''Bez nich utrzymanie byłoby niemożliwe'' (OPINIA EKSPERTA)

''Bez nich utrzymanie byłoby niemożliwe'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Przed Śląskiem Wrocław jedna z ostatnich szans na pozostanie w ekstraklasie na kolejny sezon. W 31. kolejce podopieczni Jacka Magiery udadzą się do Białegostoku na mecz z Jagiellonią. Jak najmłodszy trener w całych rozgrywkach odmienił zespół? Czy dwaj napastnicy to najlepszy duet w historii klubu z Podlasia? Co z wadliwą obroną? Na te pytania odpowiedział Kuba Cimoszko, dziennikarz WP Sportowe Fakty.



 

Zacznijmy od najważniejszego dla Jagielloni w ostatnim czasie wątku, czyli zmiany trenera. Nowa miotła trenera Adriana Siemieńca zadziałała, bo Jaga wygrała trzy z czterech ostatnich spotkań, znacznie poprawiając się w ofensywie (ponad dwa gole strzelane na mecz). Można powiedzieć, że ryzyko zwolnienia Macieja Stolarczyka się opłaciło?

Właśnie, czy tutaj było ryzyko? Moim zdaniem niezbyt duże, bo już od dłuższego czasu trener Stolarczyk nie miał pomysłu na Jagiellonię. Na samym początku wdrożone przez niego koncepcje działały, natomiast kiedy rywale go trochę przeczytali, pojawił się pierwszy kryzys. Tutaj można zacytować jednego z trenerów ekstraklasy, który kiedyś wypowiedział znamienite słowa: „Dobrego trenera poznaje się po pierwszym kryzysie”. To niestety w tym aspekcie Maciej Stolarczyk egzaminu nie zdał. Było widać, że nie ma pomysłu na wyjście z kłopotów, a w porównaniu z poprzednimi szkoleniowcami Jagielloni dostał na to więcej czasu. Ta formuła prowadziła donikąd.

Jaki w takim razie był pomysł na grę drużyny? Mam wrażenie, że w grze było widać nieco tchórzostwa i obawiania się o wynik, co objawiało się zresztą w największej liczbie remisów wśród całej ligowej stawki…

Jagiellonia funkcjonowała według takiego schematu, by jako pierwsza drużyna zdobyć bramkę i utrzymać korzystny dla siebie wynik, co przy tak słabo spisującej się w tym sezonie linii defensywnej nie mogło dać dobrych rezultatów. Patrząc na to, że zdecydowano się powierzyć zespół szkoleniowcowi bez doświadczenia, to mogło być to rzeczywiście lekkie ryzyko. Być może zespół utrzymałby się pod wodzą poprzedniego trenera w elicie, ale nie sądzę, że osiągałby takie wyniki, jak w ostatnich meczach. Ten mecz z Wartą (3:1) potwierdził, że Adrian Siemieniec widzi rzeczy, które nie funkcjonowały. Drużyna po strzeleniu gola nie cofała się niepotrzebnie, tylko dążyła do kolejnych zdobyczy. To jest właśnie rzecz, której brakowało u poprzedniego opiekuna Dumy Podlasia.

Nie sposób nie wspomnieć w kontekście Jagielloni o szalonym duecie Jesus Imaz – Marc Gual, który w tym sezonie zdobył już 27 bramek, czyli o jedno trafienie więcej od Śląska. Tym samym Jaga pod względem strzelonych goli jest tuż za pierwszą czwórką ligi (45 goli). W alternatywnej rzeczywistości – bez tych dwóch golleadorów ta siła ofensywna raczej nie byłaby tak duża…

Nie ma co ukrywać, że w tej chwili największa siła zespołu to bramkarz i dwóch wspomnianych zawodników. Jak śledzę losy Jagielloni od 22 lat, tak porównywalnym duetem był być może Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski, chociaż i tak nie był aż tak dobry jak ten hiszpański. Gual miał też słabszy czas, kiedy machał pretensjonalnie rękami czy obrażał się na kolegów i oberwało mu się za to od kibiców, ale nadal to jest zawodnik, który robi dużą różnicę. Widać to było ostatnio po meczu z Wisłą Płock (4:2), gdy ustrzelił hat-tricka.

