Jeeli witowanie wie si z celebrowaniem szczeglnego momentu, to 23. lutego cay pikarski Wrocaw powinien ustawi si w kolejce po symbolicznego szampana. Tego dnia lsk rozegra swj tysiczny mecz w najwyszej klasie rozgrywkowej w Polsce! Nie przejdziemy obok tego wydarzenia obojtnie dziki naszemu pomysowy bdziemy mogli wsplnie podzieli si naszymi refleksjami zwizanymi z WKS-em. 1000 Waszych wspomnie na 1000. mecz lska w ekstraklasie tylko od Was zaley, czy nasz projekt si powiedzie. Do meczu z Widzewem d chcemy zebra w jednym miejscu Wasze przemylenia, ktre zostan opublikowane na specjalnej podstronie w naszym serwisie. Nie pogardzimy take interesujcymi, archiwalnymi zdjciami, a najciekawsze wspomnienia oraz fotografie bdziemy publikowa na stronie gwnej. W ten sposb chcemy stworzy wyjtkowy pamitnik minimum tysica osb, ktre, tak jak my kochaj zielono-biao-czerwone barwy. Liczymy na Wasz aktywno i dla uatwienia kontaktu stworzylimy specjalny formularz kontaktowy. Teksty i zaczniki (zdjcia, np. starych biletw z meczw ekstraklasy, cokolwiek ciekawego) moecie wysya take na adres mailowy redakcja@slasknet.com. Dodatkowo w prawej czci LSKnetu znajdziecie wyniki piciu losowo wybranych historycznych wynikw lska w ekstraklasie warto niektre mecze sobie przypomnie oraz wybrany losowy wpis. Wszystko dla Was i z myl o Was czekamy na Wasze wspomnienia!
Zebralimy ju
235 wspomnie!
Dodaj wasne wspomnienie do meczu!
Wspomnienie meczu o numerze:
943 (
19.3.11r.)
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)
Mecz z naszymi przyjaciółmi na który poszedłem z tatą i wujkiem, który chodzi na mecze od kilkunastu lat. Niesamowita atmosfera. Bodajże do 77 minuty prowadziliśmy 2-0 a potem Lechia trafiła kontaktową bramkę i do końca meczu było nerwowo, ale na szczęście udało się wygrać. Jak się okazało ponad 2 miesiące później, Śląsk zdobył wicemistrza.
killas
Wspomnienie meczu o numerze:
944 (
1.4.11r.)
Lech Poznań - Śląsk Wrocław 2:2 (2:1)
To był chyba mój trzeci wyjazd ze Śląskiem i tym razem do Poznania. Od początku było ciekawie bo lekkie starcia z policją i świrowanie po Poznaniu a po meczu to już w ogóle było ciekawie. Tego meczu nigdy nie zapomnę...Od tej pory jeżdżę tylko na wyjazdy...
Eryk
Wspomnienie meczu o numerze:
945 (
9.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2 (0:0)
Tak, ten mecz zapadł mi w pamięci najbardziej. Już przegrywaliśmy 0:2 i nagle coś się zmieniło. Najpierw Madej, a potem Milowy z karnego w ostatniej sekundzie meczu :)))) Tak zdarłem gardło, że nie mogłem mówić przez OKRĄGŁE 2 tygodnie:)) VIVA W K S !!!
