Lavicka: Mam nadzieję, że Śląsk osiągnie historyczny wynik (WYWIAD)

14.02.2024 (06:00) | Marcin Sapuń
uploads/images/2024/2/kot_lavicka_65c9ef2c8c30b.jpg

fot.: Paweł Kot

Przyszedł do Śląska, by uratować go przed spadkiem. Rok później zrobił z klubem najlepszy wynik od 2015 roku, będąc blisko strefy medalowej. We Wrocławiu spędził dwa lata, a kibice wciąż ciepło wspominają jego osobę. Przed startem rundy wiosennej porozmawialiśmy z byłym trenerem WKS-u - Vitezslavem Lavicką. "Stale trzymam kciuki za drużynę" - mówi 60-letni szkoleniowiec. 

► Rozmowa została przeprowadzona w czwartek 8 lutego



 

Od ponad pół roku jest pan dyrektorem akademii w Sparcie Praga. Na czym polegają pana obowiązki w klubie?

Zgadza się i muszę powiedzieć, że jestem zadowolony z tej pracy. Wróciłem do klubu, który jest bliski mojemu sercu i ma duże ambicje w rozwoju młodych zawodników. Odpowiadam za cały proces szkolenia w akademii, nie tylko zawodników, ale również młodych trenerów. To punkt naszej pracy.

Mylę, że dla pana była to oferta nie do odrzucenia. W końcu spędził pan wiele lat w Sparcie jako piłkarz i trener.

Tak, to miało duże znaczenie. Wiele lat grałem w Sparcie i byłem jej trenerem. Zdobyłem w sumie osiem mistrzostw z tym klubem. W maju 2023 roku otrzymałem ofertę i rozmowie z władzami klubu, zdecydowałem się ją przyjąć. Póki co, wszystko idzie w dobrym kierunku.

Czym akademia Sparty wyróżnia się na tle pozostałych z akademii w Czechach?

Sparta Praga to najbardziej utytułowany klub w Czechach. Nasza akademia dodatkowo zbiera dobre opinie w kraju i za granicą. Dużo zawodników z akademii Sparty przechodzi do profesjonalnego futbolu, co bardzo nas cieszy. Dla mnie to zobowiązanie, by w swojej pracy przyczynić się do rozwoju piłkarzy oraz trenerów

Czy dawna praca w roli selekcjonera czeskiej młodzieżówki pomaga panu teraz na stanowisku dyrektorskim w akademii?

Tak. Praca z młodymi piłkarzami jest trochę inna niż z seniorami i każde moje trenerskie doświadczenie pomaga mi teraz praktykować to w nowej pracy.  

Śledzi pan wyniki Śląska Wrocław w tym sezonie?

Oczywiście, że tak. Trzymam kciuki i jestem bardzo zadowolony, że Śląskowi tak dobrze idzie w obecnym sezonie

Pana zdaniem, jakie są przyczyny tak dużej przemiany zespołu? Kilka miesięcy temu Śląsk bronił się przed spadkiem, dziś jest liderem.

Trudno mi powiedzieć, ponieważ nie jestem w środku klubu, by móc to porównać. Mogę tylko powiedzieć, że mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach Śląsk utrzyma formę.

Śląsk gra trochę taki defensywny futbol, co poniekąd przypomina końcówkę pana kadencji. Wtedy był pan przez niektórych krytykowany za taki styl.

Każdy styl jest zależny od wyników. Jeśli trener przyjmuje taki styl, który daje rezultaty i jest pragmatyczny, to wszyscy w klubie będą zadowoleni: dyrektorzy, kibice i piłkarze.

Jakie podobieństwa zauważa pan pomiędzy dzisiejszym Śląskiem, a tym za pana kadencji?

Na pewno sytuacja w klubie jest trochę podobna. Ja przyszedłem do Śląska w połowie sezonu i walczyliśmy do końca o utrzymanie. Później nasza gra wyglądała już lepiej i nasze miejsce w tabeli również było wyższe. To samo obserwujemy za kadencji trenera Magiery.

