''Drużyna czuje, że może zrobić coś historycznego'' (OPINIA EKSPERTA)

''Drużyna czuje, że może zrobić coś historycznego'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W sobotnim meczu 15. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Wisłą Płock. O oczekiwaniach, intensywności i rotacjach w składzie rozmawiamy z Michałem Wiśniewskim, redaktorem naczelnym strony portalplock.pl.



 

Czy zremisowany mecz poprzedniej kolejce w Mielcu (1:1) paradoksalnie pozostawił niedosyt w drużynie Wisły Płock? Punkt co prawda udało się uratować w doliczonym czasie, jednak kibice z pewnością liczyli na większą zdobycz.

Jeżeli patrzeć tylko na to, że Wisła w drugiej połowie zagrała już dużo lepiej i przycisnęła Stal, a Damian Warchoł miał dwie sytuacje, a wykorzystał tylko jedną, to można mówić o pewnym niedosycie. Ja jednak oceniam mecz przez pryzmat dziewięćdziesięciu minut – Wisła wyłączyła z gry Saida Hamulicia, jednak gospodarze w pierwszej połowie również mieli swoje sytuacje pomimo zdobycia bramki tylko z rzutu karnego. Ten remis był w porządku.

W poprzedniej kolejce niespodziewanie na ławce rezerwowych usiadł lider klasyfikacji strzelców i autor ośmiu goli w tym sezonie Davo. Taki był pomysł trenera Pavola Stano na Stal, czy coś się dzieje z tym zawodnikiem?

Dla mnie to też było zaskoczenie, chociaż szkoleniowiec Nafciarzy praktycznie od początku sezonu przekonuje nas, że takie niespodziewane rotacje w składzie się zdarzają. Przykładem był choćby obrońca Steve Kapuadi, który grał świetnie od początku sezonu, Wisła wygrała pierwsze cztery mecze, a w 5. kolejce w Szczecinie (2:2) nagle wyszedł Anton Krywociuk, bo trener Stano uznał, że Francuz nie ma za sobą pełnego sezonu i ciężko pracował w okresie przygotowawczym. Szkoleniowiec Nafciarzy zadbał o to, żeby Kapuadi nie dostał zadyszki, a jego zmiennik po kilku miesiącach nieobecności w podstawowym składzie zagrał bardzo dobrze i w końcówce zdobył bramkę na wagę cennego remisu 2:2 na stadionie Pogoni. Zawodnicy Wisły też mają świadomość, że praktycznie każdy z nich może usiąść na ławce, liczy się dyspozycja w ostatnim meczu i praca w tygodniu. Nie wiem, czy przyczyną była słabsza forma Davo. Nie sądzę, prędzej powiedziałbym, że trener Stano stara się umiejętnie zarządzać obciążeniami wszystkich piłkarzy, bo widzimy, na jakiej intensywności gra ten zespół. Być może Hiszpan dawał już pewne symptomy zmęczenia.

Intensywność Wisły faktycznie jest imponująca – jej zawodnicy niemal w każdym meczu przebiegają sto dwadzieścia kilometrów, a nawet ponad. W tym tkwi tajemnica nadspodziewanie dobrych wyników w tym sezonie?

Na pewno żeby wdrażać idee Pavola Stano w meczu trzeba mieć to wybieganie, trener tego oczekuje. To musi być intensywne, bo widzimy, jak Wisła potrafi założyć wysoki pressing, sama spod tego też wychodzi. Trzeba cały czas być w ruchu, wychodzić na pozycje, pokazywać się, więc to też kosztuje siły. Myślę, że dobre przygotowanie fizyczne to ważny element tej układanki, jaką są teraz Nafciarze, natomiast też nie patrzyłbym tylko pod kątem tego, jak chłopaki biegają, bo to chyba byłoby aż zbyt duże uproszczenie. To atut Wisły, ale na pewno nie jedyny i nie powiedziałbym, że najważniejszy.

Trener płocczan ostatnio zdecydował się również na zmianę na pozycji napastnika – dwa ostatnie mecze w podstawowym składzie rozpoczynał już nie Łukasz Sekulski, a Mateusz Lewandowski, który zresztą odwdzięczył się trafieniem przeciwko Legii (2:1). Czym była podyktowana ta rotacja?

