GKS Tychy - Śląsk Wrocław 2:4. Rozpędzony Śląsk pewnie wygrywa w Tychach! (RELACJA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław wskoczył na fotel wicelidera I ligi, po pewnym zwycięstwie z GKS-em Tychy. Gospodarze mogą mówić o pechu, po naprawdę dziwnie traconych bramkach, ale ciężko Wrocławianom odmówić bycia lepszą drużyną. Zapraszamy na relację z tego spotkania.
Śląsk podchodził do tego spotkania po trzech zwycięstwach z rzędu, z czego oczywiście ostatnie to był mecz wygrany walkowerem z Wisłą Kraków. Mimo tego, śmiało można było powiedzieć że Wrocławianie się rozpędzają, czego skutkiem była szansa na wskoczenie na pozycję wicelidera po tej kolejce. Do tego Śląsk potrzebował wygrać z GKS-em Tychy, który ostatnie spotkanie wygrał pod koniec sierpnia. Klub zajmujący ostatnie miejsce w tabeli, zdecydował się na zwolnienie Łukasza Piszczka oraz zatrudnienie Rene Pomsa w roli strażaka.
👀Skład Śląska na mecz z GKS-em Tychy⚔️🇮🇹
— Śląsknet (@Slasknet) 15 marca 2026
🟢Jambor w wyjściowej "11"
⚪Oskar Wojtczak po raz pierwszy na ławce
🔴Relacja LIVE na naszej stronie
🇮🇹 Hej Śląsk!
⬇️Link do relacji LIVE⬇️
🔗https://t.co/mF1Iw8FO2n pic.twitter.com/lHJ2KEogrt
Ante Simundza nie dokonał żadnych zmian w składzie, względem tego wystawionego na mecz z Wisłą Kraków. Na ławce rezerwowych pojawił się jednak debiutant, piłkarz zgłoszony do pierwszej drużyny Śląska tuż przed tym meczem. Oskar Wojtczak to zawodnik który pokazywał się z naprawdę dobrej strony w rezerwach Śląska, a trener zdecydował się mu zaufać i zabrać z drużyną do Tychów.
Nie dać się zaskoczyć
Spotkanie rozpoczął Śląsk, Wrocławianie od początku próbowali utrzymywać się przy piłce na połowie rywala, oraz naciskać go wysoko, kiedy tylko stracili piłkę. W ciągu pierwszych trzech minut udało się jedynie dośrodkować w pole karne GKS-u. Gospodarze chwilę po tym przejęli piłkę na połowie Śląska, a kontra doprowadziła do celnego strzału na bramkę Szromnika, który jednak nie dał się zaskoczyć.
W 7. minucie Mokrzycki lekkomyślnie faulował Kądziora, blisko ławki rezerwowych. Zawodnik GKS-u Tychy po krótkim rozegraniu, ruszył w okolice 25. metra, po czym uderzył mocno na bramkę Śląska. Ponownie dobrą interwencją popisał się Michał Szromnik, chociaż "wypluł" on piłkę przed siebie. WKS miał trochę szczęścia, ponieważ nie dał rady dopaść do futbolówki.
3 minuty później, pierwszą żółtą kartkę w tym spotkaniu otrzymał Krzysztof Machowski, po agresywnym faulu na Marcu Llinaresie. Spotkanie rozpoczęło się od kilku agresywnych wejść. Piłkę z rzutu wolnego dośrodkowywał Mokrzycki. W fantastycznym stylu zawiesił piłkę, dając mnóstwo czasu piłkarzom Śląska na wbicie jej do bramki, jednak ku zaskoczeniu kibiców, to piłkarz GKS-u uderzył futbolówkę. Wydaje się że Lipkowski nieco oślepiony przez promienie słońca, nieczysto trafił w piłkę która wylądowała w siatce gospodarzy.
Koszmar piłkarza GKS-u nie chciał się jednak skończyć, po chwili piłka znowu wylądowała w siatce Tyszan, a gol znów został zaliczony na konto Lipkowskiego. Timotej Jambor próbując wypuścić Marjanaca, zagrał niecelnie, a piłkę zablokował właśnie Lipkowski. Pech obrońcy gospodarzy polegał na tym, że z kozłującą piłką zupełnie nie poradził sobie Mądrzyk. W tym przypadku winę za bramkę wyraźnie ponosił bramkarz GKS-u Tychy. Na tablicy wyników mieliśmy już wynik 0:2.
𝐊𝐀𝐓𝐀𝐒𝐓𝐑𝐎𝐅𝐀 𝐭𝐨 𝐦𝐚ł𝐨 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚𝐧𝐞...
