Z II ligi czeskiej na salony – historia Petra Schwarza
fot.: Mateusz Porzucek
Do Śląska dołączył przed obecnym sezonem. Wcześniej znakomicie wkomponował się do jednej z najbardziej wymagających układanek taktycznych w naszej lidze, gdzie regularnie grał pod okiem Marka Papszuna. Wcześniej wyrwał się z drugiego poziomu rozgrywkowego w Czechach. Przedstawiamy zawrotną historię pomocnika Śląska, Petra Schwarza.
Środkowy pomocnik wrocławian piłkarskiego fachu uczył się w swoim rodzimym kraju, czyli bliskich nam Czechach. Urodzony w Nachodzie zawodnik od początku związany był z drużyną FC Hradec Kralove. W końcu jako 19-latek został przeniesiony do kadry pierwszego zespołu, a później wszystko potoczyło się swoim tempem. Tempem, które zaczęło zmniejszać się wraz z kolejnymi latami. Debiut w I lidze czeskiej przeciwko Bohemians, premierowa bramka w starciu z Teplicami (2:0) w sezonie 2012/13 – zaczęło się pozytywnie. Pod koniec wspomnianej ligowej kampanii drużynie jednokrotnego mistrza Czechosłowacji zdarzył się spadek. Schwarz więc lawirował na pierwszym i drugim poziomie rozgrywkowym za naszą południowo-zachodnią granicą. Spadki i awanse następowały tuż po sobie, a zanim jeszcze Czech trafił pod skrzydła Marka Papszuna, przyszło mu przez krótki okres czasu pracować z Vaclavem Kotalem, który taktycznie był wymagający niczym szkoleniowiec Rakowa i już wtedy w Hradcu implementował ustawienie z trójką środkowych obrońców, gdzie zdarzało się występować Schwarzowi.
Petr Schwarz w starciu z Sebastianem Milą podczas sparingu w 2014 roku (fot. cyfrasport.eu)
Wydaje się niemożliwym, że skauci klubu z Częstochowy wypatrzyli Czecha na drugoligowych boiskach tamtejszej ligi. A warto wspomnieć, że rok przed odejściem z Hradca Schwarz miał za sobą świetny pod względem liczb sezon (4 gole i 6 asyst w 23 meczach) i w „kanadyjce” był nad obecnym zawodnikiem Hellasu Verona, Antoninem Barakiem, którego mieliśmy okazję oglądać na tegorocznym EURO chociażby w starciach fazy pucharowej przeciwko Holandii (2:0) czy Danii (1:2). Polityka transferowa Votrocich nie przewidywała jednak transferów do tercetu czeskich potęg, czyli Slavii Praga, Sparty i Victorii Pilzno, a jedyne co mógł zaproponować dyrektor sportowy drużyny, była broniąca się przed spadkiem praska Dukla. I takim oto sposobem w lipcu 2018 roku Petr Schwarz zameldował się pod Jasną Górą.
ŻOŁNIERZ MARKA PAPSZUNA
Z miejsca Czech stał się zawodnikiem podstawowej jedenastki grającego wtedy w I lidze Rakowa. Sezon 2018/19 to gra praktycznie od deski do deski. Pierwszy gol na polskich boiskach? A jakże, rzut karny przeciwko Odrze Opole (2:0). Wcześniej do siatki trafił także jeden z bliższych kolegów Schwarza z częstochowskiej szatni, Tomas Petrasek. O stałych fragmentach gry nie sposób przy sylwetce tego zawodnika nie wspomnieć, ponieważ w zespole Medalików to właśnie urodzony w Czechach środkowy pomocnik wykonywał niemal wszystkie tego typu zagrania – od rzutów z autu po strzały z „wapna”. Najbardziej płodny pod względem wkładu w rzeczywiste miejsce Rakowa w zespole był zdecydowanie sezon 2019/20, kiedy Schwarz wykręcił nieprawdopodobne liczby w swoim pierwszym sezonie na szczycie poziomu rozgrywkowego w Polsce. Łącznie brał czynny udział przy 15. bramkach Rakowa (8 goli i 7 asyst), przez co porównywany był nawet do Filipa Starzyńskiego czy Dominika Furmana, którzy ze stojącej piłki potrafili dośrodkować wprost na nos partnera.