Filip Olender
Wspomnienie meczu o numerze:
945 (
9.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2 (0:0)
W tym meczu było tyle emocji, że nawet Orest Lenczyk meczu do końca nie obejrzał. 9 kwietnia 2011 rok, godzina 19:15, stadion przy Oporowskiej 62 (komplet widzów). Po pierwszej połowie meczu z Widzewem, Śląsk remisuje bezbramkowo, gra wygląda jak to za Lenczyka "oby przetrwać i coś strzelić". 55 minuta meczu Sebastian Madera strzela bramkę dla Widzewa na tablicy wyników jest 0:1. Kibice Śląską wspomagają dopingiem drużynę z całych sił (pewnie w tym meczu niejeden poczuł ciarki), w grze naszych orłów nadal zero przebłysku. W drużynie Śląska dochodzi do zmiany na boisku pojawia się Łukasz Madej, który zastępuje Waldka Sobotę. Kilkadziesiąt minut później Widzew po kontrze strzela bramkę na 0:2 tym razem strzelcem bramki okazał się młody Nika Dzalamidze. W 84 minucie dochodzi do "przebłysku" gry Śląska, pada bramka na 1:2 - strzelcem bramki nie kto inny jak wychowanek ŁKS-u - Łukasz Madej. Śląsk po bramce kontaktowej zaczyna grać bardzo ofensywnie, dość często piłki lecą "na aferę". Dzisiejszego wieczoru wydaje się ,że Widzew do Łodzi wraca z 3- punktami. Sędzia dolicza 4 minuty. Śląsk to wykorzystuje, po akcji Madeja faulowany zostaje Piotr Celeban, Szymon Marciniak dyktuje 11-nastkę. Do piłki podchodzi Sebastian Mila i z profesorską precyzją umieszcza piłkę w siatce Macieja Mielcarza. Śląsk dzieli się z Widzewem po 1 punkcie co oznaczało przedłużenie passy bez porażki.
Kamillo472
Wspomnienie meczu o numerze:
945 (
9.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2 (0:0)
Chyba dość sporo osób pamięta ten arcyciekawy pojedynek. W 73 minucie 0:2 do tyłu i walka do samego końca o odrobienie strat. Dwie akcje Madeja, gol w 85 i 96 z rzutu karnego(strzelony przez Mile). Cały stadion cieszył się jak byśmy wygrywali mecz i był to powrót z piekła na powierzchnie. Zdecydowanie jeden z tych meczów które będę wspominał bardzo długo.
Curado
Wspomnienie meczu o numerze:
945 (
9.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2 (0:0)
Mój pierwszy mecz na Oporowskiej 62, do 85 minuty 0:2 a na koniec remis, w tym przypadku ten remis to wygrana. Coś niesamowitego i jak tu nie kochać Śląska?
Jarek
Wspomnienie meczu o numerze:
945 (
9.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2 (0:0)
Nadzieje były spore, a mianowicie rozchodziło się tylko zwycięstwo WKS ale kto by mógł spodziewać się takiego przewrotu wydarzeń. Oprawa "Precz z Komuną", 0:2 dla Widzewa i wreszcie przychodzi 85 min gry kiedy to Madej strzela bramkę dająca nadzieje. W swoją drużynę wierzy się do końca i tak było w tym przypadku, sędzia miał odgwizdać koniec meczu kiedy dyktuje karnego dla Śląska. Bramka Mili i mecz kończy się wynikiem 2:2. Kibice na trybunie krytej przy Oporowskiej nie tylko szaleli z radości ale próbowali dostać się na boisko do piłkarzy. To był mecz pełen emocji, a na trybunach nie zabrakło dobrej zabawy. Coś wspaniałego !
Damian
Wspomnienie meczu o numerze:
946 (
17.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Korona Kielce 0:1 (0:0)
Pierwszy mecz po kilka latach przerwy (ale "świadomy", bo wcześniej byłam dzieciakiem). Wybrałam się z koleżanką i muszę przyznać, że miałyśmy pewne obawy na początku, bo wiadomo "kibole". Nikt nam nie powiedział, że na trybunie odkrytej nie obowiązuje numeracja i siadłyśmy na "naszych miejscach", które były zaraz obok Młyna. Trochę byłyśmy w szoku, że cały mecz się stoi i śpiewa, ale szybko załapałyśmy wszystkie słowa i całym sercem i gardłem dopingowałyśmy Śląsk :) Byłyśmy zachwycone atmosferą i rewelacyjnym dopingiem, który był prowadzony przez cały mecz a nawet po, mimo że Śląsk przegrał! Rewelacja! A żadnych strasznych "kiboli" nie było :) Od tamtej pory nie wyobrażam sobie, żebym mogła iść na mecz i tylko siedzieć i oglądać.
Agata
Wspomnienie meczu o numerze:
947 (
21.4.11r.)
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:0 (1:0)
Pamiętam ,że było zimno jak na koniec kwietnia. O pierwszym golu usłyszałem w kolejce do wejścia...potem wspólne śpiewy z Wisłą na młynie. Wisła cisnęła nas właściwie cały mecz, my wykorzystując sytuacje które mieliśmy wygraliśmy. Pamiętam Gikiewicza ,który strzelił drugiego gola ,a potem go znosili z boiska z kontuzją.
