Wrocławskie Mission Impossible. Kim ratować Ekstraklasę?
26.12.2024 (18:15) | Adam Mokrzyckifot.: Paweł Kot
Najbliższa runda wiosenna będzie dla Śląska Wrocław jednym z najtrudniejszych, o ile nie najtrudniejszym wyzwaniem w XXI wieku. Wrocławianie sięgnęli ligowego dna i są już jedną nogą w I lidze. Aby nie pożegnać się z elitą po 17 latach, do Wrocławia należy ściągnąć piłkarzy, którzy z miejsca wskoczą do wyjściowego składu i dadzą wysoką jakość.
Mało kto by się spodziewał, że drużyna, która jeszcze w maju odebrała srebrne medale mistrzostw Polski, zakończy rundę jesienną na ostatnim miejscu w Ekstraklasie, będąc już jedną nogą na jej zapleczu. Nieprzypadkowo użyłem sformułowania „mało kto”, bo już wiosną Trójkolorowi mocno spuścili z tonu. W pewnym momencie wraz z Ruchem Chorzów, który ostatecznie spadł, byli najsłabiej punktującą drużyną i najgorszą ofensywą w lidze. Gdyby nie zdobycie przysłowiowego „Pucharu Maja”, to we Wrocławiu mogliby nawet zapomnieć o awansie do kwalifikacji europejskich pucharów po spędzeniu zimy na fotelu lidera.

90minut.pl
Słaba wiosna powinna, ale ostatecznie nie dała do myślenia zarządzającym wrocławskim klubem. Były dyrektor sportowy WKS-u David Balda miał pół roku, aby przygotować się na najgorszy dla wrocławskich fanów scenariusz, który się ziścił, czyli odejście kapitana i głównego lidera wicemistrzów Polski Erika Exposito. Zastąpiono go wynalazkiem prosto ze Szwajcarii Juniorem Florem Eyambą, który z poważnym futbolem na poziomie seniorskim nie miał zbyt wiele wspólnego. Potwierdził to we Wrocławiu, a raczej jeszcze na obozie w austriackim Aigien im Muhlkreis, gdzie nie wytrzymał trudów przygotowań do nowego sezonu, przez co wypadł z gry na około dwa miesiące.
– Tak naprawdę mamy jednego napastnika, bo Eyamba jest kontuzjowany. Nie wytrzymał trudów przygotowań na obozie i pewne dolegliwości, które mu się przytrafiły, muszą zostać wyleczone, aby funkcjonował z nami
– wytłumaczył na antenie Radia Wrocław ówczesny trener Wojskowych Jacek Magiera.
Ostatecznie ze Szwajcarem rozwiązano kontrakt za porozumieniem stron. Z jednej strony 23-latek otrzymał życiową szansę, ale z drugiej można mu współczuć, że „ktoś” w niego uwierzył i rzucił go na tak głęboką wodę, ale co zarobił, to jego.
Wsparciem Eyamby w linii ataku został Sebastian Musiolik. Napastnik, który słynie z dobrego pressingu i zostawiania serca na boisku. Tego nie można mu odmówić, ale przecież od snajpera wymaga się bramek, a ten w swoim najlepszym sezonie skompletował siedem trafień. Dla porównania Exposito potrzebował ośmiu meczów w poprzednim sezonie, aby zdobyć osiem bramek. Ostatecznie Musiolik zakończył rok z trzema ligowymi trafieniami. Nie uważam go za bezwartościowe wzmocnienie, ale nigdy nie był i nie będzie napastnikiem numer jeden. Jest to idealny piłkarz do wejścia na boisko w drugiej połowie na zmęczonych rywali, aby uprzykrzać im życie nieustannym pressingiem, a jeśli nadarzy się okazja, to wykorzystać swoje dobre warunki fizyczne do gry w powietrzu.
Do Wrocławia zawitał jeszcze jeden „as” w postaci Jakuba Świerczoka, który sam się zgłosił do Magiery, aby uczestniczyć w treningach. Wcześniej taką prośbę wystosował Michał Żyro i klub na nią przystał, bo brakowało napastników do trenowania. Tym razem niska pozycja Śląska w tabeli i brak skutecznego napastnika spowodowały, że ze Świerczokiem podpisano kontrakt, który jest bardzo korzystny dla klubu. Jak to się wszystko potoczyło? Tak, że były reprezentant Polski strzelił tylko jednego gola w zielono-biało-czerwonych barwach, a obok reszty spotkań przechodził obojętnie lub dawał koncert niewykorzystanych sytuacji. Niedawno informowaliśmy o tym, że 31-latek został wystawiony na listę transferową. Nikt we Wrocławiu po nim płakać nie będzie.
