Borthwick-Jackson: Jacek Magiera ma mentalność zwycięzcy (WYWIAD)

Borthwick-Jackson: Jacek Magiera ma mentalność zwycięzcy (WYWIAD)

fot.:

Cameron Borthwick-Jackson dołączył do Śląska w letnim okienku transferowym. Dotychczas pojawił się na boisku zaledwie trzy razy, ale piłkarz, który ma w CV 14 meczów w pierwszej drużynie Manchesteru United, na pewno będzie walczył o regularną grę w drużynie Jacka Magiery. O tym, jak wyglądały jego pierwsze miesiące we Wrocławiu, opowiedział w wywiadzie dla naszego portalu. 



 

Cameron, za tobą kilka miesięcy spędzonych we Wrocławiu. Jak byś je opisał? 

Myślę, że początkowo nie byłem w wystarczająco dobrej formie fizycznej. Nie grałem w piłkę przez kilka miesięcy. Przez to pierwsze dwa miesiące we Wrocławiu były bardziej dochodzeniem do pełni formy, żeby odzyskać dynamikę i fizyczność. Przez ostatni miesiąc zacząłem się jednak znowu czuć sobą. Mocno pracuję na treningach i znowu piłka nożna sprawia mi radość. 

Co sądzisz o rywalizacji wewnątrz drużyny o miejsce w pierwszej jedenastce? Jest na wysokim poziomie? 

Drużyna gra świetnie, więc można powiedzieć, że w tym momencie jedenastka jest w pewnym sensie ustalona. Nie mogę się z tym kłócić. Nie przegraliśmy w lidze od dwunastu meczów. Wiem, że muszę pracować jeszcze ciężej, żeby doprowadzić do sytuacji, w której trener powie: muszę wystawić Camerona w pierwszym składzie. Atmosfera w drużynie jest świetna i między innymi to się przekłada na wyniki. Ci, którzy są w podstawowym składzie trenują ciężko, żeby motywować tych, którzy są poza składem i vice versa. 

Jak przyjechałeś do Wrocławia to spodziewałeś się, że drużyna może grać aż tak dobrze? 

Oczekiwania były duże. Dyrektor sportowy i trener mieli naprawdę wysokie cele na ten sezon. Chociaż będąc szczerym, nie spodziewałem się, że będziemy liderem i co tydzień będziemy wygrywać. Świetnie być częścią zwycięskiej drużyny. 

Transfer do Śląska był twoim pierwszym transferem zagranicznym. Jak się czułeś, kiedy tu przyjechałeś pierwszy raz? Coś cię zaskoczyło? 

Przede wszystkim to zaskoczyło mnie to jak piękne jest to miasto! Nie spodziewałem się, że będzie tak ładnie. Wszyscy są przyjaźnie nastawieni, nie sądziłem też, że tak dużo ludzi będzie mówić po angielsku, więc tym lepiej dla mnie. Podoba mi się środowisko, w którym się znalazłem. To dobre miejsce do życia. Staram się nauczyć trochę polskiego, ale idzie mi bardzo wolno! (śmiech) 

A w kwestii metod treningowych? 

Uważam, że poziom w Polsce jest bardzo wysoki. Anglicy są często bardzo aroganccy. Rzadko zdarza się, że piłkarze z Anglii wyjeżdżają zagranicę, bo myślą, że w piłkę gra się na wysokim poziomie tylko w Anglii. Dlatego dobrze przekonać się na własnej skórze, że w Polsce rywalizacja jest bardzo duża i gra się w piłkę na dobrym poziomie. 

Powiedziałeś, że potrzebowałeś około dwóch miesięcy, żeby dojść do pełni formy fizycznej. Jak się czułeś przez ten czas trenując indywidualnie i będąc trochę obok drużyny? 

To zawsze jest trudne, bo chcesz od początku w pełni wejść do drużyny. Moja sytuacja była też zmienna, bo raz byłem w kadrze meczowej, a raz nie. Pod kątem mentalnym to ważne, żeby powiedzieć sobie: znalazłem się w tym miejscu, teraz muszę się skupić, żeby jak najszybciej pokazać najlepszą wersję siebie. Od klubu zależy w jaki sposób ma to się stać. To nie ja decyduję czy mam przygotowywać się z drużyną czy indywidualnie. 

