Rozmiar: 43 bajtw

Informacje
Historia
Stadion i bilety
Aleja Gwiazd
Statystyki

Skad
Terminarz
Pikarz meczu
Relacje
Relacje LIVE
Analizy taktyczne
Chodnym okiem
Nakadk
Liga Mistrzw
Liga Europy
Puchar Polski
Puchar Ekstraklasy
Skrty filmowe

Skad
Tabela
Terminarz

Miesicznik lsk
Nabr
Archiwum
Galeria
Multimedia
piewnik
Forum
Czat
Redakcja



Jak oceniasz pracę Stanislava Levy'ego?
jest świetny!
 [tally] 15%
powinno być lepiej
 [tally] 35%
bez zastrzeżeń
 [tally] 23%
kiepsko
 [tally] 25%
nie mam zdania
 [tally] 2%
Wyniki: 8279 Archiwum

  1000 wspomnie na 1000. mecz lska w ekstraklasie!

     Jeeli witowanie wie si z celebrowaniem szczeglnego momentu, to 23. lutego cay pikarski Wrocaw powinien ustawi si w kolejce po symbolicznego szampana. Tego dnia lsk rozegra swj tysiczny mecz w najwyszej klasie rozgrywkowej w Polsce! Nie przejdziemy obok tego wydarzenia obojtnie dziki naszemu pomysowy bdziemy mogli wsplnie podzieli si naszymi refleksjami zwizanymi z WKS-em. 1000 Waszych wspomnie na 1000. mecz lska w ekstraklasie tylko od Was zaley, czy nasz projekt si powiedzie. Do meczu z Widzewem d chcemy zebra w jednym miejscu Wasze przemylenia, ktre zostan opublikowane na specjalnej podstronie w naszym serwisie. Nie pogardzimy take interesujcymi, archiwalnymi zdjciami, a najciekawsze wspomnienia oraz fotografie bdziemy publikowa na stronie gwnej. W ten sposb chcemy stworzy wyjtkowy pamitnik minimum tysica osb, ktre, tak jak my kochaj zielono-biao-czerwone barwy. Liczymy na Wasz aktywno i dla uatwienia kontaktu stworzylimy specjalny formularz kontaktowy. Teksty i zaczniki (zdjcia, np. starych biletw z meczw ekstraklasy, cokolwiek ciekawego) moecie wysya take na adres mailowy redakcja@slasknet.com. Dodatkowo w prawej czci LSKnetu znajdziecie wyniki piciu losowo wybranych historycznych wynikw lska w ekstraklasie warto niektre mecze sobie przypomnie oraz wybrany losowy wpis. Wszystko dla Was i z myl o Was czekamy na Wasze wspomnienia!

Zebralimy ju 235 wspomnie!

Dodaj wasne wspomnienie do meczu!

Wspomnienie meczu o numerze: 603 (10.5.89r.)
Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 2:2 (1:1)

Mój pierwszy dorosły (wcześniej z tatusiem na krytą)mecz z Jagiellonią, prawdę mówiąc nawet nie pamiętam jaki był wynik, pamiętam, że Śląsk strzelił bramę i zaczęła się feta obok mnie stał jakiś grubas (ja zresztą też gruby) i razem zaczęliśmy skakać niestety ławka nie wytrzymała ... do dzisiaj mam wyrzuty sumienia za zniszczenie mienia.

Witek

Wspomnienie meczu o numerze: 605 (20.5.89r.)
Śląsk Wrocław - Jastrzębie 6:1 (5:1)

Mój pierwszy mecz Śląska, na który zabrał mnie ojciec - wciąż zagorzały kibic Śląska. Miałem wtedy 7 lat. Do dziś pamiętam tamten moment, klimat panujący na stadionie. Przez kilka lat ojciec zabierał mnie na mecze, później chodziłem z kumplami z osiedla (w tym na III ligę), do tej pory jestem na stadionie co 2 tygodnie i w końcu w zeszłym roku dane mi było świętować Mistrzostwo Polski!