Czy żałuje pan, że nie udało się osiągnąć jeszcze lepszego wyniku? W sezonie 2019/20 po rundzie zasadniczej byliście na trzecim miejscu w tabeli.

Zgadza się, po trzydziestu kolejkach byliśmy na trzecim miejscu i w końcówce sezonu chcieliśmy grać o jak najwyższe miejsce. Nie udało się, ale tamten okres w Śląsku wspominam bardzo dobrze: współpraca pomiędzy zawodnikami, trenerami i pracownikami klubu. To była synergia, dzięki której chcieliśmy zrobić krok do przodu. Sezon zakończyliśmy na piątym miejscu, ale byłem z niego zadowolony.

W takim razie, czego zabrakło w ostatnich siedmiu kolejkach, by utrzymać miejsce na podium?   

Ciężko mówić o tym teraz, kiedy minęły już prawie cztery lata. To była trochę specyficzna końcówka sezonu, w której nie udało nam się regularnie punktować. Takie sytuacje zdarzają się w profesjonalnym futbolu, ale całościowo mogliśmy być zadowoleni z sezonu 2019/20.

Przed sezonem 2019/20 do Śląska przyszło kilku nowych piłkarzy. Jednym z nich był Erik Exposito, obecny lider klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Jak wyglądały jego początki w klubie. Pamiętam, że przez jakiś czas miał problem z regularnością i strzelał gole tylko w meczach domowych.

Nasz skauting identyfikował Erika jako bardzo utalentowanego napastnika. Na początku musiał się on zaaklimatyzować w nowym klubie, mieście i krok po kroku szedł w górę. Podczas treningów ćwiczyliśmy, aby strzelał jak najwięcej goli. Według mnie, Erik Exposito zrobił duży postęp jako piłkarz, ale również mentalnie jako człowiek i widać to teraz, kiedy jest liderem zespołu.

O sile drużyny Śląska stanowił również Przemysław Płacheta, który spędził we Wrocławiu tylko rok i przeszedł do Norwich za trzy miliony euro.

To był dobry, utalentowany zawodnik. Wiem, że po wyjeździe za granicę, początki dla niego nie były łatwe. Życzę mu dużo zdrowia, bo wiem, że miał problemy z kontuzjami, ale jest to ambitny człowiek i ma jeszcze szansę zrobić karierę w którymś klubie.

W polskiej lidze bez problemu możemy wyliczyć piłkarzy, którzy w młodym wieku opuścili Ekstraklasę i nie przebili się na stałe w jednym miejscu. Czy nie wyjeżdżają oni za wcześnie za granicę?

Ten sam problem jest w czeskiej piłce. Zadajemy sobie pytanie, co jest lepsze dla zawodnika? Wyjazd w młodym wieku, czy pozostawienie go w zespole, żeby dać mu przestrzeń do gry na boisku i dopiero później sprzedać do innego klubu. To jest odwieczne pytanie. Z mojego punktu widzenia, lepiej utrzymać młodego zawodnika, aby zbierał doświadczenie, a o transferze pomyśleć dopiero, gdy ten skończy 20-21 lat.

Ze wszystkich piłkarzy Śląska, których pan trenował, kto miał największy potencjał?

Zdecydowanie Przemysław Płacheta. Bardzo utalentowany piłkarz, który w tak młodym wieku był bardzo mądrą i poukładaną osobą.

Początek kolejnego sezonu był również całkiem dobry w wykonaniu Śląska, ale większe problemy pojawiły się na początku 2021 roku. Na osiem meczów, wygrał pan tylko raz. Gdzie upatruje pan przyczyn kryzysu?

To już jest historia. Czas biegnie bardzo szybko, by wszystko pamiętać. Wszystkie problemy analizowaliśmy ze sztabem. Naszym podstawowym celem było jak najwyższe miejsce w lidze oraz dobra gra, by wszystkim udowodnić, że Śląsk jest dobrą drużyną. To był czas, w którym brakowało nam lepszych wyników, ale kończąc pracę w Śląsku, byliśmy blisko pierwszej czwórki. Ostatecznie dyrektorzy w klubie podziękowali mi za współpracę, a ja to uszanowałem i odszedłem ze Śląska. Natomiast pomimo tego, że nie ma mnie w Śląsku, stale trzymam kciuki za drużynę i życzę wszystkiego dobrego piłkarzom oraz kibicom. Mam nadzieję, że w tym sezonie osiągnie historyczny wynik.

