Od objawienia do upokorzenia. Co spowodowało kataklizm w Śląsku? (KOMENTARZ)

08.01.2025 (11:00) | Kacper Cyndecki

fot.: Dawid Kokolski

Śląsk w tym sezonie jest niewątpliwie najgorszą drużyną w lidze i podczas zimowej przerwy pomiędzy rundami można snuć refleksje na temat tego, jakie są przyczyny sporego regresu Trójkolorowych? Czy dało się przewidzieć taki obrót spraw? Na te i wiele innych pytań postaram się odpowiedzieć w tym artykule. 



 

Sytuacja w tabeli Śląska jest tragiczna i wielu ludzi może się teraz zastanawiać, jak doszło do tego, że wicemistrz Polski okupuje ostatnią lokatę w Ekstraklasie. Mój tekst będzie głównie poświęcony błędom osób zarządzającym klubem, które doprowadziły do obecnej, fatalnej sytuacji we Wrocławiu. Na samym początku warto zagłębić się w to, co dała Śląskowi gra w europejskich pucharach i czy można było lepiej się przygotować do gry na arenie międzynarodowej?

CZY GRA W PUCHARACH BYŁA "POCAŁUNKIEM ŚMIERCI"?

Temat gry WKS-u w europejskich pucharach przewinął się na naszym portalu już w marcu 2024 roku. Wówczas przeanalizowaliśmy plusy i minusy, które mogłyby wynikać z gry Śląska na arenie międzynarodowej w wakacje (link do artykułu TUTAJ). Tak się składa, że brałem udział w tym wydaniu "Redaktorskiego pojedynku", pisałem wtedy, że gra w europejskich rozgrywkach może okazać się dla WKS-u "pocałunkiem śmierci". Wnioskowałem tak przede wszystkim dlatego, że Śląsk Wrocław od bardzo długiego czasu nie przypomina długofalowego, stabilnego projektu. Klub z Wrocławia zdecydowanie bardziej wygląda jak chaotyczne niepewne miejsce pracy. Wrocławianie nieustannie lawirują pomiędzy czubem a spodem ligowej tabeli. W Śląsku na próżno jest szukać jasnego planu na to, jak budować solidny klub piłkarski. Dlatego uważałem w marcu, że gra w pucharach może bardziej zaszkodzić niż pomóc wrocławianom. Jednak w tym momencie pojawia się problem, bowiem gdy zespół ma szansę grać w kwalifikacjach do Ligi Konferencji, to bez namysłu brałby tę opcję. Rozgrywki międzynarodowe łączą się przecież z ogromnymi zyskami z rozegranych spotkań. Sytuacja, w której znalazł się Śląsk, to oczywiście ogromny sukces, ale takim wyczynem jak wicemistrzostwo Polski trzeba odpowiednio zarządzać, a w stolicy Dolnego Śląska zdecydowanie się to nie wydarzyło. Dlatego warto zadać sobie pytanie, czy można był być gotowym na grę w europejskich pucharach?

Na pewno na grę w kwalifikacjach do Ligi Konferencji można było się o wiele lepiej przygotować. Nie mowa tutaj od razu o awansie do fazy grupowej, ale chodzi głównie o przygotowanie odpowiednio kadry. W stolicy Dolnego Śląska popełniono masę błędów podczas procesu tworzenia kadry pierwszego zespołu, co doprowadziło od odpadnięcia z kwalifikacji Ligi Konferencji oraz obecnej sytuacji w tabeli WKS-u.

ŹLE SKONSTRUOWANA KADRA

David Balda nie popisał się podczas selekcji piłkarzy do Śląska Wrocław. Czeski dyrektor sportowy dużo mówił, ale mało robił i wyniknęło z tego wiele niepowodzeń na rynku transferowym. Zacznijmy może od tematu zastępstwa Erika Exposito, który miał być już przecież opracowany na długo przed odejściem kapitana WKS-u. 

- Przygotowujemy się do drugiego wariantu, odejścia, bo nie chcielibyśmy obudzić się bez napastnika. Mamy zawodnika już praktycznie podpisanego. Rozmawiamy, rozmowy są zaawansowane, ale dużo też zależy od decyzji Erika. Jest to zagraniczna opcja, ale Europa

-mówił w kwietniu Patryk Załęczny podczas rozmowy w Kanale Sportowym.

