Djurdjević: Raków miażdży intensywnością
fot.: Paweł Kot
Trener Ivan Djurdjević odpowiedział na pytania dziennikarzy przed piątkowym meczem Rakowa Częstochowa ze Śląskiem Wrocław. Serbski szkoleniowiec zwrócił uwagę na atuty Rakowa i wyczerpująco opowiadał o sprawach kadrowych wrocławskiego zespołu.
Czy jest już w pana głowie pomysł jak zastąpić nieobecnych Konrada Poprawę i Patricka Olsena w meczu z silnym przeciwnikiem, jakim jest Raków Częstochowa?
Mamy tylko dwa warianty, dzisiaj mamy jeszcze trening przedmeczowy i będziemy chcieli zobaczyć, który jest najlepszy.
Zabraknie w Częstochowie kapitana, Patricka Olsena, ale także reszty zawodników, która może sprawować tę funkcję, czyli Michała Szromnika i Petra Schwarza. Kto wybiegnie na boisko z opaską kapitańską przeciwko Rakowowi?
Według tej kolejności, którą ustaliliśmy przed sezonem, to wybór pada na Erika Exposito. To on jest czwartym zawodnikiem w hierarchii i wyprowadzi zespół na piątkowy mecz.
Czy w związku z tymi licznymi absencjami rozważa pan powrót do bronienia czwórką czy te ustawienie z wahadłami jest na tyle dobre, że nie ma co kombinować?
Na tym etapie nie będziemy nic kombinować, bo nawet nie ma jak. Te ustawienie w którym graliśmy ostatnio cały czas nam pasuje. W tym zespół czuje się najlepiej.
Diogo Verdasca łapie wiosną dużo żółtych kartek, może iść niedługo na rekord. Czy w sztabie zwracacie na to uwagę?
Kartki są też elementem gry i o ile to jest złapanie napomnienia za walkę albo faul taktyczny ,to jest to zrozumiałe. Ale tak jak np. zrobili John czy Erik w ostatnim meczu, to jest to niedobre przy tej wąskiej kadrze, która mamy. Takie rzeczy są oczywiście karane, bo nam nic nie dają. Jeśli to coś daje zespołowi, to jest mile widziane. Nawet jeśli to jest czerwona kartka w ferworze walki.
John Yeboah został piłkarzem miesiąca w ekstraklasie. Czy to jest jego maksimum?
Na pewno John jest zawodnikiem, który się mocno rozwinął. Przede wszystkim dzięki temu zespołowi, który gra dla niego, a on mu oddaje. Sam fakt, że to jest pierwszy klub w piłce seniorskiej, gdzie on zdobywa osiem bramek w sezonie, to jest wielka sprawa. On będzie miał też wzloty i upadki, tym bardziej w takim wieku. John ma w sobie dużo pokory i jest pewnych rzeczy świadom. Wiele rzeczy przed nim, on się rozwija i może zrobić duży postęp.
Na co Śląsk musi zwrócić szczególną uwagę w meczu z Rakowem? Mecz z liderem nie będzie łatwy, ale ta presja będzie spoczywała na gospodarzu…
Raków już w poprzednich spotkaniach pokazywał, że jest mocny i to pod każdym względem. Jest to zespół, który miażdży swoich przeciwników intensywnością. Na pewno mamy jakiś plan, bo na każde starcie go mamy. Jesteśmy optymistami. To jest piłka nożna – oni muszą, a my chcemy. Tutaj znowu pojawia się ten aspekt mentalny, ale my damy z siebie wszystko, żeby wypaść jak najlepiej w piątkowy wieczór i zdobyć punkty.
Czy według pana Raków jest obecnie najmocniejszym zespołem w całej stawce?
Tak, szczególnie na tle tych mocniejszych rywali, jak Lech czy Pogoń, Raków pokazuje dużą przewagę. Na początku mieli oni problem z niżej notowanymi zespołami, ale wszystko to było spowodowane atakiem pozycyjnym, który dużo ich kosztuje. Na pewno musimy wyjść skoncentrowani na ten mecz, bo wiemy, że oni są bardzo mocni w pierwszych minutach.
