Dramatyczna zamiana ról. Śląsk - Zagłębie 1:2 (RELACJA)

Dramatyczna zamiana ról. Śląsk - Zagłębie 1:2 (RELACJA)

fot.:

W świecie sportowej komedii wyglądałoby to jak wygłup: ci, którzy czują się silniejsi podpuszczają rywali, by potem ich skarcić. Tylko że w sobotę na Tarczyński Arena panowała dramatyczna derbowa atmosfera. Nikomu z kibiców Śląska Wrocław nie było do śmiechu, gdy apatyczne Zagłębie Lubin w drugiej połowie wyprowadziło dwa szybkie ciosy i pozbawiło piłkarzy Jacka Magiery prowadzenia. Śląsk - Zagłębie 1:2 (1:0) 



 

A w pierwszej połowie wrocławianie przecież prowadzili po golu Erika Exposito, grali na miarę możliwości i wykorzystywali słabość rywala. Mieli to, po co wyszli na boisko mieli to co najmniej utrzymać w drugiej połowie. Zagłębie miało jednak inne plany i dzwonku alarmowym od Waldemara Fornalika obudziła się i w parę minut pokazała ofensywny potencjał i determinację. 

Obie drużyny na papierze na papierze miały rozpocząć mecz w identycznych ustawieniach: 1-4-2-3-1. Trener Jacek Magiera postawił na taką samą jedenastkę, jaka wybiegła na murawę w zremisowanym 1:1 meczu z Koroną Kielce. Waldemar Fornalik zdecydował się na jedną zmianę względem pierwszego składu: w miejsce Damiana Dąbrowskiego wskoczył Tomasz Makowski, który strzelił pierwszą bramkę w wygranym 2:1 spotkaniu z Ruchem Chorzów.

Pierwszy gwizdek poprzedziła minuta ciszy ku pamięci zmarłej Anny Kowalczyk – kadrowej wrocławskiego klubu w latach 2008 – 2021. 

KAPITAN “ODPALIŁ” POCISK

Najwięcej emocji w pierwszych pięciu minutach wzbudziła wrzutka Patryka Janasika, która odbiła się od jednego z zawodników w polu karnym i mogła zmylić 19-letniego Szymona Weiraucha. Bramkarz Zagłębia w poprzedniej kolejce debiutował w ekstraklasie, zastępując między słupkami kontuzjowanego Sokratisa Dioudisa, który przed sezonem podpisał z “Miedziowymi” nowy, bardzo wysoki kontrakt. 

Pierwszą bramkową okazję stworzyło sobie Zagłębie. W 12. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego główkował Bartosz Kopacz, ale piłka odbiła się od poprzeczki. W odpowiedzi szarżę na lewym skrzydle przeprowadził Dennis Jastrzembski i był faulowany przez Bartłomieja Kłudkę na skraju pola karnego na wysokości 11. metra. Po odbiciu się od jednego z defensorów gości piłka dośrodkowana przez Nahuela uderzyła w boczną siatkę. Najciekawiej z perspektywy Śląska zrobiło się jednak dosłownie chwilę później po krótko rozegranym rzucie rożnym. Weirauch odbił przed siebie strzał Patricka Olsena, piłkę zgarnął Aleks Petkov. Musiał wygonić się przyjęciem, by uciec od bramkarza, a przez to nie zdołał oddać strzału.

Weirauch popełnił w tym meczu jednak o wiele bardziej kosztowny błąd. Prostopadłe zagranie Exposito do Samca-Talara, skrzydłowy spróbował minąć bramkarza, a golkiper sprokurował rzut karny. Do piłki podszedł kapitan WKS-u i potencjalną asystę przy golu zmienił w cudowne uderzenie w okienko z 11. metrów. Hiszpan ma patent na lokalnego rywala Śląska – w 9. meczu przeciwko lubinianom zdobył 7 bramkę. Przy okazji w 24. minucie spotkania przerwał niechlubną serię – to była pierwsza bramka WKS-u w derbach Dolnego Śląska u siebie od jesieni 2019 roku

ZAGŁĘBIE APATYCZNE DO CZASU

Do przerwy poczynaniach Śląska widać było determinację i jasny plan. Przed strzeleniem gola w ofensywie stawiali na długie piłki w kierunku Exposito i na skrzydła, gdzie szukali małej gry. W crossach przodował Nahuel, który cofał się przed pole karne, wówczas w szesnastkę – co zaskakujące – wbiegał Rzuchowski, oczekując podania górą. Środek ubezpieczał Olsen, który, podobnie jak przy strzale po rzucie rożnym, mógł przy sprzyjających okolicznościach sprawdzić czujność niepewnego Weiraucha. Śląsk grał na miarę możliwości i miał prowadzenie, po które wyszedł na boisko. W obronie piątka pomocników pracowała w jednej linii, a Exposito i Samiec-Talar współpracowali i wymieniali się pozycjami. Po stracie piłki przez rywala i rajdzie

Przed stratą bramki Zagłębie miało bramkową szansę jedynie po rzucie rożnym. Po zmianie wyniku Miedziowi odpowiedzieli tylko strzałem Kacpra Chodyny i częstszym utrzymywaniem się przy piłce w ostatnich minutach. Rozgrywali jednak głównie wszerz boiska i byli statyczni. Wcześniej podobnie jak Śląsk głęboko się bronili, starając się szarżować i pressować, gdy tylko przeciwnikowi przydarzy się błąd, ale bez wymiernych rezultatów - w przeciwieństwie do aktywnego Śląska. Z perspektywy Waldemara Fornalika gra jego podopiecznych wyglądała naprawdę bardzo źle.