Krzysztof Cisłowski

Wspomnienie meczu o numerze: 605 (20.5.89r.)
Śląsk Wrocław - Jastrzębie 6:1 (5:1)

Śląsk przegrywał szybko 1:0 ale też szybko odpowiedział 3 bramki Tarasiewicza dla takich chwil warto żyć.

da

Wspomnienie meczu o numerze: 605 (20.5.89r.)
Śląsk Wrocław - Jastrzębie 6:1 (5:1)

To było 24 lata temu. Kto by pomyślał... miałem wtedy 12 lat. Pierwszy i jak się okazuje jedyny po dziś dzień szalik Śląska na szyi, miejsce stojące tuż nad dawnym młynem i ten mecz... szybko stracona bramka i jeszcze szybsza odpowiedź z nokautem - nawet nie minęło 10 minut meczu i było już 3:1, a ja z wypiekami na twarzy podziwiałem Tarasia i jego bramy... - nigdy tego dnia nie zapomnę - HEJ Śląsk!

Sebo

Wspomnienie meczu o numerze: 605 (20.5.89r.)
Śląsk Wrocław - Jastrzębie 6:1 (5:1)

Wiosna Śląska i mojej matury... W dniu meczu Śląska z Jastrzebiem miałem ustną z polskiego. chwile oczekiwania na zdawanie dłużyły sie... Wreszcie koło 11 wchodze. w tym samym momencie zaczynał sie mecz. Błyskawicznie przygotowałem odpowiedz i zacząłem. Gdy jedna z osob komisji podsumowywała wreszcie ktos w miare dobrze odpowiedział ja już byłem na schodach. Na szczęście postój taksówek był pod szkołą. Wjeżdżałem an stadion od Kruczej plus minus w 50 minucie. Kupując bilet słyszałem jeeeeeest. Gol, Śląsk prowadził 6:1 (3 gole Tarasiewicz, po 1 Prusik, R. Szewczyk i Machaj) Ale to już było wszystko. Miałem mieszane uczucia. Wysoka wygrana ale nie widziałem żadnej bramki. No i zdałem mature:)

Jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 606 (25.5.89r.)
Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0:5 (0:1)

To był wyjątkowy wyjazd, w środę byłem w Łodzi bo Legia grała z ŁKS-em, który wygrał 2-1. Klimat meczu niepowtarzalny, impreza po spotkaniu jeszcze bardziej odjechana była. W nocy z 3 kolesiami z Włókienki i 2 z Wrocka wsiadamy w pociąg do Krakowa bo popołudniu Śląsk grał z Wisłą. Podróż tak wesoła i ciekawa, że nawet nie zauważyliśmy kiedy dojechaliśmy do miasta Kraka. Pod sklepem stały jeszcze z rana kontenery z mlekiem to się poczęstowaliśmy. Pozwiedzaliśmy trochę rynek i jego okolice. Szukaliśmy miejsca aby napić się piwa i głupim fartem trafiliśmy na piwko do knajpy Europa. Paru tylko gości w środku siedziało więc zamówiliśmy piwko i obowiązkowe dodatki czyli koreczki z sera żółtego. Miło mijał czas, piwko smakowało i ludzi coraz więcej w knajpie się schodziło. Nagle podeszło do nas dwóch gości i bardzo uprzejmie poprosili aby barwy ŁKS-u schować albo dostaniemy wszyscy po mordach. Najpierw próbowaliśmy się postawić ale gdy się zorientowałem że dookoła było pełno kolesi w szalikach Wisły to nogi mi się ugięły. Okazało się że Europa to była knajpa Wiślaków i właśnie tam Stara Gwardia się zbierała. Barwy schowane zostały natychmiast, później zaczęła się rozkminka czy my naprawdę ze Śląska jesteśmy. Kogo znam, tego czy owego, ile wyjazdów mam, ile razy w Krakowie byłem, tak się to wtedy załatwiało. Wymieniłem całą naszą ówczesną starszyznę jednym tchem co w oczach tubylców spotkało się z dużą aprobatą. Wydygany byłem strasznie, ale nie dałem po sobie poznać. Jeden z ŁKS-u musiał stanąć na solo z Wiślakiem, takie było ultimatum. Chłopaki z Łodzi wybrali jednego z siebie, niepozorny, mały, taki wydawało się łatwy do obicia. Wisła wystawiła kolesia podobnego gabarytowo i wszyscy zainteresowani wyszli na zewnątrz. Koleś z Wisły robił naprawdę konkretne wrażenie, natomiast nasz kolega nie był aż taki byczek. Jak kolesie się rozebrali do pasa to chłopak z Krakowa zbladł, nogi się pod nim ugięły. Za przeciwnika miał (widać to było po dziarach) częstego bywalca miejsc odosobnienia. Walka trwała może z 6-7 sekund i Wiślak leżał z rozbity nosem. Pomyślałem że teraz to wpier... na bank dostaniemy. Nic takiego się nie stało. Bokserzy podali sobie dłonie, Stara Gwardia pozwoliła zostać w knajpie, tylko szaliki ŁKS-u musiały być pochowane. Na mecz jechaliśmy razem z Wisłą i wchodziliśmy na stadion w momencie gdy Olek Socha strzelił bramkę. Jak dotarliśmy pijani na sektor Śląska to nasi ze starszyzny robili wielkie oczy jak słyszeli naszą opowieść. Chyba nie wszyscy nam wierzyli bo dużo tego browara wypiliśmy. Pierwszą połowę przespałem na sektorze, natomiast po przerwie świetnie się bawiłem podobnie jak cała ekipa bo Śląsk wygrał 5:0. Powrót to już wiadomo było że będzie ciekawy, najpierw w Krakowie Wisła się szykowała na nas, w Chorzowie stał Ruch na peronie, no i później w Zabrzu poleciały tradycyjnie kamienie. Takie to były wówczas czasy, zasady były i nikt ich raczej nie łamał.

