ANALIZA: Od Leao do 13 goli w Norwegii. Co Ieltsin Camoes może dać Śląskowi?

ANALIZA: Od Leao do 13 goli w Norwegii. Co Ieltsin Camoes może dać Śląskowi?

fot.: Adriana Ficek / Slaskwroclaw.pl

Ieltsin Camoes trafił do Śląska Wrocław na zasadzie wypożyczenia z opcją transferu definitywnego. Za 27-latkiem stoi nietypowa droga od akademii Sportingu, przez niższe ligi portugalskie i szwedzkie, aż po 13 goli w jednym sezonie norweskiej ekstraklasy. Sprawdzamy, czy nowy napastnik może zaoferować Ante Simundzy coś więcej niż tylko kolejną opcję do rywalizacji z Przemysławem Banaszakiem, Luką Marjanacem i Malalym Dembele.



 

Z Leao w Sportingu na czwarty poziom w Szwecji

Gdy spojrzy się wyłącznie na ostatnie lata kariery Camoesa, można zobaczyć prostą drogę w górę. Skelleftea, Brage, Tromso, Al Ahly, a teraz Śląsk. W rzeczywistości wszystko było znacznie bardziej skomplikowane.

Camoes urodził się w Luandzie, ale już jako roczne dziecko przeprowadził się z rodzicami do Lizbony. W Portugalii zaczęła się jego piłkarska edukacja. Jako młody zawodnik został zauważony przez Sporting i trafił do jednej z najbardziej renomowanych akademii w kraju. W tym samym środowisku rozwijał się między innymi Rafael Leao, z którym Camoes utrzymywał później kontakt. Sam napastnik wspominał, że późniejsza gwiazda Milanu już w młodości wyróżniała się szybkością i swobodą, z jaką traktowała futbol.

Sporting nie okazał się jednak początkiem szybkiego marszu do wielkiej piłki. Gdy Camoes miał 14 lat, jego rodzina przeniosła się do Manchesteru. Tam trafił do Macclesfield Town, ale po kilku latach zdecydował, że chce sam wrócić do Portugalii i dalej walczyć o karierę. Przez Nacional i Maritimo dostał się do seniorskiego futbolu, później pojawiły się Uniao Almeirim i Alverca. W tym ostatnim klubie doznał poważnej kontuzji wymagającej operacji. Z perspektywy zawodnika kolejne ruchy zamiast przybliżać go do celu zaczęły wyglądać jak schodzenie coraz niżej.

Przełom przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. Camoes dostał na Instagramie wiadomość od pośrednika proponującego mu grę na czwartym poziomie w Szwecji. Początkowo odmówił. Dopiero argument, że w Portugalii właściwie i tak nie gra, sprawił, że zmienił zdanie.

Okazało się, że była to najlepsza decyzja w mojej karierze

– wspominał później.

W Skelleftea odzyskał to, czego przez kilka lat najbardziej mu brakowało, regularność. Najpierw zdobył 11 bramek w 18 spotkaniach po przyjściu do klubu w trakcie sezonu, a później dołożył 26 goli w 26 meczach. Łącznie jego pobyt zakończył się 37 trafieniami. Dwa razy wybierano go najbardziej wartościowym zawodnikiem zespołu.

To otworzyło drzwi do Brage i Superettan. Dwa poziomy wyżej Camoes nie przestał strzelać. Po pierwszym sezonie, zakończonym 9 golami, mówił z dużą pewnością siebie, że jego dobra gra może zaskakiwać innych, ale nie jego samego. Jednocześnie przyznawał, że największą różnicą po awansie na wyższy poziom była nie technika, lecz intensywność, liczba pojedynków i wymagania fizyczne.

Im wyżej grał, tym częściej strzelał

W sezonie 2023 Superettan napastnik zdobył 9 goli w 2158 minut, czyli średnio około 0,38 gola na 90 minut. Rok później było to już 13 trafień w 2340 minut – 0,50 gola na 90 minut. Największy skok nastąpił po transferze do Tromso.

