Kontrowersyjnie słaby mecz (RELACJA)

15.08.2021 (19:31) | Jakub Luberda
uploads/images/2021/8/235932461_575203233499196_4673795384756824251_n_6119456b00ca2.jpg

fot.: Paweł Kot

Niedziela z lubelszczyzną - tak można było promować dzisiejszy dzień w wykonaniu piłkarskiego Śląska. Najpierw rezerwy zremisowały po emocjonujących 90 minutach w przyjacielskim pojedynku z Motorem Lublin, a zaledwie kilka godzin później pierwszy zespół podjął Górnika Łęczna. Niestety, to drugie spotkanie nie było nawet w połowie tak ciekawe jak pierwsze...



 

Po bolesnej porażce z Hapoelem Beer Szewa i odpadnięciu z europejskich pucharów podopieczni trenera Jacka Magiery mieli okazję dosyć szybko się zrehabilitować. W porównaniu do czwartkowego starcia w składzie Śląska doszło do 4 zmian. Zawieszonego Marka Tamasa zastąpił Dino Stiglec, w miejscu kontuzjowanego Patryka Janasika zagrał Łukasz Bejger, a koło rotacji wskazało tym razem na Rafała Makowskiego oraz Matusa Putnockiego, których kosztem na boisko wyszli Michał Szromnik z Mateuszem Praszelikiem.

U nas po staremu

Już od pierwszych minut Śląsk próbował zaznaczyć swoją dominację. Wrocławianie rozpoczęli spotkanie od wysokiego pressingu, który w połączeniu z agresywnym doskokiem i dobrą grą na wyprzedzenie sprawił, że to właśnie podopieczni Jacka Magiery utrzymywali się przy piłce znacznie dłużej, chcąc tym samym narzucić swój styl gry przeciwnikowi. Goście od czasu do czasu starali się odpowiedzieć, lecz ich próby wyprowadzenia akcji ofensywnej ograniczały się do długich podań, które raz za razem padały łupem defensorów Śląska.

Mimo takiego obrazu meczu to właśnie goście jako pierwsi wypracowali sobie dobrą sytuację. Po rzucie rożnym do piłki w odległości niecałych pięciu metrów od linii bramkowej dopadł jeden z zawodników Górnika, lecz na szczęście dla Szromnika i spółki nie zdołał on czysto trafić futbolówki. Pierwsze ostrzeżenie było jednak dosyć wyraźne, a zza linii bocznej można było odnieść wrażenie, że nie wszystko w defensywie Śląska funkcjonuje tak, jak należy. Linia obrony nie wyglądała jak monolit, a zawodnicy Górnika zdawali się dostrzegać problemy w komunikacji i asekuracji.

Im dalej w las, tym więcej drzew

Po niezłym i otwartym początku meczu tempo ustało. Spotkanie między Śląskiem a Górnikiem zaczynało coraz bardziej przypominać piłkarskie szachy, w których o powodzeniu kolejnych akcji decydowały drobne szczegóły. Żadna ze stron nie była w stanie przedostać się pod bramkę rywala i oglądaliśmy głównie starcia w środku pola. Obraz meczu mógł zmienić się w 29 minucie, kiedy to po rzucie rożnym w polu karnym gości pozostał Wojciech Golla. Środkowy obrońca został obsłużony doskonałym podaniem w momencie, gdy wydawało się, że Górnik największe zagrożenie zdołał już zażegnać. Niestety, Golla niedokładnie przyjął piłkę, przez Maciej Gostomski zdążył opuścić linię i uprzedzić defensora Śląska, nie pozwalając mu na oddanie strzału.

Pod koniec pierwszej połowy do swojej optymalnej dyspozycji wracał powoli Śląsk. W 35 minucie przed dobrą szansą na zdobycie gola stanął Mateusz Praszelik. Dobre ruch Erika Exposito spowodował otwarcie dużej wolnej przestrzeni za plecami defensorów Górnika. Piłkę przed polem karnym otrzymał Robert Pich, który przytomnym zagraniem obsłużył Praszelika. Młodzieżowiec wtargnął z piłką w pole karne, ale jego uderzenie zostało skutecznie zablokowane, a futbolówka minęła bramkę Gostomskiego o dobre pół metra. Gra WKS-u powoli się zazębiała, lecz klarownych okazji na zdobycie gola dalej brakowało. Po 45 minutach tablica świetlna na Stadionie Wrocław pokazywała bezbramkowy remis. 

