Djurdjević: Biliśmy głową o mur
fot.: Mateusz Porzucek
Śląsk Wrocław po raz kolejny zawiódł na swoim stadionie i uległ Warcie Poznań 0:2. Po końcowym gwizdku trener Wojskowych Ivan Djurdjević skomentował mecz i odpowiedział na pytania dziennikarzy.
Ivan Djurdjević: Wiedzieliśmy z kim się mierzymy, że gramy z rywalem, który lubi wygrywać na wyjeździe i że bramka stracona w naszym przypadku utrudni nam zadanie. Warta przyjechała bez dwóch podstawowych zawodników i tylko czekali na nasz błąd, żeby zdobyć bramki. Warta oprócz strzału nic więcej nie zrobiła, ale punkty są po ich stronie. W drugiej połowie wyszliśmy do przodu, szukaliśmy wolnych przestrzeni i stałych fragmentów gry, ale biliśmy głową o mur. Bramka na 0:2 nie miała znaczenia, bo ruszyliśmy do przodu i robiliśmy wszystko, by wyrównać lub wygrać.
Nie sposób nie zapytać - jak trener ocenia sytuację z odwołanym karnym?
Myśleliśmy, że będzie. To była nasza szansa, bo ciężko się przebić przez dziesięciu zawodników, stojących w polu karnym. Nie ma czego komentować, trudno.
Jak trener mówi, od momentu stracenia pierwszej bramki biliście głową w mur, czyli dosyć długo, bo od 10. minuty. Jaki był pomysł na grę?
Szukaliśmy Yeboaha i Karola Borysa, który wchodzili w linię przeciwnika, ale potem to zmieniliśmy i graliśmy szeroko. Ale tak jak mówię, ciężko było przebić się przez mur i znaleźć wolne pole.
Daniel Gretarsson zagrał jako lewy obrońca, ale trener wycofał się z tego pomysłu. Czyli został zweryfikowany negatywnie?
Tak. Jesteśmy zmuszeni szukać nowych wariantów przez urazy w kadrze, nie możemy popełniać takich błędów jak na przykład w meczu ze Stalą Mielec (0:2). Jest błąd, jest bramka i punkty idą gdzie indziej.
I tak jak ze Stalą Mielec ten błąd przy straconej bramce popełnił Michał Szromnik. Czy dalej pan będzie miał do niego cierpliwość?
To jest błąd, jak każdy inny. Będziemy się nad tym wszystkim zastanawiać.
Uważa pan, że to był też błąd Martina Konczkowskiego, który zderzył się ze Szromnikiem?
Nie widziałem tego do końca. Wiedzieliśmy, że doszło do kontaktu. Będziemy patrzeć, co się działo.
Mathias Nahuel - mógł się podobać, ale zszedł po 65 minutach. Nie był gotowy na cały mecz?
W meczu z Piastem (1:1) dostał w achillesa i cały czas go męczy. Nie chcieliśmy ryzykować.
Po końcowym gwizdku doszło do spięcia między Johnem Yeboahem, a Patrickiem Olsenem, musiał ich pan rozdzielać.
To są emocje, to jest piłka nożna, nic się nie stało i wszystko jest wyjaśnione. Widać, że jest życie, a nie, że nic się nie stało i nikt nic nie mówi.
Czy bardziej się skupiliście na grze trójką z tyłu podczas przerwy na kadrę, czy to wynika z urazu Patryka Janasika? Jak się pan zapatruje na to ustawienie w przyszłości?
To jest uzupełnianie. Jak jeden mecz gramy dobrze, to na następny wypada jeden z zawodników i musimy cały czas przeprowadzać zmiany. Mamy problem z bokiem obrony. Janasik wypada, zobaczymy co z Konczkowskim po meczu, tak więc mamy kolejny mały problem.
Czy jest pan zadowolony z występu Karola Borysa? Moim zdaniem zagrał najlepiej ze wszystkich piłkarzy Śląska.
Karol jest młodym zawodnikiem i liczymy się z tym, że jego forma może się wahać. To jest największy problem, jak zawodnik przechodzi z piłki juniorskiej do seniorskiej. On przechodzi ten moment dobrze, ma duży potencjał i on wie, że może więcej i musi się powtarzać.
