Taktycznie: Śląsk potrzebuje defensywnego pomocnika

17.02.2021 (06:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/5/trening_5eb4151e9ba0c.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Po dwóch ciężkich do oglądania wyjazdach przyszedł czas na pierwsze domowe spotkanie w 2021 roku. W składzie w końcu doczekaliśmy się kilku zmian, a gra przez pierwsze 45 minut wyglądała znacznie lepiej. Kibice mogli cieszyć się z pierwszego gola zdobytego w rundzie wiosennej, lecz przez nierozwagę i głupio otrzymaną czerwoną kartkę, trzeba było zadowolić się zaledwie remisem. Niemniej Śląsk wyszedł na boisko z nastawieniem na otwartą grę, co może okazać się pierwszą postawioną przez trenera cegiełką przy odbudowie znajdującego się w dołku klubu.



 

Na wstępie dzisiejszej analizy należy wspomnieć, że gra Śląska w piątkowym spotkaniu, choć uległa pewnej poprawie, to dalej była bardzo daleka od ideału. W obliczu ostatnich doniesień o poszukiwaniach nowego trenera chciałbym jednak apelować o rozwagę i spokój. Trener Lavicka obejmował klub w stanie niemal tragicznym i swoją ciężką pracą doszedł do momentu, w którym znajdując się na piątym miejscu w tabeli, musi walczyć o posadę. Oczywiście, obecna forma zespołu pozostawia wiele do życzenia, lecz czeski szkoleniowiec zasłużył, aby otrzymać szansę na wyciągnięcie Śląska z kryzysu. Mecz z Wisłą, mimo wielu mankamentów, o których powiemy sobie za chwilę, w mojej ocenie był ruchem w dobrym kierunku.

A jednak 4-2-3-1…

Podczas dwóch pierwszych spotkań w 2021 roku, a także na poprzedzającym je obozie przygotowawczym, mogliśmy zaobserwować zmianę ustawienia. Śląsk przeszedł ze stosowanej do tej pory formacji 4-2-3-1, na 4-3-3 z defensywnym pomocnikiem. Sam pomysł uważam za całkiem ciekawy, lecz jak niestety się okazało, zupełnie nietrafiony. Po nieudanych wyjazdach do Mielca i Gliwic trener Lavicka postanowił wrócić do znanego już piłkarzom systemu, ale nie obyło się bez drobnych modernizacji. W przeciwieństwie do oryginalnego ustawienia z rundy jesiennej, kiedy to widzieliśmy dwóch defensywnych pomocników i typową dziesiątkę, tym razem trener zdecydował się na dwie ósemki i ofensywnego pomocnika, który za zadanie miał rozciągać grę i zbiegać w boczne strefy boiska. Takie ustawienie daje dużo większą swobodę w ataku dwójce występującej na środku pola, lecz uniemożliwia jednocześnie tak skuteczną asekurację i grę w defensywie, jak w przypadku ustawienia z defensywnymi pomocnikami.

Ósemki na plus

Chcąc jakoś ocenić poczynania wrocławian, postanowiłem, że kluczowe będzie podsumowanie występu grających na pozycjach numer osiem Mathieu Scaleta i Mateusza Praszelika. W poprzednich spotkaniach to środek pola w Śląsku wyglądał najgorzej i to właśnie w środku pola można było doszukiwać się źródła problemów, lecz uważam, że wyżej wymieniony duet w spotkaniu z Wisłą się obronił. Scalet z Praszelikiem dostali bardzo trudne zadanie. Ich obowiązkiem było nie tylko skuteczne bronienie i wspomaganie defensywy, ale także aktywna gra w ofensywie i wzięcie na swoje barki odpowiedzialności za rozegranie. W taki sposób zawodnicy, którzy do tej pory najczęściej występowali na pozycji numer 10, musieli z marszu przebranżowić się na pomocników operujących na całej długości boiska, czyli tzw. box-to-box. Jak w takim razie im to wyszło?


Jeśli chodzi o poczynania w ofensywie, to oczywiście strzelonego przez Scaleta gola zapisujemy zdecydowanie na plus, lecz padł on po stałym fragmencie gry i fatalnym błędzie jednego z zawodników Wisły, więc nie będziemy brać go pod uwagę przy próbie ocenienia, czy pomocnicy wywiązali się ze swojej roli. Od duetu w środku pola oczekiwano pomocy przy budowaniu akcji. Tutaj jednak sytuacja znowu nie jest prosta, bo co może zrobić dwóch zawodników atakujących z głębi, jeśli ruch kolegów grających z przodu jest znikomy? Problemem, który dało się zauważyć w grze Śląska, była mała aktywność ofensywnych zawodników. Najczęstszym ruchem, jaki widzieliśmy z przodu, był bezpieczny ruch do piłki i oddanie jej z powrotem do tyłu. O tym, że Praszelik potrafi zagrać dobre prostopadłe podanie, wiemy z poprzedniej części sezonu, lecz aby to doszło do skutku, potrzeba również ruchu za linię obrony rywala. Patrząc na suche statystyki, to mimo warunków niesprzyjających grze po ziemi, omawiana dwójka spisała się nieźle. Praszelik podawał ze skutecznością na poziomie 70%, co było trzecim wynikiem w pierwszej jedenastce Śląska. Scalet natomiast pokazał się z jeszcze lepszej strony i podawał ze skutecznością na poziomie 87%, dzięki czemu był drugim najcelniej podającym zawodnikiem, znajdującym się od pierwszych minut na murawie. Lepszy od niego pod tym względem był jedynie bramkarz gości Mateusz Lis.