No i najpiękniejsze wspomnienie z tego meczu. Ktoś (nie wiem kto,jakiś kibic Śląska) powiedział do niepocieszonych kumpli z Wisły (obawiali się ,że tytuł mistrza im ucieka) 'Dzisiaj grał przyszły mistrz z wicemistrzem'. Wtedy pomyślałem ,że byłoby super (wicemistrzostwo to wtedy byłby spory sukces po wielu latach posuchy),ale ciężko mi było w to uwierzyć. Jak się skończyło każdy wie.
Tylko Śląśk.
onslaught
Wspomnienie meczu o numerze:
951 (
14.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Bełchatów 4:2 (1:2)
Pierwszy mecz "Śląska" na jaki wybralem sie z kumplem ("Baton" > serdecznie go pozdrawiam), niestety Stadion (O62) byl wtedy zamkniety dla kibicow, jednak atmosfera oraz doping zabrały mnie bez reszety aż po dziś dzień!
Klaudiusz
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
Pierwszy poważny sukces od czasu kiedy zacząłem chodzić na Śląsk. Dodatkowo gol Mariana i spuszczenie Arki do 2 ligi. Po meczu czuć było namiastkę tego o czym jeszcze nikt wtedy nie myślał - czyli mistrzostwa.
Seba
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
Mecz, który dla mnie był pięknym ziweńczeniem tego co do tej pory przeszedłem ze Śląskiem. Jednak moja przygoda z klubem zaczęła się wcześniej. Od małego kibicowałem Śląskowi mimo tego, że pochodzę z miasta gdzie kibicuje się innemu klubowi( tutaj rola ojca mieszkającego większość życia we Wrocławiu). 30.03.2003 r pierwszy raz w życiu samodzielnie wybrałem się na mecz Śląska do Wrocławia. Miał być to szlagier ówczesnej 2 ligi( pod względem kibicowskim, nie piłkarskim). Miałem wtedy 13 lat. Tego dnia Śląsk poległ 5-0 a tego co się jeszcze w tym dniu wydarzyło nie trzeba przypominać. Ani tego gdzie po tym sezonie trafił nasz klub i jakie w tym czasie rysowały się perspektywy. Mimo tego cały czas trwałem przy WKS-ie i wiedziałem, że w końcu musi zostać klubem wielkim. Kilka lat zajął powrót do ekstraklasy, w międzyczasie kilka razy jeszcze Śląsk mierzył się z Arką- ale to tego meczu nie zapomnę do końca życia. Widziałem uokarzającą porażkę 0-5, widziałem ustawiany baraż o 2(1?) ligę, i dlatego to zwycięstwo smakowało niepowtarzalnie. Nie dość, że Śląsk został wicemistrzem Polski to jeszcze do tego Arka- ta sama Arka z którą łomot oglądałem będąc pierwszy raz przy Oporowskiej- spadła do 2 ligi. I to po rezultacie identycznym jak wówczas. Feta na rynku była ukoronowaniem tej fantastycznej chwili. Nie spodziewałem się wtedy, że rok później w Krakowie będę świętował mistrzostwo ......
ws
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
Piękne słoneczne popołudnie, pogoda sprzyjająca rozegraniu ostatniej kolejki oraz plażowania na trybunie. Doping rozpoczęty od 45 minuty, cała Oporowska śpiewa to samo i efekt piorunujący 16 sekund II połowy i gol Diaza, padają kolejne bramki, 2:0 Diaz, 3:0 Diaz, 4:0 Szytlka i oczywiście 5:0 po karnym Mariana,Arka na kolanach, Arka spada z ekstraklasy, w końcu bierzemy rewanż na śledziach, przez które to My nie utrzymaliśmy się kiedyś w lidze, radość po golach ogromna, kolega stojący obok wtula mi się w ramiona i ze łzami w oczach prosi, żeby sędzia już zakończył mecz, bo od płaczu bolą go oczy. Mina ludzi widzących płaczącego chłopaka bezcenna, mecz jedyny w swoim rodzaju, atmosfera iście mistrzowska, a feta?? Głosu nie miałem przez kolejne 2 dni.
