Kolejny incydent w Ekstraklasie. Butelki rzucone w stronę gracza Śląska

25.02.2024 (16:00) | Marcin Sapuń
uploads/images/2024/2/427684548_1897924050678723_4502507045935130408_n_65db500a730be.jpg

fot.: Mateusz Porzucek/Canal+Sport

Nie minęły jeszcze dwa tygodnie od incydentu w meczu Śląska z Pogonią, a podobne obrazki mogliśmy obejrzeć w sobotę przy ul. Bułgarskiej. Tym razem butelki poleciały w kierunku Jehora Macenki. "Najważniejsze, aby nie dochodziło do takich sytuacji na stadionie" - mówi ukraiński obrońca. 



 

Ponad 30-tysięcy kibiców zgromadzonych przy ulicy Bułgarskiej, nie zobaczyło ani jednego gola w hicie 22. kolejki Ekstraklasy. Lech Poznań podzielił się punktami ze Śląskiem Wrocław, a po samym meczu, oprócz analizy występu obu zespołów, w mediach społecznościowych rozpoczęła się zażarta dyskusja na temat sytuacji z końcówki spotkania, kiedy to na murawie znów pojawiły się puste butelki. A to wszystko, po dwóch tygodniach od incydentu we Wrocławiu. Co tym razem wydarzyło się na poznańskim obiekcie?

"NIC MNIE NIE TRAFIŁO, ALE BYŁO BLISKO"

Odczuwając skutki tempa meczu, w okolicy 80. minuty Jehora Macenkę zaczęły łapać skurcze. Ukrainiec potrzebował przerwy i pomocy medycznej, więc usiadł na murawie, dając tym samym znak sędziemu Lasykowi, aby ten przerwał grę. Nie spodobało się to kibicom Kolejorza, który zaczęli buczeć i wykrzykiwać niecenzuralne słowa w kierunku obrońcy WKS-u. To jednak nie wszystko, bowiem z trybuny najzagorzalszych fanów ("Kotła"), rzucono na boisko dwie butelki (jedną plastikową, a drugą szklaną), co od razu zostało zasygnalizowane arbitrowi z Bytomia. Ten nie zdecydował się na żadne radykalne kroki i pozwolił 22-latkowi opuścić murawę przy pomocy fijoterapeutów

- Poleciała butelka w moją stronę. Nie będę ukrywał, nic mnie nie trafiło, ale było blisko, więc nie wiem, jak zareaguje teraz komisja. W poprzednim meczu ze strony naszych kibiców również poleciała i zostali ukarani. Nie wiem, jak to teraz będzie. To nie jest moja rola. Ja tylko apeluję, żeby to zobaczyli, bo najważniejsze, aby nie dochodziło do takich sytuacji na stadionie. Tak jak mówiłem, butelka tylko przeleciała obok mnie, a jaka będzie decyzja komisji? Nie wiem

- powiedział Macenko po remisie z Lechem.

Temat ten został poruszony również na pomeczowej konferencji prasowej, ale trener Jacek Magiera nie zdecydował się na komentarz w tej sprawie, oprócz poinformowania o szklanym przedmiocie, lecącym z trybun. 

Kolejny incydent z rzuconą butelką pojawił się raptem po dwóch tygodniach od akcji na wrocławskim stadionie. Przeciwko Pogoni Szczecin, w kierunku golkipera gości Valentina Cojocaru, również powędrowała butelka, która musnęła Rumuna, a ten padł na murawę, uniemożliwiając wznowienie gry. Sędzią tamtego spotkania był Szymon Marciniak i w przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu, przerwał mecz i zaprosił piłkarzy obu ekip do tunelu. Dopiero po uspokojeniu i opanowaniu emocji, zawodnicy wrócili na boisko.

CO ZROBI KOMISJA LIGI? 

Wątek jednak wciąż przewijał się w medialnej przestrzeni, ponieważ kilka minut później, Komisja Ligi zapowiedziała zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia, podczas którego zajęła się tym, co wydarzyło się w stolicy Dolnego Śląska. W poniedziałkowe popołudnie (12 lutego) zapadła decyzja o dotkliwych sankcjach dla wrocławskiego klubu:

  • 50 tysięcy złotych kary; 
  • zakaz organizacji wyjazdu grup kibiców na jeden mecz;
  • zamontowanie siatki ochronnej za bramką do 31 marca 2024 roku (na wniosek Śląska).

Z tego też powodu, w sobotni wieczór na sektorze gości zasiedli jedynie fani WKS-u z Klubu Kibiców Niepełnosprawnych. Wrocławianie wnieśli w tygodniu odwołanie od decyzji komisji i wciąż czekają na jego rozstrzygnięcie

- Szkoda, że nasi kibice nie mogli pojawić na dzisiejszym meczu, bo zawsze dają nam dużo energii. 

- kontynuował 22-letni obrońca. 

Czy organ rozstrzygający w kwestiach dyscyplinarnych związanych z rozgrywkami Ekstraklasy pochyli się również nad tym, co wydarzyło się przy ulicy Bułgarskiej? Czy ewentualna kara dla Lecha Poznań będzie tak surowa, jak ta nałożona na Śląsk? Obie przytoczone sytuacje na pewno nie są identyczne, a świadczy o tym chociażby fakt, że sędzia Lasyk w przeciwieństwie do Szymona Marciniaka, nie przerwał trwającego spotkania, a rzucona butelka nawet nie otarła się o Macenkę. Natomiast widoczna jest wyraźna niekonsekwencja w poczynaniach obu arbitrów. 

W przypadku incydentu we Wrocławiu, dwójka sprawców całego zamieszania została już zidentyfikowana przez służby i mamy nadzieję, że tak samo będzie w przypadku sobotniego spotkania. Przy okazji, w mediach społecznościowych znów pojawił się temat odpowiedzialności zbiorowej za głupie wybryki jednej lub dwóch osób. Zamykanie wybranych sektorów, trybun, a nawet stadionów na pewno nie pomaga w budowaniu rekordowych frekwencji, a obecny sezon pod tym względem jest naprawdę wyjątkowy. 

 

ZOBACZ też: Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.