Sebastian Musiolik nie dorasta do pięt Erika Exposito.

Hiszpan opuścił Śląska, a WKS nie miał za bardzo przygotowanych alternatyw do zastąpienia kapitana, mimo że do przekazu medialnego trafiały piękne słowa o prawie podpisanych zagranicznych kandydatach. Najpierw do Wrocławia przybył Junior Eyamba, a później Sebastian Musiolik. Dwójka napastników, którzy profilami byli bardzo zbliżeni do siebie, na ten moment nie podołali postawionemu im zadaniu. Szwajcar przedwcześnie opuścił stolicę Dolnego Śląska i zerwano z nim kontrakt. Z kolei Sebastian Musiolik okazał się nieskuteczny oraz nawet w minimalnym stopniu nie jest w stanie zastąpić Erika Exposito. Do pomocy byłemu zawodnikowi Rakowa Częstochowa przybyli także doświadczony Jakub Świerczok oraz młody i gniewny Adam Basse. 32-letni Polak otrzymał krótki i korzystny dla WKS-u kontrakt, jednak do tej pory błyszczał zwłaszcza tym, że nie potrafi trafić do bramki rywali. Do tej pory Świerczok zawodzi oraz notuje występny poniżej oczekiwań kibiców. Jeśli chodzi o Basse, to 17-latek na razie dostał tylko kilka chwil w Ekstraklasie, jednak dobrze pokazywał się w meczach rezerw oraz przede wszystkim imponuje warunkami fizycznymi. Młodzieżowiec ma 196 cm wzrostu, jest bardzo silny i potrafi dobrze grać w powietrzu. 

Dyrektor David Balda nie był w stanie dokonać transferu dobrego, jakościowego napastnika, co zakończyło się nieładem w formacji ofensywnej WKS-u. Prawdę mówiąc, i tak najlepiej na "pozycji numer dziewięć" zaprezentował się w tym sezonie Mateusz Żukowski, który jest nieustannie rzucany po pozycjach. 

Brak godnych zastępstw dla kluczowych graczy, którzy odeszli oraz posucha wśród nowych liderów.

Kolejnym z "grzechów głównych" Davida Baldy są złe transfery podczas letniego okienka transferowego (2024/25). Wrocławianie przed rozpoczęciem trwającej edycji Ekstraklasy przede wszystkim pozbywali się piłkarzy. Z klubem pożegnali się kluczowi zawodnicy tacy jak: Erik Exposito, Patryk Janasik, Martin Konczkowski. Z wymienionymi przed chwilą graczami nie przedłużono wygasających umów. Podczas trwania obecnej ligowej kampanii ze Śląskiem rozstali się także Patrick Olsen, Matias Nahuel Leiva, Patryk Klimala (wypożyczenie). Większość z tych zawodników stanowiła o sile WKS w poprzednim sezonie. David Balda wyjął z dobrze funkcjonującej maszyny Jacka Magiery co najmniej trzy kluczowe ogniwa oraz piłkarzy będących solidnymi ligowcami. Oprócz odejść z klubu z kontuzjami zmagali się Łukasz Bejger i Jehor Macenko. Tak naprawdę Śląsk w nowy sezon Ekstraklasy wchodził bez sześciu podstawowych graczy. W letnim okienku przeprowadzono rewolucję w składzie wicemistrza Polski, co nie byłoby niczym złym gdyby tylko w miejsce odchodzących piłkarzy przyszli zawodnicy na podobnym lub lepszym poziomie, jednak tak się nie stało. 

Oprócz strat w postaci jakości na boisku zmiany odczuła również szatnia. Z klubu odeszła grupa kapitanów i niepodważalnych liderów. Śląsk został solidnie osłabiony i na pewno spowodowało to trudne wejście w sezon. Dodatkowo do teraz w drużynie nie wyrodzili się nowi przywódcy. Na początku obecnej kampanii opaskę kapitańską po Exposito przejął Aleks Petkow, jednak już po niecałej połowie sezonu ją stracił. Kapitanem Trójkolorowych do tej pory był Peter Pokorny, jednak 22-latek często gra nieodpowiedzialnie i nie stanowi dobrego wzoru dla reszty zespołu. Na pewno trener Ante Simundza będzie chciał po swojemu ustalić hierarchie w drużynie i przydzielić opaskę odpowiedniej osobie. 

Ilość a nie jakość. 

