ANALIZA: Śląsk rozmontował Polonię w Warszawie
fot.: Paweł Kot
Poniższa analiza powstała wyłącznie na podstawie danych SofaScore z meczu Polonia Warszawa - Śląsk Wrocław. Same liczby pokazują spotkanie ciekawsze, niż mógłby sugerować sam rezultat: gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce i częściej wchodzili w pole karne, ale to WKS był zespołem zdecydowanie bardziej precyzyjnym, groźniejszym i po prostu dojrzalszym w decydujących momentach.
Mniej posiadania piłki, więcej jakości piłkarskiej
Na pierwszy rzut oka można byłoby powiedzieć, że Polonia miała argumenty, by to spotkanie uczynić bardziej wyrównanym. Gospodarze zanotowali 57% posiadania piłki, oddali 16 strzałów, mieli 11 rzutów rożnych, 30 kontaktów w polu karnym rywala i 422 podania. Śląsk miał piłkę tylko przez 43% czasu, oddał 11 strzałów, wywalczył pięć kornerów i zanotował 319 podań. Gdy jednak spojrzeć głębiej, cały obraz zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Polonia z tych 16 prób tylko 3 razy trafiła w światło bramki, aż 7 uderzeń miała zablokowanych, a mimo większej objętości gry jej xG wyniosło 1,61. Śląsk wypracował xG na poziomie 2,03, trafił w bramkę aż 8 razy przy zaledwie 11 strzałach i nie miał ani jednego zablokowanego uderzenia. To bardzo dużo mówi o jakości finalizacji i jakości wyborów podejmowanych pod bramką rywala.
To był więc mecz, w którym Śląsk wcale nie musiał dominować piłką, by dominować sytuacjami. Polonia częściej bywała w strefie ataku, lecz bardzo wiele jej prób kończyło się półśrodkami: strzałem blokowanym, uderzeniem z gorszej pozycji albo akcją, która nie zmuszała Michała Szromnika do kapitulacji. Z kolei Śląsk, nawet jeśli bywał rzadziej pod polem karnym gospodarzy, był tam znacznie bardziej bezwzględny. WKS miał tylko 18 kontaktów w szesnastce przeciwnika, czyli wyraźnie mniej niż Polonia, ale przekładał je na uderzenia czyste, groźne i często kończone po akcjach o wyraźnej przewadze jakościowej.
Szromnik i blok obronny
Zacząć trzeba od Michała Szromnika, bo czyste konto w takim meczu nie było wyłącznie formalnością. Bramkarz Śląska zanotował 3 interwencje, wszystkie po strzałach z pola karnego. To ważne, bo pokazuje, że Polonia potrafiła dochodzić do groźnych pozycji, a mimo to nie zdobyła nawet bramki kontaktowej. Szromnik nie miał wieczoru z wielką liczbą obron, ale miał wieczór ważny: kiedy już trzeba było zareagować, robił to skutecznie. W statystycznym tle widać też, że Śląsk popełnił 2 błędy prowadzące do strzału, więc zero z tyłu nie było efektem pełnej sterylności, lecz także skutecznej korekty ze strony bramkarza i obrońców.
Najrówniej z trójki środkowych obrońców w liczbach wyglądał Mariusz Malec. Zanotował 9 działań defensywnych, 4 wybicia, 2 zablokowane strzały, 2 przechwyty i do tego dołożył 24 celne podania na 28, czyli 86% skuteczności. To profil bardzo cenny: obrońca, który nie tylko czyści własne pole karne, ale też nie psuje pierwszego podania po odbiorze. U Malca widać połączenie bezpieczeństwa i porządku. Nie był najbardziej widowiskowy, ale dla struktury gry był bardzo ważny. W takich meczach właśnie tego oczekuje się od stopera: ma wygaszać zagrożenia i nie dokładać chaosu. Malec to zrobił.
Jehor Macenko miał mecz bardziej nierówny, ale za to bardzo wyrazisty. Z jednej strony zanotował 9 działań defensywnych, 5 wybić, zablokowany strzał, 2 przechwyty, dorzucił asyste i miał 27 celnych podań na 37. Z drugiej, statystyki pokazują przy nim błąd prowadzący do strzału. To dobrze oddaje jego występ: było w nim sporo konkretu po obu stronach boiska, ale nie był to występ bez skazy. W ofensywie dał jednak coś, czego środkowi obrońcy zwykle nie dają regularnie, czyli ostatnie zagranie w polu karnym. Dla Polonii to musiało być szczególnie bolesne, bo nawet kiedy próbowała utrzymać kontakt z meczem, dostała cios od zawodnika, którego najtrudniej się spodziewać pod bramką.
