Rok pod znakiem chaosu i przebudowy. Ocena pracy Ante Simundzy w Śląsku

24.12.2025 (07:00) | Franciszek Wiatr

fot.: Paweł Kot

Minął rok odkąd trener Ante Simundza dołączył do Śląska Wrocław. Dokładnie 24 grudnia 2024 roku klub oficjalnie poinformował o zakończeniu sagi związanej z wyborem nowego szkoleniowca. W tym czasie drużyna spadła z Ekstraklasy, przeżyła rewolucję kadrową i skończyła rok poza barażami I ligi. Poniżej podsumowanie dotychczasowej pracy Słoweńca, gdzie w ocenie ważny jest kontekst i wydarzenia pozaboiskowe.



 

Przed ostatnią przerwą reprezentacyjną w 2024 roku Jacek Magiera został zwolniony z funkcji pierwszego trenera Wojskowych. Wrocławianie po 15 kolejkach zajmowali ostatnie miejsce w tabeli i wygrali tylko jeden ligowy mecz - ze Stalą Mielec (2:1). Na ostatnie pięć meczów w roku postawiono na duet trenerski: Marcina Dymkowskiego i Michała Hetela. Na 12 możliwych punktów Trójkolorowi zdobyli tylko jeden i odpadli z Pucharu Polski.

Najważniejsze starcia z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie zostały przegrane, a dodatkowo drużyna odpadła z Pucharu Polski po rzutach karnych z Piastem Gliwice. Trudno było znaleźć szkoleniowca, który chciałby wejść do tak rozbitej drużyny.

- W czasie, kiedy zwolniony został trener Jacek Magiera, nie było na rynku szkoleniowca, którego widzielibyśmy w klubie. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli poczekać do stycznia, nie chcieliśmy zadowolić się żadną opcją pośrednią

- powiedział naszej redakcji po ostatnim meczu w roku Rafał Grodzicki.

Wybór padł na Litwina, Valdasa Dambrauskasa. Porażka 1:2 z Radomiakiem Radom we Wrocławiu pokrzyżowała te plany i trener się wycofał - Byliśmy z trenerem dogadani. Patrząc na jego CV - z naszej perspektywy wypracowaliśmy dobre warunki, które odpowiadały też trenerowi. Niestety po porażce z Radomiakiem odrzucił naszą propozycję - poinformował naszą redakcję ówczesny dyrektor sportowy WKS-u.

Media wymieniały wiele nazwisk, niektórzy trenerzy sami zgłaszali swoje kandydatury poprzez agentów. Ostatecznie wybór padł na Ante Simundzę. Słoweniec miał niezwykle bogate CV, w tym 4 mistrzostwa kraju: w Bułgarii oraz Słowenii z 3 różnymi klubami. Był to autorski pomysł dyrektora Grodzickiego.

PROBLEMY OD POCZĄTKU

Simundza stanął przed niezwykle trudnym zadaniem utrzymania klubu w Ekstraklasie. Drużyna zajmowała ostatnie miejsce w tabeli, mając 10 punktów po 18 spotkaniach. Była to najgorsza ofensywa ligi - tylko 15 strzelonych goli - oraz trzecia najgorsza defensywa z 28 straconymi bramkami.

Na starcie pracy Słoweńcowi nie sprzyjało tempo pozyskiwania nowych zawodników. Od początku było jasne, że Trójkolorowi potrzebują trzech piłkarzy do pierwszego składu: napastnika, ofensywnego pomocnika oraz lewego obrońcy. Kadra miała być skompletowana do rozpoczęcia zimowego obozu w Hiszpanii.

Pierwszy transfer nastąpił dopiero w przeddzień wylotu do San Pedro Del Pinatar. Ogłoszono podpisanie kontraktu z lewym defensorem, Marco Llinaresem. Dopiero pod koniec obozu, udało się kupić nową dziewiątkę, którą został Assad Al-Hamlawi. Informacja o podpisaniu kontraktu z Jose Pozo została ogłoszona w niedzielę wieczorem, a już w poniedziałek WKS grał ligowy mecz z Piastem Gliwice.

Właśnie 3 lutego przyszedł moment na debiut Ante Simundzy w starciu o punkty. Już w 14. minucie Śląsk stracił bramkę, a jedenaście minut później piłka po zagraniu Jehora Macenki wpadła do siatki Rafała Leszczyńskiego - było 0:2. Początek nie mógł być gorszy. Na nic zdało się wyrównanie Jakuba Świerczoka tuż przed przerwą, który na obozie został mianowany przez sztab szkoleniowy na wicekapitana. Wojskowi przegrali 1:3. Kilka dni później klub poinformował... że Świerczok doznał zerwania więzadła krzyżowego podczas treningu. Napastnik "odbudowany" przez Simundzę miał być liderem ofensywy, a został wyeliminowany z gry do końca sezonu.