Nie obawia się, że ten mecz może zostać przegrany w głowach jeszcze przed pierwszym gwizdkiem? Że ta zbroja może być znowu zabrudzona?
Myślę, że nie. Pokazywaliśmy w meczach z mocniejszymi rywalami, że też mamy argumenty i możemy postawić się każdemu, o ile jesteśmy skoncentrowani. Pod tym względem będziemy przygotowani. Sam fakt, że gramy przeciwko liderowi, to już wyzwala w zawodnikach dodatkowe emocje i ambicje. Zbroja ma to do siebie, że można ją opłukać i idziemy do przodu.
Co pan sobie pomyślał po tej akcji w pierwszej części meczu z Cracovią, gdy wychodziliście z kontrą i Erik Exposito oddał niedokładny strzał w wydawało się doskonałej sytuacji?
I Matias Nahuel i John zaczęli wbiegać lewą stroną, a wiadomo, że Erik ma lewą nogę mocniejszą i mogli się inaczej ustawić. Erik po tej akcji już wiedział, że mógł to lepiej rozegrać, ale będą następne i mam nadzieję, że wtedy je wykorzystamy.
Jak pan postrzega Erika Exposito? Czy według pana on daje od siebie maksimum czy dalej siedzą mu w głowie różne plotki transferowe, związane m.in. z Rakowem?
Sprawa jest jasna jeśli chodzi o Erika – żeby on przeszedł do innego klubu, ktoś musiałby zapłacić. Ta historia miała miejsce zimą i teraz może coś się wydarzyć dopiero latem. W tych meczach, które graliśmy po przerwie, zmienił swoje podejście. Przyszedł do klubu w pełni przygotowany i skoncentrowany, bardzo dużo biega. Na pewno mu na tym zależy, szczególnie, że jest jednym z kapitanów. To jest bardzo ważny zawodnik. Nie wiemy, co się stanie w przyszłości. Jeśli odejdzie, to odejdzie.
Z Cracovią debiutował Patryk Szwedzik i wydaje się, że był to debiut całkiem pozytywny, bo walczył, starał się. Jak pan oceniłby jego występ?
Ustaliliśmy z nim, że nie będziemy go od razu wrzucać na głęboką wodę, tylko damy mu tydzień lub dwa na oswojenie się z nowym miejscem. Ma mniejszą presję, zagrał w rezerwach, gdzie pokazał się z bardzo dobrej strony. Zasłużył na tę szansę w ekstraklasie i nie przestraszył się tego wyzwania. Momentami wszystko dzieje się bardzo szybko. Musiał przestawić się na inne tempo gry i liczę, że przyniesie nam dużo radości. Widać, że ma w sobie dużo pokory i jest bardzo wdzięczny, że się tu znajduje. To też jest przykład zawodnika, który docenia miejsce, w którym jest.
Co dzieje się z Caye Quintaną, bo ostatni raz wystąpił w meczu z Widzewem, a później nie dostał ani minuty? Rozumiem, że w tym momencie jest napastnikiem numer trzy w hierarchii po Patryku Szwedziku?
W tym momencie tak. Po tym co działo się po pucharowym meczu i po tym, co pokazał ostatnio Szwedzik, zdecydowaliśmy się na niego. To będzie na ten moment lepszy ruch niż wystawianie Caye.
Jak pan ocenia występ Łukasza Bejgera na lewym wahadle w meczu z Cracovią? Wiadomo, że strzelił gola, ale zawodników na tej pozycji rozlicza się przede wszystkim z działań defensywnych. Podołał?
