Byliśmy na treningu Śląska w Trzebnicy. ''W każdym elemencie musimy pójść do góry''
fot.: Marcin Sapuń
Śląsk Wrocław rozpoczął w poniedziałek obóz przygotowawczy w Trzebnicy. We wtorek byliśmy obecni na porannym treningu piłkarzy. Jak wyglądał z naszej perspektywy, kogo zabrakło i co na koniec powiedział asystent trenera Simundzy, Paweł Dziakowicz? Tego wszystkiego dowiecie się z poniższego tekstu.
Po treningach przy Oporowskiej przyszedł czas na obóz przygotowawczy. Wrocławianie podobnie, jak rok temu wybrali się do Trzebnicy, gdzie będą przygotowywać się do rozgrywek Ekstraklasy, które ruszają już 24 lipca. Śląsk wyjechał na obóz w poniedziałkowe popołudnie, a trener Ante Simundza zabrał ze sobą 27 piłkarzy - wśród nich nie znaleźli się Damian Warchoł, Patryk Sokołowski, Aleksander Wołczek oraz Jehor Szarabura. Pierwsza dwójka otrzymała od klubu zielone światło w poszukiwaniu nowego pracodawcy, a środkowy pomocnik oraz skrzydłowy są blisko finalizacji wypożyczeń na najbliższy sezon.
- Zeszłoroczna obecność w Trzebnicy to jeden z tych kluczowych elementów, dlaczego zdecydowaliśmy się przyjechać tutaj ponownie. Mówiąc tak najprościej, w tamtym roku byliśmy zadowoleni z każdego aspektu, dlatego też nie chcieliśmy niczego szukać nowego, zmieniać, uczyć się, tylko przyjechaliśmy w to samo miejsce
- mówi nam Paweł Dziakowicz, asystent Ante Simundzy.
We wtorek rano odbył się poranny trening zawodników WKS-u, na którym się zjawiliśmy. W zajęciach nie uczestniczył Malaly Dembele z powodów przeciążeniowych. Obecny był za to Michał Rosiak, którego nie było na ostatnim sparingu z Chrobrym (4:1) przez chorobę, ale wahadłowy jest już zdrowy i normalnie brał udział w ćwiczeniach. Ponadto treningowi Śląska przyglądał się Kacper Walczyk, trener zespołu U-17.
Tradycyjnie trening rozpoczął się od rozbiegu i rozgrzewki, po której zawodnicy podzielili się na dwie połowy, gdzie skupiano się na zadaniach obronnych, ale również wyprowadzaniu piłki z własnej połowy. Następnie przystąpiono do gierki, która za każdym razem rozpoczynała się od rzutu rożnego, a poranne ćwiczenia zakończono treningiem stałych fragmentów gry, przy których aktywny był Mariusz Pawelec, nowy członek sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny, odpowiedzialny właśnie za te aspekty.
- Szliśmy dziś w treningu od zadań defensywnych do ofensywnych. Był to taki kompleksowy trening dzień przed meczem, bo już w środę gramy sparing (...) Całościowo jako zespół musimy w każdym elemencie pójść do góry, dlatego też w każdym treningu, w każdym meczu patrzymy na wszystko kompleksowo
- tłumaczy Dziakowicz.
Przypomnijmy, że w środę o godzinie 17:00 w Trzebnicy Wojskowi zmierzą się z Lechią Zielona Góra, a mecz odbędzie się w dobrze znanej formule 2x60 minut. Będzie to idealna okazja, by piłkarze pograli w większym wymiarze czasowym, a zarazem sztab może tym samym sprawdzić jak największą liczbę graczy, w tym młodych z Akademii Śląska, których na obozie nie zabrakło. Są to m.in. Adrian Żulewski (rocznik 2007), Marcel Frankowicz (2010), Przemysław Mazan (2010), Bartosz Sadłocha (2009), Łukasz Zajączkowski (2010). Jaka ma być ich rola w najbliższych dniach w drużynie WKS-u?
- To wszystko zależy od nich, jaka będzie ich rola. Jeżeli będą na odpowiedniej jakości, na pewno będą mogli stać się częścią tego zespołu
- mówi nam nasz rozmówca.
Ante Simundza może być też zadowolony z faktu, że nowi piłkarze dołączyli do klubu jeszcze przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego. - Mamy z tego same korzyści - ocenia Paweł Dziakowicz. Do tej pory pion sportowy przeprowadził już siedem transferów, najnowszy właśnie we wtorek, bo graczem Trójkolorowych został Alex Andersson, mogący grać na wahadle. To właśnie ta pozycja wymagała wzmocnienia po odejściu Krzysztofa Kurowskiego.
Śląsk w Trzebnicy będzie przebywać do 17 lipca.