Patrząc na grę w defensywie omawianego duetu, w oczy rzuciło mi się ich niezwykłe zaangażowanie. Akcji, w których nagle znikąd pojawiał się Praszelik lub Scalet i zażegnywał zagrożenie, było przynajmniej kilka. Za przykład może tutaj posłużyć sytuacja poprzedzająca rzut karny dla Wisły, kiedy to dobrym powrotem popisał się właśnie Praszelik i wyrastając zza pleców rywalowi, nie pozwolił mu na oddanie strzału. O zaangażowaniu świadczy również statystyka przebiegniętego w trakcie meczu dystansu. Scalet może pochwalić się 11,14 km przebiegniętymi podczas spotkania, co jest najlepszym wynikiem wśród zawodników obu zespołów. W przypadku Praszelika przebyty dystans na poziomie 10,18 km jest drugim po Scalecie wynikiem w Śląsku. Martwić może fakt, że z reszty wrocławian jeszcze tylko Dino Stiglec może popisać się przebiegnięciem ponad 10 km. Wszyscy zawodnicy Wisły przebiegli łącznie około 6 km więcej niż zawodnicy Śląska. Oprócz biegania nasz duet pomocników potrafił również dobrze odbierać piłki. Tutaj pochwalić trzeba szczególnie Praszelika, który zanotował aż 5 udanych odbiorów, co było najlepszym wynikiem na boisku.

Śląsk potrzebuje defensywnego pomocnika

Mimo wymienionych wcześniej statystyk, w których świetle nasz środek pola wypadał naprawdę solidnie, jest niestety jeszcze jedna, która wyraźnie pokazuje, czego brakuje w zespole Śląska. Sumując pojedynki w powietrzu Praszelika i Scaleta otrzymamy zaledwie 3 wygrane na 12 prób. Wisła, konstruując ataki, musiała tylko posłać piłkę przed linię obrony wrocławian w taki sposób, żeby środkowi obrońcy Śląska nie zdołali się włączyć do walki o długie podanie. Nie jest to pierwsza taka sytuacja, kiedy pomocnicy są zdominowani w powietrzu. Waldemar Sobota, Krzysztof Mączyński, czy Maciej Pałaszewski również nie grzeszą warunkami fizycznymi, więc poprawy pod tym kątem ciężko się spodziewać bez żadnych wzmocnień. Nabycie defensywnego pomocnika o profilu Przemysława Kaźmierczaka jest wręcz niezbędne, jeśli Śląsk chce rywalizować o najwyższe cele. Pozyskując wysokiego i silnego zawodnika do linii pomocy, przed trenerem Lavicka pojawią się również nowe rozwiązania taktyczne. Wrocławianie mogliby grać zarówno w ustawieniu 4-2-3-1, jak i 4-3-3. W przypadku 4-2-3-1 trener mógłby szachować rywali tym, kogo wystawi w pierwszej jedenastce, a także tym, czy zagra dwoma defensywnymi pomocnikami, czy może zdecyduje się położyć większy nacisk na ofensywę, przesuwając jedną szóstkę, na pozycję numer osiem, czy nawet dziesięć. Gra w testowanym w tej rundzie systemie 4-3-3 również nabrałaby większego sensu, jeśli za plecami dwóch ósemek stanie defensywny pomocnik z prawdziwego zdarzenia i pozwoli im na znacznie większe zaangażowanie w akcje ofensywne.

Scalet kołem ratunkowym Lavicki?

Zbierając już nieco wyrzucone przeze mnie w tym tekście myśli w całość, trener Lavicka znalazł się w niewygodnym położeniu. Zespół ma ogromny problem z kreowaniem sytuacji, a próba gry w bardziej ofensywny sposób, była dobrym pomysłem. Scalet z Praszelikiem pokazali, że w obliczu problemów reszty środkowych pomocników można na nich liczyć, a nawet są w stanie dać więcej niż znajdujący się pod formą koledzy. Pełnie ich potencjału zobaczymy jednak dopiero, jeśli Śląskowi uda się odciążyć ich z zadań defensywnych, do czego potrzebny jest dobry defensywny pomocnik. Aby dział kreacji mógł spełnić swoje zadanie, reszta drużyny musi też aktywniej działać z przodu. Nie chodzi tu jedynie o podchodzenie po podania, ale raczej mądre bieganie na korzyść zespołu. Skrzydłowi muszą aktywniej poruszać się z przodu, szukając miejsca za linią defensywy rywali, albo robiąc miejsce swoim kolegom. Występ Scaleta z Praszelikiem był pewnym krokiem do przodu, jeśli chodzi o poprawę poczynań ofensywnych, lecz pracy do wykonania jest jeszcze naprawdę wiele.

ZOBACZ też: Prezes Śląska: Sprawdzamy statusy różnych trenerów