Sekulski przez długi czas mógł liczyć na zaufanie trenera i zresztą pewnie cały czas może, tylko gdzieś te bramki nie przychodziły (przed golem w 13. kolejce, ostatni raz trafił na inaugurację – przyp. red.). Łukasz też jest specyficznym napastnikiem, bo to pracuś, pracuje może nie na całej długości, ale na pełnej szerokości boiska na pewno. Choćby ta bramka na wagę remisu w Mielcu to była bardzo duża zasługa Sekulskiego, który zaatakował Krystiana Getingera i dośrodkował celnie do wspomnianego Warchoła. W 1. kolejce przeciwko Lechii (3:0) była też taka zabawna sytuacja, kiedy Sekulski schodził z boiska z dwiema bramkami, jednak trwała analiza VAR i kiedy siadał na ławce był już autorem tylko jednego trafienia. Wszyscy w Płocku zadawaliśmy sobie pytanie, czy Łukasz zagra drugi taki sezon, jak poprzedni – wtedy zdobył przecież trzynaście bramek i grał bardzo dobrze, równo przez całe rozgrywki. Okazało się, że kolejne gole nie wpadają, nie dochodzą żadne sygnały, by coś z nim było nie tak podczas treningów. Trener Stano postanowił po prostu coś zmienić, Lewandowski też czekał na swoją szansę, to też zaskoczenie, że ten zawodnik tak urósł, bo jest jednak w klubie od dwóch lat, był wypożyczany do Wigier Suwałki oraz Korony Kielce, a tych symptomów poprawy długo nie było. Teraz wychodzi w podstawowym składzie i dobrze. To tylko pokazuje, że przy odpowiedniej pracy każdy w tym zespole może się wybić.

A jak ten sezon może wyglądać dla Wisły w dalszej perspektywie? Nie ma pan obaw, że po zimowej przerwie okaże się, że pierwsza runda spędzona w okolicach podium była tylko wyskokiem, a po 34.kolejce będzie to miejsce bliżej środka stawki?

Dużo będzie zależeć od czynników zewnętrznych, tak bym to określił. Od tego, jakie oferty wpłyną na zawodników Wisły zimą. Potrafię sobie wyobrazić na przykład propozycję z gatunku nie do odrzucenia z jakiegoś egzotycznego kraju dla Rafała Wolskiego. Czy by ją rozważył? Nie można tego wykluczyć, ale myślę, że tak. Nie jest to już najmłodszy zawodnik, a nie czarujmy się, dla piłkarzy to jest praca. Natomiast z drugiej strony pamiętam, co się działo latem, zwłaszcza po tym świetnym początku ligi. Z niecierpliwością czekaliśmy na rozwój wypadków, jakieś mniejsze czy większe oferty i zapytania były, ale zawodnicy wcale nie palili się do odejścia. Czują, że tu można coś fajnego zrobić, zapisać swoją kartę w historii, dokonać czegoś, co zawsze będzie pamiętane.

Jeżeli zimą uda się utrzymać trzon zespołu, a do pełnej dyspozycji dojdą też zawodnicy pozyskani przed sezonem do obudowania, jak Słowak Miroslav Gono, który w Mielcu po raz pierwszy wybiegł w podstawowym składzie, to zobaczymy, jak będzie. Dla trenera Stano to też jest przecież nauka, tych okresów przygotowawczych nie ma za sobą zbyt wiele. Trzeba będzie odpowiednio wszystko rozplanować, co oczywiście nie będzie łatwe, bo ta przerwa przyjdzie przecież w dziwnym momencie. Nigdy w historii nie było tak, żebyśmy zawieszali ligę w połowie listopada i wracali w ostatni weekend stycznia. Myślę, że dla wielu to będzie zagadka. Dlaczego Wisła ma nie marzyć w tym sezonie o mistrzostwie, skoro w przeszłości potrafiły dokonywać tego Piast Gliwice czy Zagłębie Lubin? Biorąc pod uwagę niesamowitą formę Rakowa Częstochowa będzie ciężko, jednak myślę, że Wisłę stać na miejsce w TOP4. Tego życzyłbym sobie i wszystkim kibicom zespołu z Płocka.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.