Zasłużony remis w deszczu (RELACJA)

18.09.2021 (19:28) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/8/obraz_2021-08-08_101313_610f921d9d2f5.png

fot.: Paweł Kot

Po wyrównanym i toczonym w deszczowych warunkach meczu Radomiak Radom ostatecznie podzielił się punktami ze Śląskiem Wrocław. Gole z obydwu stron padły jeszcze w pierwszej części gry, kiedy to wynik meczu otworzył Erik Exposito, a odpowiedział na to w fantastycznym stylu Leandro. To oznacza, że zielono-biało-czerwoni nadal pozostają niepokonani w tym sezonie.



 

Po wygranej 1:0 z Legią w ubiegłej kolejce, wrocławian czekał wyjazd do Radomia, który nie jest najbardziej gościnnym terenem w ekstraklasie. Dość powiedzieć, że u siebie Radomiak jeszcze nie przegrał, a punkty potrafiły tracić z nim Legia Warszawa (1:3) czy chociażby Pogoń w poniedziałek (1:1).

Ale przejdźmy już do sobotniego spotkania, a na początku do zestawień obydwu zespołów. Trener Jacek Magiera musiał dokonać korekt, bowiem ze względu na kontuzję wypadł z kadry Mark Tamas, a za żółte kartki pauzował Szymon Lewkot. W ich miejsce pojawili się Diogo Verdasca oraz Mateusz Praszelik. Tym razem cofnięty piętro niżej w linii pomocy został Petr Schwarz, u którego boku zobaczyliśmy naszego kapitana, Krzysztofa Mączyńskiego.

W zespole trenera Dariusza Banasika także nastąpiły pewne rotacje, a konkretnie Michała Kaputa zastąpił Meik Karwot, a w ataku od pierwszej minuty wystartował Karol Angielski, czyli jeden z byłych zawodników Śląska w szeregach radomian. Zastąpił Brazylijczyka Mauridesa.

Balans na krawędzi

Deszczowa aura dawała się we znaki już od pierwszego gwizdka sędziego Szymona Marciniaka. Śląsk dał się nieco zepchnąć pod własne pole karne, ale akcja Angielskiego nie przyniosła żadnego efektu oprócz rzutu rożnego. Dużo było zagrożenia ze strony gospodarzy, a wrocławianie musieli okopać się niczym w twierdzy. Ten okres oblężenia obfitował m.in. w:

  • niepewną interwencję Exposito w polu karnym, naprawioną przez Verdaskę,
  • niebezpieczny strzał Angielskiego z linii pola karnego,
  • dwukrotną próbę Machado, pierwsza wylądowała na poprzeczce, a druga obok bramki (co ciekawe, było to już trzecie obicie obramowania przez tego gracza w jego 3 meczu).

WKS próbował odgryzać się kontrami, a pierwsza taka była udziałem Roberta Picha jeszcze przed upływem 10 minut spotkania. Po tym krótkotrwałym odgryzieniu się Radomiakowi, na boisku zapanowało przeciąganie liny i twarda walka o środkową strefę boiska. Niezwykle blisko objęcia prowadzenia było po dobrej centrze Bartłomieja Pawłowskiego, ale niestety zawiodło wykończenie ze strony Exposito, który źle przyłożył nogę do tego zagrania.

Przy okazji, mocno zaczęła dokuczać deszczowa aura, momentami utrudniając rozegranie piłki po ziemi. Na nic zdały się próby radomian, skoro wrocławianie mają hiszpańskiego magika, balansującego na granicy spalonego. Exposito otrzymał w 24. minucie znakomite podanie z głębi pola od Mateusza Praszelika, minął z łatwością Filipa Majchrowicza i wbił piłkę do pustej bramki, pieczętując swojego 5. gola w tym sezonie. Wcale nie trzeba stwarzać okazji, by prowadzić w meczu – ten wniosek nasuwał nam się po niespełna pół godziny spotkania w Radomiu.