Lamine Ba statystycznie nie był aż tak obciążony pracą jak pozostali stoperzy, ale i tak zanotował 3 działania defensywne, w tym 2 wybicia i zablokowany strzał, a w rozegraniu miał 24 celne podania na 30. To występ bardziej cichy niż występy Malca i Macenki, ale właśnie takie ciche mecze środkowego obrońcy często są bardzo potrzebne. Ba nie dopisywał sobie wielkich liczb w ofensywie, za to nie generował zbędnego zamieszania, a przy takim wyniku i przy takim profilu meczu to też ma znaczenie.
Wahadła i środek pola
Na prawym wahadle Krzysztof Kurowski zagrał mecz dość charakterystyczny dla zawodnika pracującego bardziej dla rytmu zespołu niż dla własnych efektownych statystyk. Miał 46 kontaktów z piłką, 30 celnych podań na 35, dorzucił celne dośrodkowanie i komplet skutecznych długich piłek, a poza tym zaliczył 6 działań defensywnych. To nie są liczby zawodnika, który kradnie nagłówki, ale są to liczby gracza bardzo uporządkowanego. Kurowski pomagał Śląskowi trzymać konstrukcję akcji, nie gubił prostych rozwiązań i dawał stabilność w obu fazach. Na tle lewego wahadła Polonii, gdzie statystyki były bardziej szarpane, jego występ wyglądał dojrzalej.
Marc Llinares miał mecz znacznie trudniejszy i też krótszy, bo opuścił boisko już w 55. minucie. W liczbach widać u niego 22 kontakty z piłką, 9 celnych podań na 13, 2 zablokowane strzały, przechwyt i 2 odbiory. To występ bardziej pracowity niż twórczy. Hiszpan dołożył coś w bronieniu, ale nie zdołał odcisnąć równie mocnego piętna na grze do przodu jak Kurowski po drugiej stronie. Można odnieść wrażenie, że właśnie tam Śląsk szukał po przerwie nowego impulsu, a wejście Michała Rosiaka okazało się jedną z kluczowych decyzji w meczu.
W środku pola bardzo dobrze wyglądali Jorge Yriarte i Michał Mokrzycki, choć obaj robili to w nieco inny sposób. Yriarte miał 44 kontakty, 26 celnych podań na 32, 2 kluczowe podania i asystę przy pierwszym golu. To był występ zawodnika, który nie dominował samego meczu liczbą podań, ale trafiał z przyspieszeniem w odpowiednim momencie. Jego wkład był jakościowy, nie ilościowy. Mokrzycki poszedł krok dalej jako kreator. Miał 56 kontaktów z piłką, 32 celne podania na 40, aż 4 kluczowe podania, celne dośrodkowanie, dorzucił też element obronny: 7 działań defensywnych, 2 wybicia, zablokowany strzał, 3 przechwyty i odbiór. Jeśli ktoś w tej drugiej linii najpełniej spinał oba kierunki gry, to właśnie on. Na tle Dave’a Gnaasego z Polonii, który miał więcej podań ogółem, ale mniej podań otwierających i mniejszy wpływ na tworzenie sytuacji, Mokrzycki wyglądał po prostu bardziej sprawczo.
Konkretny Marjanac, waleczny Banaszak i błyskotliwy Samiec-Talar
Luka Marjanac rozegrał mecz, który w statystykach wygląda jak podręcznikowy występ napastnika rozstrzygającego spotkanie. 3 celne strzały, 0 niecelnych, xG na poziomie 0,96 i hat-trick. Nawet 3 uderzenia zablokowane nie psują tego obrazu, tylko go dopełniają: Bośniak był obecny, szukał miejsca, ciągle zmuszał obrońców do reakcji i w końcu przełamywał ich seriami. Marjanac wszedł w 23 pojedynki i wygrał tylko 7, ale właśnie to jest w nim ciekawe: nie potrzebował dominować każdego starcia, żeby zdominować pole karne wynikiem. Na tle Łukasza Zjawińskiego, który miał 0,36 xG, 1 celny strzał i jedno uderzenie w słupek, Marjanac był znacznie bardziej zabójczy. Polonia miała napastnika aktywnego, Śląsk miał napastnika decydującego.