Dyrektor David Balda w trakcie letniego okienka transferowego postawił na ilość, a nie jakość. Do Śląska przybyła masa zawodników, którzy nie sprostali ekstraklasowym wymaganiom. Kadra WKS-u zrobiła się bardzo szeroka, ale również przeciętna i niezrównoważona. W zamian za Nahuela Leivę do Wrocławia sprowadzono Sylvestra Jaspera oraz uzupełnieniem kadry stał się Arnau Ortiz. W tym momencie na każde ze skrzydeł WKS ma po dwóch zawodników, jednak na próżno jest szukać tam jakości. Oczywiście klubu nie opuścił Piotr Samiec-Talar, jednak w tym sezonie często trapią go kontuzje i nie jest w stanie pokazać przez to pełni swoich możliwości. W środku pola w zamian za Patricka Olsena Trójkolorowi mają obecnie Tudora Balute, Simona Schieracka, Marcina Cebulę i Filipa Rejczyka. Oczywiście każdy z tych graczy ma inny profil, jednak żaden z nich nie potrafi zastąpić Duńczyka. Z kolei boki obrony zostały pozostawione na pastwę losu. Do klubu co prawda przybył Mateusz Bartolewski, Łukasz Gersteinstein oraz mogący grać na bokach Serafin Szota, ale żaden z tych graczy nie gwarantuje bezpieczeństwa w szeregach defensywnych. Więcej o obecnej sytuacji kadrowej WKS-u przeczytacie TUTAJ

CZY MOŻNA BYŁO PRZEWIDZIEĆ, ŻE BĘDZIE AŻ TAK ŹLE?

Sygnały tego, że we Wrocławiu coś się psuje były widoczne już w 2024 roku. Śląsk po rozpoczęciu nowego roku zaczął tracić punkty poprzez brak koncentracji i proste błędy, co doprowadziło do przerwania trwającej aż 16 meczów passy bez porażki. Jeśli spojrzymy na tabelę za poprzedni rok, to ujrzymy Wojskowych na 15. pozycji, dobitnie pokazuje to, że coś we Wrocławiu zaczeło się pogarszać już przed rozpoczęciem obecnego sezonu.

Jednak teraz warto zadać sobie kluczowe pytanie, czy można było się tego wszystkiego spodziewać?

-Myślę, że przed sezonem nikt nie przewidywał, że ze Śląskiem Wrocław będzie aż tak źle. Runda jesienna była wręcz kompromitująca i zapisała się tym samym w historii klubu jako punktowo zdecydowanie najgorsza od ostatniego awansu w 2008 roku. WKS w pełni zasłużenie znajduje się na samym dnie ligowej tabeli. W całej Ekstraklasie nie było gorszej drużyny od wrocławian. Świadczą o tym, chociażby porażki z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie. Oczywiście po znacznym osłabieniu składu nie spodziewałem się, że Śląsk może jakkolwiek nawiązać do sukcesu z poprzedniego sezonu, ale zaledwie jedno zwycięstwo w 18 spotkaniach to wynik poniżej wszelkiej krytyki

- powiedział Jakub Kleczkowski z Kanału Spotowego.

ZWOLNIENIA DLA UCISZENIA KRYTYKI

Kolejnym z błędów ekipy zarządzającej klubem było zwolnienie trenera Jacka Magiery, gdy na horyzoncie nie było stosownych kandydatów, którzy byliby w stanie zająć jego miejsce. Do pierwszej drużyny przyszedł Michał Hetel nie posiadający nawet odpowiednich uprawnień do samodzielnego prowadzenia zespołu na poziomie Ekstraklasy, co było kuriozalne. Specjalnie z tego powodu w sztabie pierwszej drużyny został Marcin Dymkowski, który miał "wspólnie" prowadzić Śląsk wraz z nowym tymczasowym szkoleniowcem. Później okazało się, że panowie mają zupełnie inne wizje na to, co się dzieje we Wrocławiu i na konferencjach prasowych jeden zaprzeczał słowa drugiego. Niewątpliwie wprowadziło to chaos i nieład, co mogło również przełożyć się na relacje w zespole. 