W przypadku Imaza sam fakt, że wyprzedził w drużynowej klasyfikacji strzelców Frankowskiego, mówi już samo za siebie. Zaryzykuję tezę, że jest to najlepszy zawodnik Jagielloni, jaki grał za mojego życia w tym klubie. Być może umiejętnościami indywidualnymi dorównywał mu jeszcze Dani Quintana. Jesus trzyma naprawdę wysoki poziom i samo to, że odbudował się po tej kontuzji, mówi wiele. Bez tej dwójki Jaga nie miałaby szans na utrzymanie, bo sam Zlatan Alomerović nie zapewniłby tyle punktów, chociaż i tak dużo uratował. Sama ta sytuacja patrząc po pozycjach, pokazuje, jak źle w ostatnich latach był zbudowany ten zespół. Wiele pracy jeszcze przed dyrektorem sportowym Łukaszem Masłowskim, żeby tę drużynę wyprowadzić na prostą.

Wspomniałeś o tej dysproporcji między dobrym przodem, a przeciekającym tyłem, bo rzuca się w oczy duża liczba straconych przez Jagiellonię goli. Czy to może być efekt ciągłej rotacji w tej formacji, zauważalnej szczególnie w ostatnich spotkaniach?

Z pewnością to ma duży wpływ, ale zauważyłbym, jak źle zbudowano tę formację. Tej linii defensywnej brakuje lidera w stylu Ivana Runje, który dyryguje i ustawia. To jest szczególnie widoczne, jak gra się trójką środkowych obrońców. Pozyskany zimą Dusan Stojinović to jest postać, która ma potencjał i w przyszłości może dać dużo defensywie. Nie ułatwia na pewno trenerowi fakt, że Michał Pazdan był kontuzjowany w trakcie sezonu, bo pomimo, że to nie jest ten sam zawodnik, co kiedyś, to potrafi robić różnicę z tyłu. Siła obrony Jagielloni nie istnieje, o czym najlepiej świadczy postawa bramkarza, bez którego nie byłoby niektórych dobrych wyników. Defensywa to najgorsza strona tej drużyny i jeśli rywal dobiera taktykę na mecz z Dumą Podlasia, to skupia się na niej.

W ostatnim meczu z Wartą na jednego z cichych bohaterów drużyny wyrósł Aurelien Nguiamba, który po raz pierwszy od przyjścia na Podlasie zagrał pełne spotkanie, a w pomeczowej wypowiedzi jasno powiedział: „Gra dostarcza drużynie dużo przyjemności. Kochamy piłkę nożną”. Czy właśnie te pozytywne podejście do futbolu i brak drastycznych ruchów ze strony nowego trenera sprawiły, że klimat wokół futbolu w Białymstoku znacznie się zmienił?

Nguiamba to bardzo ciekawy zawodnik. Już jak wszedł na boisko na kilka minut w jednym ze swoich pierwszych występów, to zauważyłem, że ma w sobie coś, czego nie posiada większość pomocników w ekstraklasie. Zanim jeszcze otrzymał piłkę, szukał już kogoś do zagrania. On ma duży potencjał. Kibice długo dziwili się, czemu nie dostaje więcej szans, bo pomoc przez długi czas była bardzo niepewna. Gdy wypożycza się zawodnika na kilka miesięcy, to raczej po to, aby grał. Będę z uwagą śledził jego dalszą postawę.

Przechodząc do drugiego wątku – atmosfera w klubie znacznie się poprawiła. Już po tym, jak zespół przejął Adrian Siemieniec, można było usłyszeć, że klimat jest zdecydowanie lepszy. Jeszcze przed podjęciem ostatecznej decyzji o jego zatrudnieniu pytałem niektóre osoby decyzyjne w klubie i one wskazywały, że jest to trener potrafiący zjednoczyć ludzi wokół siebie. Potrafi wprowadzić większy luz mentalny i to jest widoczne obecnie w grze Jagielloni. Druga rzecz to fakt, że drużyna nie boi się grać w otwartą piłkę. Wspominałem już, jak wyglądało to za trenera Stolarczyka, kiedy można było wywnioskować po jego wypowiedziach, że wdawała się frustracja. Jeśli jest dobra energia i pozytywne nastawienie, to daje prędzej czy później efekt w postaci wyników.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.