— TVP SPORT (@sport_tvppl) 15 marca 2026
🔴📲 OGLĄDAJ #TYCŚLĄ 👉 https://t.co/VIRXlnSCya pic.twitter.com/Qh2DVaFSAH
W 19. minucie w pole karne gospodarzy wpadł Luka Marjanac. Drybling zajął mu dość dużo czasu i wydaje się że zgubił się w jego trakcie, jednak w porę odegrał piłkę do Mokrzyckiego. Pomocnik Śląska oddał świetnie wyglądające uderzenie, a podkręcona piłka niewiele minęła bramkę Mądrzyka. Chwilę później sędzia zmuszony był przerwać spotkanie, przez oprawę kibiców gospodarzy, którzy zadymili boisko. Arbiter wznowił grę, jednak po chwili znowu musiał zaprosić piłkarzy w okolice ławki rezerwowych. Dużo kibiców opuściło trybuny na czas przerwy, a dym ogarnął cały stadion.
Wydawało się że długa przerwa pozwoli Tyszanom na oczyszczenie głowy, jednak po powrocie na boisko to Śląsk kontrolował grę. Piłkarze Simundzy nie spieszyli się z grą do przodu, korzystając tylko z pomyłek gospodarzy, aby przesuwać się wyżej. W 34. minucie w końcu goście zdobyli bramkę po własnym strzale. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Mokrzycki, a piłka po jego zagraniu wylądowała idealnie na stopie Jehora Macenki, który zapakował futbolówkę pod poprzeczkę.
Gra bez pośpiechu
W kolejnych minutach Śląsk już zupełnie uspokoił mecz, kontrolując całą akcję na boisku. Zupełnie przybici byli też gospodarze, którzy zupełnie stracili motywację do gry. We Wrocławskiej drużynie wyróżniał się Samiec-Talar, który raz po razie znajdywał coraz to kreatywniejsze sposoby na zagranie do kolegów z drużyny. W 44. minucie znalazł miejsce na 18. metrze i zdecydował się samemu oddać strzał. Niestety piłka minęła bramkę.
W 46. minucie świetnej sytuacji nie wykorzystał Timotej Jambor. Fantastycznym podaniem napastnika Śląska wypuścił Llinares, jednak Słowak mimo bycia sam na sam z bramkarzem od połowy boiska, uderzył prosto w poprzeczkę. W końcówce pierwszej nieco tlenu złapali również gospodarze, którzy próbowali dorwać się do pola karnego Śląska po wrzutkach. Nie wyniknęły z tego żadne groźne sytuacje, jednak mogło to dać znak Wrocławianom że GKS nie będzie chciał zakończyć tego meczu, bez chociażby strzelenia bramki.
Błąd w ostatniej minucie popełnił Lamine Ba, który spanikował w polu karnym i wybił piłkę na rzut rożny. GKS ponownie spróbował swoich sił w dośrodkowaniach, ale Śląskowi udało się przejąć piłkę. Sędzia po tym zakończył pierwszą połowę spotkania.
Wrocławianie z lekką pomocą gospodarzy 😉 prowadzą do przerwy aż 3:0. A powinno być jeszcze wyżej.
— Śląsknet (@Slasknet) 15 marca 2026
______________________________________
⏱️ HT #TYCŚLĄ ⚫️ 0:3 ⚪️
⚠️ LIVE ⬇️ Na naszej stronie pic.twitter.com/lJdcA5OapC
Druga połowa
Śląsk mocno wszedł w drugą połowę, już na jej początku strzał w bok siatki oddał Samiec-Talar, dając sygnał reszcie drużyny, aby nie kończyć tego meczu na wyniku identycznym jak w meczu z Wisłą. Kolejny raz Trójkolorowi postraszyli w 51. minucie, strzał z 16. metra oddawał Mokrzycki, bramkarz sparował piłkę, jednak dobijający ją Marjanac, dał się złapać na spalonym.
Oprawa wrocławskich fanów w Tychach 🔥
— Śląsknet (@Slasknet) 15 marca 2026
______________________________________
⏱️ 56' #TYCŚLĄ ⚫️ 0:3 ⚪️
⚠️ LIVE ⬇️ Na naszej stronie pic.twitter.com/iygPZgEEvG
Mecz po nienajgorszym początku drugiej połowy, nieco wyhamował. GKS nie był w stanie wyprowadzić żadnego ataku, a Śląsk nie spieszył się z kolejnymi akcjami. O walor estetyczny zadbali jednak kibice Śląska.
