Plusy i minusy meczu z Pogonią

09.05.2022 (17:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/5/pogon_627926d2d3907.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Pogonią Szczecin (1:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Matus Putnocky

Bramkarz Śląska miał coś do udowodnienia w rywalizacji z Pogonią, bo jesienią przy Twardowskiego to jego błąd zadecydował o porażce 1:2. W sobotę Putnocky miał bardzo pracowite popołudnie, bo w jego kierunku poleciało aż dziesięć uderzeń, jednak skapitulował tylko raz dodatkowo ratując swój zespół w ostatniej akcji meczu. Wrocławianie w ósmym meczu pod wodzą Piotra Tworka nie doczekali się drugiego czystego konta, ale w rywalizacji z drugą najlepszą ofensywą ligi przed 32. kolejką nie to było raczej najważniejszym celem. Drobną wątpliwość względem sobotniego występu Putnockiego pozostawia zachowanie przy wyrównującym golu Macieja Żurawskiego, jednak tak jak na pomeczowej konferencji zwracał uwagę trener Piotr Tworek, bardziej znaczące rzeczy działy się na wcześniejszym etapie tej akcji. Zmiana w bramce wobec ewidentnej zniżki formy Michała Szromnika na finiszu sezonu była potrzebna, a Putnocky wykorzystuje szansę.

Erik Exposito

Szczególnie w pierwszej połowie meczu z Pogonią to znowu był ten sam zawodnik, którego pamiętaliśmy sprzed nieudolnej próby wytransferowania do Chin. Exposito wpisał się na listę strzelców po raz drugi w 2022 roku (wcześniej przy okazji jedynego wiosennego zwycięstwa w Płocku), a na podkreślenie zasługuje również precyzyjna asysta Dino Stigleca. Hiszpan w sobotę zaproponował jeszcze kilka prób i chyba nie było kibica Śląska, który nie uśmiechał się widząc jak znowu szuka on charakterystycznych strzałów lewą nogą sprzed pola karnego. W starciu z Portowcami skończyło się na jednej bramce oraz miłej rodzinnej dedykacji (ciekawe od jak dawna miał tę informację do przekazania światu?), a przed dwiema ostatnimi kolejkami można mieć nadzieję, że to jeszcze nie koniec strzelania Erika w tym sezonie.

MINUSY MECZU

Fabian Piasecki

Jeszcze tydzień wcześniej w Białymstoku wybiegł w podstawowym składzie u boku Caye Quintany, jednak w sobotę usiadł na ławce rezerwowych i gdy wszedł, delikatnie mówiąc, nie zrobił wiele, by przekonać do siebie trenera Tworka. Piasecki w meczu z Pogonią dostał raptem dziesięć minut, to jednak w zupełności wystarczyło, by zdążył zirytować swoją nieefektywnością i liczbą przegrywanych pojedynków. Kiedy szkoleniowiec Śląska wpuszczał Polaka w miejsce Exposito z pewnością liczył na coś ekstra w ofensywie w samej końcówce, zamiast tego otrzymał jednak występ, który pozostawił sporo do życzenia. Pół-żartem, pół-serio można powiedzieć, że Piasecki oszczędzał siły na kolejną serię gier i wyjazdowe starcie ze Stalą Mielec, z którą wiążą go bardzo pozytywne wspomnienia z pierwszej części trwającego sezonu.

Druga połowa

„Po przerwie cały nasz plan runął, ta druga połowa trochę nas martwi” – mówił na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Śląska, a jego słowa w pełni oddawały to, co zobaczyliśmy na murawie. Zielono-biało-czerwoni w konfrontacji z Pogonią rozegrali dwie zupełnie różne połowy i niewiele brakowało, by mimo dobrego wejścia w mecz zostali z pustymi rękami. Wpływ na taki stan rzeczy miała zapewne szybko zdobyta bramka wyrównująca w wykonaniu gości, to jednak mizerne wytłumaczenie pamiętając jak już za kadencji Tworka Śląsk potrafił jednak dalej grać swoją piłkę po utracie prowadzenia na stadionie Rakowa (1:1). Być może z biegiem czasu coraz pewniej wyglądał też eksperymentalny środek obrony Pogoni Mariusz Malec – Igor Łasicki, tego jednak podenerwowany utratą szans na mistrzostwo trener Kosta Runjaić na konferencji ocenić nie umiał, bo wolał wdać się w absurdalną wymianę zdań kto stanowi u niego podstawową parę stoperów (i tylko tłumacza żal). Śląsk z drugiej części sobotniego meczu powinien wyciągnąć dużą naukę.

WYDARZENIE MECZU

Domowe prowadzenie

Wrocławianie trafiając na 1:0 z Pogonią dokonali nie lada sztuki, bo na prowadzenie w meczu przed własną publicznością czekali od… 27 listopada. Wtedy, rzecz jasna jeszcze pod wodzą Jacka Magiery, cieszyli się też z poprzedniego domowego kompletu punktów (2:1 ze Stalą Mielec), który w sobotę ostatecznie był znacznie dalej niż na wyciągnięcie ręki. Śląsk musi reperować domowe statystyki na ostatniej prostej, bo pod wieloma względami jest najgorszy w ekstraklasie (najmniej bramek u siebie przed tą kolejką, ciągle najmniej zwycięstw przez cały sezon – w lidze zaledwie trzy!). Domowa skuteczność może przydać się w 34. kolejce przeciwko Górnikowi Zabrze, ta konfrontacja póki co wydaje się jednak mocno odległa. Póki co życzmy sobie, by kwestia pozostania w ekstraklasie w pozytywny sposób rozwiązała się w najbliższą niedzielę w Mielcu.

ZOBACZ też: Kulisy jubileuszu mistrzów (WIDEO)