Zdarzyło się wczoraj: Mecz w atmosferze skandalu, który widziała cała Polska
15.08.2025 (09:00) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
Rok temu około godziny 23:00 kibice i piłkarze Śląska czuli ogromną frustrację, by nie użyć mocniejszych słów. 15 sierpnia 2024 roku odbył się rewanżowy mecz III rundy kwalifikacji Ligi Konferencji pomiędzy wrocławianami a drużyną Sankt Gallen. Spotkanie to niewątpliwie przeszło do współczesnej historii WKS-u, a wszystko za sprawą nie tyle piłkarzy, co pewnego Chorwata, biegającego po boisku z gwizdkiem.
Podopieczni Jacka Magiery po wyeliminowaniu w dwumeczu Rygi FC (0:1 i 3:1), w III rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji trafili na zespół Sankt Gallen. W pierwszym meczu rozgrywanym w Szwajcarii lepsi okazali się gospodarze, wygrywając 2:0. Obie bramki padły w pierwszej połowie i choć Śląsk miał też kilka swoich okazji, to w żadnym przypadku piłka nie znalazła drogi do siatki. Dwubramkowa zaliczka Szwajcarów oznaczała, że przed rewanżem we Wrocławiu, w lepszej sytuacji byli gracze w czarno-miętowych strojach, ale Trójkolorowi nie zamierzali, łatwo składać broni i powalczyć przed własną publicznością, która dość licznie zjawiła się na Tarczyński Arenie (18 053 kibiców).
Spotkanie rozgrywane 15 sierpnia miało oczywiście otoczkę święta Wojska Polskiego, przez co przed pierwszym gwizdkiem został odśpiewany hymn Polski, na stadionie pojawili się żołnierze, a swoją cegiełkę dołożyli też kibice, którzy w pierwszej połowie zaprezentowali patriotyczną oprawę.
RADOŚĆ W SZWAJCARII
Mecz powinien zacząć się idealnie dla Śląska, bo już w 10. minucie Trójkolorowi objęli prowadzenie. Piłkę po rzucie rożnym zagrał w pole karne Mateusz Żukowski, a Ati-Zigiego przy interwencji zablokował Aleks Petkow, przez co Sebastian Musiolik był w stanie umieścić futbolówkę w siatce. Mimo wyświetlenia się na tablicy świetlnej wyniku 1:0, sędzia Duje Strukan został zawołany do monitora VAR i anulował gola dla gospodarzy, bowiem uznał, że kapitan WKS-u był na pozycji spalonej.
Odpowiedź Sankt Gallen była dość szybka, bo niecałe dziesięć minut później to oni zdobyli bramkę. Wszystko zaczęło się od kontrataku - futbolówka posłana z lewej strony została przepuszczona przez jednego z graczy gości, za którego plecami znalazł się Bastien Toma i będąc oko w oko z Leszczyńskim, wykorzystał sytuację i strzelił gola.
W dwumeczu zrobiło się już 0:3, ale nie wszystko było jeszcze stracone. Wrocławianie najlepsze zostawili na końcówkę pierwszej połowy.
ZABÓJCZE SZEŚĆ MINUT
To, co wydarzyło się między 41. minutą a 45+2. minutą, było chyba jednymi z najpiękniejszych momentów na Tarczyński Arenie. Nagle z wyniku 0:1 zrobiło się 3:1, a wszystko za sprawą szybkich trzech ciosów WKS-u. Zaczął Petr Schwarz, który wykorzystał dośrodkowanie Mateusza Żukowskiego. 120 sekund później ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Piotr Samiec-Talar, a kropkę nad i w pierwszych 45 minutach postawił Aleks Petkow, pokonując bramkarza gości strzałem głową po wrzutce Schwarza z rzutu wolnego.
Odwrócenie wyniku w tak krótkim czasie zwiastowało duże emocje po zmianie stron i takie zdecydowanie miały emocje, a wszystko za sprawą pewnego pana, biegającego z gwizdkiem.
"SHOW" CHORWACKIEGO ARBITRA
Na zegarze była wówczas 74. minuta, gdy w polu karnym zahaczony został Aleks Petkow. Bułgar upadł na murawę, a sędzia Strukan od razu wskazał na jedenasty metr. Kontakt między zawodnikiem Śląska a Sankt Gallen był widoczny, ale chorwacki arbiter został poproszony do monitora VAR, by sam jeszcze zobaczył całą sytuację. Ku zdumieniu kibiców oraz piłkarzy WKS-u, rzut karny został anulowany, a kapitan Trójkolorowych ukarany żółtą kartką za próbę wymuszenia jedenastki. Pech w tym, że dla stopera było to już drugie upomnienie i w konsekwencji czerwony kartonik...
