Przebudzenie millenialsa
fot.: Paweł Kot
Po pierwszych meczach Mateusza Praszelika w Śląsku Wrocław wydawało się, że na Oporowską trafił kolejny młodzieżowiec, którego kartę będzie można spieniężyć już po roku. Rzeczywistość okazała się nieco bardziej skomplikowana, jednak bramka w niedzielnych derbach przywraca nadzieję, że były zawodnik Legii Warszawa podąży śladami Przemysława Płachety.
Wymiana na obowiązkowej pozycji młodzieżowca po odejściu Przemysława Płachety do Norwich latem 2020 roku odbyła się w Śląsku wyjątkowo bezboleśnie. Jeszcze przed potwierdzeniem sprzedaży skrzydłowego na Wyspy Brytyjskie, kontrakt z wrocławianami podpisał Mateusz Praszelik, a jego pierwsze występy w zielono-biało-czerwonych barwach mogły mocno rozbudzić wyobraźnię. Były zawodnik Legii Warszawa premierową asystę zanotował już w 90. sekundzie oficjalnego debiutu (przy bramce Fabiana Piaseckiego na 1:0 z Piastem w 1. kolejce poprzedniego sezonu), a kolejne spotkania z Wisłą Kraków (3:1) oraz Lechem (3:3) nie tylko poprawiały statystyki utalentowanego pomocnika z Raciborza, ale i sygnalizowały, że nakładanie na niego kolejnych ofensywnych zadań może się tylko opłacić.
Bez gola od października
Rozwój Praszelika w rundzie jesiennej ubiegłych rozgrywek szybko wstrzymało jednak zakażenie koronawirusem, a niedługo później okazało się również, że nie będzie jedynym młodzieżowcem gotowy do gry w podstawowej jedenastce, bo z rezerw Bayernu Monachium na Oporowską trafił Marcel Zylla. Konkurent urodzonego w 2000 roku blondwłosego pomocnika w meczu 8. kolejki z Jagiellonią (1:0) doznał jednak kontuzji, a nieszczęście kolegi okazało się szczęściem Praszelika. Były legionista tego wieczoru zdobył bramkę na wagę kompletu punktów i choć trudno w to uwierzyć, aż do ubiegłej niedzieli to trafienie z końcówki października ubiegłego roku było jego jednym w ekstraklasie.
Oczekiwane liczby
Nieskuteczność millenialsa z biegiem czasu zaczęła uwierać coraz mocniej, a jego sytuacji nie poprawiały również napięte relacje z trenerem Vitezslavem Lavicką, które na początku 2021 roku doprowadziły go do wielotygodniowej nieobecności w podstawowym składzie Śląska. Jacek Magiera ponownie zaufał Praszelikowi, za co ten odwdzięczył się asystą już w debiucie następcy Czecha (1:0 w Białymstoku), odważne wprowadzanie kolejnych młodych piłkarzy przez nowego opiekuna wrocławian stanowiło jednak permanentną przestrogę dla 21-latka, że na pozycji młodzieżowca ma kto grać. O oczekiwaniu liczb Magiera powiedział zresztą głośno na konferencji prasowej przed niedzielnymi derbami w Lubinie (więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ). Motywacja podziałała, Praszelik zdobył kluczową, pierwszą bramkę popołudnia, a jego drużyna wygrała 3:1 i może przygotowywać się już do domowej rywalizacji z Legią Warszawa. A kogo jak kogo, ale tego zawodnika przed spotkaniem z mistrzem Polski specjalnie nastrajać nie będzie trzeba.
Dobra, to wieczorna zmiana reakcje dla Praszela i jego kapitalnej bramki w derbach!
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) August 30, 2021
Czekamy na kolejne, Mateusz! pic.twitter.com/XMnQrPAc8P