Złoty

Wspomnienie meczu o numerze: 607 (7.6.89r.)
Śląsk Wrocław - Stal Mielec 1:1 (0:1)

Mecz bez historii. Na samym początku gola strzelił Śliwowski. Błąd zrobił Jasiu Jedynak zastępujący Matyska. Wyrównał w swoim stylu pięknym strzałem z wolnego Tarasiewicz. Był to ostatni gol Ryśka we Wrocławiu

Jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 608 (17.6.89r.)
Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 0:1 (0:0)

Ostatni mecz wiosny 89 we Wrocławiu. Mecz decydował o mistrzostwie Polski dla Ruchu. Niebieskich przyjechało wtedy bardzo dużo. Nigdy nie potrafiłem ocenić ilości widzów ale na tamte czasy był to rekord jaki widziałem. Głośno dopingowali Niebieskich. Śląsk jednak nie zamierzał ułatwiać świętowania. Często atakował, sporo strzelał. Sam Taraś, dla którego był to ostatni mecz we Wrocławiu niemiłosiernie bombardował bramkę Ruchu. Pamiętam że samych strzałów z dystansu Ryśka było kilkanaście. W II połowie gola strzelił jednak król strzelców Gucio Wałbrzycha. Ruch cieszył się z mistrzostwa a ja biegłem na imprezę pomaturalną.

jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 608 (17.6.89r.)
Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 0:1 (0:0)

Mecz dość szczególny, bo dotąd wiosną tego sezonu 1988/1989 Śląsk był niepokonany. Przez cały mecz trwała ulewa, na trybunach obecne często w tamtych czasach parasole, a na boisku wyrównana walka. Jednak będący o krok od tytułu mistrza Ruch zwycięża po golu Krzysztofa Warzychy, choć kilka minut przed końcem będący 5 metrów przed pustą bramką Paweł Król uderza głową obok słupka, a wielu kibiców już poderwało się z miejsc. Pamiętam jak po meczu przypadkiem znalazłem się na dworcu, gdzie fani obu drużyn przekrzykiwali się tak że cały budynek huczał. Bo jakoś chyba na tym spotkaniu przybyło ich wielka liczba, tak wielka że być może był to pierwszy mecz na którym goście nie zasiedli pod zegarem, a bardziej na łuku...

WlkPl Antypatriota,Antifa,Lewak Wyklęty

Wspomnienie meczu o numerze: 609 (21.6.89r.)
Widzew Łódź - Śląsk Wrocław 1:2 (0:1)

