''Było zbyt duże rozluźnienie'' (OPINIA EKSPERTA)

''Było zbyt duże rozluźnienie'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Przed Śląskiem Wrocław najważniejszy mecz w tym sezonie, który może zdecydować  o tym, czy drużyna Jacka Magiery utrzyma się w ekstraklasie. To samo można powiedzieć o Wiśle Płock, która jednak ma przewagę nad strefą spadkową. Co wydarzyło się u Nafciarzy po fenomenalnym początku sezonu? Kto może zastąpić Rafała Wolskiego w roli lidera? O tym wszystkim rozmawiamy z Michałem Wiśniewskim, redaktorem naczelnym portalu portalplock.pl.



 

Patrząc na obraz tego sezonu w wykonaniu Wisły Płock, można zauważyć sporą dysproporcję między znakomitym początkiem, kiedy zespół był przez chwilę liderem, a końcówką rozgrywek, w których Wisła wygrała tylko jeden z ostatnich 12 meczów. Czy wyczerpał się już pomysł Pavola Stano na ten zespół, bo w ostatnim czasie przebąkiwało się nawet o zmianie trenera po zakończeniu sezonu?

Wisła świetnie weszła w rozgrywki i zaskoczyła wszystkich, tym bardziej, że klub nie jest krezusem. Przede wszystkim zaskoczyły letnie wzmocnienia, wszyscy się dobrze czuli i można powiedzieć, że maszyna ruszyła. Warto przypomnieć, że rundę wiosenną Nafciarze zaczynali z przewagą 12 punktów nad strefą spadkową, która na przestrzeni miesięcy została roztrwoniona i wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak do tego doszło. Został sprzedany Davo, a w sierpniu odszedł Damian Michalski, którego godnie zastępuje Jakub Rzeźniczak, mimo że nie daje tyle pod bramką przeciwnika, co broniąc własnej. Brakuje takiego nieszablonowego zawodnika, który potrafi wykończyć akcję, a nim był Davo. Potrafię sobie wyobrazić, że klub z powodów finansowych musiał go spieniężyć. Dzisiaj można żałować, bo okazuje się, że we Wrocławiu trzeba grać mecz o życie, dla jednych i dla drugich. Być może zbyt dużo „luzu” było w tym wszystkim. Ktoś spojrzał na tabelę i stwierdził, że drużynie nie grozi walka o pierwszą czwórkę, tylko raczej o spokojne miejsce w środku tabeli. Nagle okazało się, że przewaga nad strefą spadkową zaczęła jednak topnieć.

Wiśle zebrało się w tej rundzie wiosennej kilka meczów, które jednak albo były niefortunne albo kompletnie nie szły po myśli trenera Stano…

Tych meczów, w których Wisła była naprawdę gorsza, jest kilka. Fatalne wyjazdy do Gliwic (0:1 z Piastem) czy Warszawy (0:2 z Legią), stracona bramka w ostatniej akcji z Widzewem Łódź (1:1). Blisko było z Lechem Poznań, ale także skończyło się minimalną porażką (0:1), pomimo kilku niewykorzystanych stuprocentowych sytuacji. Niedowiezione dwubramkowe prowadzenia z Górnikiem Zabrze (2:3) czy z Jagiellonią Białystok (2:4), to jest już kompletnie niewytłumaczalne. To wszystko złożyło się na to, że Wisła jest w tym miejscu i walczy o utrzymanie, a nie o wyższe miejsca. Do zdobycia zostało jednak jeszcze dziewięć punktów i być może to brzmi naiwnie, ale w przypadku kompletu drużyna zakręciłaby się w okolicach 7. albo 8. miejsca.


PODCAST: Walczymy do końca!


