Czy Śląskowi należał się rzut karny?

04.04.2022 (14:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/4/slask_624adc29d9b18.png

fot.: Paweł Kot

Losy piątkowego spotkania z Lechem Poznań (0:1) mogły ułożyć się inaczej, gdyby na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu sędzia Krzysztof Jakubik wskazał na wapno. Bohaterem kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym Kolejorza był wprowadzony sekundy wcześniej Fabian Piasecki. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Gdyby po golu na wagę zwycięstwa w Płocku (2:1) Piasecki zanotował równie efektywne wejście przeciwko Lechowi, pewnie z miejsca stałby się ulubieńcem kibiców Śląska. Napastnik pojawił się na murawie w 76. minucie piątkowej konfrontacji z drużyną Macieja Skorży i już w pierwszej akcji mógł wywalczyć rzut karny. Zawodnik gospodarzy wpadł w pole karne Micky’ego van der Harta w towarzystwie Lubomira Satki, a chwilę później wylądował na murawie. Piłkarze Piotra Tworka domagali się jedenastki, sędzia Krzysztof Jakubik nasłuchiwał informacji z VAR, po krótkiej przerwie w grze nie zdecydował się jednak na podyktowanie rzutu karnego. Czy słusznie?

"Konsekwentnie, jak od kilku programów, będę trzymał się zdania, że tego typu sytuacje nie są przewinieniem. Nie dopatruję się w tym zdarzeniu faulu, w stu procentach popieram zachowanie sędziego, który nie przerwał gry i nie podyktował rzutu karnego" -

- ocenił kontrowersyjną sytuację w niedzielnym magazynie „Liga+Extra” sędziowski ekspert Canal+ Adam Lyczmański.

Analizie byłego ekstraklasowego arbitra poddana została również sytuacja, w której padła jedyna bramka piątkowego spotkania. Trzy minuty po rozpoczęciu drugiej połowy w dziecinnie prosty sposób walkę o piłkę z Michałem Skórasiem przegrał nowowprowadzony Szymon Lewkot, a młodzieżowiec Lecha nie zmarnował okazji i zapewnił swojemu zespołowi komplet punktów. Lewkot zamiast biec za rywalem skupił się na zgłaszaniu protestów o rzekomy faul przeciwnika, sędzia Jakubik nakazał jednak kontynuować grę i nawet niespecjalnie zamierzał wysłuchiwać pretensji piłkarzy Śląska po tym, jak piłka wpadła do siatki.

"Zachowanie zawodnika wrocławian określiłbym jako bardzo jałowe. On tak chciał wyskoczyć do tej piłki i nie chciał wyskoczyć. Nie widzę tu przewinienia, uważam, że bramka została zdobyta prawidłowo" -

- bez wątpliwości ocenił Lyczmański.

O tym, że w pierwszej chwili możliwe wydawało się popchnięcie Lewkota przez Skórasia na pomeczowej konferencji w piątkowy wieczór mówił trener Śląska Piotr Tworek. Jak dodał, skoro jednak VAR nie ocenił tej sytuacji w taki sposób, jego sztabowi szkoleniowemu pozostaje tylko budować 23-letniego zawodnika, by ten nie popełniał już podobnych błędów.

ZOBACZ też: Plusy i minusy meczu z Lechem