Szkodnik
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
Jadąc na ten mecz nie miałem biletu mając 13 lat, a jechałem aż ze Świdnicy. Na szczęście mój kuzyn powiedział, żebym wszedł na jego bilecie, najśmieszniejsze w tym wszystkim było to , że on miał 22 lata i oddał mi swój dowód, a on sam wszedł pod płotem. W pierwszej połowie nie prowadziliśmy dopingu, a od drugiej już śpiewaliśmy, a sami piłkarze rozstrzelali się do bramki śledzi i wygraliśmy, aż 5:0 i był to nasz drugi vice mistrz Polski w historii. Po meczu oczywiście była feta na rynku na której pojawiło się kilku piłkarzy.
K
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
Mój pierwszy mecz. I wtedy właśnie zaczęła się moja wielka miłość do Śląska.
lili
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
Ciepła majowa niedziela.Mój kochany Śląsk ma szanse na wicemistrza i do tego możemy spuścić z ligi znienawidzoną Arkę .Zabrałem syna Marcela (wtedy 8 lat). Na trybunach spotykam szwagra , też z synem. Cieszyłem się , że na oczach tych młodziaków będzie tworzyć się historia mojego ukochanego klubu. Ja miałem wtedy 32 lata , czekałem na tą chwilę całą młodość . Przeżyłem spadki Śląska do ligi drugiej i trzeciej , przeżyłem mecze z Turem Turek z Czarnowąsy Swornica i innymi wynalazkami polskiego futbolu oczywiście na trybunach , przeżyłem chwilę kiedy to Śląsk o mały włos zniknąłby z mapy futbolowej Polski za sprawą pana Drzymały , ale cały czas wierzyłem , że nadejdzie taki dzień jak właśnie dzisiaj. Sędzia zaczął mecz , na trybunach w sumie średnia atmosfera jak na taki mecz , wszystko przez protest kibiców, ale ja w środku kipiałem.Pierwsza połowa zakończyła się 0-0. Lekii niepokój i obawa o końcowy wynik okazały się zbędne , bo to co wydarzyło się w drugiej połowie to mistrzostwo świata. Hat trick Diaza , gol Sztylki z wolnego no i wisienka na torcie ; karny wykorzystany przez Kelemena .5-0 Sląsk wicemistrzem Polski , Arka w drugiej lidze.Po końcowym gwizdku ekplozja radości , cieszyłem się jak małe dziecko , mój syn głos odzyskał po dwóch dniach , jego kuzyn zresztą też . Po meczu Rynek ,jeszcze z synem , póżniej syna odstawiłem do domu a ja grzecznie udałem się na szalone świętowanie do białego rana po uprzednim zgłoszeniu urlopu na żądanie. Co zdarzyło się rok póżniej dziś już wszyscy wiemy , ale to nie do tego meczu... Ze sportowym pozdrowieniem Dawid .
Dawid Ratajczak
Wspomnienie meczu o numerze:
954 (
29.5.11r.)
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 5:0 (0:0)
pierwszy mecz coś wspaniałego
Mariusz
Wspomnienie meczu o numerze:
958 (
21.8.11r.)
Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 1:2 (0:2)
Doliczony czas gry, wygrywamy 1:2, bodajże ostatnia akcja Legii, pole karne przy linii końcowej po lewej stronie od bramki(patrząc z sektora gości), Kelemen wybija piłkę lecąc nad piłkarzem Legii(Radoviciem) jak supermen, i gwizdek, sektor zamiera iiiii.... sędzie ogłasza faul na Kelemenie, wszystko dobrze się kończy.
Krzysiek Oława
Wspomnienie meczu o numerze:
959 (
28.8.11r.)
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:2 (0:2)
Mój pierwszy ekstraklasowy mecz. Zabrał mnie na niego tato. Trafiliśmy na odkrytą i tak pozostało do dziś :) Pamiętam jak szukaliśmy miejsca według biletu. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez tego klubu.
Perczi
Wspomnienie meczu o numerze:
962 (
23.9.11r.)
