Transfery z serii: piłkarz do odbudowy. Czy to ma sens?

11.01.2022 (12:00) | Konrad Omieljaniuk
uploads/images/2021/10/KoPa_15092021-20_6158a60fa8e81.jpg

fot.: Paweł Kot

Zimowe okienko transferowe otwiera się coraz szerzej, a oczekiwanie na pierwsze transfery Śląska rozbudza wiele dyskusji. W tym artykule zastanowimy się nad kwestią na pozór oczywistą, która jednak w realiach ekstraklasy bardzo często urasta do rangi poważnej analizy. Czy warto sprowadzać piłkarza, który dawno nie grał w piłkę?



 

Gdy brak pieniędzy na auto z salonu, trzeba szukać dobrego egzemplarza wśród tych używanych. Ważny przegląd, niedawno wymienione filtry, nie wymaga wkładu finansowego, odpala i jeździ – można brać. Co gdy budżet jest jeszcze bardziej ograniczony? Trzeba rozejrzeć się za egzemplarzem, który najlepszy okres ma już za sobą, wymaga lekkiej renowacji, ale jeśli nie okaże się trefny to wciąż można sobie po nim wiele obiecywać.

Na piłkarskim rynku transferowym odpowiednikiem trzeciej opcji są zawodnicy „do odbudowy”. Zazwyczaj, na pierwszy rzut oka jest to łakomy kąsek – niezłe kluby w CV, kilka występów na arenie międzynarodowej, w optymalnym wieku dla piłkarza. Sprawdzając jednak historię występów takiego jegomościa dostrzegamy ten mały haczyk – ostatni oficjalny mecz grał kilka lub kilkanaście miesięcy temu.

I oczywiście nie jest to czynnik dyskwalifikujący, szczególnie jeśli jest to zawodnik, który w normalnych warunkach byłby poza zasięgiem klubu, a w obecnych okolicznościach stanowi obarczoną ryzykiem, ale jednak sporą okazję. Ważną kwestią jest, co spowodowało dłuższą przerwę od gry? Czy zawodnik był notorycznie kontuzjowany, czy po prostu przegrywał rywalizację, ale jest w regularnym treningu?

Każdy przypadek jest indywidualny. Inną z kluczowych kwestii jest, czy klub może sobie w danym momencie pozwolić na to, by dać zawodnikowi miesiąc lub dwa na dojście do formy, czy też potrzebuje wzmocnić daną pozycję na tu i teraz? Transfer takiego zawodnika musi wiązać się z szeregiem analiz ryzyka, którego znaczna część jest zdjęta z piłkarza będącego w rytmie meczowym. Wybór między takimi dwoma powinien więc być oczywisty. Co w momencie gdy sytuacja zmusza do sięgnięcia po piłkarza do odbudowy? Dariusz Sztylka jako dyrektor sportowy zna już takie przypadki, sprawdźmy, czy były to trafne decyzje.

Krzysztof Mączyński

 

  • Debiut w Śląsku: 9.02.2019 z Zagłębiem Sosnowiec
  • Ostatni mecz w poprzednim klubie: 29.09.2018 (Legia II Warszawa - Mazur Ełk)

Jedno z pierwszych okienek transferowych Dariusza Sztylki jako dyrektora sportowego Śląska i jedno z głośniejszych nazwisk sprowadzonych do klubu. 19 stycznia 2019 roku do Śląska dołączył Krzysztof Mączyński. Z Legii Warszawa odchodził jednak skonfliktowany z ówczesnym trenerem Sa Pinto, który zesłał go do rezerw stołecznego klubu. Piłkarz był więc w regularnym treningu, ale ostatni oficjalny mecz zagrał w rezerwach Legii 29 września 2018 roku w ramach trzecioligowej potyczki z Mazurem Ełk. By znaleźć ostatni występ Mączyńskiego w ekstraklasie, trzeba było się cofnąć jeszcze o miesiąc – 26 sierpnia i spotkanie Legii z Wisłą Płock.

Po jednej stronie szali mieliśmy więc niemal 32-letniego piłkarza, który miał już za sobą jedną poważną kontuzję kolana i nie był w rytmie meczowym. Na drugą stronę szali można było jednak wytoczyć: 31 meczów w reprezentacji Polski, trzykrotne mistrzostwo polski, olbrzymie doświadczenie w Polsce i za granicą oraz ponadprzeciętne jak na ekstraklasę umiejętności piłkarskie. Szala przechyliła się więc na stronę pozytywów i Sztylka zdecydował się ściągnąć Mączyńskiego do Śląska. Ten zadebiutował w oficjalnym meczu niecały miesiąc po podpisaniu kontraktu, z miejsca stał się kluczową postacią środka pola i grał niemal wszystko „od deski do deski”. Wyrósł na jednego z liderów walczącego o utrzymanie zespołu w dramatycznym sezonie 2018/19. Śląsk w ekstraklasie się utrzymał, a na następny sezon Mączyński wyprowadzał już zespół w opasce kapitana. Tę rolę piastuje aż do dziś, będąc również jednym z liderów grupy w szatni.