Spadek koncentracji i znów bez czystego konta
Z czasem drużyna z Wrocławia zaczęła grać wyraźnie zbyt nonszalancko. GKS przejął inicjatywę, a swoich sił próbowali głównie z rzutów rożnych, jednak nawet po stałych fragmentach gry, celne dogranie piłki było często zbyt wymagające dla piłkarzy gospodarzy. W końcu jednak GKS wykorzystał brak koncentracji Wrocławian. Gola po wrzutce z rzutu rożnego zdobył Łasicki, którego nie dopilnował Timotej Jambor. Od razu po straconej bramce na boisku zameldowali się Rosiak i Banaszak, zmieniając Kurowskiego i Marjanaca.
Ta bramka dała skrzydeł piłkarzom gospodarzy. W 72. minucie świetnym dograniem popisał się Wełniak, a z 5. metra uderzał Ryguła, który jednak nieczysto trafił w piłkę. Był to jednak kolejny sygnał ostrzegawczy dla Michała Szromnika i obrońców WKS-u. W 75. minucie na boisku pojawił się Jorge Yriarte, który zmienił Timoteja Jambora. Ante Simundza widząc co się dzieje na boisku, wyraźnie chciał wrócić do stanu, w którym to Śląsk kontrolował grę w środku pola.
Do pewnego stopnia się to udało, Śląsk odzyskał nieco kontroli w meczu. W 78. minucie po faulu na Mokrzyckim, pomocnik Śląska wrzucał w pole karnem a piłka trafiła na głowę Lamine Ba. Nowy obrońca Śląska nie dał rady jednak oddać celnego strzału. GKS uciekał się do kolejnych fauli, w 81. minucie żółtą kartkę otrzymał Luis Da Silva, a tym razem z rzutu wolnego wrzucał Piotr Samiec-Talar. Nie udało się oddać celnego strzału, ale piłka trafiła na rzut rożnym, po którym w polu karnym Tyszan pojawiło się duże zamieszanie. Niestety ponownie, nie udało się żadnemu z piłkarzy Śląska dopaść do futbolówki i uderzyć w światło bramki.
Ciężar gry wyraźnie przeniósł się na połowę GKS-u. Wrocławianie coraz pewniej grali w okolicy pola karnego gospodarzy, aż w końcu sfaulowany w nim został Mokrzycki. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a bramkę numer 11 w tym sezonie zdobył Przemysław Banaszak.
Przemysław Banaszak pewnie z jedenastu metrów ⚽️
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) 15 marca 2026
___
⏱️ 87' #TYCŚLĄ 1:4 pic.twitter.com/8nRYsVuaSz
W 89. minucie szansę na debiut otrzymał Oskar Wojtczak, a wraz z nim na boisku pojawił się Dorian Markowski. Niestety młodzież na przywitanie musiała wyciągać piłkę z siatki, po świetnym strzale Damiana Kądziora, który nie dał żadnych szans Szromnikowi. Kolejne minuty to była chaotyczna gra ze strony obu drużyn, a sędzia po czterech doliczonych minutach zakończył mecz.
Śląsk zameldował się na fotelu wicelidera, a mimo dwóch bramek samobójczych Tyszan, można śmiało powiedzieć że był lepszą drużyną. Przez większość czasu Wrocławianie kontrolowali spotkanie, a kiedy tracili przewagę, szybko potrafili to zmienić. GKS tymczasem, dostał już chyba ostatni sygnał na pobudkę. Piłkarze Rene Pomsa tracą po tym spotkaniu 6 punktów do bezpiecznego miejsca, zajmując ostatnią pozycję w tabeli.
GKS Tychy - Śląsk Wrocław 2:4 (0:3)
Łasicki 67', Kądzior 90' - Lipkowski (S) 11', Lipkowski (S) 13', Macenko 35', Banaszak (K) 87'
GKS Tychy: Mądrzyk – Da Silva, Łasicki, Lipkowski – Błachewicz (Sandoval 46'), Szpakowski, Machowski, Keiblinger – Barański (Ryguła 58'), Rumin (Wełniak 58'), Kądzior
Trener: Rene Poms
Śląsk Wrocław: Szromnik – Llinares, Macenko, Ba, Malec, K. Kurowski (Rosiak 68') – Sokołowski (Markowski 89'), Mokrzycki (Wojtczak 89'), Samiec-Talar – Marjanac (Banaszak 68'), Jambor (Yriarte 76')
Trener: Ante Simundza
Żółte kartki: Machowski 10', Da Silva 81', Łasicki 86'
Sędzia: Mariusz Myszka (Stalowa Wola)
Frekwencja: 6527 kibiców.