Piotr Samiec-Talar również dał bardzo mocny występ. 2 celne strzały, 1 niecelny, xG 0,67, aż 5 dryblingów przy 4 udanych, do tego gol na 0:4. W jego liczbach widać przede wszystkim pionowość. To był zawodnik, który regularnie atakował przestrzeń i prowadził piłkę w stronę konkretu. Nawet jeśli w obronie przydarzył mu się błąd prowadzący do strzału, to całościowy bilans i tak jest dla niego bardzo korzystny, bo jego przewaga w fazie ataku była dla Polonii trudna do zatrzymania. Zwłaszcza gdy porównać go z Danim Vegą, który miał udane dryblingi, ale nie miał równie wyraźnego przełożenia na bramkowe liczby. Samiec-Talar nie był tylko efektowny. Był efektywny.
Przemysław Banaszak nie wpisał się na listę strzelców, ale jego liczby też sporo mówią o roli w tym zwycięstwie. Oddał 3 strzały, z czego 2 celne, wykręcił 0,28 xG, a do tego wszedł aż w 22 pojedynki, w tym 13 powietrznych. Wygrał tylko 6 starć ogółem, więc nie był dominatorem w sensie czysto pojedynkowym, ale brał na siebie ogromną część walki fizycznej. Taki napastnik nie zawsze kończy mecz z golem. Czasem kończy z tym, że obrońcy rywala są zajęci nim, a więcej miejsca dostaje partner. W tym spotkaniu właśnie tak to wyglądało. Banaszak nie był pierwszym bohaterem tabeli, ale był jednym z powodów, dla których Marjanac mógł być pierwszym bohaterem boiska.
Zmiany, które w końcu ukuły
Największy wpływ z ławki miał Michał Rosiak. I to bezdyskusyjnie. Wszedł w 55. minucie, zanotował perfekcyjne 14/14 podań, 4/4 celne dośrodkowania, stworzył dużą okazję i dołożył 2 asysty. To wejście wręcz modelowe: nie tylko bez żadnego kosztu w jakości podań, ale z natychmiastowym podniesieniem temperatury w ostatniej tercji. Rosiak nie wszedł po to, żeby dowieźć wynik. On wszedł po to, żeby ten wynik jeszcze mocniej wypchnąć w stronę Śląska. Jeśli szukać jednego rezerwowego, który najbardziej przechylił drugą połowę, to właśnie jego.
Timotej Jambor i Oskar Wojtczak weszli później i ich wkład nie był już tak spektakularny, ale także miał swoją funkcję. Jambor zanotował skromniejszy kontakt z meczem, bez większego udziału w tworzeniu okazji, natomiast Wojtczak dorzucił kilka działań w obronie i trochę energii w domykaniu spotkania. Marko Dijaković po wejściu miał zaledwie kilka kontaktów i raczej zabezpieczał strukturę niż zmieniał obraz gry. Z kolei Antoni Klimek, mimo krótkiego występu, zanotował poprawne liczby w pojedynkach. To nie były zmiany widowiskowe, ale w takim spotkaniu ważne było, że ławka nie obniżyła poziomu, a jedna z korekt wręcz poziom wyraźnie podniosła.
Wnioski: Dojrzałe zwycięstwo
Najważniejszy wniosek z tych statystyk jest taki, że Śląsk wygrał nie dlatego, że miał więcej wszystkiego, ale dlatego, że miał więcej tego, co naprawdę decyduje o wyniku. Miał lepszą jakość strzałów, większą precyzję pod bramką, wyższą skuteczność w ostatnim dotknięciu i zawodników, którzy potrafili zamieniać dobrą akcję w konkret. Polonia była aktywniejsza w wielu obszarach tła meczu, ale Śląsk był znacznie bardziej śmiercionośny tam, gdzie trzeba. To różnica fundamentalna.
Drugi wniosek jest bardziej indywidualny. Marjanac był egzekutorem, Samiec-Talar dał dynamikę i liczby, Mokrzycki uporządkował środek z bardzo wyraźnym wkładem kreatywnym, Yriarte przyspieszał akcje jakościowo, a Rosiak z ławki wszedł fenomenalnie. Do tego obrona, mimo kilku momentów niepewności, miała w Szromniku gwarancję bezpieczeństwa, a w Malcu spokój i skuteczność interwencji. Nie był to mecz doskonały, skoro przeciwnik potrafił dojść do 1,61 xG i zmusić bramkarza do obron po strzałach z pola karnego. Był to jednak mecz bardzo dojrzały. Taki, w którym Śląsk nie musiał wyglądać efektownie przez 90 minut, żeby z każdą kolejną minutą wyglądać na zespół po prostu lepszy.
