Ivan Djurdjević wraca do Poznania. ''Był bardzo aktywny, głośno o tym mówił''
fot.: Paweł Kot
Niedzielny mecz 5. kolejki przy Bułgarskiej będzie miał specjalne znaczenie dla Ivana Djurdjevicia, który w Lechu Poznań najpierw grał jako piłkarz, a później pracował w roli trenera. Kolejorz był pierwszym pracodawcą obecnego szkoleniowca Śląska w ekstraklasie, jednak akurat ta przygoda nie skończyła się dobrze.
Ivan Djurdjević do Polski trafił przed rozpoczęciem sezonu 2007/2008 jako 30-letni piłkarz z doświadczeniem w rodzinnej Serbii, ale również Hiszpanii oraz Portugalii. W debiutanckim meczu, dokładnie piętnaście lat temu, 11.08.2007 przeciwko Górnikowi Zabrze (4:1) od razu wybiegł od pierwszej minuty i szybko zadomowił się w składzie Lecha Poznań, z którym niedługo później zaczął zdobywać pierwsze trofea. W maju 2009 roku drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę na Stadionie Śląskim wywalczyła Puchar Polski (1:0 z Ruchem Chorzów), a dwanaście miesięcy później, już pod wodzą Jacka Zielińskiego, świętowała mistrzostwo i Superpuchar. Djurdjević stawał się filarem defensywy Lecha, jednak jak wspominają jego koledzy z tamtego zespołu, zainteresowania Serba znacznie wykraczały poza boisko.
- Ivan od samego początku, od kiedy tylko przyszedł, głośno mówił o tym, że to jest jego cel, żeby po karierze zostać trenerem. Był bardzo aktywny, wypowiadał się w różnych momentach, dużo dyskutował ze szkoleniowcami. Pewnie też po części dzięki temu dzisiaj jest w tym miejscu, w którym jest -
- mówi nam były obrońca Lecha Poznań Bartosz Bosacki, który wspólnie z Djurdjeviciem przy Bułgarskiej występował w latach 2007 – 2011. Jak zastrzega, obecnego trenera Śląska cechowało duże zaangażowanie sprawami zespołu, jednak nie można powiedzieć, że był wtedy pierwszy po trenerze albo rządził szatnią.
IMPONUJĄCA LISTA
- W momencie przyjścia do Lecha miał już duże ogranie, bo występował w różnych ligach. Młodzi zawodnicy mogli się od niego uczyć, ale z jego profesjonalnego podejścia do sportu tak naprawdę korzystali wszyscy. Zawsze przygotowany, zawsze miał czas na trening, również indywidualny, pamiętał jednak też o czasie na odpoczynek -
- podkreśla Bosacki.
Djurdjević doświadczenia w barwach Kolejorza nabierał również na arenie międzynarodowej, a lista rywali, z którymi miał okazję rywalizować, jest imponująca. W Pucharze UEFA 2008/2009 Serb mierzył się z Austrią Wiedeń, Feyenoordem (w Rotterdamie zdobył nawet bramkę na wagę zwycięstwa), czy Udinese, a dwa lata później w Lidze Europy z Manchesterem City oraz Juventusem. Lech Djurdjevicia w obu przypadkach zapisał piękne historie awansując do wiosennej części międzynarodowych rozgrywek, jednak czas biegł nieubłaganie i po sezonie 2012/2013 obrońca z Belgradu zdecydował się zakończyć karierę (co ciekawe w pożegnalnym meczu przeciwko Koronie w Poznaniu zdążył jeszcze zdobyć ostatnią bramkę). Djurdjević pozostał w klubie pracując najpierw z drużyną U-19, a później w latach 2015 – 2018 z rezerwami, kładąc podwaliny pod późniejszy awans do II ligi. Przed startem sezonu 2018/2019 podjął nowe wyzwanie – został nowym szkoleniowcem pierwszego zespołu Lecha.