W kolejnym spotkaniu w Radomiu wydawało się, że Śląsk odniesie drugie ligowe zwycięstwo w sezonie. Od 10. minuty prowadził 1:0 po golu Petra Schwarza. W końcówce Sylvester Jasper mógł zamknąć mecz, ale nie wykorzystał 100% sytuacji. W 90+4. minucie Kaput wyrównał i starcie zakończyło się wynikiem 1:1, a na dodatek doszło do sprzeczki Rafała Leszczyńskiego z Jasperem.

Późne transfery, kuriozalne bramki, kontuzja napastnika i konflikty w drużynie - gorzej nie mogło się to rozpocząć dla nowego szkoleniowca.

BRAK UTRZYMANIA

Dobry okres w grze Trójkolorowych przyszedł w marcu i trwał do połowy kwietnia. Wrocławianie nie przegrali pięciu meczów z rzędu, remisując w domowych starciach z Pogonią Szczecin i Motorem Lublin (w obu 1:1) oraz pokonując 3:1 późniejszego mistrza, Lecha Poznań. Na wyjazdach strzelili po cztery gole Stali Mielec (4:1) i Cracovii (4:2).

Wydawało się, że mecz w Krakowie był przełomowy. Dzień później przyszła jednak druzgocąca informacja o poważnej kontuzji Petra Schwarza, która zakończyła jego sezon. W starciu z jednym rywali doznał poważnego urazu i został przetransportowany do szpitala. W następnym spotkaniu z GKS-em Katowice (0:2) było widać wyraźny spadek mentalny drużyny.

Po zwycięstwie z Pasami Śląsk wygrał jednak tylko 1 z 6 spotkań - derby z Zagłębiem (3:1). Gwoździem do trumny i spadku z ligi okazała się porażka z Górnikiem Zabrze 0:2. Starcia z Jagiellonią (1:1) i Puszczą (1:1) były już o nic.

Co udało się Simundzy w tym czasie? Przede wszystkim poprawa ofensywy - kiedy Wojskowi wygrywali spotkanie, zawsze trafiali przynajmniej 3 bramki. Zespół trafił 13 bramek więcej w lidze, niż pod wodzą Jacka Magiery (rozegrał jednak dwa mecze więcej). W defensywie dalej było słabo - 1,56 traconej bramki na mecz (1,57 z Magierą).

Misja utrzymania klubu w lidze nie powiodła się, lecz trzeba przyznać, że trener miał niezwykle dużo pecha i absurdalnych sytuacji: "uraz" Petra Pokornego, wspomniane wcześniej samobój z Piastem czy starcie z Radomiakiem. Doszły do tego kontuzje Świerczoka, który po obozie przygotowawczym miał być liderem w ataku, oraz Petra Schwarza, kapitana drużyny.

Kluczowa w spadku... i tak po prostu była runda jesienna, w której Wojskowi wygrali jeden mecz.

Statystyki Ante Simundzy w Ekstraklasie:

  • 16 meczów

  • 5 zwycięstw / 5 remisów / 6 porażek

  • bramki: 24:25

  • Punkty / punkty na mecz: 20 / 1,25

NOWA MISJA - STARE PROBLEMY

Po spadku klub zdecydował się przedłużyć kontrakt ze Słoweńcem, chociaż negocjacje trwały długo. Nowy sezon przyniósł jednak stare problemy - od konfliktów personalnych po brak stabilności wyników. Ze zgrupowania w Trzebnicy uciekł Assad Al-Hamlawi, który chciał wymusić odejście z Wrocławia - to on miał być podstawowym napastnikiem w sezonie 2025/26. Łącznie w letnim okienku odeszło 16 zawodników, z których trener mógł korzystać wiosną, a przyszło 13 nowych. Nastąpiła prawdziwa rewolucja kadrowa.

W pierwszym meczu na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej WKS prowadził od 13. minuty, lecz w doliczonym czasie gry stracił bramkę z rzutu karnego. Dodatkowo kontuzji doznał Mateusz Żukowski. W drugiej kolejce początek spotkania ponownie wyglądał obiecująco, jednak w 22. minucie czerwoną kartkę obejrzał Marko Dijaković, co całkowicie odmieniło losy rywalizacji. Wojskowi przegrali 1:2.

