Golem: Trzeba zrobić reset
fot.: Miłosz Ślusarenko
Przed meczem 14. kolejki Ekstraklasy, w którym Śląsk Wrocław zmierzy się z Piastem Gliwice głos zabrał Toni Golem. Co powiedział tymczasowy szkoleniowiec Trójkolorowych?
W którym momencie został pan poproszony o to, żeby poprowadzić drużynę w tym meczu i czy pan sam siebie dzisiaj uważa za trenera tymczasowego, czy już docelowego, który po prostu wchodzi w buty Ante Simudzy?
Jeśli chodzi o to poproszenie, żebym poprowadził ten mecz, to się stało dzień po meczu z Radomiakiem. Rozmawiałem z prezesem jezierskim i po prostu mnie poprosił, żebym został tutaj na ten mecz, żeby poprowadzić drużynę, bo nagle stało się, że zostaliśmy bez trenera i normalne jest to, że się zgodziłem na tę rolę, bo ja tutaj jestem prawie już dwa lata. Znam się z prezesem prawie 20 lat, bo graliśmy razem w Łęcznej i Ruchu Chorzów. Także zdecydowałem się z szacunku do tego klubu, bo ja tutaj jestem prawie dwa lata i naprawdę bardzo fajny czas tutaj spędziłem. Były tu piękne chwile i trochę niefajne, kiedy spadaliśmy z ligi, ale znowu zrobiliśmy awans i po prostu ja czuję, że muszę pomóc w tej sytuacji.
Jaki jest pana pomysł na to, żeby tchnąć nowego ducha w tę drużynę. Czy może chodzi panu po głowie zmiana ustawienia? Może trzeba zagrać czwórką z tyłu, tak jak pan grał większość kariery i tak jak grają drużyny, w ligach europejskich, które walczą o utrzymanie. W top 15 ligach Europy, te które grały trójką z tyłu i walczyły utrzymanie i były w tym konsekwentne, dwie się utrzymały, reszta pospadała. Pytanie, czy pan ma taką obserwację, czy pan o tym myśli, że może trzeba zmienić ustawienie i zrobić twardy reset w drużynie?
Zgadzam się, że trzeba zrobić reset. Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji fizycznej i psychicznej i to było widać w meczu z Radomiakiem. To są fajne statystyki, bo naprawdę nie wiedziałem o tym, że tyle drużyn spadało jak grało trójką z tyłu. Na ten mecz zobaczymy. Mieliśmy tylko dwa treningi, czyli będą zmiany na pewno, ale na przyszłość zobaczymy, jaka sytuacja tutaj będzie, ale moim zdaniem nie jest aż tyle ważne, jak gramy - czy trójką albo czwórką, bardziej chodzi o podejście zmiany sposobu gry. Próbowaliśmy zmienić sposób naszej gry, podejście do gry, podejście do meczu. Myślę, że reakcja jest u zawodników. To było widać i na treningu, i na tych kilku odprawach, które mieliśmy. Mam nadzieję, że jutro to będzie wyglądało dużo lepiej i potem zobaczymy. Wszystkim wiadomo, w jakiej sytuacji jesteśmy.
Jak wygląda sytuacja kadrowa? Czy ktoś poza Mokrzyckim jest niedostępny?
Irodotos Christodoulou jeszcze nie wrócił do treningu z drużyną - trenuje indywidualnie. Uraz łąkotki ma Jehor Macenko i też jest niedostępny.
Jak panu było z tą propozycją zastąpienie Ante Simundzy? Co pan sobie pomyślał? Czy nie było takiej myśli, może skoro trener Simundza odchodzi, no to ja powinienem z nim, a nie go zastępować?
Tak ma być i tak będzie, jak ja nie dostanę tutaj opcji bycia pierwszym trenerem. Ja z z trenerem Simundzą rozmawiałem, on jest bardzo szczerym, uczciwym i normalnym człowiekiem i ja wiem, że to nie jest łatwa sytuacja. Mam tyle szacunku do niego i on do mnie i kiedy przestawiłem tę opcję, że dostałem ofertę z klubu, ja najpierw z nim porozmawiałem, on zgodził się normalnie, że to tak ma być, że nie możemy zostawić teraz tego. Nie pracowaliśmy razem prawie dwa lata, żeby teraz zostawić. Mnie prezes poprosił, żeby poprowadzić ten mecz. Pogadałem z trenerem, porozmawialiśmy między sobą po męsku i nie ma żadnych pretensji z jednej ani z drugiej strony.
Czyli doprecyzowując, jeśli nie zostanie pan pierwszym trenerem Śląska na stałe, to pan odejdzie z klubu?
To odejdę z klubu.
Czyli jest opcja, że zostanie pan pierwszy trenerem Śląska na stałe?
W internecie czytam, że jest.
Pierwszy mecz przeciwko Piastowi Gliwice i kolejne wchodzą w grę - to pan usłyszał?
Tak, usłyszałem. Mam taką informację. Zobaczymy, co będzie. Jesteśmy skupieni na tym meczu. Jutro jest mecz. Po meczu jadę do domu, bo jest przerwa kilka dni, bo jest przerwa na kadrę. Idę trochę odwiedzić swoje dzieci i żonę. I zobaczymy. Wracam tak, i tak. Albo posprzątać mieszkanie i oddać klucze albo pracować dalej w Śląsku.
Mówi pan o podnoszeniu tej drużyny i jak pan patrzy sobie na to, jak te próby trenera Simundzy ostatnio były nieudane, bo on też o tym mówił, on też chciał to zrobić, musiał to zrobić. Pan czuje, że ma inne pomysły, które lepiej się sprawdzą?
