Mecz rezerw opóźniony o 40 minut. Co się stało?
11.11.2024 (17:50) | Krzysztof Banasikfot.: Adam Mokrzycki
Mecz 16. kolejki III ligi (gr. 3) pomiędzy rezerwami Śląska Wrocław a Lechią Zielona Góra miał rozpocząć się w niedzielę o 13:00, ale pierwszy gwizdek sędziego opóźnił się około 40 minut. Co było powodem tak dużego przesunięcia rozpoczęcia zawodów?
Spotkanie Śląska II Wrocław z Lechią Zielona Góra miało wiele smaczków - trenerem gości jest były gracz i trener grup młodzieżowych WKS-u Sebastian Mordal, który jeszcze kilka miesięcy temu świętował przy Oporowskiej mistrzostwo Polski jako szkoleniowiec zespołu U-17. Z Wrocławia do Zielonej Góry przenieśli się także zawodnicy rezerw Śląska - Kuba Lizakowski, Michał Szmigiel i Mateusz Lisowski.
► GALERIA z meczu Śląsk II Wrocław - Lechia Zielona Góra 3:1
Kibice zgromadzeni przy Oporowskiej i przed ekranami musieli jednak poczekać z rozpoczęciem spotkania aż 40 minut. To efekt decyzji sędziów, którzy nie chcieli użyć gwizdka ze względu na nieobecność na spotkaniu karetki zapewniającej opiekę medyczną. Piłkarze i arbitrzy co prawda zgodnie z planem wyszli na murawę, ale po kilku minutach oczekiwania zeszli do szatni.
- Czekamy na przyjazd karetki, której nie ma. Bez niej nie rozpoczniemy spotkania - powiedział nam sędzia główny Adam Sekuterski. Kiedy zajrzymy jednak do uchwały PZPN z 7.07.2024 w sprawie przyjęcia regulaminu rozgrywek I, II i III ligi, nie ma w niej zapisu mówiącego o obowiązkowej obecności karetki pogotowia na spotkaniach III ligi. W artykule 19 tej uchwały czytamy:
„2. Klub organizujący zawody, oprócz stworzenia warunków bezpieczeństwa na widowni i płycie stadionu, zobowiązany jest:
(…) e) w przypadku rozgrywek 1. i 2. Ligi zapewnić obecność karetki pogotowia z zespołem ratowniczym (…)”
Dlaczego w takim razie sędziowie nie chcieli rozpocząć spotkania?
- Zgodnie z regulaminem, organizator na meczach III ligi musi zapewnić jakąkolwiek opiekę medyczną. Przed meczem do sędziów musi przyjść ratownik medyczny lub inna osoba, która ma uprawnienia medyczne, aby wpisać numer uprawnienia tej osoby do protokołu. Gdyby w sztabie Śląska lub Lechii była taka osoba i wzięłaby na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo medyczne podczas spotkania, moglibyśmy je rozpocząć bez karetki
- wyjaśnia nam Paweł Kucharczyk, obserwatora PZPN oddelegowany na to spotkanie.
Śląsk od dawna wypełnia obowiązek zapewnienia opieki medycznej poprzez zamówienie na mecze karetki. Czemu tym razem jej zabrakło? Jak udało nam się ustalić - klub wykonał dokładnie takie sama działania jak przez wiele miesięcy wcześniej, karetka została zamówiona zgodnie z ustalonym procesem. Gorzkie słowa w kierunku Śląska od kibiców za brak przygotowania zaplecza medycznego były więc nieuzasadnione.
- Późniejszy przyjazd karetki wynikał z losowych przyczyn, zupełnie niezależnych od organizatora. Zrobiliśmy wszystko zgodnie z naszymi procedurami, tak jak na tysiącach innych meczach wcześniej, kiedy nie było żadnych problemów
- słyszymy przy Oporowskiej. Z nieoficjalnych rozmów wynika wprost - firma medyczna, z którą Śląsk współpracuje od bardzo dawna i tę współpracę chwali, tym razem niestety zawiodła. Konsekwencje mogły być poważne - jeśli mecz by się nie odbył, PZPN mógłby ukarać Śląsk II walkowerem.
Po pojawianiu się na Oporowskiej karetki mecz się na szczęście rozpoczął. Gdyby trzeba było z pierwszym gwizdkiem czekać jeszcze dłużej, sędziowie martwili się zachodzącym słońcem. W przypadku zmroku, spotkanie musiałoby być przerwane i dokończone w innym terminie. Taki scenariusz był jednak mało realny - dzień wcześniej przy Oporowskiej rozegrany został mecz Ekstraligi kobiet (Śląsk 0:0 UKS SMS Łódź), który rozpoczął się o 14:00, a więc godzinę później niż miał wystartować pojedynek rezerw.
Spotkanie Śląska II Wrocław z Lechią Zielona Góra zakończyło się wygraną graczy Michała Hetela 3:1 (1:0), co pozwoliło im umocnić się na pozycji lidera. Druga w tabeli Carina Gubin traci do WKS-u cztery punkty. Więcej o niedzialnym spotkaniu przeczytacie TUTAJ.