Śląsk Wrocław - Lech Poznań 3:1 (2:0)
Pamiętam, że tego dnia wziąłem urlop w pracy. Pracowałem wówczas w systemie 3-zmianowym, a w dzień rozgrywania meczu przez WKS (piątek bodajże godzina 20:30)
Przypadała mi własnie trzecia zmiana. W podróż do Wrocławia wybrałem się wspólnie z Ojcem około godziny 14. Jako, ze do stolicy Dolnego Śląska mielismy ponad 90km,a
w planach był jeszcze browar na rynku, godzina wyjazdu była jak najbardziej uzasadniona. Do Wrocławia dotarliśmy około godziny 16. Samochód zostawiliśmy przy ogródkach
obok stadionu i udaliśmy się w stronę rynku, zakupując po drodze w klubowym sklepiku szal WKS-u. Pamiętam, że cala drogę ze stadionu na rynek i z rynku na stadion miałem go na szyi ... Pochodziliśmy trochę po rynku, Ojciec machnął kilka browarów, Ja sok, przecież ktoś musiał prowadzić wóz w drodze powrotnej do Wałbrzycha.
Około godziny 19:30 postanowiliśmy udać się na stadion. W drodze z rynku na stadion dostrzegłem coś, czego nigdy dotąd nie miałem okazji dostrzec ... Dostrzegłem, że miasto żyje tą drużyna, każdym jej meczem - przypadkowi ludzie życzą powodzenia, tramwaje po brzegi wypełnione fanami Śląska jednym słowem coś fajnego, coś co bardzo zapadło mi w pamięć ...
Po dotarciu na stadion chóralne śpiewy kibiców WKS-u, trochę bluzgów pod adresem służby ochrony ogółem nerwowa atmosfera. Do meczu coraz bliżej, bramki ni enadazaja wpuszczac ludzi, a sluzba ochrony sprawia wrazenie zagubionej ... Po przedostaniu sie przez bramki docieramy na "korone" stadionu, sedzia gwizdze po raz
pierwszy, a my zajmujemy miejsce na schodach (nasze miejsca na sektorze zajete) i zaczynamy ogladanie meczu. W pewnej chwili slysze slowa :
" Wiem, ze wsrod nas sa ludzie, ktorzy na stadionie sa po raz pierwszy, wiec wszyscy barwy w gore i jedziemy : Do boju Wu-Ka-eS, Do boju Wu-Ka-eS ),
az mi ciary przeszly po plecach ...
Dla mnie cala zabawa zaczela sie od strzelenia przez Celebana pierwszej bramki ... Wielka radosc, lzy same cisnely sie do oczu ... W pewnym momencie rzeklem do Ojca :
" A te przyspiewke znam ! " wtedy Ojciec odrzekl: " Jak znasz to spiewaj ! " I tak pozostalo przez reszte spotkania - zdzieralem gardlo ...
Koncowy wynik 3-1 dla Slaska. Strzelcami bramek : Celeban, Madej, Diaz dla Lecha Rudnevs. Jak sie pozniej okazalo bramka dla Lecha strzelona nieprawidlowo ...
Pamietam ... po meczu wielka radosc, zdarte bolace gardlo, wywieszony za okno samochodu szal "pasiak" i ponad 90 kilosow do domu ...
W tym dniu cos sie zakonczylo, a cos nowego sie zaczelo ... Tak pamietam ten dzien ...
Sikor
Wspomnienie meczu o numerze:
965 (
22.10.11r.)
Śląsk Wrocław - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0 (1:0)
Ostatni mecz na Oporowskiej. Śląsk wygrywa z Pdbeskidziem. Bramkę strzela Celeban, cały mecz ciekawy. Najbardziej zapadł mi w pamięci doping, oczywiście gardło porządnie zdarte jednak inaczej pożegnać Oporowskiej nie wyobrażam sobie. Był pewien żal, że kończy się ważny sentymentalny etap, a zarazem ciekawość naszego nowego domu - nowy stadion. Oporowska miała swój niesamowity klimat, ścisk i słonecznik wszędzie, i do tego ... ta gięta!
Alicja
Wspomnienie meczu o numerze:
966 (
28.10.11r.)
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Pierwszy mecz na nowym stadionie. Komplet widzów, świetna atmosfera. W końcu gościmy braci z Gdańska. :) Co do meczu, to nie było jakieś porywające widowisko. Ważne co działo się na trybunach. Przyjazna atmosfera, zero wyzwisk. Na takie mecze warto czekać. Johan Voskamp strzela pierwszą bramkę na nowym obiekcie. Wygrywamy 1:0, ale kibice Lechii i tak szczęśliwi. :)
Klaudia.