Nowy dyrektor sportowy wrocławian Rafał Grodzicki zapowiedział, że planuje wzmocnić trzy pozycje: napastnika, środkowego pomocnika i bocznego obrońcę.
– Prowadzimy zaawansowane rozmowy. Docelowo chcemy sprowadzić trzech zawodników, którzy będą wzmocnieniami i od razu będą mogli wejść do pierwszego składu. Chcemy pozyskać napastnika, środkowego pomocnika oraz bocznego obrońcę
– skomentował 41-latek.
W linii pomocy WKS-u również jest wielka posucha. W zasadzie jedynym piłkarzem, reprezentującym zielono-biało-czerwone barwy, do którego nie można się przyczepić, jest Petr Schwarz. Czech wyróżnia się również na tle całej ligi. Na swoim koncie pięć asyst (drugi wynik), 46 kluczowych podań (najlepszy wynik), 46 celnych dośrodkowań (najlepszy wynik) i średnio 11,07 przebiegniętych kilometrów w meczu (piąty wynik).
Ta runda kompletnie nie poszła po naszej myśli, ale mimo wszystko warto docenić Szwania
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) December 19, 2024
https://t.co/v9DgMuvjb9 pic.twitter.com/w31poKXhQg
Oprócz niego na próżno szukać liderów we Wrocławiu, którzy są potrzebni na wczoraj. Zespół opuścił również Matias Nahuel Leiva, który, co prawda przed odejściem zaliczył regres formy, ale w większości spotkań był motorem napędowym klubu z ulicy Oporowskiej 62. W jego miejsce przyszło dwóch skrzydłowych Arnau Ortiz i Sylvester Jasper, którzy łącznie w aż 30 spotkaniach zaliczyli tylko jedno trafienie. Do obydwu idealnie pasuje określenie „jeździec bez głowy”. Obaj robią dużo wiatru, co nie przekłada się na liczby, na które we Wrocławiu oczekuje się jak na zbawienie.
Ponadto Piotr Samiec-Talar, który w poprzedniej kampanii okazał się jednym z objawień Ekstraklasy, w obecnych rozgrywkach nie przejął roli lidera i spisuje się mocno poniżej oczekiwań oraz często jest kontuzjowany. Oczywiście, zdarzały mu się występy, takiej jak w Radomiu z Radomiakiem w Pucharze Polski (3:0) i w Białymstoku z Jagiellonią (2:2), gdzie był jedną z najjaśniejszych postaci swojego zespołu, ale mimo wszystko częściej notuje rozczarowujące zawody.
Patrick Olsen także był filarem wicemistrzowskiej ekipy Śląska, ale swoją grą sprawia radość już innym fanom. W miejsce Duńczyka przyszło trzech graczy: Simon Schierack, Filip Rejczyk i Tudor Baluta. Co z tego wyszło? Żaden z nich nawet w najmniejszym stopniu nie nawiązał do występów w zielonej koszulce byłego kapitana Wojskowych. Pierwszy z nich głównie występował w trzecioligowych rezerwach, a drugi przez jakiś czas leczył uraz i nie mógł wrócić do optymalnej dyspozycji fizycznej. Obydwaj zostali udostępnieni do wypożyczenia. Natomiast trzeci częściej powodował grymas niż radość na ustach wrocławskich fanów.
Kolejnym grzechem włodarzy WKS-u był pomysł pozbycia się jedynych nominalnych bocznych obrońców Patryka Janasika i Martina Konczkowskiego i na ich pozycji grać stoperami. W rezultacie głównym prawym defensorem został Mateusz Żukowski, który ma predyspozycje do gry w ofensywie i ostatecznie rundę zakończył jako napastnik. Do rotowania ściągnięto Mateusza Bartolewskiego, który, jak sam stwierdził, nie chciał go żaden klub Ekstraklasy. To dużo mówi o tym transferze. 26-latek jest drugim po Świerczoku zawodnikiem, który otrzymał zielone światło w poszukiwaniu nowego pracodawcy. Przedłużono również umowę z powracającym z wypożyczenia ze Stali Mielec Łukaszem Gerstensteinem, ale 20-latek nie może zaliczyć minionej rundy do udanej.
Koniec końców we Wrocławiu postawiono latem na ilość, a nie na jakość. Sprowadzenie do klubu aż 14 graczy całkowicie się nie sprawdziło, więc teraz Grodzicki musi najpierw odchudzić kadrę, aby następnie ściągnąć do Wrocławia kogokolwiek sensownego. Zadanie jest o tyle trudne, bo przecież kto chciałby dołączyć do czerwonej latarni ligi, która jest w beznadziejnej sytuacji. Na razie udało się zakontraktować wybitnego szkoleniowca Ante Simundzę, ale nawet taki fachowiec bez odpowiedniego materiału ludzkiego raczej nie zdoła zdziałać cudów.