''Dawno nie widziałem ich tak bezradnych'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Marcin Folmer
W niedzielnym meczu 7. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmie Raków Częstochowa. O bolesnym odpadnięciu z Ligi Konferencji Europy, pozycji Fabiana Piaseckiego oraz niezmiennych celach, rozmawiamy z Tomaszem Gancarkiem, dziennikarzem Radia Katowice.
Raków Częstochowa przyjedzie do Wrocławia po golu straconym w doliczonym czasie dogrywki i odpadnięciu ze Slavią Praga (0:2) w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji Europy. Przegrana w wyjątkowo przykrych okolicznościach pozostawi ślad w drużynie trenera Marka Papszuna?
Myślę, że tak, bo właśnie o sposób tego odpadnięcia chodzi. Pamiętam, jak rok temu byłem w Gandawie na rewanżowym meczu fazy play-off LKE, gdy Raków przegrywał 0:3 i nikt nie miał wątpliwości, że wicemistrz Polski był zespołem o przynajmniej dwie klasy słabszym od Belgów. Rywalizacja ze Slavią mimo wszystko była wyrównana i wydaje mi się, że zespół Papszuna losy tego dwumeczu mógł przechylić na swoją stronę już przy Limanowskiego tydzień wcześniej. Tamto spotkanie mogło zakończyć się wynikiem nie 2:1, a 4:1, a może i nawet do zera, gdyby nie kiepskie zachowanie 19-letniego bramkarza Kacpra Trelowskiego. Raków na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że miał ogromną szansę, a sami piłkarze wiedzą, że trochę pokpili sprawę. Rewanżowy mecz po prostu im nie wyszedł. Miałem okazję oglądać go z trybun stadionu w Pradze i muszę przyznać, że może raz rok temu, właśnie wtedy z Gentem, po raz ostatni widziałem Raków tak bezradny. Tamta rywalizacja przypominała mi się długimi fragmentami w czwartek.
Bardzo wyczerpujący mecz z dogrywką na mniej niż 72 godziny przed rozpoczęciem gry ze Śląskiem to coś, co praktycznie przesądza, że w niedzielę na Pilczycach zobaczymy wicemistrza Polski w wyraźnie przemeblowanym składzie?
Patrząc na to, jak na stadionie Slavii wyglądała wyjściowa jedenastka i ławka Rakowa, mam wrażenie, że trener Papszun nagle stracił pole manewru. Wśród rezerwowych nie mieliśmy ani Deiana Sorescu, ani Fabio Sturgeona, nie wiem, jaka tak naprawdę jest sytuacja każdego z tych piłkarzy. W przypadku tego pierwszego pojawiają się nieoficjalne informacje, że podobno chce wrócić do Rumunii i być może zostanie wypożyczony, a Portugalczyk od dłuższego czasu w ogóle nie może przebić się do kadry meczowej, co sprawia, że trudno wyrokować, co będzie się działo dalej. Pozostają nam zawodnicy, którzy są tak naprawdę tymi żelaznymi rezerwowymi, czyli Władysław Koczerhin, Fabian Piasecki, Sebastian Musiolik, do tego może jeszcze młodzieżowiec Szymon Czyż i to wszystko. Możliwości wyboru szkoleniowca Rakowa nie są jakieś wyjątkowo szerokie, tym bardziej, że należy pamiętać o zawodnikach kontuzjowanych, jak Andrzej Niewulis, Tomas Petrasek albo Ben Lederman. Sądzę, że w niedzielę zobaczymy bardzo podobną, jeśli nie identyczną jedenastkę, co w Pradze.
Wymienił pan nazwisko Piaseckiego, o nim również nie można zapomnieć przed powrotem na stadion Śląska. Były napastnik wrocławian w ostatnich ligowych meczach Rakowa wychodził od pierwszej minuty, jednak wiadomo, że w grę wchodziły rotacje związane z pucharami. Jaka tak naprawdę jest jego pozycja w drużynie, bo kierunek jego letniego transferu był jednak zaskakujący?
