Przełamanie Petra Schwarza

01.12.2021 (12:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/11/Schwarz2_61a694c601983.png

fot.: Paweł Lipnicki

Sobotnie zwycięstwo ze Stalą Mielec 2:1 (0:0), oprócz negatywnych emocji w postaci czerwonej kartki dla Konrada Poprawy, przyniosło nam kolejną odczarowaną klątwę. Tydzień temu, w Szczecinie, swojego pierwszego ekstraklasowego gola w Śląsku zdobył Rafał Makowski. Tym razem jego śladami poszedł inny środkowy pomocnik wrocławian, Petr Schwarz. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu. 



 

80. minuta meczu 16. kolejki ekstraklasy pomiędzy Śląskiem a Stalą. Na tablicy wynik 1:1, podopieczni Adama Majewskiego dopiero co wyrównali stan tego spotkania po strzale głową Bożidara Czorbadżijskiego. I wtedy rozpoczyna się ta akcja. Robert Pich przytomnie odnajduje na lewym skrzydle Dino Stigleca, który z chirurgiczną precyzją posyła płaskie podanie w pole karne mielczan. Tam najlepiej odnajduje się Petr Schwarz, który mówiąc nomenklaturą piłkarską, dokłada szuflę i daje Śląskowi prowadzenie. Śląsk po raz kolejny pokazał, że potrafi błyskawicznie zareagować na boiskowe wydarzenia, podobnie jak miało to miejsce w poprzedniej kolejce. Zachwycenia golem Czecha nie krył nawet trener Jacek Magiera, który na pomeczowej konferencji stwierdził, że gola Schwarza można pokazywać wszędzie i się nim chwalić. A więc chwalimy się i tutaj: 

CIERPLIWOŚĆ POPŁACA 

Przy obserwowaniu gry czeskiego pomocnika często można było odnieść wrażenie, że momentami nawet nie dostrzegamy jego pracy, ale on cały czas jest na boisku i wykonuje wszystkie niezbędne zadania, mające na celu antycypację i rozbijanie ataków rywali. Schwarz nie ustawał w wysiłkach niczym niezniszczalny żołnierz, ale w tym całym gargantuicznym poświęceniu brakowało liczb, po których moglibyśmy powiedzieć, że zawodnik ten rzeczywiście ma wpływ na kolektyw. Ponad 1300 minut we Wrocławiu trwała posucha wychowanego w kraju naszych bliskich sąsiadów piłkarza, który przecież za czasów gry w Rakowie Częstochowa potrafił mieć udział przy dwucyfrowej liczbie zdobytych bramek (więcej o jego historii pisaliśmy TUTAJ). Ile czekał na debiutanckie trafienie Schwarz w poprzednich klubach i na różnych poziomach rozgrywkowych? (*dni liczone od oficjalnego debiutu) 

  • FC Hradec Kralove (2. liga czeska) - 930 dni (2 lata, 6 miesięcy i 18 dni), 
  • FC Hradec Kralove (1. liga czeska) - 375 dni (1 rok i 10 dni), 
  • Raków Częstochowa (1. liga) - 134 dni (4 miesiące i 12 dni), 
  • Raków Częstochowa (ekstraklasa) - 28 dni
  • Śląsk Wrocław (ekstraklasa) - 125 dni (4 miesiące i 12 dni). 

Jak więc widać, im dalej w las, tym szybciej Czech strzelał gole. A mówiąc już całkowicie poważnie, długi czas bez zdobytej bramki w 2. lidze czeskiej związany był głównie z tym, że drużyna z Hradca ciągle na przemian spadała i notowała awanse, balansując między dwoma poziomami rozgrywkowymi. Co ciekawe, aż 3 przypadki debiutanckich goli Schwarza miały miejsce w meczach, w których jego drużyna nie traciła żadnej bramki. Tak było w przypadku starcia Rakowa z Odrą Opole (2:0), Hradca Kralove z Teplicami (2:0) oraz w pucharowym pojedynku drużyny spod Jasnej Góry z Victorią Sulejówek (4:0).  Ale do brzegu... 

