"Nie wiedziałem, że w Śląsku panuje taki syf". Były bramkarz rezerw nie gryzie się w język
21.08.2025 (20:30) | Marcin Sapuńfot.: Mateusz Porzucek
- W Śląsku bardziej rządzą politycy niż dyrektorzy czy prezesi. Nie działo się dobrze - mówi Maksymilian Boruc, były bramkarz Śląska, który nie zdołał zadebiutować w pierwszym zespole. 22-latkowi nie podoba się, jak został potraktowany i w rozmowie z portalem Weszło, opowiedział o kulisach jego gry we Wrocławiu.
W pierwszym zespole Śląska nigdy nie zadebiutował i tylko raz znalazł się w jego kadrze w oficjalnym meczu (z Paide Linnameeskond). Maksymilian Boruc został sprowadzony do Wrocławia latem 2021 roku, by dołączyć do rywalizacji z Michałem Szromnikiem oraz Matusem Putnockym. - Miałem wiele propozycji, ale uznałem, że Śląsk Wrocław to dla mnie najlepsze miejsce do rozwoju. Bardzo podoba mi się polityka klubu i wiem, że dzięki ciężkiej pracy otrzymam swoją szansę - mówił po podpisaniu umowy z klubem ówczesny 18-latek.
Słowa golkipera mocno się zestarzały, patrząc na jego dzisiejszą rozmowę z Przemysławem Michalakiem (Weszło). Boruc w ostrych słowach wypowiedział się na temat funkcjonowania wrocławskiego klubu. - Niestety nie zdawałem sobie sprawy, jak wielki syf panuje w Śląsku - mówi Boruc. Młody bramkarz w swoim premierowym sezonie w WKS-ie rozegrał 13 meczów w drugim zespole, rotując się na tej pozycji z Józefem Burtą.
Jednak już w kolejnych rozgrywkach Maksymiliana Boruca nie oglądaliśmy już w żadnym spotkaniu. Tylko pięć razy usiadł on na ławce rezerwowych i został na stałe przesunięty do rezerw, o co bramkarz ma największy żal, szczególnie że według tego, co mówi, za decyzją nie stały względy sportowe.
- W drugim sezonie zostałem przesunięty do rezerw. Otwarcie mi powiedziano, że nie chodzi o względy sportowe. Do dziś dokładnie nie wiem, o co poszło. Tam bardziej rządzą politycy niż dyrektorzy czy prezesi. Nie działo się dobrze. Z tego, co widzę, sytuacja raczej mocno się nie zmieniła. (...) Problemem były decyzje pozaboiskowe, zapadające odgórnie, których nikt nie był w stanie wytłumaczyć. Nad dyrektorami w klubie stali ludzie z polityki, bo to miejski klub. Dla mnie to śmieszne
- kontynuuje 22-latek.
Do rozmów pomiędzy przedstawicielem klubu a zawodnikiem miało dojść po obozie przygotowawczym "jedynki" w Turcji. - Z czasem powiedziano mi, że już nie będę występował. Stało się to po obozie zimowym obozie. Zagrałem w sparingu z jakimś austriackim zespołem, wypadłem bardzo dobrze i mimo to poszedłem w odstawkę - mówi Boruc.
Latem 2022 roku w głowie dyrektora sportowego Dariusza Sztylki pojawił się pomysł wypożyczenia bramkarza na rok, ale ostatecznie do niego nie doszło. Dopiero rok później na zasadzie transferu definitywnego Boruc zamienił Śląsk na szkocki Hibernian FC.
- Szkoda, że nie udało się odejść po roku, a taki miałem zamiar. Śląsk jednak liczył, że coś na mnie zarobi. Nie wiem, na jakiej podstawie, skoro już od paru miesięcy nie grałem
- zastanawia się rozmówca Przemysława Michalaka.
Dziś 22-latek reprezentuje barwy FC Helsingor, grającego na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Danii. Czy pomimo braku debiutu w pierwszej drużynie Śląska, zachował jakieś pozytywne momenty z pobytu we Wrocławiu?
- Dużo zyskałem mentalnie. Miałem w szatni styczność z klasowymi zawodnikami jak Krzysztof Mączyński. Nauczyłem się odporności na różne przeciwności losu. Bardzo dobrze współpracowało mi się z trenerem Krzysztofem Osińskim, mieliśmy super relację, więc nawet ten czas bez meczów pozwolił mi utrzymać przyzwoitą formę. Dzięki temu pojechałem na testy do Hibernianu i szybko przekonałem klub do siebie. Niedługo potem po półtora roku bez grania zadebiutowałem w eliminacjach Ligi Konferencji i wypadłem pozytywnie. O czymś to świadczyło
- zakończył wątek WKS-u, Boruc.