Wskazując problemy klubu nie można zapomnieć o słabym zimowym okienku transferowym. Milan Kvocera, Miroslav Gono czy Martin Sulek to raczej postacie anonimowe w ekstraklasie. To też nie wystawia najlepszej laurki dyrektorowi sportowemu Pawłowi Magdoniowi, o którym mówiło się w ostatnim czasie, że jego posada wisi na włosku…

Przyznam szczerze, że rozmawiałem wczoraj (tj. w środę 10 maja; rozmowa nagrywana była w czwartek) z dyrektorem sportowym i nieco więcej będzie można przeczytać w wywiadzie na naszej stronie, ale do sedna. Trudno jest pełnić taką funkcję w miejskim klubie, który nie ma pieniędzy na wysokie pensje. Mówi się przecież, że Śląsk płaci swoim niektórym zawodnikom po 100 tysięcy złotych miesięcznie lub nawet więcej. Wisła z kolei takimi kwotami nie dysponuje. Rzeczywiście niewiele wiemy o formie takich zawodników jak wspomniany Gono czy sprowadzony po zamknięciu okna transferowego Martin Hasek. Ale wyobrażam sobie, że to nie są duże kontrakty. O ile wszyscy mówią, że Martin Sulek jest dobry piłkarsko i ma dużą szybkość, to jednak popełniał proste błędy. Jeżeli oceniać dyrektora sportowego tylko przez pryzmat transferów, to wychodzi tak 50 na 50, bo z jednej strony sprowadzono Davo i Steve’a Kapuadiego, a z drugiej tych zawodników, o których rozmawialiśmy. Trzeba też zaznaczyć, że ci Słowacy przychodzili raczej na życzenie trenera z dawnych znajomości z ligi słowackiej, gdzie pracował Stano. To na pewno nie są gwiazdorskie kontrakty, także patrząc na niektóre przypadki wymagań finansowych piłkarzy w naszej lidze, to Słowacy są po prostu tańsi.

Przejdźmy do kwestii boiskowego lidera, bo wiemy, że w sobotnie popołudnie nie pojawi się na murawie wrocławskiego stadionu pauzujący na żółte kartki Rafał Wolski, czyli najlepszy strzelec i asystent drużyny (siedem goli plus osiem asyst – przyp.red.). Kto może najbardziej zagrozić Śląskowi? Czy jest jakaś postać, która weźmie odpowiedzialność na swoje barki?

To jest właśnie bardzo dobre pytanie, na które odpowiedzi szczerze mówiąc nie znam. Latem, gdy Wisła zaskakiwała ligę, motorami napędowymi byli Rafał Wolski i Davo, a momentami włączał się do tego Kristian Vallo, który miał ostatnio problemy zdrowotne, ale wrócił już do treningów z drugą drużyną. Wydaje mi się, że większą odpowiedzialność za losy zespołu powinni wziąć na siebie doświadczeni zawodnicy, tacy jak Łukasz Sekulski, Dominik Furman, Mateusz Szwoch, Jakub Rzeźniczak czy Piotr Tomasik. To są tacy gracze, którzy mają tyle doświadczenia, że mogliby nim obdarować połowę ligowej stawki. Wisła jest w trudnym momencie i właśnie od takich zawodników powinniśmy wymagać więcej. Jeśli chodzi o zagrożenie pod bramką przeciwnika, to niezły mecz ze Stalą Mielec (0:0) rozegrał Dawid Kocyła.

Jest wyczuwalna wokół klubu atmosfera spadku z ligi, podejmowane są nerwowe ruchy? Czy zapaliła się czerwona lampka nawet nie w samej perspektywie meczu ze Śląskiem, ale także dwóch ostatnich kolejek, które również będą wymagające? Podopiecznych trenera Stano czekają jeszcze przecież starcia z nowym Mistrzem Polski Rakowem Częstochowa i nieprzewidywalną Cracovią.

Końcówka sezonu potrafi być specyficzna. Nie można oczywiście liczyć na to, że Raków sobie odpuści, będąc już mistrzem. Wydaje mi się, że w klubie wiedzą, o co grają. Ewentualna porażka w meczu ze Śląskiem spowoduje, że widmo spadku zajrzy w oczy płocczan już bardzo głęboko. Będą te dwa punkty przewagi, ale trzeba będzie szukać oczek z mocnymi rywalami z Częstochowy i Krakowa. Nie potrafię powiedzieć, czy Wisła przyjedzie do Wrocławia nie przegrać, czy po pełną pulę. Wszyscy w klubie wiedzą, że ewentualna porażka będzie bardzo dużym krokiem w kierunku I ligi.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.