U nas po staremu, cz. 2

Początek drugiej połowy wyglądał dokładnie tak samo, jak pierwsze 45 minut. Walka w środku pola, broniący się głęboko zespół Górnika i mało konkretny w swoich działaniach Śląsk. Oglądanie niedzielnego starcia wrocławian skłaniało do wielu przemyśleń, a ze względu na niewiele ciekawych wydarzeń boiskowych, można było skupić się na drobnych szczegółach. I chociaż stałe fragmenty aż takim drobnym szczegółem nie są, to warto wspomnieć o przygotowanych na treningach schematach rzutów wolnych i rożnych. Niestety, poza przygotowaniem schematów trzeba umieć również je jakoś zastosować, tymczasem Śląsk raz za razem oddawał piłkę rywalom po nieudanych próbach krótkiego rozegrania. 

Czas na zmiany

Nudne i mierne widowisko udzieliło się również trenerowi Magierze. Szkoleniowiec Śląska postanowił spróbować umilić niedzielny wieczór sympatykom wrocławskiego klubu i w 66 minucie dokonał aż trzech zmian. Boisko opuścili Krzysztof Mączyński, Szymon Lewkot oraz Erik Exposito, a w ich miejsce pojawili się Rafał Makowski, Bartłomiej Pawłowski i Caye Quintana. O poziomie dotychczasowego widowisko niech świadczy fakt, że było to jak dotąd najciekawsze wydarzenie drugiej połowy. 

Podjęta przez trenera Magierę decyzja dosyć jasno pokazała nam, że mimo mizernego meczu, WKS chce zdobyć w starciu z Górnikiem 3 punkty. Utrzymujący się wciąż bezbramkowy remis wydawał się jednak odpowiadać gościom - podopieczni Kamila Kieresia już około 70 minuty zaczęli grać na czas. Łęcznianie nie angażowali się zbyt licznie w akcje ofensywne, a większość ich prób na przedostanie się pod bramkę Szromnika opierała się na długich podaniach, czy, jak kto woli, przysłowiowej “ladze”.

Kontrowersyjna końcówka

Gdy już wszelkie nadzieje na zmianę obrazu tego męczącego dla kibiców widowiska zdawały się kończyć, przed doskonałą szansą na strzelenie gola stanął Petr Schwarz. W 83 minucie doskonałym podaniem prostopadłym popisał się Wojciech Golla. Środkowy obrońca przytomnie dostrzegł dziurę w defensywie Górnika i posłał długie podanie do Czecha. Niestety, adresat zagrania nie zdołał dojść do piłki, mijając się z nią dosłownie o milimetry. 

Ta akcja okazała się jednak impulsem dla wrocławian, którzy w końcówce spotkania postanowili zawalczyć o zwycięstwo. Pawłowski świetnie ruszył prawym skrzydłem, mijając kryjącego go rywala, wpadł w pole karne i bardzo mocnym dośrodkowaniem znalazł Fabiana Piaseckiego. Polak trafił do siatki z najbliższej odległości, a cały stadion odetchnął z ulgą. Kamień wrócił na serce kibiców równie szybko, co z niego spadł, gdyż po długiej analizie VAR sędzia Tomasz Musiał anulował trafienie Śląska, a mecz kilka minut później zagwizdał ostatni raz. W starciu Wrocław - Lubelszczyzna nastąpił całkowity podział punktów.

Śląsk Wrocław 0:0 (0:0) Górnik Łęczna

Śląsk Wrocław: Szromnik - Stiglec, Golla, Lewkot (66' Pawłowski) - Bejger, Schwarz, Mączyński (66' Makowski), Garcia - Pich (79' Piasecki), Praszelik, Exposito (66' Quintana) Trener: Jacek Magiera
Górnik Łęczna: Gostomski - Rymaniak, Szcześniak, Midzierski, Dziwniel - Krykun, Gol, Drewniak, Michał Mak (76' Banaszak) - Gąska (82' Wojciechowski), Śpiączka Trener: Kamil Kiereś

ZOBACZ też: WIDEO: Magiera i Kiereś po meczu Śląsk - Górnik Łęczna