Przed tym meczem Łukasz zgłosił się sam na tę pozycję. My dużo rozmawiamy z naszymi zawodnikami, zwłaszcza, że to oni grają i przekazują nam, jak oni widzą sytuację na boisku. Przekazał nam, że miał okazję wystąpić na tej pozycji, my o tym nie wiedzieliśmy. Łukasz bardzo dobrze wywiązał się ze swoich zadań. Czasem ma problemy w obronie, ale nie możemy zapomnieć przy tym wszystkim, że to zawodnik z rocznika 2002. On musi łapać doświadczenie, a najlepiej robi się to, popełniając błędy. Ten występ dodał mu pewności siebie i z Rakowem wystąpi w linii obrony, bo wiemy, że mamy problemy kadrowe, a na wahadło wróci Victor Garcia.
Mówił pan o łapaniu większej liczby minut przez młodych zawodników i takim zawodnikiem, który miał błyszczeć na wiosnę, miał okazał się Karol Borys. Na razie mało było go w tej rundzie wiosennej. Czy on jeszcze potrzebuje więcej czasu, żeby przystosować się do intensywności grania w ekstraklasie?
Wiążemy z nim duże nadzieje. Nie my będziemy decydować, kiedy on będzie grał, tylko on ma swoją własną ścieżkę wzrastania. Niestety, wczoraj Karol się rozchorował, a mieliśmy w planach wystawić go od początku z Rakowem. Życie ma inne plany. Karol jest zawodnikiem, na którego musimy zwrócić szczególną uwagę, bo jest bardzo eksploatowany. Jeździ na młodzieżową reprezentację i to jest duży plus, ale także minus, bo nie mamy go na zajęciach treningowych w zespole. Nie możemy wywierać zbyt dużej presji i przyspieszać, patrząc na jego wiek i obecną sytuację. Uważam, że młodzi zawodnicy powinni wchodzić na boisko w trudnych momentach, tak jak miało to miejsce w meczu pucharowym z KKS-em. To o wiele bardziej ich rozwinie.
Jak Caye Quintana zareagował na sytuację, że nie gra i na ten filmik z rozgrzewką, który pojawił się w sieci?
Wszyscy są potrzebni. Jestem tutaj dosyć krótko, ale zawsze jest tak, że wybiera się jednego zawodnika i później on jest winny wszystkiemu, co się dzieje. Nawet jak się stara. Caye zdaje sobie z tego sprawę. Pracujemy cały czas nad świadomością zawodników. W tamtym sezonie Quintana strzelił gola z Wisłą Płock, a w tym zdobył bramkę na 2:1 z Sandecją Nowy Sącz w Pucharze Polski. Uświadamiamy zawodników, że jeden mecz, który zagrają, może być decydujący i dać nam coś ważnego. Krytyka była i zawsze będzie, ale staramy się, żeby do końca sezonu wszyscy zawodnicy czuli się wartościowi.
Karol Borys to jedyne zmartwienie z problemów zdrowotnych, czy jeszcze ktoś wypada?
Jesteśmy przyzwyczajeni do problemów, zawsze coś się dzieje. Nie mówiąc o tych kartkach i urazach, to mamy kilka wątpliwości przed tym meczem. Przed nami także starcie ze Stalą Mielec. Trzeba to wszystko dobrze rozplanować. Plusem jest to, że w poniedziałek wraca do treningów Patryk Janasik. Po przerwie na reprezentację powróci także Petr Schwarz i wtedy zaczną się fajerwerki, bo będziemy grali z zespołami, które są wmieszane w walkę o utrzymanie.
Za co Caye Quintana został dokładnie ukarany po tym pucharowym meczu?
To nasze wewnętrzne sprawy, ale nie chciał wykonać jednego polecenia i przyznał się do tego. Ja i zespół nie wierzymy w karę pokazową, „dla ludu”. Każdy z nas robi to dla siebie. Zapłacił swoją wewnętrzną karę.
Czy były jeszcze jakieś kary po tym meczu dla innych piłkarzy?
Nie, to nie jest wątek, który będziemy teraz rozwlekać. Każdy z góry do dołu wie, że ponosimy za ten mecz pełną odpowiedzialność.