Pamiętny wyjazd na zakończenie jesieni (pozostał jeszcze zaległy mecz w Szczecinie przełożony ze względu na zatrucie pokarmowe Pogoni). Do Łodzi pojechaliśmy z kolegą pociągiem. Mecz był ciekawy. Śląsk potwierdził dobrą dyspozycję wiosną.Prowadzenie uzyskał Taraś. Na 2:0 podwyższył Góra. W końcówce Widzew strzelił kontaktową bramkę po karnym Putka. Podczas meczu spiker podziękował za grę odchodzącemu z klubu Sławomirowi Chałaśkiewiczowi. Patrząc na jego grę pomyślałem "jeśli jest wolny fajnie byłoby go widzieć w Śląsku" mniej więcej tydzień później wchodząc na nieistniejący już odkryty basen Śląska na Racławickiej zobaczyłem tam Chalasia a potem okazało się, że rzeczywiście przychodzi do Śląska.
Powrót był ciekawy. Wracałem już z kibicami. Milicja zapewniła nam bieg ze stadionu Widzewa na Łódź Kaliską. Kto się ociągał obrywał. Gdy wracaliśmy już PKP pod Twardogórą był wypadek. Pociąg się cofał wracaliśmy przez Kluczbork i dotarł z chyba 3-4 godz opóźnienia.

jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 609 (21.6.89r.)
Widzew Łódź - Śląsk Wrocław 1:2 (0:1)

Na wyjazd do Łodzi czekałem z niecierpliwością, po pierwsze Widzew który zawsze dażyłem swoistą "sympatią" oraz panna, którą poznałem rok wcześniej nad morzem i cały czas utrzymywałem z nią kontakt. Porannym pośpiechem z dwoma kumplami dotarliśmy do Łodzi, pózniej do koleżanki na chatę. Z rana mało ludzi na osiedlu sie kręciło, więc nikt nas nie zaczepiał a było to widzewski teren. U Gosi w domu nie było nikogo bo starzy pojechali na wesele do Torunia wiec chata była nasza. Jakas koleżanka się przyszwędała i było naprawdę miło. No ale zabrakło płynów rozwelesających więc na ochotnika - znając dobrze okolice, bo to nie pierwsza była wizyta u Gosi - postanowiłem skoczyc do sklepu. Wsiadłem na 7 piętrze do windy a ta sie zatrzymuje na 4 i wsiada 3 gości w szalikach Widzewa. No kurwa pieknie sobie myślę, zapytają mnie co tu robię i będzie ciekawie. Ale nic Widzewiaki własnie podjarani byli jakimś dymem co mieli z ŁKS-em i nawet na mnie uwagi nie zwrócili. Do sklepu i szybko z winami wróciłem na imprezkę. Gośka wtedy nam powiedziała że w jej bloku mieszka chyba jakiś ważny kibic Widzewa bo zawsze pełno tutaj kibiców jest. Trochę wypiliśmy i przyszły głupie pomysły do głowy. Za śrubokręt i pojechalismy na IV piętro wyrysować kolesiowi na drzwiach gwiazdę Dawida i WKS KING. Koledzy pózniej pojechali taryfą na meczyk ja zostałem u koleżanki, nie mogłem się od niej "oderwać". Jaja największe były na dworcu Kaliskim. Nasza cała ekipa w pociagu siedzi, pełno milicjantów na peronie, w okolicy Widzew sie czaił, a ja spokonjym krokiem idę w stronę wagonu z naszymi. Jakieś 20 metrów przed celem słyszę - Złoty, Złoty, dawaj bo targacz zaraz rusza - konsternacja wsród mundurowych, a ja z zminym olimpijskim sopkojem jakby nigdy nic spokojnie wsiadam do naszych. Dalton zawsze potrafił narobić przypału i wtedy strasznie go zje..okrzyczałem. Najbarzdiej wkurzone miny miały Żydki, że koleś sp[okojnie przeszedł obok nich i wsiadł bez niczego do pociągu. Jak wracaliśmy to chyba przed Ostrowem Wlkp. była bieganina za Lechem po jakims zadupiu bo osobowym jechaliśmy.

Złoty

Wspomnienie meczu o numerze: 621 (14.10.89r.)
Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 2:2 (2:1)