- Rozmawiałem wtedy z Ivanem, pogratulowałem mu, ale powiedziałem, że jeżeli nie dostanie wsparcia z klubu, to może się to źle skończyć. Prowadzenie Lecha to nie jest wcale taka prosta rzecz, został pozostawiony trochę sam sobie. Na pewno inaczej sobie to wyobrażał -
- ocenia w rozmowie z nami były obrońca Lecha Poznań.
WSTYD W CZĘSTOCHOWIE
Pierwsza trenerska przygoda Djurdjevicia w ekstraklasie faktycznie nie należała do najspokojniejszych. Serb przejmował Lecha po fatalnym finiszu poprzednich rozgrywek, w którym wyczekiwane mistrzostwo uciekło na ostatniej prostej, w przypływie emocji zwolniony został Nenad Bjelica, a wiceprezes Piotr Rutkowski występował na pamiętnej konferencji prasowej z przekazem: „Ja nigdy się nie poddam”. Niedoświadczony szkoleniowiec wchodził w sam środek ogromnego zamieszania, jednak początek rozgrywek w wykonaniu jego zespołu był zaskakująco dobry. Lech niespodziewanie zdobył komplet punktów w pierwszych czterech kolejkach (w tym w niesamowitych okolicznościach we Wrocławiu), zanotował też dwa awanse w kwalifikacjach Ligi Europy. Psuć zaczęło się dopiero później – z dziewięciu kolejnych spotkań o punkty Djurdjević wygrał zaledwie dwa, odpadł też w 1/16 finału Pucharu Polski po porażce z pierwszoligowym Rakowem w Częstochowie (0:1), co przyjęto wówczas za wielki wstyd. Serb na ławce Lecha dotrwał tylko do początku listopada 2018 roku – po przegranej z Lechią (0:1) tymczasowo zastąpił go Dariusz Żuraw, a później rozpoczęła się również krótka i zupełnie nieudana kadencja Adama Nawałki.
- Myślę, że to była dla niego dobra lekcja. Znając go, sądzę, że dobrze odrobił to zadanie i wyciągnął wnioski. Po kilku miesiącach przerwy wrócił do pracy, wtedy w I lidze, a dzisiaj znowu jest w ekstraklasie -
- mówi Bartosz Bosacki.
POTRZEBA SPOKOJU
Djurdjević po rozczarowaniu w Lechu przypomniał o sobie na zapleczu ekstraklasy, gdzie przez trzy pełne sezony prowadził Chrobrego Głogów. Początki miał dokładnie odwrotne niż przy Bułgarskiej, bo zaczął od pięciu kolejnych ligowych porażek, inaczej ułożyła się jednak również dalsza część jego kadencji. W dolnośląskim pierwszoligowcu Serb dostał czas, którego dramatycznie zabrakło przy Bułgarskiej, a cierpliwość zaowocowała grą w finale baraży o awans do ekstraklasy (2:3 w Kielcach po dogrywce) na zakończenie poprzedniego sezonu. Na spokojnej pracy Djurdjeviciowi zależy również w Śląsku Wrocław – jego cztery pierwsze mecze po rozpoczęciu pracy przy Oporowskiej przyniosły pięć punktów, a w niedzielny wieczór będzie miał okazję przypomnieć się kibicom na stadionie mistrza Polski. Bartosz Bosacki przyznaje, że śledzi losy dawnego partnera z defensywy.
- Jak jest okazja, to oczywiście ze sobą rozmawiamy, natomiast nie jest tak, żebyśmy dzwonili do siebie co tydzień. Natomiast tak jak z większością kolegów, jeżeli mogę czegoś się dowiedzieć, przeczytać o nich, to staram się to robić. Życzę Ivanowi, żeby dłużej został w Śląsku, a może z jego umiejętnościami, również językowymi, wyjedzie nawet z Polski za granicę –
- kończy nasz rozmówca ze stolicy Wielkopolski.
Początek meczu 5. kolejki ekstraklasy Lech Poznań – Śląsk Wrocław zaplanowano na niedzielę o godzinie 20:00.