   

Filip Markovic

 

  • Debiut w Śląsku: 14.09.2019 w meczu rezerw z Ruchem Zdzieszowice
  • Ostatni mecz w poprzednim klubie: 23.04.2018 (AC Ajaccio - RC Lens)

Przykład z drugiego bieguna – Mączyński ostatecznie wyrósł na lidera, Markovic nie wyrósł w ogóle. Serbski zawodnik CV miał całkiem obiecujące, na koncie występy w drugiej lidze hiszpańskiej i francuskiej, ale przychodząc do Śląska nie był piłkarzem zbyt aktywnym zawodowo. Nie mógł porozumieć się z RC Lens, co do warunków rozwiązania umowy, więc był zawodnikiem tego klubu, ale nie grał. Ostatecznie w sierpniu 2019 roku przyjechał na testy do Śląska, te wypadły na tyle pozytywnie, że Serb dostał angaż w klubie 6 dni po 16-ej miesięcznicy swojego ostatniego rozegranego meczu piłkarskiego.

Debiut zaliczył w sierpniu, nie wnosił do drużyny zbyt wiele jakości, ale zbierał minuty, które miały mu pomóc w dojściu do formy. Później złapał jednak kontuzję, następnie po powrocie na boisko dostał czerwoną kartkę, która wyeliminowała go na 3 mecze, a gdy po zawieszeniu na boisku wreszcie zaczął przypominać piłkarza, sezon się skończył i nikt nie wyraził chęci przedłużenia z nim umowy. W kontekście tego zawodnika warto przywołać jednak wywiad z ówczesnym szefem scoutingu, który do końca wierzył w Markovica twierdząc, że to piłkarz o większych umiejętnościach niż choćby Robert Pich.

 

Mateusz Praszelik

 

  • Debiut w Śląsku: 16.08.2020 w meczu PP z ŁKS-em Łódź
  • Ostatni mecz w poprzednim klubie: 22.02.2020 (Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok)

Dla równowagi kolejny przykład na plus. Historia zupełnie inna, bo dotycząca młodego, polskiego piłkarza. Dziś Praszelik to obok Exposito zawodnik z największym potencjałem sprzedażowym w Śląsku. Do klubu przychodził jednak jako zawodnik nieco pogubiony, w którego trzeba było zainwestować sporo czasu. W młodzieżowych drużynach Legii uchodził za jeden z największych talentów, ale w kluczowym momencie przejścia do piłki seniorskiej coś nie zafunkcjonowało i pod koniec swego epizodu z Legią, Praszelik był odsunięty na boczny tor.

Przychodząc do Śląska Wrocław 7 lipca 2020 rok młody pomocnik był niemal pół roku bez gry. Właściwie to nawet więcej, bo liczymy mu występ z 22 lutego 2020 roku, gdy w meczu ekstraklasy pomiędzy Legią a Jagiellonią wszedł na boisko w 89 minucie. By znaleźć jego pełny występ, trzeba by się cofnąć do roku 2019. Praszelik przyjeżdżał więc do Wrocławia wciąż jako diamencik, lecz zupełnie nieoszlifowany i w dodatku zakurzony. W jakże innym miejscu znajduję się dzisiaj, gdy po dobrych występach w Śląsku jest na celowniku mocnych klubów zagranicznych.

Marcel Zylla

 

  • Debiut w Śląsku: 20.09.2020 w meczu rezerw z KKS Kalisz
  • Ostatni mecz w poprzednim klubie: 22.12.2019 (Bayern II Monachium - Wurzburger Kickers)

Marcel Zylla został sprowadzony do Śląska miesiąc po Praszeliku jako jego rówieśnik i kandydat do gry na tej samej pozycji. Rywalizacja obu panów na ten moment wypada zdecydowanie na korzyść "Praszela", mimo, że obaj młodzieżowcy przychodzili do Śląska po podobnie długiej przerwie od grania. Podstawową różnicą był jednak fakt, że Zyllę z gry wyeliminowała kontuzja. W rundzie jesiennej sezonu 2019/20 był ważną postacią rezerw Bayernu Monachium w trzeciej lidze niemieckiej i grał niemal w każdym meczu. Wraz z początkiem roku 2020 zaczął zmagać się z problemami mięśniowymi, które wykluczyły go z gry niemal na pół roku. Gdy wrócił do zdrowia, było już niemal jasne, że drogi Zylli i Bayernu po sezonie się rozejdą, więc klub więcej na niego nie stawiał nawet w rezerwach.