Bardzo ciekawymecz. Do Wrocławia przyjechał mistrz Polski, który 3 mies wczesniej tu właśnie wywalczył triumf w lidze. Był to już nieco inny Śląsk w porównaniu z tak udaną wiosną. Nie było już Ryśka Tarasiewicza, Pawła Króla i Stefana Machaja.W ich miejsce pojawili się Sławek Chałaśkiewicz, Sławek Twardygrosz i Jurek Misztur. W meczu z Ruchem piękne było pierwsze pół godziny. Już w 1 minucie mocnym strzałem z dystansu prowadzenie dla Śląska uzyskał Romek Szewczyk. Gdy w 31 min po strzale Olka Sochy było już 2:0 wszyscy szaleliśmy,. Zawsze jest satysfakcja gdy leje się mistza. Tuż po golu Olka do siatki trafił Warzycha. A jeszcze przed przerwą Mieczysław Szewczyk z Ruchu też pokazał że porafi kropnąć z dystansu. Po golu pokazał coś jeszcze. Podbiegł do sektora gdzie był młyn Śląska pokazując środkowy palec...
Dalsze gole ni padły . Opuszczaliśmy sdaion z uczuciem niedoytu

jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 629 (24.3.90r.)
Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 3:0 (1:0)

Sezon 89/90 to przeplatanka meczów bardzo dobrych i słabych. Mecz z Jagą był pokazem siły Śląska. Bardzo dobry mecz. W I połowie gola strzelił Sławek Chałaśkiewicz, który szybko po przejściu stał się ulubieńcem kibiców. Na 2:0 podwyższył z karnego Janusz Góra. Chwilę później z karnego miała Jaga ale Adam Matysek pewnie obronił. Wynik meczu ustalił strzałem głową Zbigniew Mandziejewicz po centrze z wolnego Mirka Gila. I tu ciekawostka. Bramka autorstwa tego duetu była niemal identyczna jak 2 tygodnie temu w meczu z GKS Katowice. Z wolnego z niemal tego samego miejsca wrzucał Mirek a Mandzia w podobnym stylu uderzył głową.

jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 637 (13.5.90r.)
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:0 (1:0)

Wygrana z Legią zawsze przynosiła wiele radości. Tym bardziej ze zwycięstwo zostało dniesione dzięki pięknej bramce Mirka Drączkowskiego. Drączek był wtedy wielkim talentem młody utalentowany grał widwiskowo ... Niestety seria kontuzji zatrzymała jego karierę podobnie jak 2 lata póżniej Radka Żabskiego.

jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 644 (19.8.90r.)
Śląsk Wrocław - Górnik Zabrze 1:4 (0:2)

Mój pierwszy mecz na Śląsku - nietypowo bo mecz był rozgrywany na Olimpijskim. Mimo wyniku mecz dla mnie wyjątkowy. Na mecz zabrał mnie Tato... i tak to ciągnie się do dzisiaj, niedługo ja zaprowadzę swoje dzieci w końcu trzeba wychowywać kolejne pokolenia kibiców :)

P81

Wspomnienie meczu o numerze: 644 (19.8.90r.)
Śląsk Wrocław - Górnik Zabrze 1:4 (0:2)

To był pierwszy mecz na który zabrał mnie mój ojciec a było to tak.
Był ciepły wakacyjny dzień, niedziela wracając z nabożeństwa zobaczyłem autobus wypełniony ludźmi z zielono-biało-czerwonymi barwami powystawianymi przez okna pojazdu komunikacji miejskiej. Mając wtedy 9 lat byłem ciekawy wszystkiego co dookoła się dzieje zapytałem.
- Tato dokąd oni jadą, co się dzieje, co to za ludzie?
- Jadą na mecz - odpowiedział ojciec
Było to miesiąc po mundialu który odbył się we Włoszech, który z zainteresowaniem oglądałem bawiąc u ciotki podczas kanikuły, na dobre podczas tego turnieju zacząłem interesować się futbolem, więc moje pytanie mogło być tylko jedno.
- Jedziemy?
Po jakimś czasie mocno podekscytowany, przebierając nogami zmierzałem na stadion Olimpijski. Zakupów biletów, samego wejścia na obiekt a także składów obu drużyn niestety nie pamiętam, ale bardzo utkwiła mi w pamięci atmosfera wokół tego spotkania, doping kibiców, może ludzi wracających z meczu no i niekorzystny wynik tego spotkania, ale wróciłem do domu rozpromieniony i już nie mogłem doczekać się kolejnego meczu we Wrocławiu. tak zaczęła się moja przygoda z wrocławskim Śląskiem która trwa do dzisiaj i to ja w dzisiejszych czasach w ramach rewanżu zabieram ojca na mecze piłkarskiego Ślaska.