Z pewnością zwolnienie Jacka Magiery i Davida Baldy było elementem zaspokojenia zdenerwowanych kibiców. Prezes Patryk Załęczny chciał pokazać, że podejmuje decyzje mające na celu polepszenie bytu Śląska. Koniec końców zakończyło się to jeszcze gorzej, niż wszyscy przewidywali. WKS pod batutą Michała Hetela zremisował jedno na pięć spotkań i nie wygrał ani razu. Dodatkowo zdobył zaledwie cztery bramki oraz stracił siedem goli. "Statystyki pokazują", że zwolnienie Magiery było złym wyborem. Z kolei zmiana dyrektora sportowego była jak najbardziej na miejscu, jednak Rafał Grodzicki został postawiony w dramtycznej sytuacji. Były piłkarz Śląska nie miał żadnego wpływu na zwolnienie Jacka Magiery, który mógłby zrobić więcej niż jeden remis w pięciu meczach. Nowy dyrektor sportowy Wojskowych gdyby został zatrudniony przed zwolnieniem byłego szkoleniowca Legii Warszawa, mógłby poczynić inne zmiany na pozycji trenera Trójkolorowych. 

CYKL ŻYCIA ŚLĄSKA WROCŁAW

We Wrocławiu od wielu lat mamy do czynienia z "cyklem życia Śląska Wrocław". WKS notuje pasmo nieregularnej gry rozpoczynające się od walki o utrzymanie, później następuje sezon przejściowy, a następnie Wojskowi znajdują się w górnej części tabeli. Po udanej edycji następuje ponowna walka o ligowy byt oraz cykl życia się zapętla. Obecna sytuacja Trójkolorowych może łudząco przypominać sezon 2020/21 i następujący po nim 2021/22. Wtedy najpierw WKS zakończył na 4. miejscu i zagrał w europejskich pucharach, a w kolejnej kampanii ledwo utrzymał się w lidze. Jak wspomina to zawodnik, który przeżył ten cykl na własnej skórze?

- Myślę, że mieliśmy bardzo dobry zespół, ale równowaga w drużynie nie była zachowana, brakowało nam większej ilości zawodników z charakterem. Atmosfera w sezonie 2021/22 nie była taka sama jak we wcześniejszej kampanii. Do takiej sytuacji doprowadziło to, że nie mieliśmy za bardzo szczęścia w niektórzych meczach. Dodatkowo w zajęciach pozameczowych nie wszystko szło tak jak powinno, co nie pomagało nam wrócić na właściwe tory. Oprócz tego wielu zawodnikom kończyły się kontrakty, a to jeszcze bardziej utrudniało sytuację

- powiedział nam Dino Stiglec. 

Słowa Chorwata można śmiało zastosować także do obecnego sezonu w wykonaniu Wojskowych. Śląsk po zakończeniu poprzedniej kampanii stracił wielu kluczowych zawodników oraz z Wojskowymi pożegnali się przede wszystkim gracze z charakterem. Przebudowa, którą zafundował Śląskowi David Balda z pewnością okazała się przekleństwem i obecnie Trójkolorowi muszą sobie z tym jakoś poradzić, jednak warto spojrzeć na problem "cyklu życia Śląska Wrocław" głębiej. Dlaczego taki proces w ogóle istnieje w stolicy Dolnego Śląska? Problemem jest właściciel WKS-u, czyli ratusz.

POTRZEBNE SĄ ZMIANY, ALE NIE TYLKO NA BOISKU

Moim celem nie jest tutaj wchodzenie w dywagacje polityczne, bo na pewno taki klub jak Śląsk Wrocław powinien zupełnie odciąć się od całej tej brudnej otoczki. WKS w mojej opinii musi zostać jak najszybciej wypuszczony z rąk miasta Wrocław. Prawdę mówiąc, sprzedaż WKS-u nie była wcale tak oddalona. Według doniesień medialnych w wakacje 2023 roku zainteresowana zakupem klubu była firma Westminister, proces sprzedaży jednej z największych spółek miejskich był długi oraz zakończony niepowodzeniem. Głównym powodem fiasku tych negocjacji był najprawdopodobniej ratusz. Jacek Sutryk oraz jego współpracownicy mocno ociągali się z podpisaniem stosownych dokumentów. Oprócz tego "los chciał", że Śląsk zaczął piąć się wysoko w tabeli, a Tarczyński Arena pękała w szwach. Efektem tak dobrej aury wokół klubu była ogromna podwyżka ceny sprzedażowej Śląska Wrocław, co zupełnie odstraszyło potencjalnych kupców. A jak wydłużającą się sprzedaż Śląska Wrocław spostrzegał sam prezydent miasta?