W przerwie bezproduktywnego Marka Mroza zastąpił utalentowany wychowanek Zagłębia – Tomasz Pieńko. I bardzo szybko odcisnął piętno na 51. derbach Dolnego Śląska. Marzenie Śląska o zwycięstwie prysnęło jak bańka mydlana.

“MIEDZIOWI” ODMIENIENI

Reprymendy i wskazówki od Waldemara Fornalika błyskawicznie odmieniły nastawienie drużyny gości. 

Tomasz Pieńko odważną solową akcją na lewym skrzydle wdarł się pod pole karne i strzelił płasko po ziemi. Wydawało się, że Leszczyński obronił uderzenie, ale wypuścił piłkę z rąk jak Weirauch w pierwszej połowie. Dopadł do niej Dawid Kurminowski i wyrównał stan meczu w 53. minucie.

Śląsk mógł wyprowadzić kontrujący cios, bo Jastrzembski po dalekim podaniu od Janasika stanął sam na sam z Weirauchem. 19– latek odkupił winy za sprokurowanego karnego i zatrzymał strzał, piłka po interwencji odbiła się jeszcze od skrzydłowego Śląska i przeleciała nad poprzeczką.

A Zagłębie napędzone dobrą grą pięć minut po wyrównującym trafieniu objęło prowadzenie. Strata spowodowana przez Rzuchowskiego i Olsena dała Makowskiemu dużo przestrzeni. Po miękkim zagraniu środkowego pomocnika w pole karne znakomitym wykończeniem popisał się Damjan Bohar, którego w pierwszej połowie można było zapamiętać jedynie z uderzenia zablokowanego w rogu pola karnego. 

ZAMIANA RÓL

WKS musiał przejąć piłkę, żeby spróbować odzyskać inicjatywę – i tak też zrobił. Problem polegał na tym, że do 75 minuty obrona Zagłębia pozwoliła sobie raptem na dwa błędy zakończone niecelnym strzałem Janasika i próbą Jastrzembskiego odbitą przed siebie przez bramkarza. Śląsk potrafił podejść pod pole karne, owszem. Niestety, nie potrafił nawet tych całkiem płynnych akcji zamienić na zagrożenie pod bramką rywala.

Szkoda pisać o nieudanych strzałach Mateusza Żukowskiego. O nijakich zmiennikach albo o kuriozalnym sprezentowaniu Zagłębiu rożnego. Od pewnego momentu Śląsk już nie potrafił stworzyć realnego zagrożenia pod bramką lokalnych rywali. Zamienił się w Zagłębie z pierwszej połowy. Nic nie wynikało z tego, że częściej mieli piłkę przy nodze. „Miedziowi” w sposób wyrachowany wypunktowali Śląska, dali nadzieję, a potem ją odebrali. I wywieźli z Wrocławia komplet oczek. 

Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin 1:2 (1:0)

24' Exposito - 53' Kurminowski, 58' Bohar

Śląsk Wrocław: Leszczyński – Konczkowski, Petkov, Bejger, Janasik (79' Ince) – Rzuchowski (66' Zohore), Olsen –  Samiec-Talar (59’ Żukowski), Nahuel, Jastrzembski (79' Borys) – Exposito

Zagłębie Lubin: Weirauch – Kłudka, Kopacz, Ławniczak, Grzybek – Poletanović (90'+5) Kocaba, Makowski (83' Bułeca) –  Chodyna, Mróz (46’ Pieńko), Bohar (69’ Woźniak) – Kurminowski (83' Gaprindashvili)

Żółte kartki: Nahuel, Żukowski – Kopacz

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

Widzów: 16 928


 

 

Dominik Mazur

Autor

Dominik Mazur

Na Górnym Śląsku się urodziłem, Dolny Śląsk sobie wybrałem. A na stadionie Śląska byłem po raz pierwszy w 2011 roku podczas turnieju Polish Masters i pamiętam, jak podobała mi się gra Waldka Soboty przeciwko Benfice. Wygrana z Club Brugge czy gol Dudka z Dundee to ważne migawki, a biografia Sebastiana Mili służyła za jedno ze źródeł w pracy licencjackiej. Na stadionie w roli dziennikarza czułem się kiedyś na swoim miejscu, choć dziś piłka cieszy mnie bardziej z dystansu, z domowej perspektywy.

Bodaj jedyny komentator o specjalizacji blind football we Wrocławiu, któremu najbliżej do ampfutbolistów. Lubię słuchać podcastów i prowadzić #SektorŚląska.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.