Rezerwy Śląska na poważnym zakręcie. Widmo spadku coraz realniejsze?
fot.: Miłosz Ślusarenko
Jeszcze kilka miesięcy temu rezerwy Śląska Wrocław były jedną z największych rewelacji II ligi i ocierały się o awans na zaplecze Ekstraklasy. Dziś rzeczywistość jest zupełnie inna. Zespół Michała Hetela ugrzązł w strefie spadkowej, ma poważne problemy w defensywie i coraz mniej powodów do optymizmu. Czy drużynie uda się utrzymać w tym sezonie?
Ten sezon dla drugiej drużyny Śląska Wrocław jest zupełnie inny niż poprzedni. Wiosną rezerwy zachwyciły niemal całą piłkarską Polskę i zagrały w barażach o awans do I ligi. Choć ostatecznie nie udało się, to wynik zespołu był i tak bardzo dobry (w końcu od momentu wprowadzenia systemu barażowego, żadnym rezerwom wcześniej nie udało się w nich zagrać). 5. miejsce w tabeli na koniec rozgrywek otworzyło drzwi wielu zawodnikom do nowych klubów i to również z wyższego poziomu. Dziś sytuacja Trójkolorowych jest nie do pozazdroszczenia. Podopieczni Michała Hetela ugrzęźli w strefie spadkowej i po 14 kolejkach mają na swoim koncie tylko 10 punktów. Wrocławianie w tym sezonie wygrali trzy razy, a ponieśli aż 10 porażek.
Śląsk II zajmuje obecnie 16. miejsce w tabeli i do miejsca barażowego o utrzymanie traci siedem punktów, a do pierwszej bezpieczniej pozycji aż dziewięć. Po serii pięciu meczów bez zwycięstwa uzasadnione jest pytanie, czy rezerwy nie spadną znów do III ligi?
- Jeśli tyle meczów przegrywasz, to musisz też spojrzeć prawdzie w oczy, że na razie tego poziomu nie reprezentujesz. To jest niezły poziom, wymagający jak dla nas, więc na ten moment tak, nie reprezentujemy tego poziomu i jeśli dalej będziemy na takim poziomie grać, no to będziemy mieli problemy
- mówił po ostatnim spotkaniu z Zawiszą Bydgoszcz trener Michał Hetel.
Wrocławianie będą mieć problem z utrzymaniem?
Ciężko nie zgodzić się ze słowami 33-latka, bo po wielu zmianach kadrowych przeprowadzonych latem, zespół pikuje. Rezerwy przede wszystkim tracą za dużo goli - 30, przez co są drugą najgorszą defensywą w II lidze. Śląsk przeciwko Podhalowi Nowy Targ, Sandecji Nowy Sącz, GKS-owi Tychy, Zniczowi Pruszków, Sandecji Nowy Sącz oraz Stali Stalowa Wolą tracił co najmniej trzy bramki. Nie są to w takim razie pojedyncze wpadki. U piłkarzy widać też bezradność pod polem karnym, co dodatkowo działa na niekorzyść punktową.
Przy tym wszystkim trzeba też pamiętać, że przez specyfikę rezerw, muszą one godzić dwa cele - rozwijanie młodych zawodników oraz osiąganie wyników sportowych. Przy częstych rotacjach między jedynką" a "dwójką" oraz brak regularności w składzie mogą utrudniać budowanie zgrania, tym bardziej że młodzi zawodnicy potrzebują czasu, aby nabrać doświadczenia, nauczyć się odpowiedzialności za wynik i odnaleźć się w trudnych momentach spotkania.
Rezerwy Śląska są dziś przykładem, jak szybko sytuacja drużyny może zmienić się po utracie dużej liczby piłkarzy i braku odpowiedniego ich zastępstwa. Obecny sezon udowadnia, że bez stabilności kadrowej (a o nią ciężko w drugich drużynach i to nie ważne, jakiego klubu) nawet ambitne plany mogą szybko legnąć w gruzach, a każdy kolejny sezon może zmienić się o 180 stopni.
Teraz przed podopiecznymi Michała Hetela bardzo ważny mecz w Szczecinie ze Skolwinem, czyli sąsiadem z tabeli, który ma tyle samo punktów co wrocławski zespół. Zwycięstwo pozwoli odetchnąć, a porażka zaniepokoi jeszcze bardziej. Do końca roku Wojskowi zagrają jeszcze pięć spotkań.
