Simundza: Nie boję się zwolnienia. Musimy wrócić do podstaw

Simundza: Nie boję się zwolnienia. Musimy wrócić do podstaw

fot.:

Przed niedzielnym spotkaniem z Wieczystą Kraków trener Śląska Wrocław, Ante Simundza, odpowiadał na pytania dotyczące słabych wyników, problemów mentalnych drużyny oraz swojej przyszłości w klubie. Słoweniec nie ukrywa, że znajduje się pod presją, ale zapewnia, że nadal wierzy w swoich zawodników. Dlaczego Wojskowi prezentują się zupełnie inaczej na treningach niż podczas meczów?



 

Jak radzi sobie pan z presją związaną z ostatnimi wynikami Śląska?

W profesjonalnej piłce nożnej presja jest zawsze obecna. Kiedy wyniki nie są na poziomie oczekiwanym przez klub, osobą najbardziej odpowiedzialną jest trener. Mam duże doświadczenie w takich sytuacjach i oczywiście odczuwam presję. Jednocześnie zmusza mnie ona do tego, żeby spojrzeć na pewne rzeczy inaczej i zastanowić się, co mogę zrobić lepiej. Nadal wierzę w sztab szkoleniowy i drużynę. Wierzę, że możemy osiągnąć cel, który wyznaczyliśmy sobie przed rozpoczęciem sezonu. Cały czas staram się zrozumieć, dlaczego nasze wyniki nie są na odpowiednim poziomie. Dlaczego zawodnicy nie pokazują podczas meczów jakości, którą posiadają? Kiedy porównuję naszą grę na treningach z tym, co prezentujemy w spotkaniach, mam wrażenie, jakbym patrzył na dwie zupełnie różne drużyny. Podobnie jest, gdy zestawiam naszą postawę z początku sezonu z obecną. Myślę, że odpowiedź powinniśmy dać na boisku w niedzielę. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby zawodnicy wierzyli we własne umiejętności i w możliwości całej drużyny. Musimy pokazać na boisku to, na co naprawdę nas stać.

Czy zawodnicy zdają sobie sprawę z popełnianych błędów i tego, co muszą poprawić, aby drużyna zaczęła wygrywać?

Cały czas o tym rozmawiamy. Bez popełnionego błędu nie można stracić gola. Piłkarze muszą zdawać sobie sprawę, że jeżeli chcemy wygrywać mecze, każdy z nich musi prezentować wyższy poziom. Nie chodzi wyłącznie o najbliższe spotkanie, ale o wszystkie kolejne. Sytuacja, w której obecnie się znajdujemy, nie jest tą, w której chcielibyśmy być. To nie jest poziom, na którym powinniśmy się znajdować.

Czy problemy drużyny mogą wynikać z mentalności zawodników?

To interesująca kwestia, ponieważ temat mentalności pojawia się właściwie od początku mojej pracy w Śląsku. Oczywiście jest ona bardzo ważna, ale najistotniejsze jest to, żeby każdy zawodnik wierzył w siebie i nie bał się popełnienia błędu. Na boisku mamy jedenastu piłkarzy. Jeżeli jeden z nich popełni błąd, pozostałych dziesięciu może mu pomóc i naprawić sytuację.

Pamiętam rozmowy i spekulacje dotyczące pańskiej przyszłości sprzed pół roku, kiedy Śląsk występował jeszcze w pierwszej lidze. Czy obecny moment jest trudniejszy? Czuje się pan bardziej zagrożony utratą pracy?

Nie czuję takiego zagrożenia. Nie boję się zwolnienia, ponieważ zdaję sobie sprawę, że jest to część pracy trenera. Pół roku temu sytuacja była jednak inna. W pierwszej lidze byliśmy jednym z zespołów walczących o awans do Ekstraklasy. Teraz występujemy na najwyższym poziomie rozgrywkowym i naszym celem jest utrzymanie. To duża różnica, przede wszystkim pod względem celów. Nie zmienia to jednak faktu, że na boisku musimy prezentować poziom, który pozwoli nam je osiągnąć.

Czy w tym tygodniu rozmawiał pan z władzami klubu, prezesem lub dyrektorem sportowym, o swojej przyszłości? Czy te rozmowy miały inny charakter niż dotychczas?

Najważniejsze jest to, że dużo ze sobą rozmawiamy, szczególnie z dyrektorem sportowym. On również odczuwa tę sytuację, podobnie jak wszyscy ludzie pracujący w klubie. Nie wiemy, co wydarzy się w przyszłości. Najważniejszy w tym wszystkim jest Śląsk Wrocław.

Panie trenerze, czy w ostatnich tygodniach czuł się pan bezradny? Po meczu z Motorem mówił pan, że wiedzieliście, jak przeciwnik będzie grał, rozmawialiście o tym i uczulał pan zawodników na konkretne sytuacje. Mimo tego błędy się powtarzały. Kiedy kamery pokazują pana reakcję po straconych bramkach, można odnieść wrażenie, że zrobił pan wszystko, co mógł, a reszta zależała już od piłkarzy. Czy rzeczywiście pojawiało się takie poczucie bezradności?

Zawsze wierzę w swoją drużynę. Oczywiście zdarza się, że pewne błędy również mnie zaskakują. Tak jak wspomniałem wcześniej, na treningach wyglądamy o 180 stopni inaczej niż podczas niektórych spotkań. To właśnie dlatego pewne sytuacje w meczach są dla mnie zaskoczeniem. Trenujemy po to, żeby prezentować się jak najlepiej w dniu meczu. Zawodnicy o tym wiedzą. Muszą jednak uwierzyć, że potrafią skutecznie bronić i atakować.

Czy próbował pan indywidualnych rozmów z liderami drużyny, żeby lepiej zrozumieć, co się dzieje?

Bardzo dużo rozmawiam z zawodnikami. Nie robię tego wyłącznie wtedy, kiedy przechodzimy kryzys. Rozmawiam z nimi zarówno w dobrych, jak i trudnych momentach. Zależy mi na tym, żeby każdego dnia mieli w sobie chęć, pasję i ambicję do stawania się lepszymi. Musimy wrócić do podstaw. To najprostsza odpowiedź.

Co dokładnie oznacza powrót do podstaw?

Chodzi o to, co powinniśmy robić na boisku.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.