''Na występ w Ekstraklasie trzeba sobie zasłużyć''. Reakcja Magiery na grę piłkarza Śląska
30.09.2024 (15:30) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
Jeszcze tydzień temu Junior Eyamba wystąpił od pierwszej minuty w meczu z Lechem Poznań. Szwajcar wygrał rywalizację w składzie, ale jego gra była już daleka od pożądanego poziomu. Skutkowało to stanowczą decyzją trenera i napastnik nie pojechał z drużyną na kolejne spotkanie w Ekstraklasie. 23-latka mogliśmy za to zobaczyć w trzecioligowych rezerwach. Nie był to jednak jedyny piłkarz z pierwszego zespołu, który zagrał w sobotę przy Oporowskiej.
Jednym z zawodników, który latem dołączył do Śląska Wrocław był Junior Eyamba. Miał on być zmiennikiem Sebastiana Musiolika, ale jeszcze w trakcie obozu przygotowawczego w Austrii złapał kontuzję, która wyeliminowała go z treningów na kilka tygodni. Napastnik na boisko wrócił w połowie sierpnia, gdy zagrał 9 minut w spotkaniu z Koroną Kielce.
Pierwszy poważniejszy tekst dla 23-latka nadszedł tydzień temu. Ku zaskoczeniu wielu osób wyszedł on w pierwszym składzie w Poznaniu. Swoją grą jednak nie zachwycił. Był jednym z najgorszych piłkarzy na murawie, miał problemy z przyjęciem piłki, nie wyglądał też dobrze pod kątem pojedynków. Zszedł z boiska w 61. minucie, chociaż powinien uczynić to jeszcze przed zmianą połów.
- Chcieliśmy, by Junior skakał do pressingu. Robił to z różnym skutkiem, ale nie były to agresywne doskoki. Ostatni tydzień w treningu napawał optymizmem, ale zgadzam się z tym, że to nie było to, czego oczekiwaliśmy od niego
- mówił Jacek Magiera po przegranej z Lechem (0:1).
Fatalna postawa Szwajcara przy Bułgarskiej miała swoje konsekwencje. W kolejnym tygodniu Eyamba przegrał rywalizację z kolegami z drużyny na tyle, że nawet nie pojechał z nią do Lublina. Zagrał za to w trzecioligowych rezerwach i również ciężko było wyszukać pozytywów na temat jego gry. Po raz kolejny napastnik wydawał się spóźniony przy akcjach kolegów z zespołu.
- Są tutaj osoby, które krytykowały Eyambę po meczu z Lechem Poznań, także trudno, żebym dzisiaj w zaparte szedł, że zagrał wyśmienite spotkanie. No nie, Ekstraklasa to jest poważna liga, na występ w niej trzeba zasłużyć. (...) Ja bym chciał, żeby do tego pociągu wsiadali zawodnicy, a nie na siłę dawać szansę, że my tutaj sprowadziliśmy kogoś i on musi zagrać, bo został sprowadzony. Nikt nikomu tutaj nie obiecał, że jak przyjdzie do Śląska Wrocław, to będzie grał w podstawowym składzie, na to trzeba zapracować podczas treningów i w każdym meczu
- podsumował szkoleniowiec Trójkolorowych, pytany o Eyambę po meczu z Motorem (1:2).
Jacek Magiera podjął stanowczą decyzję, udowadniając, że każdy zawodnik nie może być się pewnym swojej obecności w kadrze meczowej i na grę musi sobie zasłużyć. Szwajcarski snajper nie był jednak jedynym piłkarzem z pierwszej drużyny, który w sobotę wystąpił przeciwko Stali Brzeg (1:1). W wyjściowej jedenastce zameldowali się też Filip Rejczyk (powracający po kontuzji) oraz Mateusz Bartolewski i Łukasz Gerstenstein. Interesujący wydaje się status ostatniej dwójki. Po raz czwarty z rzędu zagrali oni w meczu w III ligi.
- Cały czas im powtarzam, że to jest przygotowanie do meczu. Zawodnicy mają być gotowi, wykonać swoją rolę i podjąć rywalizację o miejsce w składzie. Nie skreślam ich, że nie mogą zagrać w Ekstraklasie. Na miejscu młodych graczy, stanąłbym na głowie, aby wywalczyć miejsce, które jest po Nahuelu
- tłumaczy 47-letni trener.
Wracając do Eyamby, spadł w hierarchii napastników Śląska na trzecie miejsce i tylko od niego samego zależy, jak będą wyglądać jego kolejne tygodnie we Wrocławiu.