''Drużyna przespała okno transferowe'' (OPINIA EKSPERTA)

''Drużyna przespała okno transferowe'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Śląsk Wrocław po blamażu w Pucharze Polski uda się na mecz 23. kolejki ekstraklasy z Cracovią przy Kałuży. O nierównej formie krakowskiego zespołu, braku lidera po odejściu gwiazdy oraz walce o europejskie puchary rozmawiamy z Grzegorzem Wojtowiczem, dziennikarzem krakowskiego oddziału Polskiej Agencji Prasowej i współtwórcą podcastu „Trela&Wojtowicz - Polska Piłka”.



 

Cracovia jest chyba jedną z najbardziej nieprzewidywalnych drużyn w ekstraklasie. Potrafiła zremisować z Legią (2:2) czy wygrać z Rakowem (3:0), a przegrać niedawno z walczącymi o utrzymanie Koroną (1:2) i Piastem (1:2). Z czego wynika ta chimeryczność, którą widzimy po drużynie Jacka Zielińskiego, głównie na wyjazdach?

Myślę, że odpowiedzi na te pytanie nie znają ludzie z zarządu klubu, trener, a nawet sami zawodnicy. Rzeczywiście jest tak, że Cracovia jest drużyną, po której wydaje się, że zagrała dobry mecz i jest wszystko opanowane, a później przychodzi taki gong jak w Kielcach czy Gliwicach. Pasy lepiej czują się w grze z kontrataku. Zespół swoje sukcesy, a raczej dość dobre miejsce w tabeli zawdzięcza bardzo solidnej obronie, która w tym momencie jest tylko gorsza od Rakowa, a były takie momenty tego sezonu, że miała najmniejszą liczbę straconych bramek.  

Ważne jest także wykorzystywanie przestrzeni do kontrataków. Cracovia słabo się czuje w ataku pozycyjnym i problem był taki, że drużyna nie potrafiła wygrywać meczów, kiedy pierwsza traciła bramkę. Dopiero niedawne starcie ze Stalą Mielec (2:1) było pierwszym za czasów tej drugiej kadencji Jacka Zielińskiego na ławce trenerskiej w Krakowie, kiedy udało się wygrać, pomimo pierwszego straconego gola. Był to lekki przełom, ale Gliwice pokazały, że nietrwały. Nie deprecjonowałbym tej porażki, bo Cracovia zagrała tam naprawdę słabo, ale Piast jest obecnie bardzo solidną drużyną i przegrać przy Okrzei to nie jest wielki wstyd czy niespodzianka.

O co w tym momencie walczą Pasy, bo cały czas drużyna trzyma się pierwszej piątki w tabeli i nie wiadomo tak naprawdę, jaki jest końcowy cel tego zespołu? Sezon temu Cracovia skończyła w środku stawki, dwie edycje wcześniej walczyła o utrzymanie, a gdy teraz w końcu wydawało się, że może aspirować do wysokich miejsc, zaczyna zawodzić.

Cel przed sezonem formułowany przez prezesa Janusza Filipiaka był jasny – gra w europejskich pucharach. On jest jeszcze jak najbardziej realny, bo w przypadku zdobycia Pucharu Polski przez Raków lub Legię, czwarte miejsce zagwarantuje prawo startu w eliminacjach do pucharów. Dopóki ten cel będzie realny, to zespół będzie o to walczył. W tej chwili sytuacja jest trochę gorsza, bo bezpośredni rywale, czyli Pogoń i Widzew już trochę odskoczyli, ale Pasy są jeszcze przed spotkaniami z nimi, więc strata punktowa może się zmniejszyć. Gdyby sytuacja stała się już mało realna do uratowania albo wręcz przegrana, to Cracovia będzie grała o jak najwyższe miejsce, ale to pozostanie w fazie deklaracji, a nie konkretów.

Cracovia posiada naprawdę niezłą siłę rażenia z przodu, bo Benjamin Kallman cały czas naciska na Patryka Makucha, a obaj strzelili już po cztery gole w tym sezonie. Michał Rakoczy zdobył jedną bramkę więcej, a jesienią wraz z Jakubem Myszorem siali spustoszenie w defensywach rywali. Wydaje się jednak, że od odejścia Pelle van Amerfsoorta zespołowi brakuje człowieka, który wziąłby większą odpowiedzialność na siebie…