Trenowałeś głównie indywidualnie? 

Nie, normalnie brałem udział w zajęciach z drużyną. Ale po treningach musiałem wykonywać dodatkową pracę indywidualnie. Więcej biegałem, zagrałem też kilka meczów w drugiej drużynie, żeby zyskać rytm meczowy. Tak to wyglądało. 

Dotychczas nie mieliśmy zbyt wielu okazji oglądać cię na boisku w barwach Śląska. Jak scharakteryzowałbyś się jako lewy obrońca? 

Myślę i mam nadzieję, że już niedługo zobaczycie mnie częściej na boisku. Jestem zawodnikiem, który lubi grać w miłym dla oka stylu. Lubię trzymać piłkę na ziemi, wymieniać dużo podań. Ale przede wszystkim lubię też bronić. Niezależnie czy chodzi o sytuacje jeden na jeden, blokowanie czy walkę o górne piłki. Przede wszystkim jestem obrońcą. Jeśli pojawiają się okazje podłączenia do ofensywy, dośrodkowania w pole karne i zanotowania asysty, to również to robię. 

Jedną asystę już udało ci się zaliczyć. W meczu z ŁKS-em dograłeś piłkę do Samca-Talara w doliczonym czasie gry. 

Tak, szukałem Samiego tamtym podaniem! (śmiech) Nie, oczywiście, nie będę mydlił oczu –  to był szczęśliwy przypadek. Ale byłem bardzo szczęśliwy z mojej pierwszej asysty. 

Sytuacja z obsadą lewej obrony w Śląsku jest ciekawa. Kiedy przyszedłeś do klubu, to nie byłeś przygotowany do gry, Patryk Janasik był kontuzjowany, więc pojawił się Yehor Matsenko z drużyny rezerw. Jak widzisz waszą rywalizację? 

Matsenko świetnie sobie radzi w ostatnich meczach. W pełni zasłużył na tę szansę i ją wykorzystał. Wygrywamy mecze i on ma w tym duży udział. Gratulacje dla niego, bo przyszedł z drugiej drużyny i wywalczył sobie na to miejsce w pierwszej jedenastce. 

Kto jest twoim najlepszym kolegą w szatni? 

Muszę przyznać, że w naszej szatni wszyscy są dość blisko siebie. Najbardziej trzymam się z zagranicznymi zawodnikami. Burak, Kenneth, Nauel, Erik - z nimi spędzam najwięcej czasu. Ale z Polakami również dobrze się dogaduję, na przykład z Alkiem Paluszkiem. Mamy naprawdę zgrany zespół. 

Kiedy przyszedłeś do klubu, Erik jako kapitan był dla ciebie pomocny? 

Tak, zdecydowanie. Ale nie chcę tu mówić tylko o Eriku, bo naprawdę wszyscy w drużynie byli bardzo otwarci. Nie mamy w szatni zawodników z wielkim ego, którzy niszczyliby morale wewnątrz grupy. Wszyscy są na tym samym poziomie. Chcemy razem odnosić sukcesy, wygrywać i jesteśmy gotowi na poświęcenia dla zespołu. 

Jak opisałbyś Jacka Magierę jako trenera? 

Od razu widać, że Jacek Magiera ma mentalność zwycięzcy. Odkąd pojawiłem się w klubie, to wygrywamy mecze i prowadzimy w tabeli. Mam nadzieję, że będziemy w stanie utrzymać taką regularność. Trener Magiera jest świetnym człowiekiem i potrafi wyciągnąć ze swoich zawodników to co najlepsze. To bardzo ważne. Rozmawiamy po angielsku, mamy dobry kontakt. 

Jak porównałbyś go do angielskich trenerów pod kątem przygotowania taktycznego do każdego meczu? 

