Projekt Lewkot wygaszany?

15.03.2022 (17:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/7/obraz_2021-07-29_214711_610305cb17193.png

fot.: Mateusz Porzucek

W krótkim czasie od zera do bohatera i… z powrotem? Ulubieńca trenera Jacka Magiery zabrakło w kadrze na debiutanckie spotkanie Piotra Tworka, a jego notowania we Wrocławiu najmocniejsze nie są już od kilku tygodni. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Taka nieobecność w pierwszym meczu za kadencji nowego szkoleniowca dużo znaczy. Szymona Lewkota w niedzielnej konfrontacji z Radomiakiem (0:0) zabrakło nawet na ławce rezerwowych i choć nie doskwiera mu żaden uraz, podobna sytuacja miała miejsce również w dwóch ostatnich spotkaniach Śląska pod wodzą Jacka Magiery. Lewkot stracił pozycję w ekipie wrocławian nagle i niespodziewanie, bo po zupełnie nieudanej rundzie jesiennej wydawało się, że wiosenny powrót na pozycję w środku pola będzie mu służył. Zawodnik, który jeszcze na początku sezonu był absolutnie nieodzowny, by nie powiedzieć kluczowy dla ówczesnego szkoleniowca wrocławian na dobre zadomowił się na trybunach i ciężko przewidzieć jak długo potrwa taki stan rzeczy.

KOZAK

- Szymon Lewkot to może być kozak. Jeżeli zadowoli się tym, co w tej chwili gra, to nie nadaje się na wielką piłkę. Ale jeżeli sobie z tym poradzi i będzie dalej tak zdeterminowany, z taką odpowiedzialnością podchodził do swoich obowiązków i popracuje jeszcze nad swoją sylwetką, to polska piłka może być w przyszłości z niego bardzo zadowolona -

- mówił na konferencji prasowej po lipcowym meczu kwalifikacji Ligi Konferencji Europy z Paide Linnameeskond (2:0) ówczesny trener wrocławian Jacek Magiera.

Jego zachwyty Lewkotem z biegiem pierwszej części sezonu zostały brutalnie zweryfikowane, a na niekorzyść młodego zawodnika wpływał szczególnie fakt, że zawodził w najważniejszych meczach z Hapoelem Beer Szewa czy Lechem Poznań (w obu przypadkach porażki po 0:4). Życia chciał go uczyć również sam Magiera fundując „wędkę” już w końcówce pierwszej połowy jesiennego spotkania z Legią Warszawa (1:0). Lewkot jesienią ostatecznie opuścił tylko dwa ligowe mecze (z Radomiakiem i Pogonią), a w końcówce roku na stadionie Warty Poznań (1:2) doczekał się nawet pierwszego gola w ekstraklasie. Lewkot wtedy cały czas grał jako jeden ze środkowych obrońców, do czego po prostu nie był przygotowany. Od początku rundy wiosennej wrócił na swoją nominalną pozycję w środku pola, zagrał trzy całkiem przyzwoite mecze, po czym niespodziewanie zniknął.

PRAKTYCZNIE NIECHCIANY

- Każdy zawodnik będzie nam potrzebny, akurat w tym meczu daliśmy jeszcze inną dwudziestkę, ale na pewno w treningu będzie się pokazywał i dawał sygnały. Zresztą nie tylko on, ale każdy z zawodników. Przed nami dziewięć bardzo trudnych spotkań, wszyscy do roboty –

- enigmatycznie odpowiedział na nasze pytanie o Lewkota trener Piotr Tworek na konferencji prasowej po niedzielnym meczu z Radomiakiem Radom (0:0).

Symptomatyczne, że nawet sam zawodnik pytany w przerwie spotkania przed kamerami telewizyjnymi o przyczyny swojej nieobecności odpowiedział wprost: „Nie mam pojęcia”. 23-letni pomocnik z dnia na dzień z pierwszoplanowej postaci Śląska stał się praktycznie niechciany, co więcej nie gra nie tylko w pierwszej drużynie, ale także w rezerwach, które przecież plasują się tuż za strefą barażową. Piłkarz o takim ekstraklasowym doświadczeniu, jak Lewkot w II lidze mógłby wyczyścić głowę, a przede wszystkim pomóc Śląskowi II, gdy ten ewidentnie rozregulował się po odejściu trenera Krzysztofa Wołczka do sztabu pierwszego zespołu. Na przeszkodzie stają jednak przepisy, bo Lewkot wiosną rozegrał już trzy mecze w ekstraklasie.

ZOBACZ też: Schwarzcharakter i zły prezydent (PODCAST)