Co się działo we Wrocławiu, gdy Wieczysta rosła w siłę?
fot.: Mateusz Porzucek
Niedzielny rywal Śląska stał się fenomenem na polskim podwórku. Jeszcze kilka lat temu o istnieniu tego klubu nie wiedział pewnie nawet cały Kraków, teraz jest to poważny rywal Wrocławian w walce o utrzymanie. Ich droga zaczęła się nieco ponad 6 lat temu, ale czy to dużo czasu? Czy inne kluby, w tym WKS, przespały ten czas? Sprawdźmy, czego od Wieczystej można się nauczyć na przyszłość.
Historia Wieczystej rozpoczyna się jeszcze przed drugą wojną światową, chociaż data do której dzisiaj odwołuje się klub to 1942 rok. To właśnie wtedy reaktywowano lokalny klub, aby, mimo groźby kary śmierci od okupanta, grać podczas wojny w piłkę nożną. Klub był jednym z wielu w Krakowie, który brał udział w Okupacyjnych Mistrzostwach, a po wojnie kontynuowano jego działanie. Dopiero XXI wiek pozwolił klubowi realnie zaistnieć w polskiej piłce.
W czerwcu 2020 roku do klubu przyszedł Wojciech Kwiecień, nieznany szerszej opinii publicznej biznesmen i właściciel sieci aptek. Ciężko było dokopać się do jego zdjęć, a jedyne co wiedziano o jego związku z piłką, to że jeszcze dwa lata wcześniej próbował zainwestować w Wisłę Kraków. Nie udało mu się przez sprzeciw innych inwestorów, postanowił więc zbudować własny klub. Wieczysta była naturalnym wyborem - to na tym osiedlu się wychował, a w klubie grał nawet jego syn.
Na starcie nowy inwestor spłacił wszystkie długi, które opiewały na kilkaset tysięcy złotych, a także postawił małemu klubikowi z okręgówki jasny cel - I liga. Po transferach takich zawodników jak Radosław Majewski czy Sławomir Peszko, Wieczysta z Przemysławem Cecherzem jako trenerem szturmem wzięła okręgówkę. Zero porażek i zero remisów w 28 meczach. Deklasacja i jasny sygnał dla innych, że miejsce tego klubu jest wyżej.
Co w tym czasie działo się we Wrocławiu? Sezon 2020/21 zakończył się czwartym miejscem w lidze po emocjonującej ostatniej kolejce. Europejskie puchary wróciły do Wrocławia po kilku latach. Na trybunach nie zasiadało wtedy zbyt wielu kibiców, ale to wiązało się też z pandemią. Ciężko jednak było mówić o modzie na Śląsk, choć jeszcze na chwilę przed covidem zdarzały się mecze z frekwencją na poziomie ponad 20 tysięcy widzów.
Następne lata dla Wieczystej to pewny marsz po kolejnych ligach, choć z przerwą w III lidze, która mogła sugerować, że ambicje Wojciecha Kwietnia zderzą się z rzeczywistością. Był to jednak tylko wypadek przy pracy. Jego klub faktycznie spędził dwa sezony na tym poziomie rozgrywkowym, ale już w tym drugim udało jej się awansować na poziom centralny. Tam jako beniaminek awansowała do I ligi, spełniając cel sprzed kilku lat.
W klubie pojawiło się kilka ciekawych nazwisk. Michał Pazdan, Jacek Góralski, wcześniej Franciszek Smuda jako trener. Wieczysta była dobrym przystankiem przed emeryturą dla kilku zasłużonych polskich piłkarzy, ale nie tylko takich zawodników ściągano. Przewinęli się przez nią Carlitos czy Thibault Moulin, a do doświadczonych ligowców ściągano zawodników z zaplecza Ekstraklasy. Klub co roku próbował być o klasę wyżej niż rywale z ligi.