Skupienie na elementach taktycznych jest u trenera Magiery dużo większe, niż zazwyczaj ma to miejsce w Anglii. Na Wyspach jeśli wypadniesz z Premier League, to gra jest dużo bardziej chaotyczna. W Championship mnóstwo bramek pada ze stałych fragmentów. W niższych ligach stosunkowo mało uwagi zwraca się jednak na to, jak możesz taktycznie wykorzystać słabości twoich rywali. 

Odpowiada ci styl gry, który prezentujecie w tym sezonie - twarda defensywa i kontrataki? 

Tak, szczególnie patrząc na to jak budujemy akcje od defensywy. Robimy to w ustawieniu z trójką z tyłu. Jeden skrzydłowy cofa się wtedy głębiej, a z drugiej strony boczny obrońca wychodzi wyżej. Czuję się komfortowo w obu rolach - zarówno będąc częścią tej trójki, jak i wychodząc wyżej. Myślę, że to dobre ustawienie i na naszym przykładzie sprawdza się świetnie. 

Doszedłeś już do etapu, w którym jesteś zadowolony ze swojej formy fizycznej? 

Czuję, że jestem w dobrej kondycji i gra przez pełne 90 minut nie sprawia mi już problemów. Kilka miesięcy temu tak nie było. Patrząc tylko na względy fizyczne, jestem już odpowiednio przygotowany. Patrząc jednak na jakość mojej gry, to wiem, że mam jeszcze długą drogę przed sobą. Potrzebuję złapać odpowiedni rytm. Im więcej minut będę spędzał na boisku, tym lepsze będą moje występy. 

Polska nie jest popularnym kierunkiem transferowym dla Anglików. Jedynym twoim rodakiem, który w ostatnich latach zaistniał w ekstraklasie, był Tom Hateley. Dlaczego zdecydowałeś się akurat na nasz kraj? 

To prawda, nie ma tutaj wielu Anglików. Dla mnie najważniejsze było wyjście z mojej strefy komfortu i spróbowanie czegoś nowego. Potrzebowałem nowych wyzwań. Grając w niższych ligach w Anglii czułem, że popadłem w jakąś stagnację. Chciałem znowu poczuć rywalizację. W Śląsku przedstawiono mi projekt tego, gdzie klub chce się znaleźć za dwa, trzy lata. Celem jest gra w Europie w niedalekiej przyszłości. To do mnie trafiło i miało wielki wpływ na to, że zdecydowałem się podpisać tu kontrakt. 

Największą rolę odegrał tu dyrektor sportowy David Balda?

Tak, jego osoba miała tu największy wpływ. To było zaskakujące, że obserwował mnie już od dłuższego czasu. To miłe uczucie, kiedy słyszysz, że jesteś obserwowany i inne kluby wiedzą co masz do zaoferowania jako zawodnik. David wyraził to w jasny sposób. Po rozmowie z nim i trenerem Magierą byłem gotowy, żeby podjąć się tego wyzwania. 

Przypuszczam, że miałeś też oferty z innych krajów. Mógłbyś zdradzić z jakich? 

Było ich kilka. Między innymi z ligi cypryjskiej, także z kilku innych krajów ze środkowej Europy. Zgłaszały się też oczywiście kluby z niższych lig angielskich. W piłce nożnej to nigdy nie jest takie oczywiste. Ktoś wyraża zainteresowanie twoją osobą, ale nigdy nie wiesz do jakiego stopnia mu zależy na sprowadzeniu ciebie do drużyny. Pojawiały się oferty, ale trudno powiedzieć czy te kluby były naprawdę zdeterminowane, by mnie ściągnąć. 

Przed podpisaniem kontraktu rozmawiałeś z kimś na temat Polski?

Mąż najlepszej przyjaciółki mojej mamy jest Polakiem. Od niego dowiedziałem się dużo na temat polskiej kultury. Mam też kilku znajomych Polaków, z którymi grałem w przeszłości. Na przykład w Burton Albion jest młody chłopak z Polski, Jakub Niemczyk. Znam też Mateusza Musiałowskiego. Każdy, z kim rozmawiałem, bardzo zachwalał swój kraj, dlatego nie było mi trudno podjąć tę decyzję. 