W Eliteserien Camoes zagrał w 25 spotkaniach, ale uzbierał tylko 1545 minut. Zdobył w tym czasie 13 goli i zanotował 4 asysty, co daje aż 0,76 gola na 90 minut oraz udział przy bramce niemal dokładnie raz na pełny mecz.

Nietypowe jest przede wszystkim to, że wraz z wejściem na wyższy poziom poprawiała się również jego skuteczność. W 2023 roku kończył golem 15% uderzeń, rok później 18%, a w Eliteserien już 27%.

Nie oznacza to oczywiście, że Śląsk powinien oczekiwać konwersji na poziomie 27% w Ekstraklasie. To wynik bardzo wysoki i naturalnym scenariuszem byłoby jego obniżenie. Ważniejsze jest jednak to, co znajduje się pod powierzchnią.

Camoes w sezonie 2025 zgromadził 11,42 xG. Zdobył 13 bramek, więc przebił model o 1,58 gola. To zauważalne, ale trudno mówić o zawodniku, który zdobył kilkanaście bramek z sytuacji wartych sześć czy siedem. Nawet po całkowitym odjęciu ponadprzeciętnego wykończenia pozostaje około 0,67 xG na 90 minut. To wskaźnik pokazujący napastnika, który przede wszystkim regularnie pojawiał się tam, skąd powinno się zdobywać bramki.

13 goli i ani jednego z przypadku?

Jeszcze lepiej widać to w strukturze jego uderzeń.

W sezonie 2025 Camoes oddał 48 strzałów. 41 z nich, czyli ponad 85%, pochodziło z pola karnego. Wszystkie 13 goli zdobył właśnie z jego obrębu. Nie było trafień z 25 metrów podbijających statystyki, nie było również rzutów karnych.

Nowy napastnik Śląska nie wygląda na zawodnika, którego największą wartością będzie samodzielne tworzenie sobie bramki efektownym uderzeniem z dystansu. Znacznie bardziej interesujące jest jego poruszanie się. Potrafi w odpowiednim momencie oderwać się od stopera, zaatakować przestrzeń pomiędzy obrońcami albo pojawić się przy dalszym słupku.

Różnorodne jest natomiast samo wykończenie. Z 13 ligowych goli dla Tromso 7 strzelił prawą nogą, 3 lewą, a kolejne 3 głową. Obrońca nie może więc po prostu zamknąć mu mocniejszej nogi i uznać zadania za wykonane.

To trochę inny typ skuteczności niż u napastnika żyjącego z dużej liczby prób. Camoes w Tromso nie potrzebował pięciu czy sześciu strzałów, żeby znaleźć drogę do siatki. Jego przewagą było raczej to, że wybierał miejsca, z których uderzenie rzeczywiście miało sens.

Przemysław Banaszak w sezonie awansu również zakończył rozgrywki z konwersją nieco ponad 27%, zdobywając 16 goli. Tyle że aż 7 z nich padło z rzutów karnych. Camoes swoje 13 ligowych trafień w Norwegii uzbierał bez jedenastek. Nie jest to bezpośrednie porównanie, mówimy przecież o innych ligach i drużynach, ale pod względem produkcji goli z gry CV Kabowerdeńczyka wygląda bardzo interesująco. Banaszak w I lidze był znakomitym egzekutorem, lecz miał tylko jedną asystę i zaledwie siedem kluczowych podań przez cały sezon.

Camoes nie jest przy tym rasowym kreatorem. W Norwegii notował średnio około 0,8 kluczowego podania na występ, a jego xA wyniosło 1,81. Zanotował 4 asysty. Można więc oczekiwać od niego udziału w grze kombinacyjnej, ale sprowadzanie go po to, by regularnie schodził do środka pola i organizował ataki, byłoby marnowaniem jego największej przewagi.

Najbardziej potrzebny powinien być bliżej bramki niż środka boiska.

Nie jest wieżą do wrzutek

Sam wzrost może trochę mylić. Camoes mierzy 188 centymetrów, ale jego statystyki nie pokazują klasycznej dziewiątki, która ma stać pomiędzy stoperami i przez 90 minut walczyć o długie piłki.