Po dobrym okresie Trójkolorowych, w którym wygrali 4 z 6 spotkań, znów doszło do nieoczekiwanych wydarzeń. Tym razem trener poinformował, że Arnau Ortiz nie chce już grać dla klubu z Oporowskiej. Kilka dni później Hiszpan odszedł, a Śląsk sprzedał również Żukowskiego. Odeszło dwóch skrzydłowych, którzy mieli stanowić o sile ofensywnej drużyny.

REALIA I LIGI

Wielu kibiców zielono-biało-czerwonych liczyło, że I liga okaże się spacerkiem. Nic bardziej mylnego - na palcach jednej ręki można policzyć mecze, w których Śląsk wygrał spokojnie i „grał swoje” od pierwszej do ostatniej minuty. Największą wpadką była porażka w Pruszkowie ze Zniczem, który przed tym spotkaniem zajmował ostatnie miejsce w tabeli i miał na koncie zaledwie dwa zwycięstwa.

Końcówka rundy tylko pogorszyła nastroje wśród społeczności klubu z Oporowskiej. Drużyna ze stolicy Dolnego Śląska nie wygrała pięciu meczów z rzędu, tracąc w czterech z nich co najmniej dwie bramki.

Na koniec rundy jesiennej wicemistrz Polski z 2024 roku jest na 7. miejscu ze stratą aż 14 punktów do liderującej Wisły Kraków i 4 oczek do 2. Polonii Bytom. Jak wygląda bilans w I lidze dla Simundzy?

  • 19 meczów

  • 8 zwycięstw / 6 remisów / 5 porażek

  • Bilans bramkowy: 34:31

  • Punkty / punkty na mecz: 30 / 1,58

OCENA PRACY TRENERA

Podsumowując: Ante Simundza ma za sobą wyjątkowo trudny rok, w którym wiele wydarzeń działało na niekorzyść klubu - od kontuzji kluczowych zawodników (Świerczok, Schwarz, Żukowski), przez problemy pozaboiskowe (Pokorny, Al-Hamlawi, Petkow, Ortiz), po liczne kontrowersyjne decyzje sędziowskie, szczególnie w I lidze.

Co można zarzucić Słoweńcowi? Przede wszystkim brak poprawy w grze defensywnej, nawet jeśli często wynikało to z błędów indywidualnych. Łącznie za jego kadencji WKS zachował TYLKO trzy czyste konta w 38 meczach: w Ekstraklasie z Widzewem (3:0), w I lidze z Puszczą Niepołomice (2:0) oraz w Pucharze Polski z Olimpią Grudziądz (1:0). Jedynymi zauważalnymi zmianami w grze obronnej są: rola Marca Llinaresa, który przy posiadaniu piłki często gra jako pomocnik oraz konsekwentne rozgrywanie piłki od tyłu.

Zdecydowanie lepiej wygląda natomiast gra ofensywna. W 2025 roku Śląsk nie zdobył bramki zaledwie w pięciu spotkaniach, z czego cztery przypadły jeszcze na Ekstraklasę. W meczach domowych pod wodzą Simundzy tylko raz nie strzelono gola(0:2 z GKS-em Katowice) - na 19 spotkań w roli gospodarza. Gdy ofensywa WKS-u złapie rytm, potrafi zdominować rywala i regularnie dochodzi do sytuacji strzeleckich.

Widać także różnice w meczach wyjazdowych i domowych. Z Jednej strony cieszy, że drużyna wykorzystuje atut własnego boiska - aż 9 z 13 ligowych zwycięstw Simundzy było na Tarczyński Arenie. Z drugiej zaledwie 4 wygrane wyjazdy w lidze(na 17 prób) i 2 w Pucharze Polski z niżej notowanymi rywalami.

Jak więc ocenić ten rok dla szkoleniowca? Nie jest tak dobrze, aby wierzyć w pewny awans WKS-u i duże zmiany stylu gry, ale nie jest też tak źle, jak wskazują wyniki z końcówki roku i jakie nastroje panują u kibiców. Od Trójkolorowych trzeba wymagać dużo więcej, lecz trzeba brać pod uwagę wszystkie okoliczności pozasportowe, które ani trochę nie ułatwiają spokojnej budowy drużyny i tworzenia odpowiedniej kadry. Prawdziwa ocena odejdzie wraz z końcem sezonu i tego, co uda się poprawić w przerwie zimowej.

Łączne statystyki Ante Simundzy w Śląsku Wrocław:

  • 38 meczów

  • 15 zwycięstw / 11 remisów / 12 porażek

  • Bilans bramkowy: 62:59

  • Punkty / Punkty na mecz: 1,47

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.