Wiesz, że Łukasz Bejger również grał w akademii Manchesteru United? 

Tak, graliśmy razem z Łukaszem kilka razy jeszcze w United. To było zanim udałem się na wypożyczenie. Znaliśmy się z dawnych lat, więc to była kolejna rzecz, która pozwoliła mi szybko zadomowić się w Śląsku.

Manchester United pięciokrotnie wypożyczał cię do niższych lig. Większość z tych przygód kończyła się mniejszym lub większym niepowodzeniem i za każdym razem musiałeś szukać nowego klubu. Twoja kariera nagle stanęła w miejscu. Czułeś wtedy, że przestałeś się rozwijać jako piłkarz? 

To był dla mnie bardzo trudne czasy. Pierwsze wypożyczenie do Wolves w sezonie 2016/17 było szczególnie ciężkie. Do listopada miałem już trzech menedżerów, a to był pierwszy raz, kiedy opuściłem Manchester United. W jaki sposób miałem zadomowić się w drużynie, kiedy trenerzy i styl gry zmieniały się tak często? 

W kolejnym sezonie zostałem wypożyczony do Leeds. Problemem było to, że osobą, która chciała mnie w klubie był tylko dyrektor sportowy. Nie byłem wyborem trenera i on w ogóle nie chciał mnie w swojej drużynie. To bardzo ironiczne, ale gdy w styczniu skrócono wypożyczenie i wróciłem do Manchesteru, to ten trener został zwolniony. Kolejny trener, który go zastąpił, starał się mnie sprowadzić do innego klubu na początku sezonu. 

Takie jest życie piłkarza - w jednej chwili jesteś potrzebny, a za chwilę nikt cię już nie widzi w drużynie. Ale nie chcę, żeby to brzmiało tak, że za tamte niepowodzenia obwiniam wszystkich dookoła oprócz siebie. Widzę w tym także swoją winę. Jako piłkarz zawsze możesz zrobić więcej, pracować jeszcze ciężej. 

Jakie to uczucie zadebiutować w wieku 18 lat w pierwszej drużynie Manchesteru United i być publicznie chwalonym przez Louisa Van Gaala? 

W tamtym czasie to było dla mnie spełnienie marzeń. Nawet dzisiaj gdy o tym myślę, to jestem z tego dumny. Nikt mi nigdy tego już nie zabierze. Grałem w Premier League, którą wielu ludzi uważa za najsilniejszą ligę świata. Grałem w Lidze Mistrzów, która jest najbardziej prestiżowym klubowym turniejem na świecie. Mam duże szczęście, że dostałem taką szansę i myślę, że w tamtym czasie dobrze ją wykorzystałem. Powtórzę jeszcze raz, to było spełnienie marzeń. Szczególnie, że od dziecka jestem kibicem Manchesteru United. 

Łącznie zagrałeś w pierwszej drużynie w 14 spotkaniach w sezonie 2015/16. Po zakończeniu tamtego sezonu Louis Van Gaal został zwolniony, a na jego stanowisko przyszedł Jose Mourinho. Portugalczyk nie widział cię w drużynie? 

Kiedy pojawił się Mourinho, to złapałem kontuzję na trzecim treningu w trakcie letnich przygotowań. Po tym urazie byłem też trochę nieobecny mentalnie. Mourinho powiedział mi, że widzi dla mnie przyszłość w klubie, ale w tamtym momencie chciał, żebym odszedł na wypożyczenie. Wtedy przeszedłem do Wolves, o czym już opowiadałem. Grałem tam bardzo mało, więc kiedy wróciłem do klubu, to nie byłem w sytuacji, w której mógłbym powiedzieć, że jestem gotowy na powrót do pierwszej drużyny United. Stąd kolejne wypożyczenie, które znowu nie wypaliło. Znalazłem się w punkcie, w którym potrzebowałem się odbudować. Minęło kilka lat, ale to samo można powiedzieć o mojej aktualnej sytuacji. 