W momencie odejścia Pelle van Amersfoorta, Cracovia przestawiła się na nieco inny styl gry. Najwyżej ustawieni byli Kallman albo Makuch, a za nimi operowali dwaj nominalni skrzydłowi, przez trenera nazywani „dziesiątkami”, czyli Michał Rakoczy i  Jakub Myszor. Oni jesienią mieli naprawdę dobre momenty, ciągnęli ofensywę Cracovii, bo obaj są bardzo szybcy i potrafili wyjść do kontrataku z głębokiej obrony. To w wielu spotkaniach funkcjonowało, zwłaszcza z Legią czy Rakowem. Teraz sytuacja się skomplikowała, bo Myszor ma pękniętą kostkę i jeszcze około miesiąc będzie poza grą. Został tylko Rakoczy, a w wolne miejsce wskakuje Jewhen Konoplanka, który miał być gwiazdą zespołu, ale nie do końca spełnia swoje zadania. Miał cały czas problemy zdrowotne. Ze Stalą zagrał ostatnio niezły mecz, zaliczył asystę. On z resztą jak cała Cracovia – gra w kratkę. Brakuje takiego zawodnika, który dodawałby więcej jakości, szczególnie w przypadku absencji Myszora, bo na jego pozycji powstała dziura.

Czy w takim razie przy pełnej dyspozycji i braku pecha związanego z ciągłymi problemami zdrowotnymi Konoplanka może być liderem zespołu czy jednak on najlepsze lata gry ma już za sobą?

Myślę, że to już jest piłkarz, który wszystko, co najlepsze, ma już za sobą. Jest już w Krakowie dość długo i w zasadzie cały jego pobyt można podsumować jako lekkie rozczarowanie. Nie ma takich momentów, żeby był zdrowy przez dłuższy czas. Oczywiście, czasem potrafi pokazać swoje umiejętności chociażby przy mierzonych dośrodkowaniach. Natomiast on nie jest już fizycznie w stanie być zawodnikiem, który regularnie gra na wysokim poziomie. To mogą być jeden albo dwa mecze i znowu np. kontuzja. Budowanie na nim drużyny nie ma sensu. On może być uzupełnieniem całej ekipy, ale na pewno nie jej filarem.

Do klubu dołączyło zimą kilku nowych zawodników, a dość szybko do składu wkomponowani zostali Jani Atanasov i Arttu Hoskonen. Ten drugi wlał nawet nadzieję w serca kibiców, strzelając kontaktowego gola z Piastem. Do tego sprowadzony został Mateusz Bochnak, o którego Pasy walczyły ponoć ze Śląskiem, ale on dopiero w ekstraklasie zadebiutował. Czy te transfery mogą realnie wzmocnić kadrę?

Te transfery to była konieczność, można powiedzieć, że wymiana 1:1. Cracovia zimą straciła lidera obrony i podstawowego stopera Mateja Rodina, więc trzeba było koniecznie ściągnąć innego środkowego obrońcę, stąd pomysł na Hoskonena. Poważnej kontuzji ścięgna Achillesa doznał Matias Hebo Rasmussen, który też był ważną częścią tej drużyny i konieczne było zastępstwo w postaci Atanasova. Na dokładkę przyszedł Bochnak, który nie był ściągany jako zawodnik do podstawowego składu. On na razie wchodzi na końcówki meczów. Trudno go już ocenić, bo zbyt mało minut rozegrał, żeby wydać sprawiedliwy werdykt. Generalnie Cracovia przespała to okno transferowe, bo jeśli prezes apelował, że chce walczyć o puchary, to powinien wzmocnić drużynę, a tak naprawdę uzupełniono tylko ubytki.

Czy w podopiecznych trenera Zielińskiego to, co wydarzyło się w meczu Pucharu Polski w Kaliszu, gdzie Śląsk przegrał 0:3 z drugoligowcem, może wyzwolić dodatkową motywację, bo wrocławianie do Krakowa przyjadą z niemałym dołkiem mentalnym?

Trudno powiedzieć, bo Cracovia jest w tej chwili też po przegranym meczu. Mobilizacja będzie duża i na pewno będą chcieli wygrać u siebie i pokazać, że liczą się ciągle w walce o czwartą pozycję. Nie wiem, czy to, co Śląsk zaprezentował w Kaliszu, będzie miało jakieś przełożenie na działania piłkarzy Cracovii, bez względu czy wrocławianie by tam wygrali, czy nie. Dla Pasów to będzie bardzo ważne spotkanie, bo przy braku wygranej, te marzenia o pucharach trzeba będzie raczej odłożyć na przyszły sezon. Do tej pory cechą Cracovii było to, że zdarzały jej się porażki, ale nigdy nie wpadała w długoterminowe kryzysy. Jeśli przytrafił jej się gorszy mecz, to dość szybko reagowała i osiągała dobry wynik. To też jest niewątpliwie plus, że te gorsze momenty trwały jeden lub dwa mecze.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.