POCZĄTKI BYWAJĄ TRUDNE 

Petr Schwarz od początku pobytu w stolicy Dolnego Śląska ma niemałego pecha. Rozpoczęło się od kontuzji pięty na przedsezonowym zgrupowaniu w Chorwacji, która zaburzyła przygotowania 30-latka do sezonu z nową drużyną. Później Czech na własne życzenie zapewnił sobie szybsze opuszczenie murawy po tym, jak w meczu 2. kolejki z Cracovią (2:1) otrzymał dwie żółte kartki. Kolejne starcia to już występy powyżej godziny gry. Wyjątkiem były: 

  • mecz z Lechią (1:1), kiedy wszedł na ostatnie 17 minut, 
  • nieco mniej niż godzinny występ w wygranym meczu z Legią (1:0)
  • niedawny pojedynek z Jagiellonią (2:2), kiedy spędził na murawie ponad 20 minut. 

Częstym zarzutem wobec jego gry było wtapianie się w tłum i dostosowywanie się do tempa rywala, bez narzucenia swoich warunków na boisku. Oczywiście ciągle nieosiągalnym narazie snem pozostaje pierwszy sezon Petra w ekstraklasie, kiedy okazał się prawdziwym motorem napędowym zespołu Marka Papszuna z niesamowitymi statystykami (8 goli i 7 asyst). Co prawda, większość tych bramek to efekt sprawnie wykonywanych rzutów karnych, ale deprecjonowanie tej części futbolu, to najgorsze co można zrobić. Popatrzmy lepiej jak prezentował się Schwarz na przestrzeni dwóch ostatnich spotkań. Będzie to zestawienie pełne przeciwieństw. 

CZY TO JUŻ ODBLOKOWANIE? 

30-latek w ubiegłotygodniowym starciu z Pogonią ustawiony był na pozycji “10” (podobnie jak w meczach z Zagłębiem i Legią), tuż za Erikiem Exposito, ale w rzeczywistości nie operował tak wysoko. Wrocławianie całą pierwszą połowę skupiali się na neutralizacji atutów rywala na własnej połowie i odpieraniu kolejnych ofensywnych szarż. Co ciekawe, to właśnie Schwarz miał najlepszą okazję do zdobycia gola jeszcze w pierwszej połowie, kiedy po jedynej składnej akcji wrocławian w pierwszych 45 minutach trafił w obramowanie bramki gospodarzy. To już z resztą nie pierwszy raz, kiedy Czech jest tak blisko zdobycia gola. Podobnie było przecież w starciu z Górnikiem Łęczna. Statystyki ze spotkania w Szczecinie są dla środkowego pomocnika niezbyt korzystne:  

  • 1 niecelny strzał
  • 77% dokładności podań
  • 42% wygranych pojedynków
  • 0 udanych odbiorów
  • 7 straconych piłek.

Same te liczby prezentują, jak ciężko było powalczyć z Portowcami o środkową strefę boiska. Jak więc wyglądało to ze Stalą, gdy Schwarz ustawiony był już na pozycji defensywnego pomocnika? 

  • 1 celny strzał (na 2 oddane), 
  • 1 gol
  • 89% dokładności podań
  • 56% wygranych pojedynków
  • 1 udany odbiór (na 3 próby), 
  • Trzeci najwyższy InStat Index w Śląsku. 

Być może postęp w kreacji nie jest jeszcze w pełni dostrzegalny, ale wydaje się, że gdy Czech wskoczy już na swoje obroty, to Jacek Magiera oprócz klasycznych zadań wykonywanych przez Petra Schwarza, może otrzymać jeszcze dodatek w postaci goli lub asyst. A to był jeden z największych “kompleksów” omawianej przez nas postaci. 

Jestem zadowolony z tego, że gram, a czy w obronie, pomocy albo ataku, to mi nie przeszkadza. Cieszę się, że jestem na boisku, a nie siedzę na ławce. Liczby w tej chwili są na zero i sam od siebie wymagam więcej. Mam nadzieję, że to się zmieni, zacznę strzelać, zanotuję jakiś punkt dla zespołu. 

 - mówił przed meczem z Legią (1:0) Schwarz. 

Przeciwko Górnikowi Zabrze były zawodnik Rakowa Częstochowa powinien zagrać o wiele lżejszymi nogami, a przede wszystkim głową, z której wyleciały już myśli o niewystarczalności i przeciętności.  

Schwarz z każdym momentem coraz lepiej rozumie filozofię Śląska Wrocław. 

- komentował postawę czeskiego pomocnika Jacek Magiera po meczu ze Stalą (2:1). 

Kolejny egzamin Petra Schwarza ze znajomości zielono-biało-czerwonej filozofii już w piątek, 3 grudnia, kiedy to w Zabrzu Śląsk zmierzy się z Górnikiem w 17. kolejce ekstraklasy

ZOBACZ też: Z MŁYNA: Śląsk Wrocław 2:1 Stal Mielec (FOTO)