W pierwszej drużynie Śląska zadebiutował 2 października 2020 roku w meczu z Cracovią i pozostawił po sobie dobre wrażenie. Do formy z debiutu później jednak nie nawiązywał, przegrywał rywalizację o pierwszy skład, a w roli zmiennika rzadko miewał przebłyski. Sezon 2020/21 zakończył z dorobkiem jednej bramki i dwóch asyst oraz niestety z poważną kontuzją, która wyeliminowała go z niemal całej rundy jesiennej obecnego sezonu. Z racji wieku i tego, że kilka razy pokazał już w barwach Śląska próbkę swoich umiejętności, nie można go jeszcze skreślać, ale na ten moment nie można go też liczyć jako zawodnika odbudowanego lub zbudowanego przez Śląsk.

Bartłomiej Pawłowski

 

  • Debiut w Śląsku: 19.09.2020 w meczu z Pogonią Szczecin
  • Ostatni mecz w poprzednim klubie: 13.07.2020 (Kayserispor - Gaziantep)

Data ostatniego meczu przed debiutem w Śląsku jest nieco myląca. Faktycznie, Pawłowski grał w Turcji jeszcze w lipcu, ale zaliczył wtedy raptem 45 minut w trzech meczach, co i tak stanowiło niemal 100% jego boiskowych poczynań w całym 2020 roku (rozegrał jeszcze 13 minut w styczniu). Przychodził więc do Śląska z łatką: do odbudowy. Trudny przypadek Bartłomieja Pawłowskiego analizowałem już w sierpniowym artykule. Sytuacja dla mnie wciąż nie jest zupełnie jednoznaczna, jestem zdania, że w momencie gdy Pawłowski zaczynał grać co raz lepiej na prawym wahadle nagle przestał otrzymywać szanse. Z drugiej strony jest to zawodnik z jedną z najwyższych pensji w zespole, w którym wydaje się nie być dla niego miejsca. Wobec tego temu transferowi bliżej do Markovica niż Praszelika i Mączyńskiego.

 

Diogo Verdasca

 

  • Debiut w Śląsku: 25.07.2021 w meczu z Wartą Poznań (2:2)
  • Ostatni mecz w poprzednim klubie: 30.08.2020 (Beitar Jerozolima - Hapoel Haifa)

Najświeższy skalp z omawianej serii „do odbudowy”. Przyszedł do Śląska z niemal roczną przerwą od gry w piłkę i współmierną do tego faktu nadwagą. Wszedł jednak w mocny trening pod okiem Jacka Magiery, szybko zgubił zbędne kilogramy i szybko też… zadebiutował. Problemy z absencjami w bloku obronnym i gra, wtedy jeszcze, na wielu frontach sprawiła, że Verdasca zadebiutował już w pierwszym meczu tego sezonu i chyba nie był na to gotowy, mimo, że wszyscy powinni być zawsze gotowi. Tym na pewno nie zyskał w oczach Jacka Magiery. W swoim pierwszym meczu na wrocławskim stadionie popełnił sporo błędów i przyległa do niego łatka partacza, którą później trudno było mu odkleić.

Trener Śląska mimo pierwszego niepowodzenia wciąż na niego stawiał – Verdasca uzbierał na boiskach ekstraklasy już 977 minut i podczas znacznej ich części wyglądał całkiem przyzwoicie. Jestem zdania, że to wciąż może być solidny stoper i biorąc pod uwagę fakt, że nie był ściągany jako wzmocnienie na tu i teraz, wstrzymam się z oceną tego transferu do końca sezonu.

CZY TO MA SENS?

Dotychczasowe przykłady ściągania do Śląska piłkarzy nie będących w rytmie meczowym nie dają jednoznacznej odpowiedzi, czy jest to proceder z którym lepiej dać sobie spokój. Na sześć przywołanych przykładów dwa oceniam jako pozytywne, dwa jako negatywne i dwa jako nie do końca zweryfikowane. To wskazywałoby, że takie ruchy to zawsze jednak loteria. Jakie jest Wasze zdanie na temat takich transferów? Zachęcam do komentowania.

 

ZOBACZ też: Stal podjęła decyzję w sprawie Piaseckiego