Gdy wydawało się, że Śląsk dotrwa do dogrywki, Matias Nahuel Leiva został trafiony w rękę piłką, a sędzia po kolejnej konsultacji z wozem VAR podyktował rzut karny dla Sankt Gallen. Wówczas ciśnienia nie wytrzymał hiszpański skrzydłowy i został on wyrzucony z boiska po tym, jak zaczął się szarpać z dwoma zawodnikami gości. Jedenastkę obronił Rafał Leszczyński, ale została ona powtórzona, bo bramkarz w momencie strzału nie znajdował się co najmniej jedną nogą na linii. Powtórzony rzut karny (w 17. minucie doliczonego czasu gry) wykorzystał już Geubbels i w dwumeczu zrobiło się 4:3 dla Szwajcarów.
To jednak nie był koniec emocji. Atmosfera w końcówce była bardzo napięta, a sędzia bez dwóch zdań, stracił panowanie nad meczem, czego efektem była druga żółta kartka jeszcze dla Ortiza za "symulkę" w polu karnym. Tym samym wrocławianie kończyli spotkanie w ósemkę i odpadli z europejskich pucharów.
Emocje dość szybko nie opadły, bo jeszcze po końcowym gwizdku pomiędzy graczami obu zespołów wywiązała się awantura i przepychanka, w której udział brał m.in. rezerwowy golkiper Tomasz Loska.
Ciekawie było również w sali prasowej oraz strefie mix zone, gdzie głos zabrali Jacek Magiera i Marcin Cebula.
- Po meczu byłem w pokoju sędziowskim z jednym z chłopców, który płakał i powiedziałem "powiedz mu, co zrobiłeś". No to wypchnął mnie ze swoim asystentem i trzasnął drzwiami. To była jego reakcja na to, co się działo. Sędzia ewidentnie nie panował nad emocjami. Natomiast drużyna wygrała mecz, pokazała charakter. Wracając jeszcze do sędziowania, jeśli zarówno Aleks Petkow, jak i Arnau Ortiz byli trafieni w nogę przez zawodników gości, więc były podstawy do podyktowania jedenastki. Jeśli nie chciał już zdecydować się na taką decyzję, nie powinien ukarać zawodników żółtą kartką
- powiedział szkoleniowiec Wojskowych.
- Niestety przyjechali amatorzy, którzy popełniali takie błędy, że to jest aż niewiarygodne. Był VAR i do końca nie wiadomo kto tam siedział, także no nie wiem
- dodał od siebie pomocnik wrocławian.
PROTEST ŚLĄSKA, KTÓRY NIE PRZYNIÓSŁ ZBYTNIO EFEKTU
Reakcja Śląska na poziom sędziowania była natychmiastowa i stanowcza. Klub złożył do UEFA protest odnoszący się do pracy arbitrów i zażądał też powtórzenia meczu.
. - Nasze odwołanie zostało wysłane do UEFA. Wylistowaliśmy wszystkie kontrowersyjne decyzje sędziego, które naszym zdaniem wpłynęły negatywnie na jego przebieg i eskalowało złą atmosferę na całym stadionie. Walczymy o dobre imię Śląska i polskich drużyn w Europie. Nie możemy być tak traktowani. Chcemy ten mecz rozstrzygnąć sportowo - tego domagamy się od UEFA
- napisał na portalu X ówczesny prezes, Patryk Załęczny.
Nasze odwołanie zostało wysłane do UEFA. Wylistowaliśmy wszystkie kontrowersyjne decyzje sędziego, które naszym zdaniem wpłynęły negatywnie na jego przebieg i eskalowało złą atmosferę na całym stadionie. Walczymy o dobre imię Śląska i polskich drużyn w Europie. Nie możemy być tak… pic.twitter.com/wyeK5ZAVZh
— Patryk Załęczny (@pzaleczny) August 16, 2024
Wniosek o powtórzenie spotkania był raczej z miejsca stracony, ale co do samego protestu, nic za bardzo nie wskórał, gdyż ten sam arbiter w sezonie 2024/25 sędziował dwa mecze fazy ligowej Ligi Europy.
41-latek nie poniósł konsekwencji po pamiętnym sierpniowym wieczorze, a dwanaście miesięcy później drużyna Śląska Wrocław występuje na drugim poziomie rozgrywkowym po spadku do I ligi jako wicemistrz Polski i reprezentant naszego kraju w europejskich pucharach - smutna rzeczywistość.