Pazdan wciąż to ma! Wieczysta po pierwszej połowie bliżej finału baraży o 1. ligę! Prowadzą 2:1 ⚽️
— TVP SPORT (@sport_tvppl) 12 czerwca 2025
🔴📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/azFHClEUmz pic.twitter.com/xpCBPfhsKE
Wrocław w tym czasie pogubił się po sukcesie z 2021 roku. Zamiast budowania marki, było ratowanie jej przed zatonięciem. Po dwukrotnym zajęciu 15. miejsca w lidze, przyszło niespodziewane wicemistrzostwo, które przywróciło zarówno kibiców na trybuny, jak i nadzieję na to, że w stolicy Dolnego Śląska można zbudować duży klub, przebywający częściej w górze tabeli, niż w jej dole. Czar oczywiście prysł już rok później. Prysł tak mocno, że Śląsk swoją pierwszą kolejkę w I lidze rozegrał... z Wieczystą Kraków.
I w ten sposób obie drużyny spotkały się na szczeblu I ligi. Jedna maszerowała tam, robiąc awanse rok po roku, zaś druga nie potrafiła wykorzystać swojego potencjału w elicie, więc musiała się odbudowywać na jej zapleczu. Mecz we Wrocławiu był starciem optymistów, których sukces zaskoczył wszystkich, z największymi przegranymi polskiej piłki ostatnich lat. Remis po stracie bramki w ostatnich minutach idealnie skomentował to w jakim miejscu znalazł się Śląsk.
Wieczysta przez cały sezon nie spadła w tabeli poniżej 8. miejsca, przez długą część sezonu zajmowała drugą lokatę, a ostatecznie awans wyrwała w barażach. Przez jakiś czas mówiło się o tym, że promocja mogła zaskoczyć samego właściciela, a klubu może nie udać się zgłosić do Ekstraklasy, ale to się ostatecznie nie wydarzyło. Na trybuny na mecze Aptekarzy przychodzi średnio niecałe 3 tysiące kibiców. Stadion Wisły wygląda wręcz karykaturalnie, kiedy jednego tygodnia zasiada na nim komplet publiczności, a następnego garstka publiczności rozsiada się na całej szerokości jednej z trybun, przypominając nam pandemiczne spotkania i puste stadiony.
A jednak, jest to drużyna z poziomu Ekstraklasy i czy się to komuś podoba czy nie, dotarła tu dzięki uczciwej i sportowej walce. Oczywiście, można dyskutować o tym, jak wyglądały jej awanse z niższych lig, kiedy budżet grubo przekraczał możliwości reszty drużyn, ale ostatecznie żółto-czarni spełnili swój cel. Stworzyła markę z niczego, bez bazy kibicowskiej, bez historii z trofeami, bez wielkiego zaplecza.
Czy Śląsk przespał te kilka lat? Zapewne. W czasie gdy człowiek zajmujący się dotychczas aptekami, stworzył jedną z większych ligowych ciekawostek w historii polskiej piłki, Wojskowi bili się o utrzymanie trzykrotnie, dwukrotnie grając w europejskich pucharach. Osiedlowy klub staje teraz naprzeciwko klubowi, który stacjonując w jednym z największych miast w Polsce, od kilku lat nie był w stanie stworzyć nawet zarysu planu na stabilizację.
Oczywiście, na przykład długi Śląska są nieporównywalne do tych, z którymi musiał zmierzyć się Kwiecień na początku przygody z Wieczystą. Nieporównywalne są też jednak możliwości, a co za tym idzie ambicje. Stadion mogący pomieścić około 40 tysięcy widzów i wielka baza kibicowska. Jest tu miejsce na dobrą piłkę i ciekawą markę, ściągającą nie tylko dużych sponsorów, ale przede wszystkim mnóstwo fanów.
Od 2020 roku Śląsk miał pięciu różnych prezesów, sześć razy zmieniał trenerów, wymienił kilkukrotnie kadrę. Nie udało się ani razu zbudować żadnego fundamentu, z którego dzisiaj klub mógłby być dumny. Osobnym tematem są też nieudane prywatyzacje, które ukazały tylko kolejny poziom braku dobrej organizacji we Wrocławiu.
Nie chodzi o to, aby teraz wychwalać projekt Wieczystej i wskazywać go jako wzór dla reszty Polski, bo takim zapewne nie jest. Jednak fakt, że ze Śląskiem dzielą ją obecnie dwa punkty w tabeli (i to na jej korzyść) jest pewnym prztyczkiem w nos dla klubu z Wrocławia i wszystkich procesów, które miały go budować.