Każdy trener ma inny pomysł. Ja pracowałem z trenerem i rozmawialiśmy na każdy temat, co zmienić, co możemy lepiej zrobić, jak to ma wyglądać, ale po prostu nie poszło. Trochę nie chcę mówić o szczęściu, nieszczęściu, bo straciliśmy tyle bramek w ostatnich sekundach meczu, chyba w sześciu albo siedmiu meczach traciliśmy bramki w ostatnich sekundach. Wszystko, co mogło pójść albo na naszą stronę, albo na stronę przeciwnika, to poszło niestety na tą niekorzystną. Myślę, że drużyna dobrze zareagowała na tych dwóch treningach i wszystko się okaże jutro. Czasami to wygląda idealnie na treningach. Przychodzi mecz i to całkiem inaczej wygląda. Mam nadzieję, że jutro wszyscy, jestem przekonany, że wszyscy dadzą z siebie wszystko. Gramy u siebie, gramy bardzo ważny mecz, mam nadzieję że zagramy bardzo dobry mecz, że wygramy to i udamy się na tą przerwę, złapać trochę czasu, żeby potrenować i poznać się lepiej. Tylko cztery mecze zostają do końca rundy, żeby złapać jak najwięcej punktów.
Współpraca pańska z trenerem Simundzą na ostatniej prostej - pan czuł, że te pomysły, te koncepcje są brane pod uwagę, te pańskie, że tutaj jest pewien konsensus? Oczywiście Słoweniec miał na koniec to decydujące słowo, ale czuł pan, że to jest wspólne wyciąganie wniosków? Czy czuł pan jednak, że z tymi swoimi pomysłami mniej się przebija niż by chciał?
Nie mogę teraz o tym powiedzieć, ale ja z trenerem rozmawialiśmy na każdy temat i on brał pod uwagę każdego członka sztabu szkoleniowego. Rozmawialiśmy wszyscy i razem ustawialiśmy taktyki, trening i wszystko. Wszyscy bierzemy odpowiedzialność za to. Wszyscy bierzemy odpowiedzialność i to, co powiedziałem na początku, byłem z trenerem, zostałem tylko przez to, że mnie prezes poprosił, żeby poprowadzić ten mecz, bo teraz nagle ciężko wybrać nowego trenera, ale zobaczymy, co się stanie w tych następnych kilku dniach, bo sytuacja jest taka, jaka jest. Zostaliśmy bez trenera, w tym meczu idziemy wszyscy razem, z resztą sztabu szkoleniowego i zobaczymy, jaką klub decyzję podejmie po tym meczu.
Przygotowania do meczu z perspektywy Śląska to jest jedno, jest też rywal. Czuje Pan, że pod tym względem to było trudne, trudniejsze niż zwykle, że wy musieliście tak dużo u siebie poukładać, a gdzieś ten rywal trochę na drugi plan schodził?
To jest rywal taki, który jest w dobrym momencie. Grają ciekawą taką piłkę. Niestandardowo mogę powiedzieć, bo ich budowanie wygląda trochę inaczej niż cała polska liga. Naprawdę mają dobrych zawodników, szybkich zawodników, ale my tutaj idziemy dalej, analizę zrobiliśmy i mamy swój plan na ten mecz i wyglądało to nieźle w tych dwóch treningach. I najważniejsza jest ta reakcja, żeby się odbudować, żeby wierzyć w siebie, bo naprawdę wszyscy wiemy ile nam ten mecz może dać i te trzy punkty.
Pan wierzy w coś takiego jak efekt nowej miotły?
Wszędzie się tak mówi, to może być efekt, bo zawsze jak pierwszy trener odchodzi, to ci zawodnicy, którzy nie byli w pierwszym planie, mam swoją szansę, żeby się pokazać i to jest super. I ja też widzę taką reakcję na treningu. Ale ja jestem tutaj prawie dwa lata i już znam wszystkich, nie jestem kimś, kto przychodzi nowy i teraz się poznaje dopiero, czyli jeden albo dwa treningi decydują o tym, że wskoczysz do zespołu. Mam swoje zdanie, mam swoje oczy i swoją głowę i tutaj jestem prawie dwa lata, i mam poukładane, jak to ma wyglądać.
Czy planuje Pan zmiany w wyjściowe jedenastce na jutrzejszy mecz?
Planuję.
Czy Karol Borys jutro otrzyma szansę ponownego debiutu w Ekstraklasie?
Nie mogę odpowiedzieć na takie pytanie. Zobaczymy do jutra, co będzie. Jeszcze jedna noc przede mną jest. Treningu już co prawda nie będzie ale na pytania o pierwszej jedenastkę nie mogę odpowiedzieć.
Czy w tym momencie zostali wszyscy dotychczasowi asystenci? Czy ktoś odszedł razem z Ante Simundzą? Kto jest dzisiaj drugim trenerem i pana asystentami?
Wszyscy zostaliśmy. Został też Damian Oslaj, który był pierwszym asystentem trenera Simundzy. Bo też poprosił nas klub, żeby poprowadzić ten mecz i zobaczymy co dalej. Szanujemy klub, bo dwa lata w jednym klubie jesteśmy za granicą. To jest trudna sprawa i naprawdę chcieliśmy zostać do końca, żeby to było z szacunkiem do klubu, tak jak klub ma szacunek do nas. I tak w tym względzie zostajemy wszyscy.
