Przybył i znowu wywołał wielkie kontrowersje

08.11.2021 (17:30) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/11/sedzia_61894ca78adc9.png

fot.: Paweł Kot

Po piątkowym meczu Śląska z Jagiellonią (2:2) na pierwszy plan kolejny raz wysuwają się kwestie sędziowskie. Trener Jacek Magiera ponownie nie zamierzał gryźć się w język, a Jarosław Przybył na cenzurowanym we Wrocławiu był już zdecydowanie wcześniej. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Nie ulega wątpliwości, że gdyby Śląsk w 14. kolejce ekstraklasy zaprezentował formę, którą imponował na początku sezonu, kontrowersje byłyby tylko dodatkiem do rozmowy o wygranym meczu. Wrocławianie w piątkowy wieczór jednak nie tylko wypuścili z rąk komplet punktów w rywalizacji z Jagiellonią (2:2), ale i kolejny raz mają powody do argumentowania, że nie wszystkie sędziowskie decyzje były sprawiedliwe. Oliwy do ognia dolewa fakt, że rolę arbitra głównego pełnił Jarosław Przybył, który we wcześniejszej części sezonu mocno zaszedł już Jackowi Magierze za skórę kluczowymi decyzjami w końcówkach spotkań z Lechią (przy golu gdańszczan na 1:1 przewracany był Łukasz Bejger) i Górnikiem Łęczna (niesłusznie odgwizdany spalony Fabiana Piaseckiego, skończyło się 0:0).

BRUTAL Z HISZPANII

Nerwy w piątkowy wieczór na Stadionie Wrocław rozpoczęły się tuż przed upływem drugiego kwadransa gry, gdy zaledwie żółtą kartką za brutalny faul na Mateuszu Praszeliku ukarany został były obrońca Śląska Israel Puerto. Po reakcji młodzieżowca gospodarzy od razu było widać, że sprawa może okazać się poważna, a po chwili trener Magiera był zmuszony przeprowadzić zmianę. Wielkie wątpliwości wzbudziła jednak decyzja arbitra z Kluczborka, który nie zdecydował się wyrzucić Hiszpana z boiska, nie zareagował również VAR obsługiwany przez... braci Szymona i Tomasza Marciniaków.

"Jest to błąd sędziego. Mamy do czynienia z poważnym, rażącym faulem, a jak wiadomo, coś takiego powinno zakończyć się wykluczeniem zawodnika z gry. Niestety błędna ocena zdarzenia przez arbitra. Chciałbym również podkreślić zachowanie obrońcy Jagiellonii Israela Puerto, które było w tym przypadku naganne"

- ocenił w programie "Liga+Extra" sędziowski ekspert Canal+ Adam Lyczmański.

ERIK SIĘ PRZEWRACA, JAGA STRZELA

Decydująca dla końcowego rezultatu w piątek okazała się jednak sytuacja z drugiej minuty doliczonego czasu gry. Tuż przed polem karnym Jagiellonii w walce z dwoma obrońcami rywala przewrócił się Erik Exposito, sędzia Przybył pozwolił jednak kontynuować grę, a chwilę później Jesus Imaz zapewnił swojemu zespołowi punkt. VAR milczał, arbiter wskazał na środek boiska i kilkadziesiąt sekund później zakończył mecz, a cała sytuacja okazuje się bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać.

"Oczywiście Erik Exposito był faulowany i w tym momencie rozpoczęła się nowa faza posiadania piłki przez drużynę Jagiellonii. Ona została przerwana, gdy zawodnik Śląska Szymon Lewkot interweniował. Kolejne wejście w posiadanie piłki przez zespół z Białegostoku było już kolejną fazą posiadania piłki, w związku z czym VAR nie mógł interweniować. Jestem przekonany, że interweniowałby, gdyby bramka została zdobyta bezpośrednio po tym pierwszym przejęciu"

- ocenił w niedzielny wieczór na antenie Canal+ były ekstraklasowy sędzia Adam Lyczmański.

Od omówienia najbardziej kontrowersyjnych sytuacji rozpoczęła się również pomeczowa konferencja prasowa trenera Jacka Magiery. Opiekun zielono-biało-czerwonych początkowo zastrzegał, że woli się skupić na piłce niż sędziowaniu, ostatecznie jednak bez owijania w bawełnę ocenił jak widział akcje z udziałem Exposito i Praszelika.

- Atak Puerto to był faul zagrażający zdrowiu zawodnika. Z boiska wydawało mi się, że to jest czerwona kartka, po obejrzeniu tej sytuacji na video tym bardziej mówię, że to powinna być czerwona kartka i nie mogę tego zrozumieć. Druga rzecz to ewidentny faul na Exposito. Uważam, że zostaliśmy dziś w tych dwóch sytuacjach skrzywdzeni -

- oceniał na gorąco po piątkowym spotkaniu trener Jacek Magiera.

DWIE KARTKI KWIETNIA?

Emocji w meczu z Jagiellonią na Stadionie Wrocław było jednak jeszcze więcej. Krótko po zejściu kontuzjowanego młodzieżowca Śląska dwie żółte kartki w krótkim czasie mógł zobaczyć Bartosz Kwiecień. Skończyło się na jednej, ale gdyby podobnie został wyceniony atak łokciem w plecy jednego z zawodników gospodarzy w końcówce pierwszej połowy, o błędzie raczej nie byłoby mowy. To kolejny w ostatnim czasie mecz zielono-biało-czerwonych naznaczony poważnymi kontrowersjami. Raptem po poprzedniej kolejce pisaliśmy o sytuacjach z wyjazdowego meczu przeciwko Bruk-Betowi, który zakończył się porażką 3:4, choć niewiele brakowało, by potoczył się zupełnie inaczej.

ZOBACZ też: Plusy i minusy meczu z Jagiellonią