Udany powrót Lewkota. O dziwo, nie na obronie

17.08.2022 (06:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2022/8/lewkotsawicki_62fa44ff8a854.jpg

fot.: Rafał Sawicki

Euforia po pokonaniu Lecha przyćmiła nieco starcie rezerw z Olimpią Elbląg, w którym z bardzo dobrej strony pokazał się Szymon Lewkot. W ramach cyklu #EchaMeczu zapraszamy na krótkie podsumowanie udanego występu na drugoligowych boiskach.



 

Szymon Lewkot to postać, która budzi wiele kontrowersji w środowisku Śląska Wrocław. Pomocnik, który notorycznie wystawiany był na środku obrony, który został okrzyknięty przez trenera Jacka Magierę "kozakiem", i który w końcu razem z całą drużyną WKS-u zanotował spektakularny zjazd w minionym sezonie, po długim czasie dostał w końcu szansę gry na swojej nominalnej pozycji. Szansę, którą bardzo przyzwoicie wykorzystał.

NIEZROZUMIAŁE DECYZJE

Przypadek Lewkota jest dosyć trudny. Pomocnik przebojem wdarł się do pierwszej drużyny, w której zamiast dostać odpowiednie warunki do rozwoju, był raz za razem rzucany na głęboką wodę. Jasne, są zawodnicy, na których tego typu sposoby działają pozytywnie. Jednak notoryczne wystawianie piłkarza, który stawia swoje pierwsze kroki w ekstraklasie, na nie jego pozycji, obciążanie go dużą odpowiedzialnością nie tylko na boisku, ale i poza nim, zdecydowanie nie było rzuceniem na głęboką wodę, a raczej wyrzuceniem na środek oceanu i nie pozostawienie nawet koła ratunkowego. 

Śląsk na przestrzeni minionego sezonu zanotował ogromny regres, a przez niezrozumiałe decyzje trenera, jego symbolem stał się właśnie Lewkot. Niezliczone negatywne komentarze, nieprzychylność kibiców i wciąż rosnąca presja nie umożliwiały stabilizacji, nie mówiąc nawet o jakimkolwiek rozwoju. I to nie jest tak, że w tym wszystkim zawodnik jest całkowicie bez winy. Trudno przejść obojętnie obok licznych błędów, które kosztowały Śląsk punkty, lecz skoro każdy z nas widział, że Lewkot potrzebował odpoczynku, zdystansowania się i przede wszystkim gry na swojej nominalnej pozycji, to czemu trener tego nie dostrzegał?

ODBUDOWAĆ ZAUFANIE

Aktualnie relacja na linii Lewkot - Śląsk znajduje się w dosyć trudnym momencie. Z jednej strony, zawodnik został w minionym sezonie skrzywdzony, a z drugiej, to na jego barkach spoczywa zadanie odbudowania zaufania u kibiców. Przykry jest fakt, że wielu sympatyków WKS-u nie widzi dla pomocnika miejsca w klubie, lecz i oni mają swoje powody, by głosić swoje opinie, który należy zrozumieć. Fakty są jednak takie, że Lewkot w klubie jest i o swoją pozycję próbuje walczyć. Nowy początek Śląska jest także okazją na nowy początek samego zawodnika.

DOBRY SYNGAŁ

W starciu z Olimpią Lewkot zagrał w końcu w środku pola. Drużyna Krzysztofa Wołczka w ustawieniu 3-4-2-1, przechodzącym w 5-2-3 w defensywie, potrzebuje uniwersalnych i ciężko pracujących centralnych pomocników. Z założeń tych świetnie wywiązał się właśnie Lewkot. Zanotował mnóstwo przechwytów, a jego współpraca z prawym wahadłowym, Kubą Lizakowskim, wyglądała świetnie. Udany występ został doceniony również przez trenera drugiego zespołu WKS-u, Krzysztofa Wołczka:

Jestem bardzo zadowolony z jego dzisiejszego występu, zagrał bardzo dobry mecz. Wyglądał dobrze fizycznie i piłkarsko, zaangażowanie także było na odpowiednim poziomie. Cieszymy się, że wraca na swoje dobre tory.

- mówił szkoleniowiec po meczu.

PRACA KLUCZEM DO SUKCESU

O swoim powrocie do gry pozytywnie wypowiadał się również sam zawodnik, podkreślając jednocześnie, że jego miejsce jest właśnie w środku pola. 

Bardzo cieszę się z każdej minuty gry niezależnie czy w rezerwach, czy w pierwszym zespole. Ja się nie obrażam na takie sytuacje, że mogę pograć w drugiej drużynie i nie mam z tym problemu. Grałem na szóstce, czyli tam gdzie lubię i bardzo się z tego cieszę. 

- powiedział nam po spotkaniu z Olimpią Lewkot.

W sytuacji zawodnika najważniejsza wydaje się ciężka praca na treningach i wykorzystywanie swoich szans, nawet tych mniejszych, jak gra na drugoligowych boiskach.

Na pewno, jest różnica między meczem a treningiem. Na treningu nie odczujesz tego zmęczenia czy rywalizacji. To nie jest to samo. Dobrze, że mam taką opcję, że mogę wrócić, bo jakiś czas nie grałem w meczach poza sparingami. Dla mnie to jest bardzo duży plus, że mogę się tu odbudować, choć może to złe słowo, bo nigdzie nie zginąłem.  

 - dodał pomocnik.

Oczywiście, jedna jaskółka wiosny nie czyni, a takie występy, jak z Olimpią, muszą u Lewkota pojawiać się regularnie, jeśli chce on myśleć o poważnym powrocie do gry w pierwszej drużynie. Niemniej, ten mały krok cieszy. Dobrze było zobaczyć Szymona w formie, grającego na wysokim poziomie, jaki prezentował jeszcze u trenerów Jawnego i Dymkowskiego. Udany występ doceniamy i z dużym zaciekawieniem czekamy na kolejne.

ZOBACZ też: Renesans Konrada Poprawy