- No ponieważ to jest niezwykle trudna operacja. Ja też bym chciał, żeby to trwało krócej i było dużo prostsze. Nie jest rzecz samej sprzedaży Śląska. No bo to jest kwestia przeszacowania akcji i sprzedaży, co jest powiedzmy relatywnie proste i wcale nie takie kosztowne. Gdzie indziej jest problem czy wyzwanie. Żeby ten, kto kupi, był gotowy ponosić odpowiednie nakłady na Śląsk Wrocław, abyśmy nie wrócili za chwilę do sytuacji, w której Śląsk ma jakiś kłopot. Ja przypominam i panu, i państwu, i sobie, że przecież już była sytuacja, że w Śląsku byli prywatni współwłaściciele. Ta sytuacja wówczas, jakby to powiedzieć, nie była efektywna. Teraz chodzi o to, żeby nie tyle sprzedać, ale sprzedać i mieć gwarancję, że ten kto kupi będzie w stanie łożyć na Śląsk, który, jak mówiłem wielokrotnie, jest miejskim brandem, jest historią Wrocławia i powinniśmy o niego wspólnie się zatroszczyć

- powiedział w kwietniu w Radiu Wrocław Jacek Sutryk. 

Według mnie sprzedaż WKS-u znacząco ułatwi wyjście z "cyklu życia Śląska" i na pewno łatwiej byłoby zbudować we Wrocławiu coś stabilnego. Obecnie Wojskowi są skazani na to, co zaoferuje im miasto i z reguły osoby, które zatrudniają pracowników do klubu, po prostu nie mają pojęcia o piłce nożnej i sposobie zarządzania klubem piłkarskim. Nieustannie przynosi to nowych prezesów, wiceprezesów i członków grupy rządzącej Śląskiem. W taki sposób nie da się stworzyć czegoś długofalowego, a przecież każdy nowy prezes zapewnia huczne i ambitne plany. 

NADZIEI SŁOWA 

Na pewno w tym marazmie i dramacie, który mamy we Wrocławiu można odnaleźć światełko w tunelu w postaci nowego szkoleniowca Trójkolorowych. Za stery Śląska Wrocław złapał Ante Simundza, który ma okazałe CV i jest doświadczonym trenerem również na arenie międzynarodowej (TUTAJ przeczytacie sylwetkę nowego szkoleniowca wrocławian). Jedyny haczyk, jaki rzuca się w oczy przy zatrudnieniu Słoweńca to długość jego umowy. WKS zawarł z 53-latkiem kontrakt do zakończenia obecnego sezonu. Oczywiście z perspektywy Simundzy jest to atrakcyjna opcja, jednak jeśli szkoleniowiec utrzyma WKS w Ekstraklasie, to Wojskowi mogą po raz kolejny mieć ból głowy z powodu szukania nowego trenera. Jednakże nie ma co wybiegać za mocno w przyszłość, bowiem aktualnie trzeba się zastanowić, czy Słoweniec utrzyma WKS w lidze?

- Śląsk Wrocław pokazywał już w poprzednich latach, że potrafi rzutem na taśmę uratować swój byt w Ekstraklasie, ale tym razem misja ratunkowa wygląda wyjątkowo wymagająco. Wielu ekspertów określa możliwe utrzymanie Trójkolorowych w kategoriach cudu i to może paradoksalnie posłużyć jako atut Ante Simundzy. Postać słoweńskiego szkoleniowca na pewno daje wrocławskim kibicom iskierkę nadziei. Jego imponujące CV działa na wyobraźnię, ale nawet taki trener może nie wystarczyć. WKS potrzebuje dużej przebudowy. Nowy dyrektor sportowy Rafał Grodzicki musi sprowadzić jakościowych graczy, którzy niemal z miejsca będą stanowili o sile pierwszej jedenastki. Śląsk chce natychmiastowo podnieść się z kolan, ale budowanie drużyny w takich okolicznościach na pewno nie będzie łatwe. Krótki kontrakt Simundzy jasno pokazuje, jak niepewna jest aktualnie przyszłość Śląska. Słoweniec ma jasno postawione zadanie, więc dopiero rezultaty zadecydują o jego dalszym losie we Wrocławiu

- stwierdził Jakub Kleczkowski.
 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.