W pierwszym sezonie w Burton Albion zagrałeś w 37 meczach w League One. W drugim zagrałeś w większości meczów od początku do stycznia, a potem nagle całkowicie wypadłeś z kadry meczowej. Dlaczego? 

Przede wszystkim było wiele rzeczy, które wydarzyły się za kulisami. W piłce nożnej jest bardzo dużo polityki. Chodziło o moją sytuację kontraktową. Nadszedł styczeń, to radziliśmy sobie w lidze bardzo słabo. Trener chciał dokonać zmian w drużynie. Moja sytuacja wynikała w dużej mierze ze słabej komunikacji. Poza tym w styczniu złapałem kontuzję kostki, która wykluczyła mnie z gry na jakiś czas. To był bardzo dziwny czas, a najlepszą decyzją było rozstanie się z klubem latem. 

Czyli to była kwestia jakiś konkretnych zapisów w twoim kontrakcie? 

Tak, po rozegraniu danej liczby meczów kontrakt przedłużyłby się automatycznie. W klubie na pewno zdawali sobie z tego sprawę. Nigdy nie zostało to otwarcie powiedziane, ale takie rzeczy dzieją się w piłce nożnej.

Kto jest najlepszym trenerem, z którym miałeś okazję pracować? 

Muszę powiedzieć, że był to Louis Van Gaal. Był moim pierwszym menedżerem w profesjonalnej piłce. Uwaga, którą przykładał do szczegółów była niespotykana. Techniczne aspekty gry, taktyka - on był prawdziwym perfekcjonistą. Pokładał dużą nadzieję w młodych zawodnikach, nie tylko we mnie. W każdym miejscu gdzie pracował, nie bał się stawiać na młodych. Barcelona, Bayern, Manchester United, w każdym z tych miejsc wielu graczy zadebiutowało pod jego wodzą. Cieszę się, że trafiłem na początku swojej kariery na takiego trenera.  

Zaskoczył cię poziom piłkarski ekstraklasy? Jak porównałbyś go z niższymi ligami w Anglii? 

Powiedziałbym, że ekstraklasa jest na pewno lepsza niż League One. W Polsce większość drużyn próbuje grać w piłkę w “prawidłowy” sposób. Mam tu na myśli grę opartą na posiadaniu piłki i budowaniu akcji od tyłu. League One jest bardzo chaotyczna, Championship w wielu przypadkach również. Jakość indywidualna piłkarzy w Polsce jest na wysokim poziomie. Większość drużyn zapewne jest na poziomie Championship. Nie ukrywam, że byłem tym pozytywnie zaskoczony. Wrócę tutaj do tego, co mówiłem na początku. Angielscy piłkarze po prostu często nie zdają sobie sprawy z tego jak dobre są ligi zagraniczne. 

Atmosfera na stadionie również musiała cię zachwycić. 

Tak, to jest coś fantastycznego! Brakowało mi tego w ostatnich latach. Byłem przyzwyczajony do Old Trafford, gdzie zawsze przychodzi 75 tysięcy ludzi. Później trafiłem do Wolves i Leeds, gdzie mieściło się około 20-30 tysięcy kibiców. A potem z tego poziomu trafiłem do mniejszych klubów i na mecze przychodziło po 3-4 tysiące ludzi. Bardzo się cieszę, że na mecze Śląska przychodzi tyle ludzi i że kibice pokazują taką pasję i zaangażowanie. To daje nam ogromne wsparcie. 

Czy twoim celem jest powrót w przyszłości do Premier League? 

Nie wiem czy to mój cel. Przede wszystkim chcę wrócić do najlepszej wersji samego siebie i zobaczyć gdzie mnie to zaprowadzi. Niezależnie czy to oznaczałoby dobrą grę w polskiej lidze czy w jakimś innym kraju, chcę znowu cieszyć się grą w piłkę. Wiem na co mnie stać i mam nadzieję, że już niedługo będę mógł wam to pokazać, z korzyścią dla Śląska.

ROZMAWIAŁ JAN MICYGIEWICZ

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.