Śląsk po remisie z Wisłą Płock tracił tylko trzy punkty do czołowej czwórki, ale po tym meczu został pan zwolniony. Czy miał pan żal do władz klubu za taką decyzję?  

To był wybór władz klubu i ja jako doświadczony trener nauczyłem się szanować takie decyzje. Rozstaliśmy się bez żadnych pretensji i wszystko przebiegło naprawdę profesjonalnie. Miałem oczywiście pewne wątpliwości, dlaczego tak się stało, ale to już historia.

Przez rok pozostawał pan bez pracy. Czy przez ten czas nie było ofert, czy wolał pan po prostu odpocząć od piłki?

Po odejściu ze Śląska chciałem zrobić sobie krótką przerwę i czekałem na dobrą ofertę z zagranicy i taka właśnie przyszła z reprezentacji Kuwejtu.

Był pan zaskoczony propozycją z tak dalekiego kraju?

Ofertę z Kuwejtu otrzymałem około trzy miesiące przed tym, jak ją przyjąłem. Dużo nad nią myślałem i ostatecznie zgodziłem się. Traktowałem to jako kolejne doświadczenie w mojej trenerskiej karierze. Dostałem umowę na cztery miesiące na czas kwalifikacji do Pucharu Azji. Gdybyśmy awansowali, kontrakt zostałby przedłużony. Niestety, nie udało się.

Do Kuwejtu zabrał pan między innymi Pawła Barylskiego, wieloletniego asystenta w Śląsku, z którym pan też współpracował.

Tak, w moim sztabie znaleźli się między innymi Paweł Barylski i Zdenek Svoboda. To osoby, które bardzo mi pomagały zarówno w Śląsku i w reprezentacji Kuwejtu. W ogóle bardzo dobrze wspominam współpracę z trenerami we Wrocławiu, również z Łukaszem Czajką, czy Krzysztofem Osińskim. Były to charakterne osoby, które podchodziły profesjonalnie do swoich obowiązków i pomagali mi oraz klubowi.

Z kolei w ostatnich miesiącach media pisały, że jest pan jednym z kandydatów na nowego selekcjonera reprezentacji Czech. Czy to były plotki, a może faktycznie ktoś z federacji kontaktował się z panem?

Potwierdzam. Miałem rozmowę z czeskim związkiem i znalazłem się w finałowej dwójce kandydatów. Ostatecznie wybrany został mój kolega Ivan Hasek, do którego od razu wysłałem gratulacje. Życzę jemu i naszej reprezentacji wszystkiego dobrego na Euro 2024.

Czeskiej reprezentacji udało się bezpośrednio awansować na mistrzostwa Europy, niestety Polska będzie musiała powalczyć o awans w barażach. Jak ocenia pan rywalizację w grupie eliminacyjnej?

To była trudna droga, ale zakończona sukcesem. Też byłem przekonany, że Czechy i Polska są faworytami w grupie, ale w piłce nożnej dość często zdarzają się niespodzianki.

W najbliższej przyszłości wróci pan jeszcze na ławkę trenerską? Czy może teraz chce się pan skupić na piłce od innej strony?

Teraz jestem skoncentrowany na mojej obecnej pracy, ale jest takie powiedzenie: Nigdy nie mów nigdy.

Ostatnie pytanie. Czy ma pan w planach odwiedzić Wrocław w najbliższych miesiącach? Kto wie, może Śląsk będzie walczyć o tytuł mistrzowski do ostatnich kolejek.

To byłaby dobra okazja, żeby przyjechać i dać wsparcie Śląskowi. Trzymam kciuki, żeby się udało. Daleko do Wrocławia nie mam, to tylko trzy-cztery godziny jazdy.

ZOBACZ też: Były kapitan Śląska kończy karierę. Pożegnanie w przerwie meczu

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.