Djurdjević: To są sprawy kibicowskie, na które nie mamy wpływu
fot.: Mateusz Porzucek
Po zakończonym w atmosferze skandalu pojedynku Sandecji Nowy Sącz ze Śląskiem Wrocław, na konferencji prasowej na pytania dziennikarzy odpowiedział Ivan Djurdjević. Serbski szkoleniowiec skomentował przebieg spotkania, które po 120 minutach zakończyło się wynikiem 2:2 oraz wydarzenia z serii rzutów karnych, po których gospodarze zeszli do szatni.
Djurdjević: Bardzo dużo emocji, to było spotkanie dosyć intensywne, ciężkie. Boisko było prawie błotem i dało nam wszystkim w kość. Dobrze weszliśmy w ten mecz, na początku murawa była dobra do grania. Graliśmy dobrze w ataku pozycyjnym, graliśmy systemem 1-4-2-3-1, bo wiedzieliśmy, że czwórka obrońców będzie tu odpowiednio pasowała. Byliśmy gotowi na kontrataki przeciwnika, który tylko na to czekał. Na początku udało się stworzyć kilka ładnych akcji, jak ta Yeboaha, po której strzelił gola. Po bramce zaczęliśmy grać trochę inaczej, chcieliśmy się wycofać i czekać na okazje z kontrataku, żeby w drugiej połowie podwyższyć wynik.
Boisko robiło się coraz cięższe do gry i bramka na 1:1 utrudniła nam ten mecz. Rywal zmienił ustawienie na 3-5-2 i my też musieliśmy zaregować. Gdy zaczęliśmy grać 3-4-3 to znowu prowadziliśmy grę i byliśmy groźni pod bramką Sandecji. Wywalczyliśmy słusznego karnego i na koniec daliśmy prezent przeciwnikowi. Chcieliśmy uniknąć rzutów karnych, ale niestety znowu przydarzyła nam się wyjątkowa sytuacja - jak nie trzy czerwone kartki, to tracimy gola w ostatniej sekundzie.
Nie będę komentował tego, co się wydarzyło na końcu, bo nie mam na to wpływu jako trener. Jesteśmy skoncentrowani na piłce. Odpowiedni ludzie będą tu reagować. Zespół walczył do końca i nie wiem co się będzie działo dalej, ale my swoje zadanie wykonaliśmy.
Michał Rzuchowski był dzisiaj ustawiony za Erikiem Exposito, na pozycji numer 10. Taki był plan, by grał wysoko za plecami napastnika, a nie trochę głębiej?
Michał Rzuchowski zagrał dzisiaj bardzo dobrze, szczególnie w pierwszej połowie szukał wolnych przestrzeni. Ładna akcja, po której Yeboah trafił w poprzeczkę, była też składna akcja z Samcem-Talarem. Oceniam jego występ na plus, pod koniec meczu zabrakło mu trochę sił.
Czy podanie Dennisa Jastrzembskiego do rywala w ostatnich sekundach to wyraz nieporadności?
To są błędy, które nam się zdarzają. Każdy zawodnik musi popełnić jakiś błąd, bo cały czas jesteśmy w przebudowie zespołu. Ja uważam, że to się może zdarzyć każdemu i ważna jest reakcja zespołu. Wszyscy jesteśmy z Dennisem, chcemy mu pomóc.
Erik Exposito jest już gotowy na pełne 90 minut?
Zobaczymy, do meczu z Legią mamy jeszcze cztery dni. Jesteśmy bardzo poobijani, jest kilku zawodników, którzy mogą wystąpić w tym spotkaniu. Kolejne dni nam pokażą stan zdrowia graczy.
Rozmawiał pan z zawodnikami na temat tego, co się wydarzyło w trakcie rzutów karnych?
Nie, to są sprawy kibicowskie, na które nie mamy wpływu. Ja jestem szkoleniowcem, mam swój zespół i mam wpływ na to, co się dzieje w zespole. Nie chcę dochodzić, co tam się wydarzyło.