Willy

Wspomnienie meczu o numerze: 646 (1.9.90r.)
Zagłębie Lubin - Śląsk Wrocław 2:1 (0:1)

Na ten mecz pojechalismy z kumplem stopem. Dojechaliśmy tuż przed jego rozpoczęciem. Wtedy rozpoczęła się piotworna ulewa, która z drobnymi przerwami trwała cały mecz. Na samym początku gola dla Lubinian strzelił Janusz Kudyba. Za parę lat strzelał już gole w Śląsku. Chwilę później na stadion zaczęli wchodzić kibice Śląska. Przyjechali w liczbie chyba 3 tys. jak nie wiecej. Ciekawie i imponująco wyglądało, jak wchodzili na sektor przez dobre 1 min. Na boisku niewiele sie dizało dopiero w końcówce Matyska ponownie pokonał Kudyba. Parę minut później gola dl aŚląska strzelił głową Piotrek Pomorski, ale było to wszystko na co było tego dnia stać naszych.

jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 667 (1.6.91r.)
Śląsk Wrocław - Zagłębie Sosnowiec 7:0 (5:0)

tego meczu nie zapomnę... wraz z kumplami z Grabiszynu poszliśmy na mecz. pogoda świetna, ciepło, przyjemnie. wszyscy postanowiliśmy usiąść na trybunie krytej - udało się. Z całego meczu pamiętam jedną z bramek, którą wpuścił... i to jest ważne bramkarz o nazwisku LIS. Strzelca nie pamiętam, ale akcja wyglądała następująco - uderzenie padło na bramkę z okolic 16-17 m. (na bramkę, która znajduje się bliżej wyjścia na Oporowskiej, rzecz jasna) Strzał prosty, "piłka leciała i płakała" - jak powiadał mój trener ówczesnego PaFaWagu p. Jaworski,bramkarz chciał złapać piłkę, by nie powiedzieć przycisnąć do klatki,ale ona wyśliznęła mu się i wręcz wtoczyła się do siatki. Mecz świetny - nigdy nie widziałem tylu goli w jednym meczy dla jednej drużyny - tym bardziej dla "Wojskowych". Po jakimś czasie na podwórku identycznego gola wpuścił jeden z naszych kolegów Marcin M. - od tamtej pory ochrzciliśmy go ksywą LIS, LISU, LISEK, którą wszyscy używali ją, aż do końca... do jego końca - samobójczej śmierci...
PS. Wpisu dokonuję ku pamięci naszego kolegi ze szkoły podstawowej nr 109 we Wrocławiu i oczywiście pamiętnego meczu

McCoolca

Wspomnienie meczu o numerze: 669 (15.6.91r.)
Śląsk Wrocław - Łódzki KS 2:0 (1:0)

Pamiętam jak dzisiejszy dzień. W piątek przed meczem powiedziałem tacie, że wyciągnąłem na czerwony pasek na świadectwie. Miałem wówczas 11 lat. Głowa rodziny powiedziała, że dostanę Amigę 500 w nagrodę. Zapytałem wówczas czy mogę iść z Krzyśkiem na mecz. Swój pierwszy mecz ukochanej drużyny. Odwiozła nas mam Krzyśka, mojego najlepszego przyjaciela. Nic nie widzieliśmy, ale bawiliśmy się świetnie. Miłość do Śląska, tak jak przyjaźń z Krzychem trwa do dziś i będzie do trwała do kresu moich dni. Teraz mieszkam zagranicą. Uwierzcie: za każdym razem kiedy wchodzę na stadion łzy cisną się do oczu. Pasja zaczęłą się 15.06.1991. Teraz to pasję powoli przejmuje mój 3 letni Szymon. Dla mnie Śląsk to coś więcej niż pasja. To coś co trudno nazwać.

Lukasz Cro - Łukasz Adamczyk

Wspomnienie meczu o numerze: 704 (20.6.92r.)
Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 0:0 (0:0)

To był mój pierwszy mecz i zarazem pierwsze Derby naszego regionu na których byłem. Miałem wtedy 8 lat i ojciec zabrał mnie i brata pierwszy raz na mecz. Od tamtego czasu jestem regularnie na meczach. Ach wspomnienia dobrze że wracają. HEJ ŚLĄSK

Michał

Wspomnienie meczu o numerze: 705 (8.8.92r.)
Lech Poznań - Śląsk Wrocław 3:1 (1:1)

Pamietam upal niemilosierny,tylko 120 osob bo pzpn nie wierzyl ze repra olimpijska moze zagrac w finale w Barcelonie.Oni skandowali nazwisko Juskowiaka a my nie majac rzecz jasna swego reprezentanta po zlosci Wotek Kowalczyk.Wtedy pierwszy raz poznalem "goscinnosc" poznanskiej policji na wlasnej skorze.