W Eliteserien wygrywał około 37% pojedynków powietrznych. Łącznie zwycięsko wychodził z 44% bezpośrednich starć. To nie są wyniki zawodnika dominującego fizycznie nad obrońcami. Z drugiej strony potrafił zdobywać bramki głową, więc czym innym jest walka o długie podanie na środku boiska, a czym innym dobre zajęcie pozycji przy dośrodkowaniu.

Znacznie ciekawiej wygląda jego mobilność. W ostatnim norweskim fragmencie sezonu zanotowano u niego maksymalną prędkość 32,9 km/h. Przy 188 centymetrach to parametr pozwalający realnie atakować przestrzeń za obroną. W najlepszym sezonie notował też średnio 0,8 udanego dryblingu przy skuteczności 58%.

Nie jest więc nieruchomym punktem odniesienia. Może zejść w kanał, wyciągnąć stopera, rozpocząć akcję poza polem karnym i dopiero później ponownie zaatakować szesnastkę.

Właśnie te cechy eksponował po transferze Rafał Grodzicki.

To skuteczny napastnik, który oprócz strzelania goli wyróżnia się przede wszystkim uniwersalnością, zwinnością, umiejętnością gry tyłem do bramki i skutecznością w pojedynkach

– charakteryzował nowego zawodnika dyrektor sportowy Śląska.

Camoes może być skuteczny w zastawieniu piłki czy pojedynku na ziemi, ale liczby nie pozwalają nazywać go dominującym napastnikiem powietrznym. Jeżeli Śląsk zacznie sprowadzać jego rolę do dalekiego podania i walki z dwoma stoperami, może odebrać mu to, co najciekawsze, ruchliwość oraz zdolność do znalezienia się w polu karnym po wcześniejszej wymianie pozycji.

Al Ahly to hak w CV? Niekoniecznie

Największym znakiem zapytania pozostaje pierwsza połowa 2026 roku.

Po świetnym sezonie w Tromso pojawiła się propozycja Al Ahly. Dla Camoesa był to ogromny awans pod względem skali klubu. Norwegowie podkreślali, że napastnik bardzo chciał skorzystać z tej możliwości, a dyrektor sportowy Tromso mówił o jego fantastycznym rozwoju w poprzednim sezonie. Sam zawodnik żegnał się z klubem emocjonalnie, zaznaczając, że szczególna więź z kibicami pozostanie z nim na długo.

Sportowo wyjazd do Egiptu nie wypalił.

Problem w tym, że nie wypalił, nie musi oznaczać tego samego co zawiódł po otrzymaniu dużej szansy. W lidze egipskiej Camoes rozegrał zaledwie 163 minuty. Do tego doszło 40 minut w afrykańskiej Lidze Mistrzów. Łącznie to niewiele ponad dwa pełne spotkania.

Nie zdobył gola, mimo że zgromadził w tych dwóch rozgrywkach około 1,17 xG. Można więc zanotować nieskuteczność, ale trudno na podstawie 203 minut budować teorię, że zawodnik nie jest w stanie funkcjonować poza Skandynawią.

Po powrocie do Tromso ponownie zaczął strzelać. W czterech ligowych wejściach z ławki zdobył 2 gole.

Banaszak, Marjanac, Dembele. Kto na tym transferze traci najwięcej?

Ante Simundza ma teraz czterech zawodników mogących funkcjonować na środku ataku. I co najważniejsze, nie są to cztery kopie tego samego piłkarza.

Banaszak pozostaje najbardziej klasycznym egzekutorem. W sezonie awansu zdobył 16 goli, był bardzo skuteczny w polu karnym i bezbłędny przy siedmiu rzutach karnych. Znacznie gorzej wyglądał jego udział w kreacji, jedna asysta i siedem kluczowych podań oraz pojedynki. Wygrał 31,55% wszystkich starć i 33,33% powietrznych. To napastnik, którego wartość rosła przede wszystkim wtedy, gdy akcja docierała już do fazy finalizacji.