Piękne wyrównanie

Po akcji Leandro z 29. minuty nasunął nam się jeszcze jeden – skąd przybyłeś świetny Brazylijczyku i czemu grasz w ekstraklasie? Drugi gol w kolejnym meczu Leandro i drugi równie niesamowitej urody. Zejście do lewej nogi i potężna bomba w okienko, na którą Michał Szromnik mógł tylko spoglądać ze szczęką opuszczoną w dół. Szybka odpowiedź Radomiaka w takim stylu zwiastowała jeszcze bardziej otwarte spotkanie w iście angielskich warunkach pogodowych. Do końca pierwszej części gry zapały obydwu stron nieco stężały, a zawody były nieco szarpane i więcej oglądaliśmy fauli niż sytuacji podbramkowych. Jedyna nadzieja tkwiła w drugiej połowie, po której wiele sobie obiecywaliśmy.

A ta rozpoczęła się od groźnego długiego podania jednego z defensorów Radomiaka, do którego niemal na linię pola karnego musiał wychodzić golkiper wrocławian. Podobnie jak od początku meczu, próbował przejmować inicjatywę zespół trenera Banasika. Śląsk czekał za podwójną gardą na wyprowadzenie ciosu, wyprowadzając pojedyncze akcje, jak np. strzał w boczną siatkę Petra Schwarza. Kotłowało się natomiast po bramką Szromnika – chwilę przed upływem godziny mocny strzał oddał Miłosz Kozak, a dobitka została zablokowana przez jednego z obrońców w zielonym trykocie. Jeśli to było ostrzeżenie, to 2 minuty później przyszło prawdziwe zagrożenie. Znakomicie poradził sobie z obrońcami Śląska Leandro, ale jego strzał z prawej nogi był bardzo niecelny. Zawodnicy z Wrocławia niestety zostawiali przeciwnikom coraz więcej pola do popisu, a ci nie mieli zamiaru się zatrzymywać. Chociaż postraszył Majchrowicza strzałem z dalszej odległości Mączyński, po dobrej akcji Garcii. Konieczne były zmiany, w 64. minucie na murawie zameldowali się Makowski i Quintana.

Przebudzenie gości

Najlepszą sytuację do objęcia prowadzenia Śląsk miał po akcji Pawłowskiego, który położył już bramkarza, ale zbyt długo się zastanawiał i piłka została mu w ostateczności odebrana. Należy docenić tutaj rozprowadzenie tej akcji i świetne podanie zewnętrzną częścią stopy Quintany. Hiszpan pokazał się także w 75. minucie, kiedy to przegrał pojedynek oko w oko z bramkarzem gospodarzy. Jeszcze bliżej wprowadzony niedawno zawodnik był w 80. minucie, kiedy po podaniu Picha znów okazał się gorszy od Majchrowicza, który w drugiej połowie odpłacił swoją postawą winę za straconą bramkę. Za zgłaszającego już wcześniej problemy ze zdrowiem Łukasza Bejgera został wprowadzony debiutant, czyli Jakub Iskra.

Defensywa gości musiała się mieć na baczności, bo w 87. minucie próbował zadać jej cios były zawodnik Śląska, czyli wprowadzony niedawno na boisko Mateusz Radecki, ale uderzył obok bramki. Patrząc na całe spotkanie, nie trudno stwierdzić, że remis ten dla obydwu stron był sprawiedliwym wynikiem. Radomiak po raz kolejny udowodnił, że potrafi grać z faworytami, natomiast Śląsk nadal może szczycić się tytułem jedynej obok Lecha niepokonanej w tym sezonie ekipy.


Radomiak Radom 1:1 Śląsk Wrocław (1:1)

Bramki: Leandro 29' - Exposito 24'

Żółte kartki: Karwot, Nascimento - Bejger, Pawłowski, Poprawa

Radomiak Radom: Majchrowicz - Jakubik, Cichocki, Rossi, Abramowicz - Leandro (81' Sokół), Nascimento, Karwot (74' Kaput), Machado (66' Radecki) - Kozak, Angielski (74' Rondon)

Śląsk Wrocław: Szromnik - Bejger (82' Iskra), Golla, Verdasca - Pawłowski (82' Poprawa), Schwarz (64' Makowski), Mączyński, Garcia - Pich, Praszelik (64' Quintana), Exposito

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

 

ZOBACZ też: Znamy skład Śląska na mecz w Radomiu!