nie ma już miejsca. Takich brudów nie można prać na konferencjach prasowych, czy na łamach mediów. Tego nie ma na całym świecie. Uważam, że w kontraktach powinno być jasno zawarte, jakie są kompetencje poszczególnych trenerów. Można mieć różne zdanie, ale na zewnątrz powinni wypowiadać się tylko w pozytywny sposób, bo nikt mi nie wmówi, że to nie dotrze później do zawodników
– skomentował 71-latek.
Według ikony WKS-u zarządzający klubem popełnili błąd, że postawili na tak ryzykowną opcję, aby zespół przejęła osoba bardzo młoda, która nie ma wystarczającego doświadczenia w roli szkoleniowca na takim poziomie.
– Postawiono na bardzo młody i niedoświadczony sztab szkoleniowy, który w przypadku, gdyby zaiskrzyło i wszystko potoczyłoby się w odpowiednim kierunku, to wielu ludzi powiedziałoby, że to świetna decyzja. Z mojej perspektywy było to jednak zbyt duże ryzyko i po prostu uważam, że tak doświadczeni ludzie zarządzający klubem nie powinni tego robić
– dodał były piłkarz.
Teraz czerwona latarnia ligi została bez trenera, a wielu potencjalnych szkoleniowców odmówiło podjęcia się, być może straceńczej misji, jaką jest utrzymanie WKS-u w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obecnie w klubie są rozważane cztery kandydatury: Iwajło Petewa, Ante Simundzy, Martina Svedika i Viktora Skrypnyka. Więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ.
– Najlepszy byłby trener, który łączyłby wszystkie pożądane cechy dobrego psychologa, nowoczesnego trenera, ale również osoby, która potrafiłaby się dogadać ze wszystkimi zawodnikami, członkami sztabu i z prasą. I przede wszystkim odpowiednio dyrygować zespołem na boisku. Musi mieć naprawdę bogaty serwis w ręku, bo i w trakcie samego meczu pojawia się wiele zmiennych. Trener musi być przygotowany na każdy wariant, a w dodatku musi odpowiednio zaplanować jednostki treningowe
– tak do wyboru potencjalnego opiekuna pierwszej drużyny wicemistrzów Polski podszedł „Teddy”.
► Cała rozmowa dostępna TUTAJ.
źródło: przegladsportowy.onet.pl