Wspomnienie meczu o numerze:
966 (
28.10.11r.)
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Tą Date powinien zapamiętać każdy kibic Śląska . Mecz przyjaźni inaugurujący Mecz Na stadionie Miejskim we Wrocławiu . Doping ruszył od 1 minuty , ciarki przechodziły mi po plecach . Na dworze było zimno lecz na trybunach fantastyczna oprawa . Śląsk po słabym meczu historycznie wygrywa pierwszy mecz na nowym stadionie po kontrowersyjnej bramce Johana Voskampa. Nigdy nie zapomnę tego ryku z tysiąca gardeł przed meczem gdy piłkarze wychodzili na rozgrzewkę . a Potem wraz z Braćmi z Gdańska Zabawa.
faja
Wspomnienie meczu o numerze:
966 (
28.10.11r.)
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Coś niesamowitego. Nie sam mecz, ale to co się z nim wiązało. Moja ukochana żona zapytała 2 tygdnie przed meczem: "Chcesz lecieć?". W zasadzie mój wzrok mówił wszystko. "Wiem, że chcesz bo to Twoja pasja". Zakup biletu był kosztowny, ale pasji nie powinna się przeliczać na pieniądze. Już na lotnisku w Luton spotkałem kilka osób w szalikach Amici. Wrogie spojrzenia itd. Już przy odprawie pojawiło się kilku osobników w szalikach Lechii i Śląska i było trochę śpiewów. Każdy z nas wiedział co to znaczy dla każdego z nas. Na studiach jeździło się do Czarnowąsów. Teraz drogi nasze prowadziły na nowy stadion, na mecz Śląska z oprawą i w miejscu na które czekaliśmy całe nasze kibicowskie życie.
Kiedy lądowaliśmy akurat po stronie, której siedziałem zobaczyłem Nowy Stadion. Łezka się zakręciła, 32 lata, ale tak właśnie było. Jeden z kibiców zaczął odpinać pasy, został zrugany przez stewardesse, ale ją łagodnie rzecz ujmując nie wziął sobie do serca instrukcji. Zobaczył stadion i rzucił "Oj ja pied.....".
Na mecz poszedłem z przyjacielem, z którym byłem na pierwszym meczu (dodałem wsponienia wcześniej) i z ojcem, który zabierał mnie na mecze za łebka.
Na meczu nie zrobiłem żadnego zdjęcia, mam wszystko gdzieś tam w głowie. Każdy na nas przeżywał to na swój sposób. Co mnie urzekło na tym meczu to para staruszków, gdzieś w okolicach 65 lat w szalikach i koszulkach. Skakali, śpiewali jak niejeden kibic z Młyna. To udowadnia, że przy odbrobinie kreatywności Śląsk może stać się klubem Wrocławian, a nie tylko naszym.
Byłem na meczu Barcelony, na derbach Londynu, na Tottenhamie, West Hamie, Millwal, Crystal Palce i jeszcze w kilku miejscach. Nigdzie nie było tak jak w domu. 40 tysięcy ludzi, którzy może i przyszli również, aby zobaczyć nowy stadion, ale przyszli tam przede wszystkim dla Śląska Wrocław. Śląska Wrocław, który jest naszym klubem, pasją, miłością (zakreślić wedle uznania).
Łukasz Adamczyk
Lukasz Cro - Łukasz Adamczyk
Wspomnienie meczu o numerze:
966 (
28.10.11r.)
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Pamiętam ten mecz bardzo dokładnie, ponieważ to bylo moje pierwsze spotkanie ze Śląskiem! Mąż zabrał mnie ze sobą za co bede mu wdzieczna do konca zycia. Najpierw interesował mnie stadion, ale po pierwszym gwizdku kiedy zaczął sie mecz a kibice pokazali jak bardzo kochaj Ślask wiedzialam ze juz zawsze bede towarzyszyc Chłopakom w zmaganiach z przeciwnikami. Doczekac sie nie moge kazdego nastepnego meczu i nigdy mnie nie zabraknie na zadnym!!! TYLKO ŚLĄSK!!
Patryśka
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
<< poprzednie nastpne >>