S

Wspomnienie meczu o numerze: 713 (26.9.92r.)
Zagłębie Lubin - Śląsk Wrocław 7:0 (2:0)

Tego dnia się urodziłem a Śląsk odniósł najwyższą w historii porażkę w lidze.

Tomasso

Wspomnienie meczu o numerze: 714 (3.10.92r.)
Śląsk Wrocław - Olimpia Poznań 0:4 (0:2)

fatalny mecz Śląska. Olimpia wcześniej dołowała nagle zaczęła ściagać znanych zawodników. Tak trafili tam Gębura, Grad, Michalewicz ale przede wszystkim Okoński i Pachelski. I właśnie Pachelski błyszczał w tym meczu. Strzelił 3 gole czwartego dorzucił Mielcarski. Kpmpromitacja po której trenerem przestał być Ryszard Urbanek. Mimo to dużym szacunkiem darzę tego szkoleniowca. Obecnie walczy z poważną chorobą. Tu serdeczne pozdrowienia. Nowym trenerem został Tadziu Pawłowski, który sprawował tę funkcję do ...wiosennego meczu z Olimpią przegranego 0:5.

Jacko

Wspomnienie meczu o numerze: 727 (10.4.93r.)
Łódzki KS - Śląsk Wrocław 3:2 (0:1)

Po meczu z Wisłą na którym kibice stoczyli regularną bitwę z "żółwiami" - tak się nazywało wówczas uzbrojonych pałkarzy - był wyjazd do Łodzi na ŁKS. Stosunki między nami były już bardzo złe, ale stare kontakty i znajomości się tam miało. Razem z paroma kumplami pojechalismy nocnym pociągiem tak aby z samego rana być w mieście Włokniarzy. Zamiast komitetu powitalnego na Kaliskim zastaliśmy pusty peron. Dla nas była sprawa jasna - nie ma ŁKS-su rano, nie ma o czy z nimi gadać. Pokręciliśmy się troche po okolicy i przez płot weszlismy na teren stadionu. Ja jako częsty bywalec w Łodzi znałem stadion bardzo dobrze. Przez wejście służbowe i magazyn dostaliśy sie do hali, pózniej na piętro i klbowej kawiarnii. Właściciela znałem dość dobrze i herbatka się dla nas znalazła i kiełbaski, a my również mieliśmy swój specyficzny prowiant tak że miło było. Po dłuższej chwili zjawiło się kilku znajomych tubylców i impreza się ostro rozkręcała do momentu pojawienia się nadgorliwego milicjanta. Wezwał posiłki i zostalismy wyproszeni z kawiarni. Gdy wychodziliśmy jeden z nas rzucił od niechcenia " Jedzie nas tutaj 4 stówki, zobaczymy wtedy jacy będziecie kozacy" . Żart naszego kolegi został potraktowany poważnie przez służy, które zarządziły alarm i wezwano liczne posiłki. Gdy przyjechał pociąg z Wrocławia więcej było mundurowych niż kibiców Śląska. Samo spotkanie nie było atrakcyjne choć nasze grajki się starały to i tak był wynik w plecy. W czasie meczu zostaliśmy dwukrotnie obici przez milicjantów, którzy byli w amoku nas bijąc. Po meczu mała grupka imprezowała ze znajomymi w centrum Łodzi, to była ostatnia taka wspólna nasza impreza.

Złoty

Wspomnienie meczu o numerze: 732 (12.5.93r.)
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:0 (1:0)

Pierwszy i niezapomniany mecz w mojej kibicowskiej karierze. Oporowska wypełniona po brzegi, łącznie z sektorem pod zegarem, który jeszcze wtenczas był czynnym sektorem. Wspaniałe 11-tki obu drużyn: u nas Góra i Lato, a w Legii - Pisz, Podbrożny i Bednarz. Wspaniałe zwycięskie widowisko, mimo troszkę słabej aury jak na tamtą porę roku. Ale było watro :)

DaRkO 71


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
<< poprzednie nastpne >>
Rozmiar: 43 bajtw