Luka Marjanac daje inny zestaw cech. Poprzedni sezon zakończył z 5 golami i 4 asystami, ale zanotował również 54 udane dryblingi oraz 24 kluczowe podania. Znacznie częściej niż Banaszak szukał przewagi poprzez prowadzenie piłki i wejścia z bocznych sektorów. Jego problemem pozostawało przełożenie tej aktywności na większą liczbę konkretów oraz gra w powietrzu, gdzie wygrywał tylko 25% pojedynków.

Malaly Dembele jest natomiast najbardziej zbliżony do profilu napastnika mobilnego i uczestniczącego w budowaniu akcji. W poprzednim sezonie w Turcji zdobył 7 goli i zanotował 2 asysty, oddawał 1,8 strzału na mecz i miał 12% konwersji. Najciekawszy pod kątem współpracy z partnerami był u niego sezon 2023/24, gdy do 6 goli dołożył 5 asyst oraz średnio 0,8 kluczowego podania. Dotychczasowa kariera Francuza nie daje jednak podstaw, żeby traktować go jako regularnego kilkunastobramkowego snajpera.

I właśnie tutaj Camoes może najmocniej zmienić hierarchię.

Banaszak ma udokumentowaną skuteczność, ale głównie z I ligi. Marjanac oferuje ruch i drybling, lecz nie był seryjnym strzelcem. Dembele może pomagać zespołowi w wielu fazach, ale jego liczby bramkowe od lat pozostają umiarkowane. Camoes jako jedyny z tej grupy ma za sobą świeży sezon z 13 golami z gry na najwyższym poziomie rozgrywkowym w swoim kraju.

A przy tym nie jest zawodnikiem jednowymiarowym.

To być może najważniejsza różnica.

Nie wygląda na transfer "Do rywalizacji"

Śląsk formalnie wypożyczył Camoesa z Tromso i zabezpieczył sobie opcję transferu definitywnego. To bezpieczna konstrukcja, bo pozwala sprawdzić, czy najlepsza wersja napastnika ze Skandynawii da się przełożyć na Ekstraklasę.

Sportowo trudno jednak patrzeć na niego wyłącznie jak na czwartego napastnika mającego zwiększyć głębię kadry.

Jego sezon w Eliteserien jest po prostu zbyt mocny. 13 goli bez rzutów karnych, 11,42 xG, około 0,67 xG i 0,76 gola na 90 minut to liczby zawodnika, który powinien realnie zaatakować miejsce w podstawowym składzie. Szczególnie że jego sposób zdobywania bramek może być powtarzalniejszy niż sama konwersja na poziomie 27%. Camoes nie opierał sezonu życia na serii uderzeń z dystansu. Dochodził do dobrych pozycji, a zdecydowaną większość strzałów oddawał z pola karnego.

Ryzyko oczywiście istnieje. Najlepsze lata seniorskiej kariery spędził w Skandynawii, krótka przygoda w Al Ahly nie przyniosła gola, a utrzymanie skuteczności z Norwegii będzie niezwykle trudne. Nie jest też napastnikiem, który przy swoim wzroście automatycznie rozwiąże problem walki o każdą górną piłkę.

Ale nawet po odjęciu efektu sezonu życia zostaje bardzo interesujący profil.

Napastnik szybki jak na swoje warunki fizyczne, atakujący pole karne, potrafiący kończyć obiema nogami i głową, a jednocześnie wystarczająco ruchliwy, żeby nie zamykać Śląska w jednym wariancie gry.

Kiedy kilka lat temu proponowano mu czwarty poziom w Szwecji, uznał, że jest to dla niego za nisko. Po czasie nazwał ten wyjazd najlepszą decyzją w karierze. Później każdy kolejny awans sportowy kończył się tym samym pytaniem: czy gole pójdą za nim poziom wyżej?

W Superettan poszły. W Eliteserien także.

Teraz odpowiedź ma dać Ekstraklasa.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.