Myślę, że ten zawodnik ma dokładnie to, czego poszukuje Marek Papszun. Jest wysoki, dobrze zbudowany, w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu w Stali Mielec pokazał, że potrafi zdobywać bramki. To wszystko miało spowodować zwiększenie konkurencji, jeżeli chodzi o siłę ofensywną Rakowa. Na razie wydaje się, że Piasecki na razie przegrywa rywalizację zarówno z Vladislavsem Gutkovskisem, jak i Sebastianem Musiolikiem, na to przynajmniej wskazują występy wicemistrza Polski w europejskich pucharach. Pamiętajmy jednak, że mało który zawodnik, tak naprawdę w ostatnich latach moglibyśmy policzyć takich na palcach jednej ręki, wchodził do Rakowa „z buta”. Nauczenie się stylu gry i schematów, jakie preferuje trener Papszun, bywa dla piłkarzy trudne oraz czasochłonne. Wydaje mi się, że w Częstochowie nikt nie straci cierpliwości do Piaseckiego, w przeciwieństwie na przykład do Białorusina Ilji Szkurina, który miał papiery na dobrego gracza, jednak pokazał się tylko na chwilę wiosną. Przy Limanowskiego będą budować Fabiana, nie podejrzewam, by plan na tego zawodnika obejmował tylko tę rundę, być może już bardziej rewanżową.
A czy w nowej rundzie nowym liderem Rakowa będziemy nazywać Bartosza Nowaka? Wiadomo, że Marek Papszun długo mu się przyglądał w Górniku Zabrze i kilka tygodni temu wreszcie sfinalizował jego transfer pod Jasną Górę.
Uważam, że w tej drużynie temat gwiazdy, która świeci najmocniej jest już chyba na stałe zarezerwowany dla Iviego Lopeza, chociaż oczywiście życzę tego Bartkowi z całego serca. Sympatyczny człowiek i dobry gracz, co pokazywał od dwóch lat w Zabrzu. W trakcie jednej z akcji czwartkowego meczu ze Slavią patrząc na Nowaka zobaczyłem Marcina Cebulę, czyli zawodnika o fajnych umiejętnościach technicznych, który nie boi się zagrać niekonwencjonalnie i potrafi zagrać piłkę tam, gdzie większość by tego nawet nie spróbowała. Mam wrażenie, że w Częstochowie poszukiwali kogoś o takim profilu – kogoś, kto nie tylko będzie wspierał Lopeza w strzelaniu goli, ale sprawdzał się również w kreacji. Bartosz Nowak to ma, jest utalentowanym zawodnikiem, chociaż nie będę kłamał, że ten transfer mnie nie zaskoczył. Mówimy jednak o 29-latku, więc z perspektywy wcześniejszych ruchów wykonywanych przez dział skautingu i Marka Papszuna, to już jest pewne zaawansowanie wiekowe. Ofensywny pomocnik w przeszłości wielokrotnie pokazywał już jednak, że warto na niego stawiać, ale to jest wartościowy transfer. Nowak może nie będzie gwiazdą pierwszego formatu, ale wierzę w to, że swoje gole oraz asysty zaliczy.
Czy brak awansu do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy paradoksalnie nie zwiększa szans Rakowa na mistrzostwo Polski? Kibice Lecha łapią się za głowy widząc, że do listopada ich zespół będzie grał praktycznie bez przerwy co trzy dni, niestabilne pod wodzą nowych trenerów są również ciągle Legia czy Pogoń.
Myślę, że każdy zespół jednak oddałby bardzo dużo, żeby zagrać w pucharach, podejście „to teraz możemy skupić się na lidze” po odpadnięciu z Europy, zawsze było dla mnie niezrozumiałe. Raków na samym początku swojej tegorocznej przygody z LKE bardzo wyraźnie założył sobie, że gra na dwóch frontach nie ma ani blokować, ani przerażać, ani sprawiać, że z czegoś trzeba będzie rezygnować. Wystarczy popatrzeć na liczbę transferów i ich jakość tylko w ostatnich tygodniach – sześciokrotny reprezentant Grecji Stratos Svarnas z AEK Ateny, który od razu wszedł do gry stając się wartościowym zawodnikiem, pomocnik Gustav Berggren co prawda zaliczył nieudany debiut na Arenie Zabrze (0:1), ale myślę, że jeśli ktoś trafia do ekstraklasy z łatką gwiazdora ligi szwedzkiej, to nie może być słabym graczem. Moim zdaniem bez względu na to, czy europejskie puchary by były, czy teraz, gdy wiemy już, że ich nie ma, plan Rakowa absolutnie się nie zmienia. Pewnie będzie tak, że trener Papszun na konferencjach prasowych za każdym razem będzie mówił ogólnie „walczymy o jak najlepsze wyniki, chcemy jak najwyższego miejsca”, ale na Limanowskiego nikt nie myśli inaczej – celem na ten sezon jest mistrzostwo Polski.