Z Rakowem Częstochowa bohater tego tekstu przeżył najpiękniejsze chwile w swojej karierze. Począwszy od awansu do ekstraklasy, już w swoim pierwszym sezonie przy Limanowskiego Schwarz miał szansę na zdobycie Pucharu Polski, ale na drodze do trofeum w półfinale stanęła Lechia Gdańsk (0:1). Nie równa się to w żadnym stopniu temu, czego dokonał zespół prowadzony przez trenera Papszuna w zeszłorocznej kampanii, zdobywając wicemistrzostwo Polski oraz krajowy Puchar. Czech wszedł na ostatnie 10 minut spotkania finałowego z Arką (2:1), w którym zdarzył się cud dla częstochowian, którzy przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę dzięki geniuszowi Iviego Lopeza. Już wtedy wiadomo było od jakiegoś czasu, że wojownik Marka Papszuna nie przedłuży umowy z Rakowem, podobnie jak Kamil Piątkowski, Dominik Holec i Jarosław Jach, którym kończyły się wypożyczenia. Sieci na Schwarza zarzucił więc Śląsk Wrocław, który mógł sprowadzić zawodnika już dwa okienka wcześniej, ale władzom wrocławskiego klubu zależało na transferze bezgotówkowym. Zakusy na Czecha robił także Piast Gliwice, a zainteresowany jego usługami był m.in. Górnik Zabrze, ale ostatecznie podpisał on dwuletni kontrakt ze Śląskiem z opcją przedłużenia na kolejny sezon.
Sezon 2020/21 Petra Schwarza w liczbach:
- 1660 rozegranych minut
- 4 gole
- 3 asysty
- 2 żółte kartki
ŻOŁNIERZ MARKA PAPSZUNA → JACKA MAGIERY
Schwarz nie miał idealnego wejścia do drużyny ze stolicy Dolnego Śląska, bowiem na zgrupowaniu przedsezonowym w Chorwacji doznał stłuczenia pięty i nie wziął udziału w żadnym sparingu. Nie przeszkodziło mu to w zadebiutowaniu w I rundzie eliminacji do LKE przeciwko estońskiemu Paide (2:0). Później zdarzył się „ogon” przeciwko Araratowi Erywań (4:2) i cały mecz z Hapoelem w Petach Tikwie (0:4). Jednocześnie już na inaugurację ekstraklasy Schwarz wystąpił w pełnym wymiarze czasowym przeciwko Warcie (2:2), ale niestety już w 2. kolejce przy Kałuży w Krakowie otrzymał 2 żółte kartki, przez co osłabił drużynę. Wyłączając spotkanie z Lechią (1:1), gdy dostał końcowy kwadrans i pucharowe starcie z Bruk-Betem (0:1), grał w każdym meczu ponad godzinę. Co możemy o nim powiedzieć?
Jacek Magiera ustawiał Petra często obok Krzysztofa Mączyńskiego jako drugiego defensywnego pomocnika, ale widzieliśmy przecież też eksperymenty w postaci Czecha ustawionego tuż za plecami Erika Exposito, na „10”. 29-latek próbował brać na siebie ciężar rozprowadzania akcji wyżej, ale nie zawsze to wychodziło. W niektórych meczach tego sezonu miał przecież niezłe szanse do zdobycie bramki, jak chociażby przeciwko Górnikowi Łęczna (0:0). I to obecnie jeden z mankamentów tego zawodnika - brak konkretów w postaci liczb.
Jestem zadowolony z tego, że gram, a czy w obronie, pomocy albo ataku, to mi nie przeszkadza. Cieszę się, że jestem na boisku, a nie siedzę na ławce. Liczby w tej chwili są na zero i sam od siebie wymagam więcej. Mam nadzieję, że to się zmieni, zacznę strzelać, zanotuję jakiś punkt dla zespołu.
- mówił przed prestiżowym meczem z Legią Warszawa Petr Schwarz.
Nam nie pozostaje nic innego niż czekanie na przebudzenie czeskiego pomocnika. Niedawno przecież czekaliśmy na „powrót do żywych” Mateusza Praszelika, a jak już odpalił, to nie pozostało nic, oprócz składania kolejnych gratulacji, chociażby za nagrodę Młodzieżowca Miesiąca. A kiedy ma obudzić się Schwarz, jeśli nie w starciu ze swoją byłą drużyną?
Pojedynek Śląska z Rakowem Częstochowa już w sobotę, 16 października, o godzinie 20:00 na Stadionie Wrocław.